Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rossmann. Pokaż wszystkie posty
Lovely Peach Desire | Recenzja
Witajcie!
Trend na ciepłe kolory na powiekach staje się co raz mocniejszy, a na rynku mamy co raz więcej marek oferuje nam palety i cienie zawierające ciepłe barwy. Wybór robi się ogromny i nie wiem jak Was, ale mnie cieszy to bardzo, ponieważ jak zapewne wiele razy wspominałam uwielbiam ciepły makijaż oka. Do tej pory co prawda ograniczałam się do ciepłych brązów i złota, ale czerwienie, pomarańcze i borda robią na mnie co raz większe wrażenie i postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję cieni o modne odcienie. Nie wiedziałam co prawda czy tego typu kolory się u mnie sprawdzą, bo do tej pory w moich zbiorach gościło kilka ciepłych bordowych cieni, ale żywszych czerwieni i pomarańczu już mi brakowało. Nie chciałam więc inwestować w drogą paletkę i długo odkładałam zakup na później. Na szczęście wpadła mi w oko nowość od Lovely - paletka Peach Desire oferuje nam kilka cieni w modnych barwach za niewielką cenę, a dodatkowo zbierała rewelacyjne opinie w internecie - zobaczenie jej na sklepowej półce okazało się doskonałą okazją do wypróbowania kolorów, które od dawna kusiły mnie z instagrama.
Mała paletka wygląda na półce bardzo niepozornie. Wykonana pomarańczowego i przezroczystego, grubego plastiku zawiera w sobie siedem cieni i gąbeczkowy aplikator. Muszę przyznać, że naprawdę jej wygląd może zmylić. Przez ten kolorowy plastik i malutkie opakowanie wygląda jak zabawka. Ale zdecydowanie zabawką nie jest i od razu zdradzę Wam, że powala jakością.
Jak wspomniałam mamy tu siedem cieni, z czego aż pięć jest matowych. Na pierwszy rzut oka kompozycja kolorystyczna wydaje się bardzo przemyślana i przyjazna użytkownikowi. Mamy tu jasny matowy beż, czyli podstawę każdego makijażu, dwa kolorowe cienie matowe, dwa błyszczące mogące stanowić doskonałe uzupełnienie makijażu o coś ciekawego oraz dwa ciemne matowe kolory. To sprawia, że paletka jest niemal samowystarczalna. Jeśli ktoś lubi tylko ciepłe barwy, to tą paletką będzie w stanie poradzić sobie zarówno z makijażem dziennym jak i mocniejszym wieczorowym.
Największym zaskoczeniem w tej palecie jest jakość cieni. Pod palcem są bardzo miękkie i pudrowe. Na pędzel nabierają się w solidnej ilości i doskonale przyczepiają się do skóry. Spodziewałam się, że będą się pylić i osypywać pod oko w trakcie aplikacji, ale na szczęście nic takiego nie ma miejsca. W każdym razie nie w ilości nie dającej się znieść bo delikatny osyp, jak przy większości mocno napigmentowanych cieni występuje, ale spokojnie można sobie z nim poradzić.
Mimo mocnego chwytania się powieki i bardzo mocnej pigmentacji kolory te nie tworzą plam. Dają się bardzo łatwo rozetrzeć jeśli w jakimś miejscu nałożymy za dużo. Dodatkowo pozwalają się budować i łączyć. Cień nakładany jeden na drugi nadal łapie się powieki i nie tworzy prześwitów czy dziur w makijażu.
Kolory napigmentowane są wprost rewelacyjnie i to naprawdę mnie zaskoczyło, bo jakość jest zdecydowanie z wyższej półki. Życzyłabym sobie, żeby wszystkie moje cienie były tak mocno napigmentowane i tak łatwe w pracy, bo oprócz mocnego pigmentu zaletą tych cieni jest trwałość - wyjątkowo dobra, cienie nie blakną w ciągu dnia i nie znikają z powiek nawet przy wielogodzinnym noszeniu makijażu.
Pierwszy kolor bardzo mi się podoba, chociaż mógłby być jaśniejszy. To ciepły matowy beż o waniliowych tonach. Używam go do zmatowienia łuku brwiowego czy rozblendowania zbyt ostrych granic i do tego sprawdza się świetnie, ale nie rozjaśni nam powieki czy miejsca pod brwią ze względu na swój kolor.
Drugi cień po prostu uwielbiam. To coś pomiędzy żółtym a pomarańczowym, ale w lekko przygaszonym odcieniu. Świetnie się sprawdza do rozblendowywania ciemnych kolorów, cudownie ociepla każdy makijaż. Sprawdza się też na całą powiekę gdy robię bardziej monochromatyczny makijaż w ciepłych brązach. To bardzo nietypowy kolor, nigdy nie spotkałam się z takim odcieniem w żadnej innej palecie.
Kolor numer trzy to prawdziwa gwiazda. Intensywny, niemal neonowy pomarańcz idący bardziej w stronę czerwieni. Bardzo mocno napigmentowany, jest doskonałym akcentem w makijażu. Nałożony na środek powieki bardzo przyciąga wzrok, a rozblendowany z ciemnym brązem daje ciekawy, ognisty efekt.
Kolejny cień jest jednym z perłowych. To takie miedziane złoto. Ślicznie rozświetla powiekę nawet w dość neutralnym makijażu i myślę, że znajdzie wiele zastosowań nawet u osób, które nie lubią pomarańczowych odcieni na powiekach.
Drugi perłowy cień ma kolor pomiędzy czerwienią, a fioletem. To takie bardzo ładne bordo, które dość mocno się mieni. By uzyskać efekt makijażu z instagrama można nałożyć go na środek powieki, najlepiej na ciemny cień, wtedy daje naprawdę ciekawy efekt.
Przedostatni jest ciepły matowy brąz. Taka bardzo ciepła czekolada z ceglanymi tonami. Ładnie prezentuje się w załamaniu w połączeniu z cieniem numer dwa.
Ostatni cień najmniej przypadł mi do gustu bo na oku wychodzi o wiele słabiej niż w palecie.
Wygląda obiecująco, jak taka ciemna, gorzka czekolada z ciepłą nutą, ale w rzeczywitości wychodzi jaśniej i bardziej czerwono. Rozczarował mnie trochę, ale używam go czasami do roztarcia granic, gdy używam dużo czarnego cienia.
Drugi cień po prostu uwielbiam. To coś pomiędzy żółtym a pomarańczowym, ale w lekko przygaszonym odcieniu. Świetnie się sprawdza do rozblendowywania ciemnych kolorów, cudownie ociepla każdy makijaż. Sprawdza się też na całą powiekę gdy robię bardziej monochromatyczny makijaż w ciepłych brązach. To bardzo nietypowy kolor, nigdy nie spotkałam się z takim odcieniem w żadnej innej palecie.
Kolor numer trzy to prawdziwa gwiazda. Intensywny, niemal neonowy pomarańcz idący bardziej w stronę czerwieni. Bardzo mocno napigmentowany, jest doskonałym akcentem w makijażu. Nałożony na środek powieki bardzo przyciąga wzrok, a rozblendowany z ciemnym brązem daje ciekawy, ognisty efekt.
Kolejny cień jest jednym z perłowych. To takie miedziane złoto. Ślicznie rozświetla powiekę nawet w dość neutralnym makijażu i myślę, że znajdzie wiele zastosowań nawet u osób, które nie lubią pomarańczowych odcieni na powiekach.
Drugi perłowy cień ma kolor pomiędzy czerwienią, a fioletem. To takie bardzo ładne bordo, które dość mocno się mieni. By uzyskać efekt makijażu z instagrama można nałożyć go na środek powieki, najlepiej na ciemny cień, wtedy daje naprawdę ciekawy efekt.
Przedostatni jest ciepły matowy brąz. Taka bardzo ciepła czekolada z ceglanymi tonami. Ładnie prezentuje się w załamaniu w połączeniu z cieniem numer dwa.
Ostatni cień najmniej przypadł mi do gustu bo na oku wychodzi o wiele słabiej niż w palecie.
Wygląda obiecująco, jak taka ciemna, gorzka czekolada z ciepłą nutą, ale w rzeczywitości wychodzi jaśniej i bardziej czerwono. Rozczarował mnie trochę, ale używam go czasami do roztarcia granic, gdy używam dużo czarnego cienia.
Podsumowując: paletka jest na piątkę z plusem. Niewielka, kompaktowa, idealna do zabrania w podróż bo nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce, a jednocześnie jej kompozycja czyni ją samowystarczalną. Łatwość pracy, trwałość i pigmentacja po prostu zaskakują i to wszystko za niewielką cenę. Jeśli ktoś tak jak ja miał wątpliwości czy będzie się dobrze czuł w modnych ostatnio ciepłych kolorach i chciałby spróbować nie wydając dużo pieniędzy to jest to paletka idealna, bo kosztuje zaledwie 19 zł. Nie wierzę, że komuś by się miała nie sprawdzić ze względu na jakość, ale kolorystycznie nie jest szalenie uniwersalna więc nawet jakby komuś nie spodobały się jednak kolory to za taką cenę nie powinno być nikomu żal.
Lovely Ombre - kosmetyki do modelowania Twarzy | Recenzja
Witajcie!
Ombre i gradienty do mody weszły tyle lat temu, że aż dziwne, iż nadal się nimi zachwycamy. Chociaż może nie powinno to nikogo zaskakiwać bo gładkie przejścia kolorów wyglądają pięknie nie tylko na ubraniach czy gadżetach ale także na kosmetykach. Prostym przykładem na to są nowości do twarzy marki Lovely; wiedziałam, że muszę je mieć odkąd pojawiły się pierwsze zapowiedzi.
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o tych trzech uroczych maluszkach nieco więcej .
Wszystkie trzy produkty wyglądają bardzo ładnie i przyciągają oko klienta. Plastikowe opakowanie z przezroczystym wieczkiem pokazuje nam jeszcze przed otwarciem uroczy gradient, a złote napisy nie tylko dodają uroku, ale też się nie ścierają co jest dla mnie dużym plusem.
Zamysł stworzenia gradientowych produktów ma - oprócz wyglądu - tę zaletę, że w jednym opakowaniu mamy trzy rozwiązania. Taki produkt 3w1, ponieważ na twarz możemy nałożyć kolor górny, dolny lub wedle uznania zmieszać je razem i otrzymać trzeci kolor, pośredni. Uważam, że to ogromna zaleta tych produktów.
Wszystkie trzy produkty mają pod palcami przyjemną pudrową konsystencję, która nie jest sucha i nie pyli się pod pędzlem. W dotyku są lekko kremowe, bardzo aksamitne i mięciutkie. Na palcu pigmentacja może nie powalać, ale na pędzel nabiera sporo produktu, który łatwo przenosi się na twarz przez co nakładanie jest szybkie i łatwe. Jeśli nie przesadzimy i nie nabierzemy na pędzel za dużo, na twarzy otrzymamy widoczny efekt bez konieczności dokładania kolejnych warstw.
Róż i bronzer przy dotknięciu palcem mają średnią pigmentację, ale jak już wspomniałam, na pędzel nabiera się sporo produktu, więc jeśli ktoś ma ciężką rękę to radzę uważać bo można przesadzić. Ja przy pierwszym nałożeniu różu zrobiłam sobie tzw "ruską lalę", na szczęście produkty łatwo się rozcierają, więc nawet jeśli nałoży nam się za dużo można to szybko uratować czystym pędzlem lub odrobiną pudru. Najmocniejszą pigmentację ma rozświetlacz i to widać już przy lekkim dotknięciu palcem. Łatwo uzyskać nim spektakularny efekt mokrego policzka, ale on również daje się łatwo rozetrzeć i uzyskać o wiele naturalniejszy i subtelniejszy efekt bez wyraźnych granic. Mimo wszystko polecałabym go jednak osobom, które lubią mocniejsze rozświetlenie. Poszukującym subtelnego rozświetlenia radziłabym rozejrzeć się za innym produktem lub bardzo delikatnym pędzelkiem.
Trwałość ich oceniam jako dobrą, ale pamiętajmy, że tego typu produkty w dużej mierze zależne są od bazowego makijażu twarzy. Na moich ulubionych podkładach trzymają się bez zarzutu przez kilka godzin, a przy noszeniu ich przez długi czas - 10-12 godzin, zauważyłam lekkie zblaknięcie koloru. Na szczęście jeśli już produkt zaczyna znikać z twarzy robi to równomiernie i nie tworzy nieestetycznych plam.
Kolory są moim zdaniem przemyślane i dopasowane do potrzeb klientek. Rozświetlacz ma w sobie barwy od jasnej, srebrzysto-białej tafli po ciemniejszy odcień szampańskiego beżu, jaśniejszego niż wydaje się w opakowaniu. Po zmieszaniu razem dają śliczny, uniwersalny szampański kolor, który pasuje większości osób i wygląda na skórze bardzo naturalnie. Produkt ten nie zawiera w sobie drobinek, daje na skórze mokrą, metaliczną taflę.
Róż oferuje nam kolory od ciemnego, truskawkowego różu z delikatną nutą ciepłych, czerwonych odcieni, po jasny, pastelowy, cukierkowy róż w chłodnej tonacji. Razem dają na skórze efekt zdrowego rumieńca. Po zmieszaniu kolor jest neutralny i bardzo naturalny - coś jak skóra poszczypana mrozem.
Bronzer zachwycił mnie swoim najjaśniejszym odcieniem - chłodny i bardzo jasny, idealny dla bladych osób kolor kawy zbożowej. Po drugiej stronie stoi kolor już o wiele cieplejszy, mający w sobie sporo pomarańczowych tonów. Po zmieszaniu kolor ładnie ociepla boki twarzy, jednak moim zdaniem jest trochę zbyt ciepły dla mojej jasnej cery. Opalonym osobom z pewnością sprawdzi się lepiej niż bladziochom.
Podsumowując - myślę, że warto kupić te kosmetyki. Ich kolory są bardzo przemyślane i uniwersalne, a jakość dobra mimo niskiej ceny. Zdecydowanie najbardziej polecam rozświetlacz, który wręcz zachwycił mnie swoim intensywnym, metalicznym blaskiem. Róż mi się spodobał i od jakiegoś czasu używam go na co dzień, ale trzeba pamiętać by z nim nie przesadzić i nakładać lekką ręką. Najmniej spodobał mi się bronzer. Nie jestem fanką ciepłych odcieni bronzera, ale muszę przyznać, że jego kolor może przypaść do gustu osobom, które lubią ocieplać twarz i boją się trupio-chłodnych odcieni.
Dajcie znać, czy testowałyście te gradientowe maluchy i jak Wam się sprawdziły!
Dzięki i do następnego ;*
Co planuję kupić w Rossmannie? | Wishlist
Witajcie!
Jak zapewne wiecie zbliża się nasza ulubiona promocja w drogerii Rossmann. Każda z nas będzie mogła upolować swoje ulubione kosmetyki za mniej niż połowę ceny. Łowy zwykle są trudne i czasami przypominają prawdziwą wojnę, ale moim zdaniem na niektóre produkty warto zapolować. Sama planuję małe zakupy na tej promocji i dzisiaj chciałabym pokazać na co konkretnie zamierzam polować.
Pierwszy punkt na liście podejrzewam, że będzie bardzo ciężko dorwać. Paletka Wibo Modern urzekła mnie pięknymi, jesiennymi kolorami i koniecznie chcę ją widzieć w swojej kosmetyczce.
Kolejne na liście są cudownie wyglądające produkty do twarzy marki Lovely. Bronzer, róż i rozświetlacz w takich uroczych opakowaniach musza trafić w moje ręce i mam nadzieję, że tym razem okoliczne sklepy nie postanowią schować nowości na czas trwania promocji.
Numeru trzy nie planowałam kupić dopóki nie zauważyłam go przez przypadek na stronie. Uwielbiam matowe pomadki i cieszę się, że jest ich co raz więcej na rynku. Te z Rimmela mają obłędne kolory i mam nadzieję, że warto będzie się na nie skusić.
Korektor Maybelline o długaśnej nazwie jest tak wychwalany na Youtube, że nie mogę sobie odmówić przetestowania go, zwłaszcza, że mój ulubiony Astor zniknął z drogerii.
Punkty 5 i 6 na swojej liście mogę w sumie policzyć jako jedno bo są to matowe pomadki Bell, na które od dłuższego czasu mam ochotę, ale nigdy nie jest mi z nimi po drodze. Pochodzą z dwóch różnych serii i myślę, że skuszę się z ciekawości.
Lista nie jest bardzo długa i mam nadzieję, że do mojego koszyka nie wpadnie zbyt wiele produktów. Początkowo planowałam jak zawsze zaopatrzyć się w podstawowe produkty takie jak tusze do rzęs czy mój ulubiony puder, ale po przejrzeniu kosmetycznych zapasów okazało się, że nie potrzebuję na razie robić zapasów.
Dajcie znać co Wy planujecie upolować!
Dzięki i do następnego :*
Lovely Nobody's Perfect but Me | Recenzja
Trend na rozświetloną, promienną skórę trzyma się całkiem nieźle i podejrzewam, że jak co roku przybierze na sile w okresie letnim. Za pasem mamy już wiosnę i co raz bliżej do lata, a ponad to zbliżają się coroczne promocje na kosmetyki do makijażu w drogerii Rossmann. Jakby ktoś nie wiedział kiedy się one odbywają to zapraszam TUTAJ. Czas więc najwyższy, żeby pokazać Wam jeden z kosmetyków, który skradł moje serducho pod koniec roku i rozgościł się w mojej kosmetyczce na tyle, że został uwzględniony w ulubieńcach roku, czyli paletce rozświetlaczy z Lovely!
Paletka składa się z trzech okrągłych wkładów zamkniętych w niedużej kartonowej paletce. Moim zdaniem rozwiązanie bardzo dobre, bo paletka jest nieduża, płaska i lekka. Zajmuje niewiele miejsca w kosmetyczce i praktycznie nic nie waży także spokojnie można ją nosić w torebce, wpakować do bagażu czy nawet do kieszeni. W paletce znajdziemy też nieduże lusterko. Moim zdaniem to zawsze dodatkowy plus. Kolejnym plusem jest zamknięcie na magnes, który trzyma dość mocno więc nie ma obaw, że paletka otworzy się w kosmetyczce. Średnio zapatruję się graficzne rozwiązania zastosowane na tej paletce. Niby nie rażą w oczy, ale można to było zrobić o wiele lepiej. Z tyłu opakowania znajdziemy trzy rysunki, na których zaznaczono do jakich partii twarzy producent poleca używać poszczególnych produktów z paletki. Z jednej strony takie wskazówki mogą być przydatne dla początkujących, z drugiej od razu mówię, że niekoniecznie należy się tymi wskazówkami kierować.
Przejdźmy jednak do zawartości. W środku znajdują się trzy okrągłe wkłady o łącznej masie 10g. To całkiem sporo. Rozświetlacze mają pudrową konsystencję. Nie jakąś bardzo pylącą, ale też nie tak aksamitnie kremową jak niektóre produkty tego typu. Na pędzel nabierają się w dość słusznej ilości i ładnie chwytają skóry. Dobrze się też rozcierają nie tworząc plam.
Pierwszy wkład nazwany przez producenta Gold Highlighter jest najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się większości użytkowników. To ładny, jasny odcień szampana. Nie jest typowym żółtym złotem. Po nałożeniu na skórę daje ładny neutralny odcień. Jest na tyle jasny, że nawet na bladych karnacjach nie będzie go widać,pozostawi jedynie delikatny szampański blask. Rozświetlacz daje ładną taflę, Nie ma w nim absolutnie brokatu, dopiero po bardzo dokładnym przyjrzeniu się w mocnym świetle widzę w nim niedużą ilość mikroskopijnych drobinek. Świetnie sprawdzi się nie tylko jako rozświetlacz na policzki, ale także jako cień do powiek.
Kolejny to Rose Highlighter. Ten wkład jest powodem, dla którego paletka ta znalazła się wśród moich ulubieńców roku. Nie zgodzę się, że jest to rozświetlacz. Daje zbyt widoczny kolor, a za mało blasku by sprawdził się w tej roli. Polubiłam go jako róż do policzków. Jego matowa baza o neutralnym, przygaszonym odcieniu sprawdzi się w tym celu rewelacyjnie i będzie pasowała do większości makijaży oraz pięknie podkreśli policzki nawet na co dzień. Co do rozświetlania to ma w sobie minimalną ilość lekkiego rozświetlającego pyłku w chłodnym, srebrzystym odcieniu, ale nie daje on blasku. Raczej sprawia, że produkt na skórze nie wygląda płasko i zbyt matowo, ale ma naturalnie wyglądające satynowe wykończenie. Właśnie z tego powodu nie polecam kierować się ściągawką z tyłu opakowania, bo nakładając go jak zaleca producent można sobie zrobić niemałą krzywdę. Jest trochę bardziej pudrowy od pozostałych dwóch wkładów przez co najbardziej się pyli podczas nabierania na pędzel.
Chocolate Highlighter to odcień głębokiego, brązowego złota. Naprawdę piękny, ale w roli rozświetlacza się raczej nie sprawdzi, chyba, że dla naprawdę ciemnych karnacji. Daje naprawdę mocny kolor i piękny złoty blask. Z tego powodu polecałabym go raczej jako cień do powiek lub do delikatnego muśnięcia skóry latem by podkreślić opaleniznę. Należy mieć jednak naprawdę lekką rękę, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. Jest równie, a może nawet bardziej kremowy w konsystencji niż pierwszy odcień. Ładnie się rozciera, ale pamiętajmy, że jego ciemna baza zawsze będzie trochę widoczna, gdyż jest niesamowicie napigmentowany.
Jak już wspomniałam wszystkie trzy produkty są dobrej jakości, łatwo się aplikują i nie robią plam. Dobrze się z nimi pracuje o ile robimy to z głową. Bezmyślne podążanie za wskazówkami producenta może się źle skończyć. Uważam, że nie jest to może kosmetyk niezbędny w kazdej kosmetyczce, bo w tej cenie dostaniemy naprawdę niezłe rozświetlacze w drogerii. Dla osób poszukujących różnorodnych rozświetlaczy raczej nie, ale jeśli komuś spodoba się środkowy wkład jako róż, a do ostatniego ma wystarczająco opaloną cerę lub zamierza go zużyć jako cień do powiek to zdecydowanie warto bo cena jest niewielka.
Dajcie znać, czy macie tą paletkę i jak sprawdzają wam się poszczególne wkłady, a jeśli jeszcze nie próbowałyście to chętnie się dowiem, czy moja recenzja zachęciła, czy też zniechęciła do zakupu!
Dzięki i do następnego :*
Przejdźmy jednak do zawartości. W środku znajdują się trzy okrągłe wkłady o łącznej masie 10g. To całkiem sporo. Rozświetlacze mają pudrową konsystencję. Nie jakąś bardzo pylącą, ale też nie tak aksamitnie kremową jak niektóre produkty tego typu. Na pędzel nabierają się w dość słusznej ilości i ładnie chwytają skóry. Dobrze się też rozcierają nie tworząc plam.
Pierwszy wkład nazwany przez producenta Gold Highlighter jest najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się większości użytkowników. To ładny, jasny odcień szampana. Nie jest typowym żółtym złotem. Po nałożeniu na skórę daje ładny neutralny odcień. Jest na tyle jasny, że nawet na bladych karnacjach nie będzie go widać,pozostawi jedynie delikatny szampański blask. Rozświetlacz daje ładną taflę, Nie ma w nim absolutnie brokatu, dopiero po bardzo dokładnym przyjrzeniu się w mocnym świetle widzę w nim niedużą ilość mikroskopijnych drobinek. Świetnie sprawdzi się nie tylko jako rozświetlacz na policzki, ale także jako cień do powiek.
Kolejny to Rose Highlighter. Ten wkład jest powodem, dla którego paletka ta znalazła się wśród moich ulubieńców roku. Nie zgodzę się, że jest to rozświetlacz. Daje zbyt widoczny kolor, a za mało blasku by sprawdził się w tej roli. Polubiłam go jako róż do policzków. Jego matowa baza o neutralnym, przygaszonym odcieniu sprawdzi się w tym celu rewelacyjnie i będzie pasowała do większości makijaży oraz pięknie podkreśli policzki nawet na co dzień. Co do rozświetlania to ma w sobie minimalną ilość lekkiego rozświetlającego pyłku w chłodnym, srebrzystym odcieniu, ale nie daje on blasku. Raczej sprawia, że produkt na skórze nie wygląda płasko i zbyt matowo, ale ma naturalnie wyglądające satynowe wykończenie. Właśnie z tego powodu nie polecam kierować się ściągawką z tyłu opakowania, bo nakładając go jak zaleca producent można sobie zrobić niemałą krzywdę. Jest trochę bardziej pudrowy od pozostałych dwóch wkładów przez co najbardziej się pyli podczas nabierania na pędzel.
Chocolate Highlighter to odcień głębokiego, brązowego złota. Naprawdę piękny, ale w roli rozświetlacza się raczej nie sprawdzi, chyba, że dla naprawdę ciemnych karnacji. Daje naprawdę mocny kolor i piękny złoty blask. Z tego powodu polecałabym go raczej jako cień do powiek lub do delikatnego muśnięcia skóry latem by podkreślić opaleniznę. Należy mieć jednak naprawdę lekką rękę, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. Jest równie, a może nawet bardziej kremowy w konsystencji niż pierwszy odcień. Ładnie się rozciera, ale pamiętajmy, że jego ciemna baza zawsze będzie trochę widoczna, gdyż jest niesamowicie napigmentowany.
Jak już wspomniałam wszystkie trzy produkty są dobrej jakości, łatwo się aplikują i nie robią plam. Dobrze się z nimi pracuje o ile robimy to z głową. Bezmyślne podążanie za wskazówkami producenta może się źle skończyć. Uważam, że nie jest to może kosmetyk niezbędny w kazdej kosmetyczce, bo w tej cenie dostaniemy naprawdę niezłe rozświetlacze w drogerii. Dla osób poszukujących różnorodnych rozświetlaczy raczej nie, ale jeśli komuś spodoba się środkowy wkład jako róż, a do ostatniego ma wystarczająco opaloną cerę lub zamierza go zużyć jako cień do powiek to zdecydowanie warto bo cena jest niewielka.
Dajcie znać, czy macie tą paletkę i jak sprawdzają wam się poszczególne wkłady, a jeśli jeszcze nie próbowałyście to chętnie się dowiem, czy moja recenzja zachęciła, czy też zniechęciła do zakupu!
Dzięki i do następnego :*
Wibo Neutral Eyeshadow Palette | Recenzja
Witajcie! Dziś pokażę Wam paletę, którą z pewnością wiele z Was zna, jeśli nie osobiście to z licznych wpisów na blogach i recenzji W sieci. zaskakujące jest to, że produkt ten zbiera skrajnie różne opinie. Jedni twierdzą, że jest to świetna i niedroga paletka, inni, że to bubel niewart nawet swojej niskiej ceny. Jeśli ciekawi jesteście co ja sądzę o tej palecie, i czy moim zdaniem Wibo Neutral Eyeshadow Palette to hit czy kit to w dalszej części wpisu wszystkiego się dowiecie.
Zadziwiająco ładnie jest ten produkt opakowany. Kartonowa paletka utrzymana w kolorystyce czerni z subtelnym akcentem różu. Prosty, holograficzny napis sprawia, że wygląda jeszcze ładniej. Dodatkowo zabezpieczona jest osobnym kartonikiem, który zabezpiecza ją przed uszkodzeniami w transporcie lub drogeryjnym magazynie. Umieszczona na nim grafika przedstawiająca pokruszone cienie również wygląda bardzo ładnie. Paletka zamyka się na magnes więc nie otworzy nam się niekontrolowanie w kosmetyczce. Karton z którego wykonano opakowanie ma swoje zalety: paletka jest mała i lekka więc stanowi świetną opcję ma wyjazdy. Za jej przydatności w podróży przemawia także fakt, ze znajdziemy w niej całkiem spore lusterko, w którym spokojnie można wykonać cały makijaż. Wadą może być to, ze tektura szybko się wyciera i łatwo może ulec zniszczeniu.
W paletce znajdziemy 15 cieni z czego osiem jest całkowicie matowych, a pozostała siódemka to cienie perłowe. O ich jakości przeczytać można całe mnóstwo skrajnie różnych opinii. Jedne mówią o tym, że jest to dobra paletka za niewielkie pieniądze, inne dziewczyny narzekają na osypywanie, aplikację i brokat. Jeśli chodzi o moją opinię to na aplikację nie będę narzekać. Z cieni matowych sypie mi się jedynie czerń, która jest bardzo sucha i odrobinę te grafitowe perłowe cienie, ale jest to do opanowania i nie dyskwalifikuje paletki w moich oczach. Jeśli chodzi i resztę matów nie mam kłopotów ani z pigmentacją, ani z osypywaniem. Podobnie z cieniami perłowymi. Czytałam opinie, w których dziewczyny mówią, że zamiast perłowego cienia na powiekę nakłada im się jedynie brokat. U mnie nic takiego się nie dzieje. Nakładają się ładnie, pigment fajnie przykleja się do powieki. A jeśli chodzi o brokat to widzę tu jedynie malutki połyskujący pyłek - żadnego chamskiego brokatu.
To, na co jedynie mogłabym nieco ponarzekać to fakt, że podczas blendowania- chociaż cienie pięknie w siebie przechodzą i ładnie się łączą - to jednak nieco tracą na pigmentacji. Podczas rozcierania kolory bledną i czasem wymagają dołożenia by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Nie są to też może najtrwalsze cienie jakie posiadam. Na bazie spokojnie dają radę przez kilka godzin. Nic mi się nigdy nie zsypało z powieki na policzek ani nie zrolowało. Przy dłuższym noszeniu tracą na intensywności i robią się wyblakłe, więc nie wybieram ich jeśli wiem, że mój makijaż musi ze mną wytrwać kilkanaście godzin. W warunkach codziennych, gdy oczekuję od cienia, żeby wyglądał ładnie około 6 czy 8 godzin po paletkę sięgam bardzo chętnie.
W palecie znajdziemy kolory:
Magic Touch - cień rozświetlający, perłowy w szampańskim odcieniu. Pięknie napigmentowany
Light Fanasy - Matowy biały cień, niestety suchy i słabo napigmentowany
Naked Look - jasny, beżowy w waniliowym odcieniu. Matowy i dobrze napigmentowany
Sparkling Nude - perłowy, miedziano-różowy kolor. Dość nietypowy odcień.
Peach Cream - nie do końca mój kolor. Dość słabo napigmentowany i zbity matowy cień w odcieniu lekko różowego, matowego beżo-brązu
Secret Eye - Bardzo go lubię zarówno na powiekę, jak i do stosowania na brwi. Chłodny jasny brąz. Matowy.
Sweet Toffie - Kolor w moim stylu. Perłowy, złoto-brązowy cień, niesamowicie mocno napigmentowany
Summer Breeze - kolejny, który uwielbiam! Matowy średni beżo-brąz w ciepłym odcieniu. Mocna pigmentacja
Milk Chocolate - Dla mnie jest to bardziej gorzka czekolada. Dość ciemny matowy brąz w chłodnym odcieniu. Pigmentacja dobra, ale nie powalająca
Most Wanted - Ładny i trudny do określenia. Chłodny odcień brązu, trochę srebrzysty ale widać w nim złoty pyłek.
Bitter Chocolate - Używam bardzo często, pigmentacja powala! Ciepły czekoladowy ciemny brąz. Jak dla mnie to on ma odcień mlecznej czekolady. Perłowy
Warm Soil - Neutralny odcień brązu. Ciemny, matowy i dobrze napigmenowany
Graphite Fantasy - ciemne srebro z niebieskim tonem. Zdecydowanie nie mój odcień. Perłowy
Night Heaven - Ciemniejszy od poprzednika odcień grafitowej szarości. Rozświetlający, odbija światło na srebrno i trochę na niebiesko.
Smoky Black - trudny kolor. Bardzo suchy i pylący, mocno się osypuje. Nie jest to najmocniejsza i najlepsza czerń na świecie, ale na bazie daje radę.
Jeśli mam szczerze podsumować tą paletkę to jest to dobrej jakości produkt za niewielką cenę. Zawiera ładne kolory, jest pięknie opakowana, a jej jakość spokojnie pozwala na wykonanie codziennego makijażu. Przez to, że jest mała i lekka będzie fajna na wyjazdy. Zaciekawiła mnie informacja w internecie, jakoby Wibo wypuściło dwie serie tych paletek: jedną dobrą, a drugą kiepskiej jakości. Nie chce mi się w to wierzyć, ale jeśli wiecie coś na ten temat to koniecznie dajcie mi znać. Ja ze swojej strony polecam ją osobom początkującym, albo tym z Was, które nie noszą makijażu przez 12 godzin na dobę. A jak jeszcze nie widziałyście mojego zestawienia 10 najpiękniejszych paletek nude to zapraszam!
Dzięki i do następnego :*
NEW IN | Rossmann
Witajcie! W poście o nowościach tego miesiąca obiecałam Wam wpis o moich zakupach z promocji w drogerii Rossmann. Jest ich tyle, że nie chciałam Was zamęczać nimi w tamtym poście, gdyż nie miałby on końca! Zakupy poczyniłam spore, szykuje się ogromne testowanie! Jeśli jesteście zainteresowane tym co kupiłam i może kilkoma słowami pierwszego wrażenia to zapraszam do dalszej części posta!
Największe zakupy zrobiłam podczas pierwszego tygodnia promocji. Co prawda nie kupiłam wszystkiego co zaprezentowałam na TEJ liście ale nie ze względu na to, że nie udało się upolować upragnionego kosmetyku, ale przez to, że po obejrzeniu na żywo nie wydawał mi się już tak atrakcyjny.
W pierwszej kolejności do koszyka wrzuciłam kosmetyk sprawdzony czyli korektor Astor Perfect Stay 24h. Świetna formuła i genialny kolor sprawiają, że z przyjemnością go używam i postanowiłam kupić jeden egzemplarz na zapas.
Z racji, że korektor tak cudownie mi się sprawdza postanowiłam wypróbować także podkład z tej serii. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne niestety kolor ma za ciemny.
Podczas przyglądania się nowym paletkom do konturowania Rimmel postanowiłam dorzucić do koszyka swój ulubiony puder. Nie planowałam tego zakupu ale tuż przed promocją mój egzemplarz sięgnął denka więc jedno opakowanie na zapas nie zaszkodzi. Uwielbiam ten produkt więc na pewno go zużyję.
Najbardziej poszalałam w szafie Wibo. Kupiłam dwie kostki rozświetlające przypominające te z Bobbi Brown. Zbierają super opinie więc postanowiłam wypróbować. Po pierwszych testach jestem zachwycona pigmentacją. Kolory wyglądają cudownie zarówno pomieszane jak i osobno. Kolory nie wiem czy pasują do mojej twarzy, ale nawet jeśli nie zużyję tych produktów do twarzy to będą super jako cienie do powiek lub do rozświetlania dekoltu latem.
Do mojego koszyka wpadły też kuleczki rozświetlające. Jeszcze nie wiem jak się spisują bo jeszcze nie otworzyłam!
W innej drogerii udało mi się upolować paletkę do konturowania Wibo 3 Steps to Perfect Face. Ciężko było, ale zdobyłam! Pierwsze wrażenie takie pół na pół. Róż jest bardzo ładny ale niestety taki jak we wszystkich paletach. Bronzer jest fajny, chociaż nie powiem, mam lepsze. Za to powalił mnie rozświetlacz. Cudowny, idealnie odbija światło, tworzy gładką taflę na skórze i ma genialny złocisty kolor.
Zdobyłam też róż Wibo Smooth'N Wear w dwóch kolorach, na których mi zależało. 5 jest dość intensywny i różowy za to 6 ma cudowny kolor na co dzień. Taki nude, lekko beżowy, trochę brudnego różu i brązu. Takiego koloru nie było dotąd w moich zbiorach, a tyle razy widziałam podobne odcienie w tutorialach.
Tydzień drugi od samego początku nie miał być bogaty w zakupy i tak też było. Z mojej listy kupiłam tylko jedną rzecz, czyli cudowną paletkę Wibo Neutral Eyeshadow Palette, która jeszcze przed premierą znalazła się w moim zestawieniu najpiękniejszych paletek nude [KLIK]. Zbierała mieszane opinie w internecie, ale postanowiłam wypróbować ten kosmetyk na własnej skórze i jak na razie bardzo mi się podoba.
Poza planem były dwa matowe eyelinery z Lovely! Mam pastelowe eyelinery z tej firmy z edycji limitowanej z z ubiegłej wiosny, a teraz skusiłam się na coś nieco bardziej stonowanego. Wybrałam brąz i szarość czyli kolory idealne do lżejszych makijaży, gdy niekoniecznie mamy ochotę na głęboką i mocno widoczną czerń.
Tydzień drugi od samego początku nie miał być bogaty w zakupy i tak też było. Z mojej listy kupiłam tylko jedną rzecz, czyli cudowną paletkę Wibo Neutral Eyeshadow Palette, która jeszcze przed premierą znalazła się w moim zestawieniu najpiękniejszych paletek nude [KLIK]. Zbierała mieszane opinie w internecie, ale postanowiłam wypróbować ten kosmetyk na własnej skórze i jak na razie bardzo mi się podoba.
Poza planem były dwa matowe eyelinery z Lovely! Mam pastelowe eyelinery z tej firmy z edycji limitowanej z z ubiegłej wiosny, a teraz skusiłam się na coś nieco bardziej stonowanego. Wybrałam brąz i szarość czyli kolory idealne do lżejszych makijaży, gdy niekoniecznie mamy ochotę na głęboką i mocno widoczną czerń.
Ostatni tydzień promocji to produkty do ust i paznokci. Zawsze wydawał mi się najatrakcyjniejszy, o dziwo tym razem do mojego koszyka nie wpadło zbyt wiele. Na żywo większość produktów na które planowałam polować nie zachwyciło mnie na żywo.
Kupiłam tylko jedną pomadkę z Lovely Creamy Color w dziennym odcieniu. Jakoś nie miałam ochoty na więcej kolorów, sięgnęła tylko po naturalny kolor numer dwa. Na co dzień fajna, ale nie przetestowałam jej jeszcze na tyle, żeby się szerzej na temat tego produktu wypowiedzieć.
Kupiłam też lakier, a dokładniej rozświetlacz top coat z Wibo, który ślicznie połyskuje na różowo i złoto. Taki trochę efekt syrenki na zwykły lakier. Prawdziwe cudo!
Jednak największą przyjemność sprawił mi zakup masełko do ust Nivea. Mam w domu wersję waniliową, ale zapach trochę mi się już znudził i miałam ochotę na coś bardziej letniego. Wybrałam wersję kokosową, która cudownie pachnie wakacjami w tropikach!
A Wy poszalałyście czy tym razem zakupy z głową?
Dzięki i do następnego :*
A Wy poszalałyście czy tym razem zakupy z głową?
Dzięki i do następnego :*
NEW IN | Kwiecień 2016
Witajcie! Kwiecień minął jak mgnienie oka! Doprawdy nie wiem gdzie uciekło mi te 30 dni! Chociaż jak wiadomo czas szybciej płynie gdy dobrze się go spędza, a dla mnie ten miesiąc był pełen atrakcji! Odwiedziłam dwukrotnie swoje ukochane miasto - Warszawę. Na początku miesiąca pojechałam z siostrą na koncert Hollywood Undead, siedzenie pięć godzin pod klubem Stodoła, w którym odbywał się koncert się opłaciło, siostra stała pod samą sceną! Ja przez chwilę też, ale jednak lepiej ogląda się koncert stojąc z tyłu, za starą już jestem na skakanie pod sceną. Drugi raz w Warszawie byłam pod koniec miesiąca na konferencji Meet Beauty. O tym wydarzeniu nie będę się teraz rozpisywać ponieważ pojawił się już wpis poświęcony moim przemyśleniom na temat tego wydarzenia [KLIK]. Oprócz wyjazdów piękna pogoda zachęca do spędzania aktywnie czasu!
Mimo, ze miesiąc zdawał mi się jednym dniem to zrobiłam w tym czasie dość duże zakupy wiec polecam zrobić sobie herbatę do tego posta!
Pierwszą nowością z tego miesiąca jest gadżet: elektryczna szczoteczka do oczyszczania twarzy Mary Kay. Ma piękne wiosenne kolory. Cudownie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i resztek makijażu.
Wcześniej nie przykładałam większej uwagi do oczyszczania, wiec w mojej łazience brakowało oczyszczających kosmetyków. Zaopatrzyłam się więc najpierw w piankę z Nivea. Fajny kosmetyk, ale jednak nie do końca sprawdzał się w połączeniu ze szczoteczką. W związku z tym wybrałam się na poszukiwania czegoś innego. Na promocji w Naturze znalazłam żel do mycia twarzy i oczu Tołpa. O wiele delikatniejszy i przyjemniejszy w użyciu. Kupiłam też tonik z Bielendy. Ten, który miałam wcześniej już sięgał dna poza tym znudził mi się i miałam ochotę spróbować czegoś innego, a Bielenda była akurat na promocji, poza tym jest to marka, którą bardzo lubię.
W połowie miesiąca trafiła do mnie paczka z produktami Oeparol i La Luxe Paris. W paczce znalazły się między innymi kosmetyki do makijażu: podkład, lakiery do paznokci w pięknych kolorach, tusz do rzęs, którego używam w tej chwili bez przerwy, eyeliner w płynie - ten gagatek to mój ulubieniec z tej paczki, masakra do brwi i błyszczyk.
Oprócz tego Oeparol obdarował mnie także dermokosmetykami. Tę firmę znałam do tej pory jedynie z suplementów diety, dlatego bardzo się cieszę, że mogę zapoznać się z ich kosmetykami. Jedwab do ciała, krem do twarzy i płyn do demakijażu. Wszystkich tych kosmetyków używam aktualnie. Wkrótce będziecie mogły poczytać więcej o tych produktach.
Duża promocja w drogeriach Natura zaowocowała także zakupem kosmetyków do makijażu, głównie do konturowania. Planuję wpis na ten temat więc po raz kolejny polecam zaglądać na bloga. Skusiłam się na nowość - trójki do konturowania z Sensique [KLIK]. Chwyciłam też konturówkę do ust w ślicznym pomarańczowym kolorze, oraz paletkę czterech produktów do konturowania z Kobo. Po pierwszym użyciu zakochałam się w zawartych w tej palecie pudrach konturujących więc wróciłam by dokonać zakupu pełnowymiarowych opakowań.
O tym, jakie upominki przywiozłam z Warszawy i konferencji Meet Beauty już mogliście poczytać TUTAJ, natomiast zakupy z Rossmanna chyba zawrę w osobnym poście bo jest ich sporo już teraz, a to jeszcze nie koniec promocji!
To by było na tyle chociaż mam ochotę powiedzieć, że to aż tyle bo naprawdę dużo tego wszystkiego. Możecie się w najbliższym czasie spodziewać licznych recenzji. Chętnie się dowiem co w kupiłyście fajnego, zwłaszcza w podczas promocji w drogeriach Natura i Rossmann.
A jeśli jakiś produktów jesteście ciekawe to zachęcam do pisania w komentarzach!
A jeśli jakiś produktów jesteście ciekawe to zachęcam do pisania w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*
Co planuję kupić w Rossmannie?
Witajcie! Znudził Was już temat promocji na kosmetyki kolorowe w drogeriach Rossmann? Ja im bliżej terminu tym bardziej jestem podekscytowana. Ale jeśli już znudziło was to, to obiecuję, że to ostatni post na ten temat!
Ostatnio pokazywałam co moim zdaniem warto kupić [KLIK] [KLIK] [KLIK]. Tym razem przedstawię moją listę zakupów.
Szminka Bourjois Rouge Edition Souffle de Velvet.
Widziałam zapowiedzi tego produktu. Matowe wykończenie, naturalny efekt niepełnego krycia. Podczas promocji powinien już być dostępny więc jeśli go spotkam chętnie wypróbuję jeden kolor, być może okaże się fajniejszy niż Rouge Edition Velvet. W promocji 28,36złWibo Juicy Color.
Te pomadki widziałam już mnóstwo razy na instagramie i jakoś mam ochotę spróbować czy są dobre. Za taką cenę nawet jeśli będą bublem to nie będzie mi szkoda, A coś ostatnio mam często ochotę na nawilżające produkty do ust. Nie wiem czy to wiosna tak na mnie wpływa czy przesuszone morskim wiatrem usta. W promocji 5,97złLovely Creamy Color.
Macałam w drogerii testery i niesamowicie spodobały mi się kolory. I chyba znów przemówiła do mnie kremowa formuła. Po raz kolejny za tak niską cenę trudno się nie zainteresować. W promocji 5,60zł
Bell Lip Tint.
Mam trzy kolory tych tintów z Biedronki. Bardzo dobrze mi się noszą, a ostatnio natknęłam się na tinty tej firmy w drogerii Rossmann. Mają inne opakowania, ale na pierwszy rzut oka formułę tę samą. No i kolorów dużo więcej, niektóre bardzo ciekawe. W promocji ok 6 zł.
Diamentowe lakiery wibo.
Promocja obowiązuje nie tylko na produkty do ust, Ale także na lakiery do paznokci. Zapowiedzi diamentowych lakierów Wibo wyglądały ciekawie. Jak spotkam w drogerii to przyjrzę się im i być może wpadną do mojego koszyka. W promocji ok 4 złPaletka Wibo Neutral Eyeshadow oraz Go Nude Smoky Edition.
Do oczu nie zamierzam wiele kupować. Tusze do rzęs mam aż w nadmiarze, niczego w sumie nie potrzebuję, ale te nowości kuszą. Smoky zachwyciła mnie na instagramie i chociaż nie jestem jeszcze co do niej pewna to zainteresowała mnie. Druga kusi ze wszystkich stron. Nie dziwię się bo jeszcze przed premierą znalazła się w moim zestawieniu najpiękniejszych paletek nude [KLIK]. Tę muszę mieć i to bez dyskusji chociażbym miała przejechać cały Gdańsk w jej poszukiwaniu. W promocji 13,66 i 17,80 zł
Lovely Eyebrows Creator.
Właściwie to nie mam ani jednego produktu przeznaczonego typowo do makijażu brwi. Ta paletka kusi słodkim kartonowym opakowaniem w którym znajduje się wszystko co potrzebne by mieć piękne brwi. W promocji 18,86zł
Właściwie to nie mam ani jednego produktu przeznaczonego typowo do makijażu brwi. Ta paletka kusi słodkim kartonowym opakowaniem w którym znajduje się wszystko co potrzebne by mieć piękne brwi. W promocji 18,86zł
Paletka do konturowania Wibo 3 Steps to Perfect Face .
Kolejna nowość tej marki, która kusi z blogów i zdjęć na instagramie. W polskich drogeriach mamy co raz więcej produktów do konturowania i to jest jedna z dostępnych opcji. Z pewnością bardzo ciekawa. W promocji 8,91zł
Rimmel paletka do konturowania by Kate.
Także Rimmel wypuścił ostatnio taką trójkę do konturowania. Dostęp na jest w dwóch wersjach kolorystycznych. O dziwo nie jest tak popularna w Internecie jak Wibo ale wydaje się godna zainteresowania. W promocji 18,35zł
Także Rimmel wypuścił ostatnio taką trójkę do konturowania. Dostęp na jest w dwóch wersjach kolorystycznych. O dziwo nie jest tak popularna w Internecie jak Wibo ale wydaje się godna zainteresowania. W promocji 18,35zł
Korektor Astor Perfect Stay 24h
Mój ulubiony korektor. Bardzo jasny, świetnie kryje, jest lekki i nie obciąża skóry. Doskonale się u mnie sprawdza, a egzemplarz, który mam powoli sięga denka, więc myślę, że to świetna okazja by uzupełnić zapasy. W promocji 16,31zł
Podkład Astor Perfect stay 24h
Ponieważ korektor sprawdził się u mnie tak rewelacyjnie to mam ochotę wypróbować także podkład z tej samej serii. Mam nadzieję, że okaże się równie dobry co korektor. Nie mam w tej chwili podkładu z którego byłabym w 100% zadowolona toteż było by świetnie gdyby ten się sprawdził. W promocji 24,98złRóże Wibo Smooth Wear.
Mam jeden, który powalił mnie swoją jakością. Podczas promocji ma zamiar zaopatrzyć się w inne kolory. W promocji 5,10 złPerełki Wibo Star Glow.
Niby nie jestem fanką oświetlenia na swojej twarzy, ale jednak te perełki mają w sobie coś takiego co sprawia, ze chcę je mieć. Kto wie, może się zakocham w tym efekcie? W promocji 8,91złWibo Glamour Shimmer i Baked Mix Bronze.
Mówię, ze nie lubię rozświetlenia na twarzy, a chcę kupić ten produkt. Wydaje mi się on ciekawy ze względu na kolory, które mogą się super sprawdzić latem do opalonej skóry. Jeśli nie, to za niewielką cenę twierdzę się w przekonaniu, że tego typu kosmetyki nie są dla mnie. W promocji 9,84złA jak wyglądają Wasze listy zakupów?
Dzięki i do następnego :*
Co warto kupić w Rossmannie | Usta
Po raz kolejny przychodzę do Was z prezentacją tego, co warto kupić podczas tegorocznej promocji w drogeriach Rossmann. Tym razem to, co tygryski lubią najbardziej czyli produkty do ust. To właśnie ta kategoria produktów zadecydowała, że polecanie nie odbyło się w jednym poście - to byłby straszny tasiemiec i pewnie nikt nie przeczytałby go do końca.
Przypomnę, że pokazuję tylko te produkty, które sama mam i lubię, lub wiem, że mogą się one sprawdzić u Was.
W pierwszej kolejności produkt, który posiadam najdłużej i najczęściej po niego sięgam. Pomadki Lovely Extra Lasting były jednymi z ulubieńców roku 2014. Są naprawdę rewelacyjnej jakości, dają cudowne matowe wykończenie i mają bardzo ładne kolory, szkoda, że tylko trzy. Jeśli chcecie poczytać o nich więcej to zapraszam TUTAJ
Bardzo podobny i równie tani produkt, który posiada nieco szerszą gamę kolorów (aż cztery) to Wibo Million Dolars Lips . Te dla odmiany zawładnęły moim sercem w roku 2015. Nie są aż tak rewelacyjne jak Lovely ale świetnie mi się sprawdzają. Więcej o nich pisałam TUTAJ
Pomadki Miss Sporty My BFF Lipsticj są dla odmiany produktami najnowszymi w moich zbiorach i stosunkową nowością na drogeryjnych półkach. Przyjemnie kremowe, ale o genialnej pigmentacji i rewelacyjnej trwałości. Także bardzo tanie. Moją opinię o nich razem ze swatchami na ustach znajdziecie TUTAJ
Kolejne dwie proporcje to produkty firmy Maybelline o dwóch skrajnie różnych właściwościach. Color Whisper mam w kosmetyczce od dawna. Ma cudowny kolor ale nie daje mocnego krycia. Jest transparentna i bardzo lekka w konsystencji. Nie zachwyca trwałością ale świetnie nawilża usta. Druga pochodzi z serii Creamy Mattes, która niedawno weszła na półki w Rossmannie. Ja swój egzemplarz kupiłam w Super-Pharm . Daje pełne krycie a do tego matowe wykończenie. Łatwo się nakłada i długo utrzymuje. Niestety gama kolorystyczna w polskich drogeriach jest mocno ograniczona.
Jak już jesteśmy w temacie produktów do ust to grzechem byłoby nie wspomnieć o kultowej już Bourjois Rouge Edittion Velvet. Mnie co prawda nie zachwyca bo spodziewałam się prawdziwego matu a nie jego smętnej imitacji, jednak sława tej pomadki nie może brać się znikąd, najwyraźniej tylko ja kocham mat absolutny.
Pomadka, która w pewnym momencie była moim absolutnym ulubieńcem to Rimmel by Kate Moss. Ma idealny kolor. Ładnie kryje, fajnie się utrzymuje i ma trudne do określenia wykończenie. Nie jest matowa, ale nie ma mokrego blasku. Zanim odkryłam matowe pomadki w płynie Rimmel był niekwestionowaną królową moich ust.
Macie swoje ulubione pomadki z tej drogerii? Chętnie poczytam w komentarzach o Waszych typach!
Dzięki i do następnego :*
Co warto kupić w Rossmannie | Oczy
Witajcie! W poprzednim poście pokazałam Wam co moim zdaniem warto kupić podczas tegorocznej promocji w drogeriach Rossmann. Po raz kolejny drogeria pozwala nam zakupić produkty do makijażu w cenie prawie o połowę niższej niż zazwyczaj. Od kiedyś tam promocja ta obejmuje produkty do oczu czyli cienie, kredki, eyeliner, tusze do rzęs, produkty do brwi i bazy pod cienie.
W sumie to swoich ulubionych produktów do oczu z Rossmann mam niewiele. Sporo jest jednak takich, które są dobre i mogą się sprawdzić u Was lepiej niż u mnie lub po prostu lepiej wpis za się w potrzeby kogoś innego.
Kredki Rimmel Exaggerate. Ja swoje dwa egzemplarze mam akurat z Internetu, jednak nie zmienia to faktu, ze tę kredki są świetne. Bardzo miękkie, przyjemnie się aplikuje zarówno na powiece jak i na linię wodną. Są trwałe, mocno napigmentowane i mają sporo kolorów. Dodatkowym atutem jest to, ze nie trzeba ich temperować. Zastrzeżenia mam jedynie do beżowa kredki z tej linii. Jest za ciemną na linię wodną a co za tym idzie moim zdaniem bezużyteczna.
Hitem blogosfery są z pewnością cienie w kremie Maybelline Colour Tatto. Nic dziwnego, że podbiła serca tylu kobiet. Sa nie do zdarcia. Przetrzymają chyba nawet koniec świata. Bardzo przyjemnie się aplikują, kolory sa ładne i jest ich całkiem sporo. Świetnie sprawdzają się zarówno w roli cienia jak i bazy. Odkąd wprowadzili matowe cieliste kolory ja nie mam już co do nich żadnych życzeń.
W kwestii tuszu do rzęs wybór jest spory i chociaż aktualnie żadnego nie planuje kupować to polecić mogę kilka.Po pierwsze tusz z Lovely Curling Pump Up, który chyba każdy zna. Równie dużo osób go kocha co nienawidzi, ja jestem w pierwszej grupie. Nie wypadają mi po nim rzęsy, bardzo ladnie podkreśla, rozczesuje i unosi rzęsy.
Drugi tusz równie tani co poprzedni to Wibo Growing Lashes. Także fajnie rozczesuje rzęsy. Jego maleńka szczoteczka niezwykle przypadła mi do gustu. Jak na produkt za taką cenę to efekt daje rewelacyjny. Dodatkowo według producenta ma on przyspieszać wzrost rzęs. Nie chcę mówić, że na pewno... ale jakoś tak naprawdę gdy go używałam miałam wrażenie, że moje rzęsy nieco urosły.
Tusze L'oreal są chyba naprawdę znane każdemu, zwłaszcza te z linii Volume Million Lashes. Ja bardzo swego czasu lubiłam Volume Million Lashes Excess . Szczoteczka wybitnie przypadła mi do gustu. Pięknie podkreślał rzęsy. Na moich dawał wręcz teatralny efekt, dlatego z pewnością sprawdzi się u każdego, nawet na krótkich rzęskach.
Drugi to False Lash Wings. Ten ma nietypową szczoteczkę i jest mniej znany niż wspomniany wyżejVolume Million Lashes. Efekt także daje spektakularny, jest mocno czarny a jego ciekawa szczoteczka pozwalała na uzyskanie takiego efektu na jaki akurat miałam ochotę.
W kwestii linerów nie mam jakiś ogromnych hitów z drogerii, ale z pewnością warto zwrócić uwagę na eyelinery Wibo i Lovely. Zwłaszcza na te w niezwykłych kolorach, których jest kilka w ofercie. Nie dorównują one mojemu ulubieńcowi z Sephory ale co tam, za taką cenę produkty są nawet niezłe.
Ciekawa jestem czy macie któryś z tych produktów i czy również możecie je polecić?
Dzięki i do następnego :*
NEW IN | Luty 2016
Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który chyba najbardziej lubicie oglądać! Dziś pokażę Wam swoje zakupy z lutego, ale także prezenty urodzinowe, które dostałam pod koniec stycznia na swoje 21 urodziny! Nadal nie będzie tu jednej rzeczy, nad którą wciąż się zastanawiam i jestem nadal na etapie wyboru, ale to akurat rzecz, którą chcę wybrać mając pewność, ze mi posłuży i będzie odpowiednia do moich potrzeb! Kosmetyków tu będzie niewiele, ale i tak zapraszam do poczytania bo wiele z tych rzeczy może przypaść do gustu wszelkim gadżeciarom! Niektóre z moich nowości wciąż są dostępne w sklepach więc możecie je jeszcze upolować jeśli Wam się spodobają!
Sephora prezent urodzinowy
Bardzo miła rzecz. W okolicy urodzin dostałam maila od Sephory, że mogę odebrać darmowy prezent z okazji swoich urodzin. Bardzo fajna strategia marketingowa! W prezencie dostałam trzy miniaturki cieni o perłowym wykończeniu w pięknych neutralnych kolorach. W dodatku w różowym opakowanku z napisem "Happy Birthday". Używam ich przez to z jeszcze większą przyjemnością! Z pewnością będą moim Must have na wyjazdach!
Torebka Pepco
Prezent od siostry. Potrzeba mi było czegoś małego i poręcznego. W mojej szafie brak malej torebki, a z tą wielką, którą noszę na co dzień niekoniecznie wszędzie chcę chodzić bo często mi przeszkadza. Ta torebeczka jest pojemna i słodziutka, nie przeszkadza mi, ma długi pasek przez co mam wolne ręce i pomieści wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy- moge tu wrzucić telefon, portfel i klucze do mieszkania a zostanie mi jeszcze trochę miejsca.
Lakiery hybrydowe Semilac
Spora paczka wypełniona lakierami Semilac przyszła do mnie niedawno, ale ogólnie jest to prezent trochę urodzinowy, a trochę za świetne wyniki w sesji od babci i dziadka. W moje łapki wpadły dwa błyszczące - 094 Pink Gold i 037 Gold Disco. Swą bardziej stonowane kolory - 031 Black Diamond i 071 Deep Red. Matowy top i baza witaminowa, która okazała się bublem, a także unikatowy Lazure Dream, który pokazywała, już na blogu tutaj.Lacoste Touch of Pink
To moje ukochane perfumy. Pokochałam je gdy niedługo po premierze zapachu dostałam próbkę podczas zakupów w Sephorze i od tego czasu jestem im wierna. Dotychczas kupowałamje w perfumerii za kosmiczną cenę, ale znalazłam sklep internetowy w którym zdobyłam je w o wiele bardziej przystępnej cenie. Niczym nie różnią się od tych kupionych stacjonarnie więc nie mam wątpliwości, że są oryginalne.Kapcie koty Rossmann
Lubię ciepło, to chyba wiedzą wszyscy. Mimo, że niedawno kupiłam cieplutkie kapcie w Pepco to na widok tych uroczych niebieskich kotków przepadałam. Będą idealne na cieplejsze dni gdy grube bambosze będą już przegięciem a jednak nie będę chciała chodzić po mieszkaniu boso.Filiżanka Miau Home&You
To kolejna miłość od pierwszego spojrzenia. Zobaczyłam te filiżankę na instagramie i wiedziałam, ze będzie moja. Przy okazji wizyty w galerii skierowałam swoje kroki do Home&You i przygarnęłam te cudowna filiżankę. Od teraz poranna kawa smakuje jeszcze lepiej.Delia Serum do Twarzy, Szyi i Dekoltu
Dostępne były niedawno w Biedronce. Kupiłam jedno z ciekawości, skuszona niską ceną i obietnicami producenta. Padło na to z kwasem hialuronowym. Po pierwszym użyciu zakochałam się w nim na tyle, że przy okazji następnych zakupów chwyciłam wszystkie pozostałe rodzaje i hialuronowego dwa opakowania na zapas. Rano używam go zamiast kremu i okazało się świetną bazą pod makijaż
Dajcie znać jakie nowości wpadły do Was w tym miesiącu!
Dzięki i do następnego :*
Etykiety:
filiżanka miau,
home and you,
Lacoste,
New In,
nowości,
pepco,
prezent urodziniowy sephora,
prezenty dla niej,
Rossmann,
Semilac,
touch of pink,
zakupy











