Jak dobrze zacząć dzień? | Lifestyle

niedziela, 11 czerwca 2017
Naprawdę zazdroszczę ludziom, którzy od urodzenia posiadają tę fascynującą zdolność wstawania rano w świetnym nastroju. Ja tej umiejętności zdecydowanie nie posiadam, zapewne wiele z Was też nie. Ale czy to znaczy, że genetycznie skazane jesteśmy na przeżywanie okropnych mąk każdego poranka, za każdym rozdzierającym nas na strzępy dźwiękiem budzika?
Do niedawna wydawało mi się, ze tak musi być. Wszystkie genialne internetowe sposoby na ranne wstawanie zawiodły. Jestem sową, nie umiem wcześnie wstawać. Nie umiem myśleć konstruktywnie rano. Nie umiem kłaść się o 22 gdy mój umysł osiąga szczyty wydajności i kreatywności. Jestem pewna, że w ostatnim kręgu piekła, diabły budzą ludzi o 6 rano! Też tak uważasz? No właśnie.
Tylko, że czasem trzeba. Masz rano wykład, chodzisz do pracy, musisz coś załatwić na mieście z samego rana... Co zrobić, żeby nie wyglądać jak zombie, zacząć dzień chociaż odrobinę lepiej niż zazwyczaj?



W idealnym świecie o poranku wstajesz wypoczęta, zrelaksowana, w sumie to jeszcze przed budzikiem. Zrywasz się pełna energii. Za oknem jest piękna pogoda, słoneczko głaszcze Cię po twarzy. Robiąc pyszne i zdrowe śniadanie zastanawiasz się nad planem dzisiejszego dnia. Kalkulujesz, planujesz, układasz. Zanim jeszcze zagotuje się woda na herbatę ( kawy nie pijesz bo nie musisz, jesteś pełna energii) Twój grafik wygląda idealnie. O niczym nie zapominasz, nigdzie nie musisz się spieszyć. Napełniasz swój umysł pozytywnymi myślami. Dziękujesz losowi za piękny poranek, za dzień, który jest dla Ciebie szansą na lepsze jutro, na rozwój, na szczęście. Postanawiasz założyć fundację dla bezdomnych kotów, zdążysz, w grafiku masz przecież luźną godzinę po lunchu. Oczywiście o czasie wybiegasz z domu pięknie ubrana i umalowana. Twoje włosy nie wiedzą co to bad hair day. Na mieście nie ma korków, świat jest piękny, wszyscy się do Ciebie uśmiechają. Kochasz swoją pracę!

Tak... To jak już sobie pomarzyłyśmy to wróćmy do rzeczywistości. Budzik dzwoni trzy razy żeby Cię obudzić. Czujesz się jak zwłoki i tak też wyglądasz. Za oknem leje, a ty uświadamiasz sobie, ze zaspałaś. W kuchni przysypiasz nad czwartym z rzędu kubkiem kawy, żar z papierosa wypala Ci dziurę w obrusie. Albo w nowej bluzce. Postanawiasz się ogarnąć, ale Twoje włosy zdecydowanie nie chcą współpracować. Wciąż śpiąc jednym okiem robisz sobie krzywo makijaż. Twoje ulubione dżinsy jakoś dziwnie się skurczyły,.. zdajesz sobie sprawę, ze naprawdę przytyłaś. Wyglądając jak wydarta psu z gardła ruszasz biegiem do pracy z niedojedzoną kanapką w ręce. Ucieka Ci tramwaj, przez koszmarny korek w centrum spóźniasz się do pracy. Szef jest wściekły, Ty też.



Może poszalałam z tym opisem, ale zapewne wiele osób znajdzie w tym parszywym poranku chociaż kilka elementów, wyjętych z jego własnych porannych zmagań ze światem. Pamiętajmy jednak, ze zaczynając dzień od  "k***a, jak mi się nie chce" świata nie zawojujesz. Jak więc zacząć dzień z odrobiną pozytywnej energii? 

Miły dla ucha budzik

Mnie budzi telefon. Ciebie pewnie też. Większość z domyślnych dzwonków budzika jest albo irytujących albo... sennych. Te senne odpadają z oczywistych powodów. Za to te irytujące... na pewno każdy zna sposób na pobudkę- ustawić piosenkę, która Cię tak wkurza, że będziesz chciała jak najszybciej ją wyłączyć. To zły pomysł, obudzisz się, wstaniesz, ale zabraknie pozytywnego akcentu na poczatek. Chcecie wiedzieć, jaki jest mój dzwonek budzika? Hakuna Matata!

Nie leniuchuj

Wciśnięcie drzemki w telefonie bardzo kusi. Wiem. Ale zbyt długie wylegiwanie się w łóżku sprawia, że jeszcze bardziej leniwa czuję się przez cały dzień. Z drugiej jednak strony zrywanie się zaraz na równe nogi nie do końca się sprawdza. Moim sposobem jest nastawić budzik odrobinę wcześniej. Gdy się obudzę mam kilka minut na to by się przeciągnąć i rozbudzić, ale nie stosuję zasady "jeszcze pięć minut"

Nie narzekaj

Może i wstawanie nie jest łatwe ani przyjemne ale nie marudź. Wiem, że na pozytywne myślenie i wdzięczność losowi nie ma co liczyć. Chwilowo nie jesteś w stanie skonstruować zdania składającego się kilku nieskomplikowanych słów. Po prostu nie powtarzaj w kółko, że Ci się nie chce. Od tego Ci się nie "zachce".

Szklanka wody z cytryną

Dla mnie obowiązkowa czynność zaraz po wstaniu z łóżka. Nawadniam swój organizm, dostarczam mu z rana odrobiny witamin, pobudzam ospały metabolizm, pomagam mu się oczyścić z toksyn. Kwaśny smak cytryny i zimna woda sprawiają, że łatwiej mi się obudzić!

Rusz się!

Ja wiem, że nie masz czasu i Ci się nie chce bo jest rano. Mi też się bardzo długo nie chciało. Teraz żałuję, że nie robiłam tego wcześniej. Odkąd dzień zaczynam od kilku prostych asan, powolnego rozciągania zaspanego ciała, koncentracji na nim, czuję, że mam więcej energii, moje ciało lepiej reaguje na ruch w dalszej części dnia, łatwiej się nam współpracuje.

Zjedz jabłko

Zjedzone na czczo z rana pomaga oczyścić organizm z toksyn. Dodatkowo pobudza, także jabłuszko zamiast kawy? Brzmi zdrowo. Oczywiście niekoniecznie jabłko. Ja równie chętnie sięgam po cytrusy. Dla mnie to idealna opcja na wczesne śniadanie, gdy wstaję zbyt wcześnie przez kilka godzin mam kłopot z jedzeniem. Nic mi nie smakuje, mam mdłości, czuję się ciężko. Owoc załatwia sprawę, nie wychodzę z domu głodna, a jest na tyle lekki, że nie wywołuje u mnie mdłości.

Nie wychodź głodna

Jeśli Twój organizm toleruje posiłki o tak wczesnej porze to Twoim obowiązkiem jest zadbać o zdrowe śniadanie. Jeśli wyjdziesz głodna szybko zabraknie Ci energii. Poczujesz się senna i szybciej sięgniesz po niezdrową przekąskę, która zamiast dodać Ci energii sprawi, że poczujesz się ciężko. Kiedy mogę wstać odrobinę później staram się nie pomijać śniadania i zauważyłam, że o wiele lepiej się wtedy czuję niż gdy o śniadaniu zapomnę. 



A jakie są Wasze sposoby na dobrze zaczęty dzień? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Kosmetyki marki Paese

piątek, 2 czerwca 2017
Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do Was prezentacją i recenzją kosmetyków, które trafiły do mnie w uroczym pudełeczku od marki Paese. Zawartość była spora i bardzo ciekawa więc podzieliłam to wszystko na dwie części. Dzisiaj zobaczycie kosmetyki do twarzy i oczu, ale prawdziwe cuda będą działy się dopiero w następnym wpisie bo pokażę Wam pomadki w kilku bardzo ciekawych kolorach!


Zacznę może od rzeczy, która jest dla mnie podstawą makijażu czyli od tuszu do rzęs. Adore 3D lash mascara marki Paese bardzo przypadła mi do gustu. Ma fajną szczoteczkę, która jednak nie każdemu może się spodobać. Jest dość duża i gruba. Ma równej długości sztywne wypustki. Dla mnie to strzał w dziesiątkę, gdyż nie lubię włochatych tradycyjnych szczoteczek. Wypustki nie są zbyt długie więc pozwalają dokładnie pokryć tuszem nawet najmniejsze rzęski, a dzięki swojej sztywności pozwalają nałożyć mascarę i od razu wyczesać i rozdzielić ewentualne posklejane rzęski.


Mascara jest bardzo czarna i od razu po otwarciu dość rzadka, jednak nie wodnista i da się nią malować bez pozostawiania do podeschnięcia. Na moich długich ale rzadkich rzęskach daje fantastyczny efekt delikatnego podkreślenia długości i wyraźnego dodania objętości. Rzęsy są pogrubione ale nie obklejone przesadnie tuszem. Gdy lekko podeschła efekt jest jeszcze lepszy, a wydłużenie wyraźniejsze. 


Dodatkowo mascara ma dobrą trwałość. Moje oczy są teraz trochę problematyczne bo mocne słońce powoduje ich łzawienie. Mascara zniosła to dobrze, mała łezka nie rozmazała jej po całym policzku. Nie zauważyłam też by tusz się odbijał, osypywał czy rozmazywał nawet przy wielu godzinach noszenia. 


Kolejnym odkryciem z tego pudełka jest puder ryżowy wzbogacony o ekstrakt z mrożonego wina. Wiele dobrego słyszałam o sypkich pudrach tej marki, ale nigdy wcześniej nie miałam okazji ich testować. Bardzo żałuję, bo puder okazał się naprawdę świetnym utrwalaczem makijażu, a do tego dobrze matowi. Jak pewnie większość z Was w gorącym okresie letnim muszę bardziej matowić skórę w strefie T by uniknąć zbędnego świecenia. Mój ulubiony puder nie zawsze dawał radę w takich ekstremalnych temperaturach i często wymagał poprawek w ciągu dnia. Ten daje ładny, trwały mat na wiele godzin. Nie bieli twarzy i nie zauważyłam też by przesuszał moją suchą skórę. 
Dodatkowy plus za wygodne opakowanie. Obracany mechanizm pozwala blokować wydostawanie się pudru przez co produkt się nie marnuje i nie rozsypuje nawet gdy noszę go w torebce. 


Nieco mniej sprawdziły mi się podkłady. Trafiły do mnie dwa,  Double Skin Aqua i Double Skin Matt. Niestety oba są w odcieniu 20 naturalnym więc są dla mnie o wiele za ciemne, zwłaszcza, że ciemnieją po nałożeniu o około jeden ton. Mimo to zdecydowałam się je ponosić w dni, gdy nie wychodziłam z domu i efekt na skórze mi się podobał. Mimo różnych wykończeń oba mogą pochwalić się niezłą trwałością i kryciem średnim w kierunku mocnego. Ładnie pracują ze skórą więc wyglądają naturalnie i nie obciążają cery. Spodobały mi się na tyle, że rozważam poszukanie ich w jaśniejszych odcieniach i przeprowadzenie dłuższych, rzetelniejszych testów.


Wersja Double skin Aqua to lekki nawilżający podkład przeznaczony do cery suchej. Według zapewnień producenta ma tworzyć na twarzy lekki wodoodporny film. Zgadzam się, że jest dość lekki, ale wodoodporności niestety nie sprawdzałam. Zawiera kompleks witamin A, C, E i F oraz aminokwasy jedwabiu, dzięki czemu odżywia i nawilża wrażliwą skórę twarzy. Na skórze daje lekkie, mokre wykończenie. Mam wrażenie, że lekko zastyga, ale nadal pozostaje wizualnie mokry więc dla mnie koniecznie wymaga przypudrowania.
Double Skin Matt jest matującą wersją podkładu do cery mieszanej i tłustej, Absorbuje nadmiar sebum tworząc na twarzy lekki, matowy film. Specjalnie rozdrobnione pigmenty zapewniają jednolity kolor. Optycznie wygładza zmarszczki i także zawiera kompleks witamin. Nie wiem czy osobiście zgodzę się z wygładzaniem zmarszczek bo pod oczy go nie nakładałam, ale wydaje mi się, że raczej ich nie ukryje, ale na pewno nie podkreśli przez to, że zastyga i nie będzie się zbierał w liniach mimicznych. Dla mnie nie wymaga pudrowania ale bardzo tłusta cera na pewno będzie tego wymagała. Ma nieco lepszą trwałość niż wersja Aqua i daje matowe wykończenie ale bez papierowego, płaskiego efektu.


Z całej paczki jedynym dużym rozczarowanie okazały się cienie. Duże opakowania wyglądały bardzo obiecująco, ale spodziewałam się po nich czegoś więcej. Matowy cień Kashmir w opakowaniu wyglądał na jasny waniliowy beż. Niestety okazał się ciemniejszy na skórze niż w opakowaniu i bardziej różowo-beżowy więc nie do końca pasuje mojej urodzie. Cień glam spodobał mi się już bardziej bo okazał się neutralnym jasnym brązem z deliaktnymi różowymi drobinkami. Niestety na powiece jego efekt nie powala intensywnością. Dlatego cienie niekoniecznie sprawdzą się makijażowym freakom oczekującym mocnej pigmentacji i oszałamiających efektów, ale dla osób, które szukają czegoś lekkiego i delikatnego do dziennych makijaży, czym nie zrobią sobie plam i zbyt mocnych krawędzi w makijażu to może okazać się ciekawy wybór.


Gdybym miała jednak wskazać jeden hit tej paczki zdecydowanie wskazałabym na bazę. Paese Hydro Base okazała się produktem działającym cuda! Według producenta ma nie tylko przygotowywać skórę pod makijaż i wydłużać jego trwałość, ale też dzięki zawartości takich składników jak kwas hialuronowy czy Peptydy ma delikatnie pielęgnować skórę w ciągu dnia, koić, łagodzić podrażnienia, walczyć ze starzeniem i utratą nawilżenia. Obietnice duże jak na zwykłą bazę pod makijaż, ale po kilkunastu użyciach muszę przyznać, że to chyba działa. Po nałożeniu tej bazy mam uczucie jakbym nałożyła lekki nawilżający krem. Skóra jest miękka, miła i jakby lekko rozpromieniona. Pozostawia bardzo, bardzo delikatnie lepką powłokę na skórze przez co podkład lepiej się do niej przyczepia, ale jednocześnie jest bardzo komfortowa w noszeniu i nawet jeśli nie nałożę kremu mam wrażenie nawilżonej skóry


Jakbym miała podsumować tę część to zdecydowanie najbardziej polecam Wam spróbować bazy pod makijaż. Moim zdaniem to najlepsza baza dla skóry suchej jaka trafiła kiedykolwiek w moje ręce. Zapraszam Was też na stronę Paese gdzie możecie zobaczyć inne produkty marki. Zachęcam też do wyczekiwania kolejnej części, tam dopiero będzie kolorowo!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Golden Rose Ice Color

środa, 31 maja 2017
Witajcie!
Jakiś czas temu pokazywałam Wam kilka kolorów z kolekcji Ice Color marki Golden Rose. Cała seria tych kolorowych maluszków bardzo przypadła mi do gustu więc bardzo się cieszę, ze w ostatnim czasie w moje ręce wpadły kolejne kolory. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać je z bliska.


O tej serii pisałam wcześniej TUTAJ. Moja opinia o nich się nie zmieniła, więc nie będę zbędnie przedłużać. Jeśli ktoś jest ciekawy i ma ochotę na więcej informacji to zapraszam do podlinkowanego wpisu. Lakiery są fajne bo są małe i tanie więc doskonale sprawdzają się u takich osób jak ja - mam mnóstwo lakierów i prawdopodobieństwo zużycia jakiejś buteleczki jest niewielkie, więc nie potrzebuję dużych pojemności, które zajmują mnóstwo miejsca na półce.


Dodatkowo jest to też dobra opcja dla kogoś, kto rzadko maluje paznokcie lub szuka czegoś nowego. Jeśli szukasz koloru, który Ci się podoba ale nie jesteś przekonana czy się u Ciebie sprawdzi koniecznie zobacz wśród tych maluchów. Nawet jeśli kolor nie będzie w Twoim stylu nie będzie ci szkoda pieniędzy na kolejne eksperymenty! A jeśli malujesz paznokcie rzadko i nie potrzeba ci wielkiej pojemności to także jest opcja dla Ciebie, zużyjesz lakier zanim zdąży się przeterminować!


Ja dzisiaj na warsztat biorę kolejne sześć kolorów. Trafiły do mnie fajne, modne w tym sezonie nudziaki, ale też nieco żywsze kolory. Między innymi cudowne fiolety i dziewczęce róże.

Przejdźmy teraz do najciekawszej części czyli kolorów! Opiszę je w kolejności, w jakiej zobaczycie je niżej na paznokciach.


Golden Rose Ice Color 104 to najjaśniejszy z odcieni jaki do mnie trafił.  To śliczny bardzo jasny nudziak, idealny dla tak bladych dłoni jak moje. Ma raczej neutralne zabarwienie więc wygląda na dłoniach bardzo naturalnie. Fajny na co dzień, do pracy czy szkoły ale także jako baza pod wymyślne zdobienia. Mimo, że jest bardzo jasny to sprawdzi się też latem do opalonej skóry. Ślicznie podkreśli opaleniznę.

Golden Rose Ice Color 133 to kolor, w którym jestem zakochana tej wiosny. Blady, pastelowy róż. Jest  bardzo podobny do 104, ale jego zabarwienie już nie jest beżowe i neutralne, a różowe i dziewczęce. Wygląda bardzo czysto i świeżo. Tak jak poprzedni sprawdzi się na co dzień, pod zdobienia i do podkreślenia opalenizny.

Golden Rose Ice Color 134 kolejny odcień bladego, pastelowego różu. Różni się od poprzednika tym, że nie jest już tak rozbielony. Znajdziemy tu więcej różowego pigmentu i uzyskamy intensywniejszy kolor. Nadal jednak jest to odcień delikatny i świeży. Wygląda bardzo dziewczęco i podkreśla dłonie w subtelny, nierzucający się w oczy sposób.

Golden Rose Ice Color 136 to już o wiele intensywniejszy róż. Cukierkowy i słodki. Ma w sobie fajne, ciepłe różane tony. Wygląda ślicznie i dziewczęco, ale sprawdzi się nie tylko u młodych kobiet. To tak klasyczny odcień, że z pewnością spodoba się także starszym kobietom.

Golden Rose Ice Color 132 to ładny fiolet. Trudno mi go opisać, bo nie jest ani pastelowy, ani zbyt intensywny. Jest fajny i żywy, nie za ciemny i nie zbyt przybrudzony. Po prostu ładny klasyczny fiolet. Zdjęcia dość dobrze oddają jego odcień więc same oceńcie czy Wam się spodoba.

Golden Rose Ice Color 131 ostatni z kolorów, który do mnie trafił to ciemniejszy odcień fioletu. Ten jest chłodniejszy i ciemniejszy od poprzednika. Na dłoniach jest widoczny i przyciąga uwagę, ale jest też dość elegancki. Mimo chłodnych tonów nawet na bladych dłoniach nie tworzy efektu sinych palców.



Oprócz tego trafiły też do mnie dwa kolory, które pokazywałam już wcześniej więc jeśli na zdjęciach je widzicie i jesteście ciekawe jak wyglądają na dłoniach to zapraszam do podlinkowanego wyżej wpisu.
Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Provocater Cascade of Colours | Swatche

niedziela, 28 maja 2017
Witajcie moi kochani!
Dawno mnie tu z Wami nie było nad czym bardzo ubolewam, ale jak niejednokrotnie wspominałam końcówka maja i początek czerwca to naprawdę ciężki okres dla studenta. W końcu jednak znalazłam dla Was chwilę i przychodzę z czymś bardzo ekscytującym bo z nową kolekcją lakierów Provocater. Moją opinię o nich możecie poczytać TUTAJ, więc jeśli jeszcze nie wiecie co to za lakiery to zapraszam do lektury



Marka Provocater wyszła ostatnio na rynek z nową kolekcją, w skład której wchodzi aż 12  nowych kolorów w odcieniach idealnych na lato! W moje łapki trafiło 9 kolorów, które w tym wpisie będziecie mogły zobaczyć z bliska oraz pokażę Wam jak wyglądają na paznokciach!



Lakiery z nowej kolekcji niczym nie ustępują tym, które pokazałam wcześniej. Są równie dobrze napigmentowane w wielu przypadkach, nawet przy jasnych kolorach jedna warstwa daje niemal stuprocentowe krycie. Mają również tę samą gęstą konsystencję, która pozwala na długą pracę z lakierem bez obaw, że spłynie czy rozleje się na skórki. Trwałość jest oczywiście kwestią indywidualną i zależy od zbyt wielu czynników by się o niej rozpisywać, ale na moich paznokciach, które nie lubią się z hybrydami trzymają się naprawdę dobrze i pozwalają cieszyć się pięknym kolorem przez długi czas. 



Przy moich poprzednich postach pojawiły się też komentarze na temat buteleczek i pytania o ich przechowywanie. Faktycznie ich kształt może być kłopotliwy, ale dla mnie to żaden problem. Zestaw startowy Provocater, o którym możecie poczytać TUTAJ przychodzi w bardzo przemyślanym pudełku, w którym znajduje się sporo miejsca przeznaczonego specjalnie na tworzenie własnej kolekcji lakierów. Pudełko jest solidne i ja swoje lakiery przechowuję właśnie w nim. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie więc jeśli dopiero zaczynacie przygodę z hybrydami to naprawdę polecam ten zestaw.



Przejdźmy jednak do kolorów, bo są one naprawdę udane. Będę je pokazywać w takiej kolejności, w jakiej możecie zobaczyć je na zdjęciach paznokci!

Provocater 95 Neon Orange - jak sama nazwa wskazuje to neonowy pomarańcz. Ognisty i energetyczny odcień pomarańczu wpadającego w czerwień. Prawdziwa petarda dla odważnych dziewczyn. Tym mniej odważnym polecam go na stopy. Takie ogniste pazurki w połączeniu z odkrytymi butami nie przejdą niezauważone!

Provocater 94 Neon Lemon - kolejny neonowy kolor dla odważnych. Fantastyczny żółty neonek z lekkimi zielonymi tonami. Kolor mega energetyczny i zwracający uwagę. Dla fanek neonów będzie to doskonały wybór!

Provocater 93 Green Turf - nazwa jakaś taka niezachęcająca, ale co za wnętrze! Mimo, że lakiery w mojej kolekcji można liczyć w setkach to takiego koloru chyba jeszcze nie miałam.  Jest w nim coś nieoczywistego! To taki ciepły, trawiasty zielony, ale jakby ciutkę przybrudzony?  Nawet nie wiem jak opisać ten kolor bo w każdym świetle wygląda inaczej, ale muszę przyznać, że jest ciekawy i wygląda bardzo ładnie na dłoniach.


Provocater 99 Emerald Green - od razu powiem, że mój aparat nie lubi takich kolorów. Wszystkie lakiery w takich kolorach na zdjęciu wychodzą jak turkusowy odcień mięty, a to zupełnie inny kolor! To taki bardzo chłodny morski zielony. Na pewno nie jest tak jasny jak na zdjęciu, jest ciemniejszy i bardziej głęboki, nie ma w sobie nic z pasteli. Jest szlachetny i bogaty dlatego jeśli szukacie czegoś letniego, ale bardziej eleganckiego to koniecznie go sprawdźcie!

Provocater 97 Blue Lagoon - no i moje ukochane niebieskości! Odcień błękitu nieba nad spokojnym morzem. Piękny, jasny ale nie przebielony. Fanki niebieskich paznokci na pewno go pokochają bo to wyjątkowo ładny odcień ciemniejszego błękitu.

Provocater 91 Sapphire - kolejny kolor, w którym się zakochałam! Jest nieco mniej kryjący od pozostałych i rzadszy ale te właściwości wpływają na jego niezwykły kolor. Niesamowicie głęboki atramentowy odcień. Przez to że jest lekko transparentny daje na paznokciach efekt bardzo bogatego, królewskiego granatu. Absolutnie przepiękny i elegancki. Intensywny mimo tego, że dość ciemny.


Provocater 92 Purple Euphoria - radosny i żywy fiolet o ciepłych tonach. Raczej z tych ciemniejszych ale na dłoniach wygląda ładnie i świeżo. Będzie cudownie wyglądał na opalonych dłoniach, ale nawet na takich bladych jak moje wygląda ładnie i nie tworzy efektu sinych palców.

Provocater 102 Rinsed Pink - fajny pudrowy kolor. Radosny i dziewczęcy więc spodoba się wielu osobom. Dość podobny do tego, który pokazywałam Wam ostatnio, ale nie aż tak intensywny. Klasyczny wybór, który cudownie odświeży dłonie i podkreśli wakacyjną opaleniznę. Nada się też na co dzień do szkoły czy pracy zamiast zwykłego nudziaka.

Provocater 100 Biscuit Tan - nudziak idealny. Mocno rozbielony odcień nude z wyraźnymi nutami pastelowego różu. Przypomina mi inny bardzo znany lakier, odcień jest podobny ale nie aż tak blady. Dłonie wyglądają w nim czysto i świeżo. Latem będzie pięknie podkreślał opaleniznę. Sprawdzi się też na stopach, którym nada delikatnego, świeżego wyglądu. Będzie z pewnością dobrym wyborem jeśli na co dzień nie możecie poszaleć z kolorami. Dla osób pracujących w biurze czy po prostu dla kogoś, kto nie chce by jego paznokcie przyćmiewały całą stylizację. A dla zdobieniowych maniaczek idealny jako baza pod stempelki czy inne wymyślne wzory!



Jeśli szukacie czegoś ciekawego, co wpisze się w paznokciowe trendy nadchodzącego lata to koniecznie zobaczcie tę kolekcję! W tej feerii barw każdy znajdzie coś dla siebie. Hybrydy to doskonały wybór na wakacje, kiedy nie chcemy martwić się o odpryski czy wytarte końcówki. Jeśli wybór wakacyjnego lakieru jeszcze przed Wami to polecam zapoznać się bliżej z tą kolekcją! 

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Holograficzne Lakiery Golden Rose | Swatche wszystkich odcieni

niedziela, 14 maja 2017
Witajcie!
Słoneczko rozgościło się już chyba na dobre więc to idealny czas by polecić Wam cudowne lakiery, których największą moc odkryjecie właśnie w dziennym świetle słońca. Chodzi mi oczywiście o nową serię Golden Rose Holographic. Na punkcie tych lakierów blogosfera oszalała w ostatnim czasie i nic dziwnego! 


Seria zawiera siedem pięknych, modnych odcieni dających na paznokciach mocny, tęczowy efekt! To nie jest słabe, rozproszone holo! W słońcu paznokcie mienią się milionem kolorów i tęczowymi iskierkami! Holomaniaczki na pewno zrozumieją mój zachwyt! Dodatkowo lakiery świetnie kryją, co przy holograficznych efektach jest raczej rzadkością. Jedna warstwa mogłaby spokojnie wystarczyć do pokrycia całej płytki paznokcia. Nakładanie drugiej to właściwie formalność. Manicure z nimi jest mega szybki także dzięki pędzelkowi, który nakłada równą warstwę lakieru. Jest dość szeroki, ale dostatecznie elastyczny, by malowanie nim przy skórkach nie sprawiało kłopotu. 


Większość lakieromaniaczek pewnie zna to uczucie - wszystko co pięknie świeci, tragicznie się zmywa. Tu akurat nie ma się czym martwić. Lakier holograficzny zawiera mieniące drobinki tak maleńkie, że nie ma obaw, że zmywanie go będzie trwało wieczność, pochłonie mnóstwo potu, krwi i łez.


Lakiery znajdą wiele różnorodnych zastosowań. Dla osób, które lubią nieograniczony blask świetnie sprawdzą się nałożone solo na wszystkie paznokcie. Te z Was, które lubią bardziej stonowany efekt, mogą wykonać za pomocą tych lakierów drobny akcent na paznokciach w postaci np. gradientu holo połączonego ze zwykłym lakierem lub pomalować tęczowym lakierem tylko jeden paznokieć. Szalonym lakieromaniaczkom lakiery holograficzne Golden Rose dzięki swojej dobrej pigmentacji mogą posłużyć do malowania ręcznych wzorków lub jako baza pod stemple. 


Przejdę jednak do kolorów by ułatwić Wam wybór idealnego odcienia dla siebie! (Zdjęcia lakierów robione w świetle słonecznym by oddać cały ich urok. Zdjęcia na paznokciach w świetle sztucznym lepiej pokazuje kolor bazy)


Golden Rose Holographic  01 - najbardziej klasyczna wersja lakieru holograficznego. Srebrzyście wyglądająca baza, która nie przyćmiewa tęczowego blasku. Lakier lśni się w całości, a pomiędzy tęczowymi refleksami nie widać przebijającego koloru. W Świetle sztucznym wygląda na połyskujące sreberko.


Golden Rose Holographic 02 - Jeden z odcieni, które najbardziej przypadły mi do gustu, czyli bardzo modny ostatnio odcień nude. Baza ma odcień jasnego, złocistego beżu. Nie wygląda nachalnie, przez swój kolor nadaje się na co dzień i wygląda bardzo elegancko.


Golden Rose Holographic 03 - kolejny odcień, który bardzo przypadł mi do gustu i jest kolorem bardzo modnym w tym sezonie. Przygaszony, zbrudzony i chłodny odcień pastelowego różu. Z pewnością przypadnie do gustu wielu osobom przez swój nieoczywisty kolor, który wygląda pięknie, świeżo ale też nie jest nachalny mimo swojego mocnego tęczowego błysku.


Golden Rose Holographic 04 - tu już zaczyna się zabawa! Soczysty owocowy odcień. Przywodzi mi na myśl maliny lub truskawki. Ciepły, lekko czerwonawy róż. Widoczny na paznokciach. Przyciąga uwagę.


Golden Rose Holographic 05 - Ten odcień z pewnością też znajdzie swoje zwolenniczki. Jest dość nieoczywisty. Z jednej strony wydaje się być dość mocnym fioletem o intensywnej, przyciągającej wzrok barwie, z drugiej jest w nim coś delikatnego i pastelowego. Zmienia się zależnie od światła, ale w każdej postaci wygląda ślicznie.


Golden Rose Holographic 06 - delikatny i pastelowy odcień chłodnego, lekko nawet stalowego błękitu. Sam kolor nie rzuca się w oczy jakoś bardzo i pozostawia dużo miejsca na popisy iskrzących drobinek. Niemniej sam w sobie też jest uroczy i będzie dobrym wyborem na wiosnę


Golden Rose Holographic 07 - ostatni już kolor z tej kolekcji. Jest to czerń, ale nie smolista i ciemna, a raczej nieco wypłowiała i grafitowa. Myślę, że efekt ten zawdzięcza dużej ilości holograficznych drobin przez co baza lakieru wydaje się szarawa i ... zadymiona. Na paznokciach wygląda ładnie i dość świeżo mimo swojego ciemnego odcienia.



To już wszystkie kolory z tej nowej serii. Dajcie znać, który kolor przypadł Wam do gustu najbardziej i czy tak jak ja uwielbiacie tego typu efekty na paznokciach!

Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Provocater | Recenzja i Swatche

niedziela, 7 maja 2017
Witajcie!
W poprzednim wpisie pokazałam Wam openbox zestawu startowego marki Provocater. Dzisiaj, chciałabym Wam pokazać przepiękne pastelowe lakiery hybrydowe, które do mnie trafiły razem z tym zestawem. Kolory te będą idealnym wyborem na wiosnę dla wszystkich fanek pasteli i nie tylko! 


Lakiery Provocater wyróżniają się na tle innych marek już na pierwszy rzut oka. Ich buteleczki znacznie różnią się od klasycznych okrągłych butelek tak popularnych wśród innych firm. Te mają smukły i elegancki kształt łezki. Nakrętka jest długa i zakończona ostrym szpicem. Daje to fajny, drapieżny efekt, zdecydowanie przyciąga wzrok, zwłaszcza, ze szpic nakrętki przypomina mi obcas. Czy może być coś bardziej kobiecego? Od razu widać, że są to lakiery dla kobiet zdecydowanych i pewnych siebie!


Lakiery nakłada się bardzo dobrze. Dzięki płaskiemu, elastycznemu pędzelkowi mamy pełną kontrolę nad lakierem i możemy nim dojechać do samych skórek. Ciekawa jest też konsystencja, która akurat nie każdemu może się spodobać, mi jednak bardzo przypadła do gustu. Jest ona bardzo gęsta, wręcz przywodzi na myśl żel. Dla mnie jest do duży plus bo pozwala mi pracować z lakierem nawet dłuższą chwilę bez obawy, że spłynie i rozleje się na skórki. W połączeniu z pędzelkiem, który jest idealny do tego rodzaju konsystencji pozwala na dużą precyzję. Trzeba jednak uważać, by nie nałożyć zbyt grubych warstw! Pamiętajmy, że lakiery hybrydowe lepiej nałożyć kilkoma cienkimi warstwami niż jedną grubą!


Zaskoczyła mnie w nich pigmentacja! Mam cztery kolory, wszystkie w jasnych, pastelowych odcieniach, w których jestem absolutnie zakochana! Spodziewałam się jednak, że będą wymagały wielu warstw by uzyskać pełne krycie. Spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo lakiery Provocater są świetnie napigmentowane i w niektórych przypadkach druga warstwa to tylko formalność!


Nieco inną konsystencję niż lakiery kolorowe ma baza i top. Baza jest dość wodnista, ale nie na tyle by trudno było z nią pracować. W sumie to chyba nawet wolę jeśli baza ma rzadszą konsystencję. Podobnie jest z topem No Wipe. Jest on nieco rzadszy niż lakiery kolorowe ale nie spływa na skórki.
Dodatkowo warto wspomnieć, że baza zawiera w sobie witaminy B5 i E, które korzystnie wpływają na kondycję paznokcia. Top No Wipe jest z kolei idealny do aplikacji pyłków typu lustro lub innych drobniutkich pyłków, które aplikujemy na lakier bez warstwy dyspersyjnej. 


Przejdę jednak w końcu do kolorów, bo zdjęcia nie oddają ich wielowymiarowości i muszę się trochę odwołać do Waszej wyobraźni byście mogły w stu procentach docenić ich wielowymiarowość.


Provocater 19 Juicy Naked zagościł na moich paznokciach jako pierwszy. Ma nieco mylącą nazwę bo słowo Naked sugeruje coś cielistego i beżowego. Owszem, jest to kolor delikatny i dzienny, ale beżu w nim nie uświadczymy. To cudowne połączenie pasteli i neonu o barwie soczystej brzoskwini. Bardziej pomarańczowy niż różowy, ale ładnie rozbielony. Mimo to ma w sobie coś intensywnego, przykuwającego wzrok. Wygląda cudownie świeżo na paznokciach. Myślę, że pełnię jego uroku można będzie dostrzec dopiero latem na opalonych dłoniach, pięknie będzie pasował do letniej opalenizny i doskonale ją podkreślał.


Provocater 40 Love Story to kolor równie ciekawy jak powyższy. Ma w sobie jednocześnie coś pastelowego i neonowego. Jest to odcień rozbielonego cukierkowego różu, bardzo słodkiego i uroczego. Nie jest jednak bladym odcieniem pasteli, to kolor dość intensywny. Jednocześnie grzeczny i dziewczęcy ale trochę żarówiasty. Naprawdę niezwykły kolor i tak jak odcień 19 będzie fantastycznie wyglądał na opalonych dłoniach i stopach.

Provocater 45 Light Lavender to kolor, którego trochę się bałam. W buteleczce wygląda na przybrudzony i szarawy. Takie tony w połączeniu z pastelowym, mlecznym fioletem często wyglądają sino i trupio. Jak się okazało nie było się czego bać bo na dłoniach wygląda pięknie i świeżo. Delikatne pastelowe nuty mają zdecydowaną przewagę nad nutami szarości. Jest to odcień zdecydowanie chłodnego fioletu, ale na paznokciach wygląda bardzo dziewczęco. 



Provocater 70 Blue Sky czyli mój ulubieniec. Pastelowy ciepły błękit. Rozgrzewają go delikatne nuty turkusu przez co przypomina mi lazurową wodę na tropikalnej plaży. Dekilatny i pastelowy, ale nie przesadnie rozbielony. Dodaje dłoniom świeżości i myślę, że będzie przepięknie wyglądał na stopach. Przy pierwszym użyciu przypominał mi kultowy lakier innej marki, ale jednak w porónaniu wypada zupełnie inaczej. Jest cieplejszy i bardziej świeży.

Ponieważ paczkę dostałam już jakiś czas temu to miałam okazję przetestować lakiery na wszystkie strony i muszę przyznać, że jestem zadowolona z ich trwałości. Dłonie w nich wyglądały ładnie i świeżo przez długi czas, lakiery nie matowiały i nie zmieniały kolorów przy dłuższym noszeniu. Dobrze zniosły test odporności na zarysowania i na długie moczenie w wodzie. Mimo to nie sprawiały kłopotów przy zmywaniu, dlatego jeśli kolory Wam się podobają i macie ochotę na coś niepowtarzalnego to zdecydowanie polecam!



Przy okazji wspomnę Wam też o pyłkach. W moje ręce trafiły dwa - Pink Stardust i Galaxy Stardust. 
Pierwszy z nich to typowa syrenka o różowym zabarwieniu. Zmienia kolor lakieru bazowego i wypada różnie w zależności od tego, na jaki odcień zostanie położona. Moim zdaniem najpiękniej wygląda na jasnych kolorach. Czerń zdecydowanie zjadła jej urok. 
Drugi dla odmiany jest stworzony dla ciemnych kolorów. Na jasnych prawie wcale go nie widać. W mocnym słońcu i przy obserwacji z bliska można dostrzec, że nadaje on bardzo delikatny fioletowo-niebieski poblask. Dopiero na czerni pokazał co potrafi. Iskrzył się z daleka milionami niebieskich i fioletowych refleksów przywodząc na myśl rozgwieżdżone niebo!

Pink Stardust na błękicie, bieli i brzoskwini

Galaxy Stardust na czerni i bieli

Jeśli lakiery lub pyłki Wam się podobają to koniecznie zajrzyjcie na stronę by dowiedzieć się gdzie je kupić KLIK. Są godne polecenia, więc jeśli jeszcze nie próbowałyście to zdecydowanie zachęcam.

Dajcie znać, który kolor podobał Wam się najbardziej!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Provocater Starter Set | Openbox

niedziela, 30 kwietnia 2017
Na wstępie OGŁOSZENIE: bardzo Was przepraszam za kolejną dłuższą przerwę na blogu! Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, ale jak się okazało mogą człowieka całym stadem dopaść sytuacje losowe różnego rodzaju.  Obawiam się niestety, że najbliższy miesiąc również będzie wyglądał dość biednie pod względem wpisów, ale obiecuję dokładać wszelkich starań żeby nie było tu pusto i cicho! 



Skoro tę mniej przyjemną część mamy za sobą, to przejdźmy do milszej części czyli do openboxa zestawy startowego Provocater. 

Zacznę od tego, że zestaw jest cudownie zapakowany. Duże solidne pudełko mieści w sobie wszystko co potrzebne do wykonania manicure hybrydowego. Koniec z akcesoriami pochowanymi po kątach. Od teraz mam wszystko w jednym miejscu, zapakowane w piękne i wygodne pudło, które mieści wszytstko, łącznie z lampą, a dodatkowo ma przygotowaną przegródkę, w której można stworzyć własną kolekcję lakierów! Rozwiązanie po prostu idealne!



No ale nie samym pudełkiem żyje człowiek! Co znajduje się w środku? Wszystko czego potrzeba do wykonania swojego pierwszego manicure hybrydowego. W standardowym zestawie znajdziemy:

- Lakier hybrydowy w odcieniu czerwonym, a więc klasyczny i uniwersalny,
- Base&Top 
- Oliwka do paznokci
- Cleaner do odtłuszczania płytki przed wykonaniem manicure 
- Remover, którym łatwo usuniemy manicure
- Drewniane patyczki do odsuwania skórek
- Sporą rolkę wacików bezpyłowych
- Bloczek polerski
- Folie do zmywania manicure
- Lampę 24W

Mój zestaw różni się nieco od standardowych gdyż nie znalazłam w nim czerwonego lakieru (na szczęście). Zamiast tego w moje łapki trafiły cztery cudowne pastelowe lakiery, które już niedługo pokażę Wam z bliska, oraz dwa pyłki, które również zasługują na swoją chwilę na blogu. 





Jeśli zastanawiacie się nad tym zestawem to ja go bardzo serdecznie polecam. Jest fantastycznie skomponowany. Mamy w nim wszystkie akcesoria potrzebne do wykonania manicure i to w takich ilościach, że wystarczy ich na więcej niż raz. Wszystkie produkty są dobrej jakości i niczego nie trzeba dokupywać osobno. 
Zestaw ten nie jest drogi bo kosztuje 289 zł (teraz w promocji za 219zł) i naprawdę jest godny polecenia. Jeśli się nad nim zastanawiacie, chcecie poczynić pierwsze kroki z manicurem hybrydowym i nie wiecie czego będziecie potrzebować, albo szukacie fajnego prezentu dla bliskiej Wam kobiety, to naprawdę warto się zainteresować tym pudełeczkiem. 



A nawet jeśli cały zestaw nie jest Wam potrzebny to myślę, ze warto zwrócić uwagę chociażby na samą lampę, która jest niewielka i poręczna, ale jednocześnie ma wystarczającą wielkość by utwardzanie lakieru nie sprawiało kłopotów. 24W to całkiem spora moc i w porównaniu z małym mostkiem, z którego korzystałam dotychczas to nieporównywalnie wyższy komfort pracy. Większa moc i czujnik, który zapala żarówki gdy włożymy dłoń do lampy zdecydowanie skraca czas pracy nad manicurem i pozwala cieszyć się pięknymi paznokciami niemalże bez wysiłku!

Gdyby ktoś z Was był zainteresowany zakupem tego zestawu to można kupić go TUTAJ!


Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.