Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drogeria Natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drogeria Natura. Pokaż wszystkie posty

NEW IN | Kwiecień 2016

poniedziałek, 2 maja 2016
Witajcie!  Kwiecień minął jak mgnienie oka! Doprawdy nie wiem gdzie uciekło mi te 30 dni! Chociaż jak wiadomo czas szybciej płynie gdy dobrze się go spędza, a dla mnie ten miesiąc był pełen atrakcji! Odwiedziłam dwukrotnie swoje ukochane miasto  - Warszawę.  Na początku miesiąca pojechałam z siostrą na koncert Hollywood Undead, siedzenie pięć godzin pod klubem Stodoła, w którym odbywał się koncert się opłaciło, siostra stała pod samą sceną! Ja przez chwilę też, ale jednak lepiej ogląda się koncert stojąc z tyłu, za starą już jestem na skakanie pod sceną. Drugi raz w Warszawie byłam pod koniec miesiąca na konferencji Meet Beauty.  O tym wydarzeniu nie będę się teraz rozpisywać ponieważ pojawił się już wpis poświęcony moim przemyśleniom na temat tego wydarzenia [KLIK]. Oprócz wyjazdów piękna pogoda zachęca do spędzania aktywnie czasu!


Mimo, ze miesiąc zdawał mi się  jednym dniem to  zrobiłam w tym czasie  dość duże zakupy wiec polecam zrobić sobie herbatę do tego posta!



Pierwszą nowością z tego miesiąca jest gadżet: elektryczna szczoteczka do oczyszczania twarzy Mary Kay. Ma piękne wiosenne kolory. Cudownie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu.


Wcześniej nie przykładałam większej uwagi do oczyszczania, wiec w mojej łazience brakowało oczyszczających kosmetyków. Zaopatrzyłam się więc najpierw w piankę z Nivea.  Fajny kosmetyk, ale jednak nie do końca sprawdzał się w połączeniu ze szczoteczką. W związku z tym wybrałam się na poszukiwania czegoś innego. Na promocji w Naturze znalazłam żel do mycia twarzy i oczu Tołpa. O wiele delikatniejszy i przyjemniejszy w użyciu. Kupiłam też tonik z Bielendy. Ten, który miałam wcześniej już sięgał dna poza tym znudził mi się i miałam ochotę spróbować czegoś innego, a Bielenda była akurat na promocji, poza tym jest to marka, którą bardzo lubię.


W połowie miesiąca trafiła do mnie paczka z produktami Oeparol i La Luxe Paris. W paczce znalazły się między innymi kosmetyki do makijażu: podkład, lakiery do paznokci w pięknych kolorach, tusz do rzęs, którego używam w tej chwili bez przerwy,  eyeliner w płynie - ten gagatek to mój ulubieniec z tej paczki, masakra do brwi i błyszczyk. 


Oprócz tego Oeparol obdarował mnie także dermokosmetykami. Tę firmę znałam do tej pory jedynie z suplementów diety, dlatego bardzo się cieszę, że mogę zapoznać się z ich kosmetykami. Jedwab do ciała, krem do twarzy i płyn do demakijażu. Wszystkich tych kosmetyków używam aktualnie. Wkrótce będziecie mogły poczytać więcej o tych produktach.


Duża promocja w drogeriach Natura zaowocowała także zakupem kosmetyków do makijażu,  głównie do konturowania.  Planuję wpis na ten temat więc po raz kolejny polecam zaglądać na bloga. Skusiłam się na nowość - trójki do konturowania z Sensique [KLIK]. Chwyciłam też konturówkę do ust w ślicznym pomarańczowym kolorze, oraz paletkę czterech produktów do konturowania z Kobo. Po pierwszym użyciu zakochałam się w zawartych w tej palecie pudrach konturujących więc wróciłam by dokonać zakupu pełnowymiarowych opakowań.


O tym, jakie upominki przywiozłam z Warszawy i konferencji Meet Beauty już mogliście poczytać  TUTAJ, natomiast zakupy z Rossmanna chyba zawrę w osobnym poście bo jest ich sporo już teraz, a to jeszcze nie koniec promocji!


To by było na tyle chociaż mam ochotę powiedzieć,  że to aż tyle bo naprawdę dużo tego wszystkiego.  Możecie się w najbliższym czasie spodziewać licznych recenzji.  Chętnie się dowiem co w kupiłyście fajnego,  zwłaszcza w podczas promocji w drogeriach Natura i Rossmann.
A jeśli jakiś produktów jesteście ciekawe to zachęcam do pisania w komentarzach!
Dzięki i do następnego  :*
Czytaj dalej »

Kobo Matte Liquid Lipstick | Recenzja

czwartek, 12 listopada 2015
Wiecie, że uwielbiam matowe pomadki? Wiecie, na pewno wiecie, bo mówię o tym przy każdej okazji. Nie wiecie natomiast jak bardzo byłam nagrzana na pomadki Kobo Matte Liquid Lipstick! Na pewno tego nie wiecie, bo ja sama nie umiem opisać jak ogromnie ich porządałam odkąd tylko zobaczyłam zapowiedzi w necie. Czatowałam na nie przy szafie Kobo i dorwałam jak tylko się pojawiły. Wybrałam sobie dwa kolory i pognałam z tą zdobycza do domu żeby napawać się zwycięstwem i powiększeniem mojej matowej kolekcji!
Taaaa... To teraz Wam powiem co o nich myślę. W Gdańsku pogoda jest wręcz wisielcza więc idealna na taką recenzję.

Kojarzycie wpis o różu z Wibo Boutique de Beaute? Ten, w którym narzekałam, ze firma robi ludzi w ... wiadomo co? [klik] No to tym razem znów coś w tym guście. Po raz kolejny po prostu nie pisałabym nic, bo pisanie negatywnych recenzji nie jest moim ulubionym zajęciem, ale kolejny raz czuję sie wprowadzona w błąd. Od razu powiem dlaczego. z matem te pomadki nie mają nic wspólnego! Na wszystkich mozliwych mediach społecznościowych Kobo nazywa swoje pomadki matowymi. Na opakowaniu mamy jasny i wyraźny napis Matte, także z tyłu opakowania jest wspomniane o matowym efekcie. No i co? Jajco, że tak się wyrażę. No chyba, że "matowa" miała oznaczać, że nie ma w sobie drobinek, ale zazwyczaj mówi się wtedy "kremowa", albo najzwyczajniej w świecie "pomadka w płynie". Bo matowa to znaczy, że matowa, taka sucha, nieklejąca, zastygająca, która na niczym się nie dobija i nie wygląda jak błyszczyk. No chyba, ze ja mam jakis wypaczony pogląd. Jak tak to sorry, zapomnijcie o tej recenzji!

Opakowania mają ładne. Nieduże, proste. Z przezroczystego plastiku, dzięki czemu widzimy na żywo kolor i stopień zużycia. Bez zbędnych ozdób; logo marki, nazwa produktu, z tyłu niezbędne informacje. Wszystko prostymi czcionkami. Do tego zakrętka z półmatowego plastiku, czarna, zaokrąglona na górze. W środku ścięty gąbeczkowy aplikator, standardowy dla większości produktów tego typu. Naprawdę cieszą oko.

Mają konsystencję gęstego  kremowego błyszczyka. Nie obudziło to mojej podejrzliwości, bo mam pomadki matowe (chociażby te z Lovely w starej formule), które konsystencję mają bardzo podobną. Naprawdę byłam przekonana, że po kilku minutach zastygną. Nie zastygły. Pod wpływem ciepła warg stały się jeszcze bardziej płynne. Pozostają mokre przez cały czas, włosy się do nich kleją, zostawiają ślady na wszystkim czego dotkniecie ustami... Okropność!
Co idzie za tym, że się jeszcze bardziej topią, rozlewają się. Potrafią się brzydko wylać za kontur ust, zbierać w załamaniach warg, robią się zacieki... no po prostu coś strasznego! Oczywiście, jeśli nałożymy ich odrobinkę to tego problemu nie będzie, ale pigmentacją to one nie powalają, więc jeśli odciśniemy nadmiar na chusteczce (nadmiar? Po przyłożeniu chusteczki wsiąka w nią niemal wszystko!) to koloru nie uzyskamy. Kryją przy większej ilości, ale wtedy, jak powiedziałam wyżej, trzeba pilnować, żeby się nie rozlały.

Nie wypowiem się czy sa trwale. Pewnie jak nałożymy niewiele to będzie jakiś tam kolor dopóki nie będziemy jeść czy pić. Może po obrysowaniu konturówką albo nałożeniu ich na mega trwały produkt coś się uda z nich wykrzesać, ale na razie jestem załamana.
Naprawdę szkoda, że to taka wielka ściema z tym matem bo kolory sa naprawdę swietne, ja mam dwa, ale w gamie jest sześć i gdyby były naprawdę matowe i trwałe to kupiłabym wszystkie.

Kolor 404 Litchi Yoghurt, to taki fajny koralowy ciepły odcień. Trochę w nim czerwieni, trochę malinowego różu, nieco pomarańczu. Prawdziwy koral, który rewelacyjnie wygląda przy ciepłym typie urody. Elegancko, ale nie pretensjonalnie, nada się na dzień dla osób lubiących kolory. Świetnie ożywia cerę.

406 Raspberry Shake to dla odmiany mega mocny kolor. Prawdziwa dająca po oczach fuksja! Zimna, z wyraźnymi fioletowymi tonami. To kolor dla odważnych, takiego mi brakowało!

Cena za ten kosmetyk jest niewielka, bo zaledwie 15 zł, a mamy tu az 9 ml produktu. Sporo jak na szminkę, nie będzie łatwo ją wykończyć. Ogólnie cała gama składa się ze świetnych kolorów, te dwa to po prostu moi faworyci. No tylko z konsystencją jest nie bardzo, bo nawet na zdjęciu możecie zauważyć, że pomadka zaczęła się rozlewać po dłoni. Niefajnie, ale liczę na to, że znajdę na nie sposób bo są piękne!



Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Essence Colour & Go - no. 134 Stuck on You

niedziela, 8 września 2013
Firma/Seria: Essence Colour & Go
Odcień: 134 - stuck on you
Pojemność: 8 ml
Krycie: 1 warstwa
Cena: 4.99 zł
 
Stuck on You to zgaszony śliwkowy krem z delikatnym srebrnym shimmerem. Konsystencja bardzo przyjemna, rzadka ale nie lejąca.  Wystarczy jedna warstwa by idealnie pokryć płytkę paznokcia. Nie widać żadnych smug ani bąbelków. Schnie umiarkowanie, nie długo ale tez nie superszybko. Bardzo spodobała mi się nakrętka, rozszerzająca się w górę, lekko spłaszczona, wprost idealnie leży w dłoni. Pędzelek taki jak lubię, dość szeroki, krótki, ścięty na okrągło. Nie sprawia absolutnie żadnych problemów przy malowaniu, doskonale się nim manewruje przy skórkach. Zamyka się na "klik". Lubię taki rodzaj zamknięcia bo zmniejsza ryzyko niedokręcenia lakieru. Ze zmywaniem nie ma najmniejszego problemu, nie rozmazuje się, nie barwi płytki ani skórek, szybko schodzi. 



 To mój pierwszy lakier tej firmy i coś mi mówi, że się polubimy. Kolor bardzo jesienny, z pewnością będzie często gościł na moich paznokciach i na pewno jeszcze nie raz sięgnę w drogerii po te lakiery :)
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.