Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciepłe cienie do powiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciepłe cienie do powiek. Pokaż wszystkie posty

MUR Lemon Drizzle Chocolate Palette | Recenzja

sobota, 22 grudnia 2018
Witajcie!
Ponieważ wyzwanie z paletami bardzo podoba się zarówno mnie, jak i Wam to zaczynam właśnie kolejną paletę! Niedawno trafiły do mnie pastelowe czekoladki z Makeup Revolution. Wiecie, że uwielbiam te palety więc i te słodkości musiałam mieć! Dziś na warsztat weźmiemy tę, która najbardziej się Wam spodobała czyli Lemon Drizzle

Opakowanie tych czekoladek w kształcie zupełnie nie różni się od pozostałych. Różni je jednak kolorystyka. Zwykle czekoladki były całe w jednym kolorze lub były kolorowo-ciemne. Tym razem Makeup Revolution postawiło na jasną bazę palety. Jej wnętrze jest w kolorze jasnego beżu, co moim zdaniem bardzo pasuje do kolorowych kompozycji cieni w środku. Między sobą te pastelowe palety różnią się kolorami kostek czekolady na opakowaniu. Lemon Drizzle to ta w odcieniach pastelowej żółci. 


Wnętrze paletki jest już zmienione względem wcześniejszych wersji czekoladek. Tu nie mamy powiększonych cieni. Wszystkie są w tym samym rozmiarze, ale jest ich więcej. Czy to dobra zmiana? Zdania są podzielone, ale osobiście bardzo lubiłam poprzedni układ cieni i wolałabym, żeby został niezmieniony. Dobrą zmianą natomiast jest to, że od teraz nazwy cieni mamy nadrukowane na palecie a nie na folijce ochronnej co znacznie ułatwia pracę blogerom i youtuberom.  

W palecie mamy 18 cieni  z czego aż dziesięć to cienie matowe. Przynajmniej tak twierdzi producent. Osobiście jeden z tych cieni nazwałabym cieniem satynowym, ponieważ wyraźnie widzę w nim połysk, którego na pewno nie nazwałabym matem. Pozostałe osiem cieni mają wykończenie błyszczące - niektóre z nich są tak mocne, że pokusiłabym się o nazwanie ich foliowymi.


O jakości nie będę się szczegółowo rozpisywać ponieważ chyba nie ma osoby, która nie zna tych paletek - jeśli nie osobiście to chociaż z recenzji na blogach i kanałach YT. Jeśli jednak ktoś potrzebuje przypomnienia: cienie błyszczące są rewelacyjne! Niektóre z nich można z powodzeniem nazwać foliowymi, świetnie się z nimi pracuje, dają fajne delikatnie iskrzące wykończenie i raczej się nie sypią. Co do cieni matowych to są o nich różne opinie, ale pamiętajmy, że wiele zależy od preferencji i techniki wykonywania makijażu. Ja makijaże zawsze robię na nieprzypudrowanej, mokrej bazie i mam do cieni "ciężką rękę"(jak grzebnę pędzlem w cieniu to chyba nie ma palety, która nie dałaby mocnej pigmentacji). Dlatego też bardzo lubię matowe cienie z paletek Makeup Revolution i uważam, że mają dobrą pigmentację, sporo da się z nich wycisnąć, nie sypią się bardziej niż cienie z innych palet , w większości dobrze się rozcierają i nie tracą przy tym pigmentu. 
No ale przejdźmy do zawartości palety bo chyba wszyscy na to czekają!


Afternoon Tea - nazwa nieźle opisuje ten kolor. To matowy średni brąz w takim właśnie herbacianym odcieniu. Świetny do budowania załamania powieki.

Just a bite - aj, ten to jest prawdziwy kąsek. Miedziany ciepły kolor o wręcz foliowym wykończeniu i fantastycznej pigmentacji.

Sugar - matowy beż tak jasny, że niemal biały, jednak ma w sobie minimalną ilość waniliowych tonów. Jak na tak jasny cień to ma dobrą pigmentację

Scrumptious - Fajny ciemny brąz w którym dostrzegam jakieś nuty zgaszonego fioletu. Kolor bardzo ładny, ale mam wrażenie, że jest trochę bardziej suchy od pozostałych matów tej marki. Zdecydowanie mają w paletach lepsze matowe brązy.

Butter - matowy jasny cień w kolorze... no takim maślanym. Bardzo mocno rozbielony pastelowy żółty. Niestety też jest dość suchy.

Baked - o matko jaki to jest kolor! Ciepły bordowy kolor przywodzący mi na myśl wiśnie w czekoladzie o foliowym wykończeniu. No cudo!


Slice of cake - Matowy ciemny brąz. Na skórze wychodzi jaśniej niż w palecie i wybijają z niego herbaciane chłodne tony. Fajny cień, bo przepięknie się blenduje i cudownie łączy z innymi cieniami, ale osobiście nie pogniewałabym się gdyby był ciemniejszy.

Lemon Slice - matowy żółty, ale nie taki kanarkowy żółty tylko... bogaty odcień żółtego. Oj jak ja sobie ostrzyłam ząbki na ten odcień... Zółty cień jest zwykle dość problematyczny więc nie mogę na niego narzekać. Na bazie da się go zbudować do przyzwoitej pigmentacji, ale wymaga nieco więcej zaangażowania niż inne cienie.

Citrus - Matowa żywa czerwień z lekkim pomarańczowym wybiciem. Zdecydowanie po tej ciepłej stronie czerwieni. Trochę się bałam, że będzie kiepska, ale okazuje się, że ma pigmentację akurat pozwalającą na fajne zbudowanie bez obaw, że jednym dotknięciem zrobimy sobie plamę.

Fluffy - Prawdziwe złoto! Fantastycznie się nakłada i niesamowicie błyszczy. Uwielbiam ten cień!

Tempting - Zgaszony pomarańczowo brązowy cień. Matowe wykończenie i fajna pigmentacja. Fajnie rozciera granice bardzo ciepłych makijaży.

Delicious - To jest ten "matowy" cień, którego ja nie mogę nazwać matem bo definitywnie widzę, że połyskuje na niebiesko. Bardzo nieoczywisty kolor. Coś pomiędzy ciepłym średnim fioletem, a ciemną fuksją. Kolor jest ładny i nieźle się nakłada, ale zdecydowanie najgorzej się blenduje gdyż zmienia kolor podczas rozcierania na ciemny róż.


Sunshine - matowy cień w kolorze bardzo podobny do cienia Tempting, ale gdy nałożę je obok siebie widzę, że Tempting jest nieco bardziej pomarańczowy, a Sunshine jest ciut jaśniejszy i odrobinę bardziej brzoskwiniowy.

Zestful -  Ciemny ciepły brąz o błyszczącym wykończeniu. Jest ciepły, ale nie widać w nim złotych tonów, to czysty, czekoladowy brąz.

Tangy - Złoto o błyszczącym wykończeniu. W palecie wygląda niemal identycznie jak Fluffy, ale w porównaniu z nim wypada chłodniej, ma minimalnie zielonkawy odcień i daje gładszą, mniej iskrzącą taflę na skórze.

Zingy - Chłodny ciemny brąz o błyszczącym wykończeniu. Nie daje aż takiej tafli na skórze jak pozostałe, jest faktycznie bardziej shimmer niż foliowy.

Sharp but sweet - Średni matowy beż, o świetnej pigmentacji i ładnym cielistym kolorze, jednak trochę go nie rozumiem. Jest za ciemny żeby większość z nas nazwała go cieniem bazowym, ale za jasny, żeby użyć go do czegokolwiek innego. No ale odcień ma ładny, tak "zdrowy" beżowy, ciemniejszym, opalonym karnacjom może się spodobać

Nothing but crumbs - Kolejne błyszczące złoto w tej palecie. Ten cień jest najbardziej shimmer ze wszystkich złotych odcieni i najciemniejszy. Ma w sobie nieco pomarańczowych podtonów.



Podsumowując -  Paletka jest nieźle skomponowana chociaż jest tu kilka cieni, bardzo podobnych do siebie, które z powodzeniem można by zamienić na inne. Nie można jednak powiedzieć, ze czegoś tej palecie brakuje. Jeśli lubicie ciepłe odcienie to znajdziecie tu zarówno cienie bazowe, kilka matów świetnie nadających się jako cień do roztarcia granic ciemnych makijaży ale też do budowania kształtu w makijażu dziennym. Są tu też ciemniejsze maty, troszeczkę bardziej szalonych kolorów i piękne błyski. Jeśli miałabym się na siłę czepiać to powiedziałabym, że brakuje mi tu jasnego błyszczącego cienia, który rozświetliłby kącik w makijażu dziennym oraz czegoś bardzo ciemnego do budowania głębi w mocniejszych makijażach. Nie będę się jednak czepiać bo wydaje mi się, że w zamyśle miała to być paleta uzupełniająca, a nie koniecznie samowystarczalna.


Oczywiście jak możecie się domyślać już za chwilę zacznę Wam pokazywać makijaże do wyzwania stworzone tą paletą. Instagram jak zawsze zobaczy wszystko wcześniej więc polecam mnie tam obserwować KLIK

Dajcie znać co sądzicie o tej palecie, czy Wam się podoba, a może ją macie i chcecie podzielić się ze mną opinią o niej? Piszcie w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*

Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności
Czytaj dalej »

Kobo My Favourite Colors | Recenzja i zamienniki

wtorek, 30 stycznia 2018
Witajcie!
Dzisiaj chciałabym Wam bliżej przedstawić paletkę, która została moim ulubieńcem minionego roku i już po pierwszym użyciu zawojowała moim sercem! Wiem, będę kusić, bo paletka jest ciężko dostępna - nie tylko mi się spodobała i wszędzie jest wykupiona. Wiem też, że było jej już mnóstwo w internecie, ale muszę podzielić się tutaj swoją radością i zapytać, czy chcielibyście zobaczyć jakieś makijaże z jej użyciem?
Wiem, że ta paleta, po tym jak się wyprzedała, pojawiała się ponownie w sprzedaży, ale z racji, że jest to edycja limitowana, nie wiem czy będzie pojawiała się nadal. Na wszelki wypadek zrobiłam reseach i napiszę Wam przy konkretnych kolorach jakimi cieniami możecie zastąpić poszczególne odcienie. Mimo wszystko jeśli paletka będzie nadal dostępna to polecam się zaopatrzyć właśnie w nią!


Paletka Kobo My Favourite Colors została skomponowana przez Daniela Sobieśniewskiego- makijażystę, którego podziwiam, więc tym bardziej musiałam mieć tą paletkę! Kompozycja dziewięciu cieni mieści się w małym, kartonowym opakowaniu, które bardzo cieszy moje oko - jest klasyczne i proste. Do tego jest lekkie i kompaktowe więc idealne na podróż lub do kuferka wizażysty. 

Cienie wchodzące w skład paletki My Faourite Colors są najcudowniejszymi cieniami z jakimi miałam kiedykolwiek styczność! Aksamitne w konsystencji, doskonale chwytają się pędzla i z łatwością przenoszą z narzędzia na skórę powieki. Mają doskonałą pigmentację, ale jednocześnie dość łatwo się rozcierają więc praca z nimi jest niesamowicie łatwa. Zwykle wadą mocno napigmentowanych cieni jest to, że się osypują. Tutaj nie zauważyłam by ten problem występował w skali utrudniającej makijaż. Cienie co prawda osypują się w trakcie malowania, ale w minimalnym stopniu więc spokojnie mogę nałożyć najpierw podkład i korektor bez obawy, że drobinki cieni zniszczą mi makijaż.


Ta paletka nie tylko funduje nam cudowną jakość i łatwość pracy, ale także piękne, modne kolory cieni. Kompozycja jest bardzo udana i pozwala poszaleć z makijażem. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby była to paletka uniwersalna. Nie sprawdzi się u każdego bo brak jej klasycznych, dziennych kolorów pasujących każdemu. Zdecydowanie jest to paleta dla odważnych i dla każdego, kto dobrze czuje się w ciepłych, czerwonych odcieniach. To doskonała opcja na urozmaicenie swojego makijażu lub do wykonania makijażu wieczorowego, chociaż ja nie ukrywam, że używam jej na co dzień. No bo czemu nie, każdy maluje się tak, jak lubi, prawda?

Przejdę w końcu do kolorów, bo to jest to, co przyciągnęło mnie do tej palety. Po udanej przygodzie z paletką Lovely Peach Desire [KLIK] uznałam, że trzeba rozszerzyć swoją paletę barw o czerwienie i kolejne odcienie pomarańczy. Ta paletka dała mi wszystko, czego potrzebowałam!


21 to odcień ciepłej, soczystej pomarańczy niemal wpadający w neon. Niesamowicie intensywny o metalicznym wykończeniu. Kremowy w konsystencji, najlepiej nakłada się palcem lub mocno zbitym pędzelkiem ruchem wklepującym. Przy lżejszym nakładaniu wychodzą z niego bardziej brzoskwiniowo- koralowe tony jednak nadal zachowuje swoją intensywność. (podobny odcień: Sephora 244)

20 jest bardzo nieoczywisty. Trochę różowy, trochę pomarańczowy- nie wiem jak opisać prawidłowo ten kolor ani jak Wam przekazać jaki jest nietypowy bo nawet na zdjęciach nie wygląda tak, jak na żywo. To taki trochę brzoskwiniowy koral o metalicznym wykończeniu. Tak jak poprzednik najlepiej wygląda nakładany palcem ale przy lekkim nakładaniu nadal zachowuje swój intrygujący odcień. (podobny kolor: Glam Shop Świecąca Morela)

19 Ten kolor, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się być zwyczajny i wręcz nudny to po nałożeniu na skórę ujawnia jak bardzo jest wyjątkowy. Również ma metaliczne wykończenie i tak samo jak poprzedni odcień rozciera się sam w siebie. Kolor jest bardzo nietypowy i chyba pierwszy raz spotykam się z takim odcieniem. Trochę miedziany, trochę różowy, a pod ospowiednim kątem wychodzi z niego trochę złota. Absolutnie piękny ale strasznie ciężko znaleźć dla niego godny zamiennik (chyba najbardziej podobny jest pigment inglot 126)


24 jest przeze mnie wręcz nadużywany. To odcień wytrawnego wina. Głęboki czerwony z brązowymi tonami, który przy lekkim nakładaniu rozciera się w ciemne bordo. Ma matowe wykończenie i niestety jest najsłabiej napigmentowany z całej dziewiątki. Wymaga przez to nieco więcej pracy przy nakładaniu ale moim zdaniem warto! (podobny do inglot 301)

23 to kolor chyba najspokojniejszy z całej palety. Ma matowe wykończenie i boską pigmentację, a mimo to, nie sypie się prawie wcale. Przyjemny, ciepły, ceglany odcień sprawdzi się nawet w codziennych makijażach (podobny do szóstego cienia z paletki Peach Desire)

22 to hit tej palety i dla niego jednego warto ją kupić. Ciemna, głęboka czerwień o chłodnawym podtonie i matowym wykończeniu. Kolor dość trudny bo łatwo nim uzyskać efekt zmęczonego oka, ale umiejętnie w komponowany w makijaż robi duże wrażenie. Wbrew pozorom pozwala na stworzenie z nim wielu różnych makijaży. (Tango z Glam shopu wygląda dość podobnie)


Myślałam, że koloru numer 25 nie będę używać bo źle się czuję w różach. Ten jednak różem nie jest. Nie jest różem oczywistym. Ma w sobie coś  z różu, ale zgaszonego i brudnego, dość ciemnego i zabarwionego fioletem. To kolor, który był bardzo modny ponad dwa lata temu czyli tak zwana marsala i mimo, że w palecie wygląda jakoś tak nieciekawie, to jednak na oku dodaje jednocześnie charakteru jak i świeżości makijażowi. (Marsala z Glam Shopu wydaje się być dobrym zamiennikiem)

26 kojarzy mi się z niedźwiedziem. Pewnie się teraz ze mnie śmiejecie, ale jak używam tego koloru to mam przed oczami niedźwiedzia. Pewnie przez jego brunatny kolor. Myślę, że więcej nie trzeba mówić o tym kolorze, bo chociaż zachwyca pigmentacją i przyjemnością używania to kolor jest dość oczywisty

09 to po prostu czerń. I wydaje się, że nic więcej nie trzeba o nim mówić, bo czarny to czarny, ale muszę wspomnieć o tym, że jest to czerń naprawdę dobra. Jak poznać, że firma będzie miała dobre cienie? Po cieniu czarnym, jeśli - tak jak ten z Kobo - będzie dobrze napigmentowany, głęboki i nie będzie rozcierał się w szarość czy jakiś brudny nieokreślony kolor, to znaczy, że trafiliście na dobrą jakość. Ten jest świetnej jakości!


Jak się domyślacie podsumowanie może być tylko jedno. Za cenę niewiele ponad 50 zł dostajemy rewelacyjnej jakości cienie, którymi świetnie się pracuje i które powalają pigmentacją. Pozwalają stworzyć wiele cudownych makijaży i idealnie wpisują się w makijażowe trendy. Nietypowe kolory i różnorodne wykończenie są dodatkowym atutem tej palety, więc jeśli uda Wam się ją jeszcze upolować to zdecydowanie zachęca, bo naprawdę Warto!

Mam nadzieję, że jeśli ktoś jeszcze nie zdobył tej paletki, to uda mu się ją upolować. Dajcie znać, jak Wam się podobają takie kolory!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Najlepsze kosmetyki roku 2017 | Ulubieńcy

niedziela, 14 stycznia 2018
Witajcie!
Rok 2017 minął mi naprawdę nie wiadomo kiedy! Dopiero co pisałam ulubieńców roku 2016, a tu już znów mamy styczeń i należałoby przedstawić Wam kolejnych ulubieńców. 
Z moim makijażem ostatnio sprawa się trochę skomplikowała. Zawsze lubiłam eksperymenty, ale tym razem naprawdę sporo szalałam i testowałam. Jednocześnie w wielu kategoriach mam swoje sprawdzone produkty od lat i nie mam ochoty ich zmieniać. Dlatego też nie zobaczycie tu ulubieńców z każdej kategorii bo nie widzę sensu się powtarzać - jeśli czegoś tu nie znajdziecie to zapraszam do moich wcześniejszych postów z ulubieńcami - tam na pewno znajdzie się kosmetyk, który zawładnął moim sercem na tyle, że nie znalazłam dla niego godnego zamiennika. 
W tym roku miałam szaloną fazę na palety cieni. Zawsze miałam ich sporo i sporo też mi się podobało, ale w ostatnich miesiącach w moje ręce trafiło mnóstwo paletek i nie mogłam po prostu wybrać jednej ulubionej bo kocham je wszystkie!


Jako pierwszą pokażę Wam mój najnowszy nabytek, który mimo, że mam krótko to z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest rewelacyjna i kto jej nie kupił niech żałuje. Paletkę Blask i Cienie z Glam-Shopu dostałam od mojego ukochanego pod choinkę i oszalałam ze szczęścia na jej widok, bo pewnie wiecie, że znalazła się na mojej liście życzeń świątecznch. Paletka jest nie tylko przepiękna sama w sobie, ale tez cudownie skomponowana. Dwa górne rzędy w osobnej palecie stanowiłyby idealny zestaw naturalnych cieni do codziennego makijażu, a dwa niższe rządki pozwalają na nieco więcej szaleństwa w makijażu. Jednak prawdziwym hitem tej palety są prasowane brokaty. Trzy mieniące się holograficznie i jeden złoty - prawdziwe rarytasy dla każdej fanki makijażu i idealne uzupełnienie karnawałowych looków.


Paletka Lovely Peach Desire to moje odkrycie nie tylko dlatego, że jest tania i świetnej jakości. Ta paletka przekonała mnie do najmodniejszych kolorów roku. To zdecydowanie eksperyment, który otworzył mnie na czerwienie, których do tej pory nie lubiłam. Przez dłuższy czas jej nadużywałam w swoim makijaż, a i teraz nie wyobrażam sobie że miałoby zabraknąć jej w mojej kosmetyczce, bo zawiera rewelacyjne odcienie, które nawet dziennemu makijażowi dodadzą nieco modnego charakteru. 


Paletka Kobo My Favourite Colours by Daniel Sobieśniewski była kolejnym prezentem z mojej świątecznej listy - tajemniczy Mikołaj podarował mi ją dzień po tym, jak na blogu napisałam, że chciałabym ją dostać - więc jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości to Mikołaj czyta Blogi! A wracając do samej palety to uważam, że ma najlepszą jakość ze wszystkich posiadanych przeze mnie cieni. Cudowna konsystencja, zabójcza pigmentacja i rewelacyjne kolory - intensywne i modne! Czuję niedosyt i liczę, że Kobo wypuści jeszcze kilka szalonych paletek w tej formule. 


Kończąc powoli temat makijażu oka to przypomnę, że oprócz fazy na cienie mam też ostatnio fazę na błyszczące rzeczy. Brokaty i pigmenty to produkty, których wyszukuję w ofercie marek i wręcz nieprzyzwoicie pożądam. Ten cudny pigment z pozoru wydaje się nudny i nieszczególny, ale na skórze ujawnia swoją moc. Pozornie bezbarwny mieni się na przyjemny dla oka różowy odcień - ot, taka dzienna błyskotka co lekkich rozświetlonych makijaży. Kto tak myśli niech spróbuje tego pyłku na ciemnej bazie - dopiero wtedy pokazuje swoją prawdziwą moc! Tak w skrócie - dla mnie rewelacyjny produkt i na pewno zakupię więcej kolorów!


Temat makijażu oka już zakończyliśmy, ale nadal pozostaniemy w temacie błysku -  Wibo wypuściło jakiś czas temu odważną paletkę kolorowych rozświetlaczy - wiedziałam, że muszę ją zdobyć! Kolory są naprawdę dość odważne, bo jednak fiolet, zieleń czy niebieski nie są zbyt oczywistym wyborem, ja jednak śmiało używam ich nawet na co dzień. Są intensywne, mocno błyszczące, a kolor jest naprawdę widoczny na skórze jeśli złapie trochę światła. Niby opcja dla odważnych ale makijaż to przecież zabawa i warto zaszaleć, dlatego jeśli ktoś z Was ma ochotę na kolorowy rozświetlacz, ale trochę się boi to zachęcam i uwierzcie - nie ma się czego bać!


Na koniec produkt, który nie jest ani szalony, ani kolorowy, ani nawet nie jest błyszczący, ale jest po prostu rewelacyjnym produktem. Mówię tu o Hydro Bazie z Paese, która okazała się zbawieniem dla mojej skóry. Ma niesamowicie lekką konsystencję, fajnie utrzymuje makijaż twarzy i zdecydowanie makijaż na niej wygląda o wiele promienniej i bardziej lekko. Do tego daje suchej skórze uczucie komfortu i nawilżenia przez długi czas. Każdej posiadaczce suchej skóry zdecydowanie polecam!

To już wszyscy ulubieńcy. Sporo tu szalonych kolorów i wykończeń. W 2017 roku szalałam i eksperymentowałam z makijażem. I powiem szczerze - dobrze mi z tym. Nie chcę tylko oglądać szalonych makijaży w Halloween lub na Instagramie - Ja sobie pozwoliłam na szaleństwo i Wam też to polecam! Zdecydowanie w 2018 roku nie przestanę eksperymentować, więc jesli na Gdańskich ulicach zobaczycie kogoś z tęczowym rozświetlaczem czy niebieską pomadką - to ja! 
Czytaj dalej »

Lovely Peach Desire | Recenzja

wtorek, 12 grudnia 2017
Witajcie!
Trend na ciepłe kolory na powiekach staje się co raz mocniejszy, a na rynku mamy co raz więcej marek oferuje nam palety i cienie zawierające ciepłe barwy. Wybór robi się ogromny i nie wiem jak Was, ale mnie cieszy to bardzo, ponieważ jak zapewne wiele razy wspominałam uwielbiam ciepły makijaż oka. Do tej pory co prawda ograniczałam się do ciepłych brązów i złota, ale czerwienie, pomarańcze i borda robią na mnie co raz większe wrażenie i postanowiłam uzupełnić swoją kolekcję cieni o modne odcienie. Nie wiedziałam co prawda czy tego typu kolory się u mnie sprawdzą, bo do tej pory w moich zbiorach gościło kilka ciepłych bordowych cieni, ale żywszych czerwieni i pomarańczu już mi brakowało. Nie chciałam więc inwestować w drogą paletkę i długo odkładałam zakup na później. Na szczęście wpadła mi w oko nowość od Lovely - paletka Peach Desire oferuje nam kilka cieni w modnych barwach za niewielką cenę, a dodatkowo zbierała rewelacyjne opinie w internecie -  zobaczenie jej na sklepowej półce okazało się doskonałą okazją do wypróbowania kolorów, które od dawna kusiły mnie z instagrama.


Mała paletka wygląda na półce bardzo niepozornie. Wykonana pomarańczowego i przezroczystego, grubego plastiku zawiera w sobie siedem cieni i gąbeczkowy aplikator. Muszę przyznać, że naprawdę jej wygląd może zmylić. Przez ten kolorowy plastik i malutkie opakowanie wygląda jak zabawka. Ale zdecydowanie zabawką nie jest i od razu zdradzę Wam, że powala jakością. 

Jak wspomniałam mamy tu siedem cieni, z czego aż pięć jest matowych. Na pierwszy rzut oka kompozycja kolorystyczna wydaje się bardzo przemyślana i przyjazna użytkownikowi. Mamy tu jasny matowy beż, czyli podstawę każdego makijażu, dwa kolorowe cienie matowe, dwa błyszczące mogące stanowić doskonałe uzupełnienie makijażu o coś ciekawego oraz dwa ciemne matowe kolory. To sprawia, że paletka jest niemal samowystarczalna. Jeśli ktoś lubi tylko ciepłe barwy, to tą paletką będzie w stanie poradzić sobie zarówno z makijażem dziennym jak i mocniejszym wieczorowym. 

Największym zaskoczeniem w tej palecie jest jakość cieni. Pod palcem są bardzo miękkie i pudrowe. Na pędzel nabierają się w solidnej ilości i doskonale przyczepiają się do skóry. Spodziewałam się, że będą się pylić i osypywać pod oko w trakcie aplikacji, ale na szczęście nic takiego nie ma miejsca. W każdym razie nie w ilości nie dającej się znieść bo delikatny osyp, jak przy większości mocno napigmentowanych cieni występuje, ale spokojnie można sobie z nim poradzić. 


Mimo mocnego chwytania się powieki i bardzo mocnej pigmentacji kolory te nie tworzą plam. Dają się bardzo łatwo rozetrzeć jeśli w jakimś miejscu nałożymy za dużo. Dodatkowo pozwalają się budować i łączyć. Cień nakładany jeden na drugi nadal łapie się powieki i nie tworzy prześwitów czy dziur w makijażu. 
Kolory napigmentowane są wprost rewelacyjnie i to naprawdę mnie zaskoczyło, bo jakość jest zdecydowanie z wyższej półki. Życzyłabym sobie, żeby wszystkie moje cienie były tak mocno napigmentowane i tak łatwe w pracy, bo oprócz mocnego pigmentu zaletą tych cieni jest trwałość - wyjątkowo dobra, cienie nie blakną w ciągu dnia i nie znikają z powiek nawet przy wielogodzinnym noszeniu makijażu.


Pierwszy kolor bardzo mi się podoba, chociaż mógłby być jaśniejszy. To ciepły matowy beż o waniliowych tonach. Używam go do zmatowienia łuku brwiowego czy rozblendowania zbyt ostrych granic i do tego sprawdza się świetnie, ale nie rozjaśni nam powieki czy miejsca pod brwią ze względu na swój kolor.

Drugi cień po prostu uwielbiam. To coś pomiędzy żółtym a pomarańczowym, ale w lekko przygaszonym odcieniu. Świetnie się sprawdza do rozblendowywania ciemnych kolorów, cudownie ociepla każdy makijaż. Sprawdza się też na całą powiekę gdy robię bardziej monochromatyczny makijaż w ciepłych brązach. To bardzo nietypowy kolor, nigdy nie spotkałam się z takim odcieniem w żadnej innej palecie.

Kolor numer trzy to prawdziwa gwiazda. Intensywny, niemal neonowy pomarańcz idący bardziej w stronę czerwieni. Bardzo mocno napigmentowany, jest doskonałym akcentem w makijażu. Nałożony na środek powieki bardzo przyciąga wzrok, a rozblendowany z ciemnym brązem daje ciekawy, ognisty efekt.



Kolejny cień jest jednym z perłowych. To takie miedziane złoto. Ślicznie rozświetla powiekę nawet w dość neutralnym makijażu i myślę, że znajdzie wiele zastosowań nawet u osób, które nie lubią pomarańczowych odcieni na powiekach.

Drugi perłowy cień ma kolor pomiędzy czerwienią, a fioletem. To takie bardzo ładne bordo, które dość mocno się mieni. By uzyskać efekt makijażu z instagrama można nałożyć go na środek powieki, najlepiej na ciemny cień, wtedy daje naprawdę ciekawy efekt.

Przedostatni jest ciepły matowy brąz. Taka bardzo ciepła czekolada z ceglanymi tonami. Ładnie prezentuje się w załamaniu w połączeniu z cieniem numer dwa.

Ostatni cień najmniej przypadł mi do gustu bo na oku wychodzi o wiele słabiej niż w palecie.
Wygląda obiecująco, jak taka ciemna, gorzka czekolada z ciepłą nutą, ale w rzeczywitości wychodzi jaśniej i bardziej czerwono. Rozczarował mnie trochę, ale używam go czasami do roztarcia granic, gdy używam dużo czarnego cienia.


Podsumowując: paletka jest na piątkę z plusem. Niewielka, kompaktowa, idealna do zabrania w podróż bo nie zajmuje wiele miejsca w kosmetyczce, a jednocześnie jej kompozycja czyni ją samowystarczalną. Łatwość pracy, trwałość i pigmentacja po prostu zaskakują i to wszystko za niewielką cenę. Jeśli ktoś tak jak ja miał wątpliwości czy będzie się dobrze czuł w modnych ostatnio ciepłych kolorach i chciałby spróbować nie wydając dużo pieniędzy to jest to paletka idealna, bo kosztuje zaledwie 19 zł. Nie wierzę, że komuś by się miała nie sprawdzić ze względu na jakość, ale kolorystycznie nie jest szalenie uniwersalna więc nawet jakby komuś nie spodobały się jednak kolory to za taką cenę nie powinno być nikomu żal.
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.