Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze palety cieni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najlepsze palety cieni. Pokaż wszystkie posty

Wymarzone palety cieni | Wishlista

poniedziałek, 10 grudnia 2018
Witajcie! 
W moim liście do Mikołaja kilka dni temu pisałam, że planuję jeszcze wpis o samych paletach, na które mam ochotę. Miałam go opublikować bliżej świąt, ale z przyczyn technicznych (i pogodowych) wpisy, które miały być teraz muszą zaczekać na swoją kolej. Nie zostawię Was jednak z niczym i chętnie przedstawię Wam palety cieni, na które mam ochotę i na pewno będę polować. Zwykle są to droższe palety więc nie spodziewam się, że uda mi się je zdobyć w najbliższym czasie ale może chociaż kogoś zainspiruję! 
Wspomnę jeszcze, że jeśli nie widziałyście wpisu o mojej kolekcji palet do powiek to koniecznie zajrzyjcie TUTAJ
A teraz przejdźmy do listy!


1. Colourpop It's a Princess Thing -  ta paletka jest chyba paletą limitowaną więc nie sądzę, żeby udało mi się ją zdobyć, ale uważam, że jest przepiękna! Ma w sobie cudowne kolory idealne do dziennych makijaży, kilka fajnych mocnych odcieni no i cudowną grafikę z księżniczkami Disneya. Która z nas nie kocha księżniczek?

2. Coloured Raine - Queen of Hearts -  Piękna paletka zawierająca w sobie cudowne ciepłe odcienie ale też przepiękne borda i fiolet. Ja jestem absolutnie zakochana w tej bordowej folii i głownie dla tego cienia chciałabym mieć tę paletę.

3. Huda Beauty Mauve Obsessions - Mała paletka z pięknymi bordowymi odcieniami i odrobiną różu. Nigdy nie miałam styczności z cieniami Hudy głownie dlatego, że te duże palety kompletnie mi się nie podobają, a ich przaśny, kiczowaty design tym bardziej nie zachęcał mnie by nawet zbliżać się do tych palet. Za to te małe wyglądają naprawdę fajnie i podobno mają świetną jakość.

4. Glam Shop Goła - Cienie od Hani mają fenomenalną jakość i za każdym razem gdy widzę nowość w sklepie to mam ochotę kupić wszystko. Staram się jednak jakoś nad sobą panować i nie kupuję każdej nowej palety. Tej cudnej dziennej kompozycji nadal nie kupiłam, ale mam ogromną ochotę, takich bazowych palet nigdy dość!

5. Pur Be Your Selfie Palette - czy ona nie wygląda pięknie? Mała, zgrabna, zawiera piękne, uniwersalne kolory i jeszcze jest w przepięknej oprawie graficznej. Inne marki powinny patrzeć i uczyć się jak powinna wyglądać ładna, elegancka paleta!

6. Paese Warm Memories - ta paleta na zdjęciu produktowym wygląda tak blado i nijako, że nawet nie chciałabym do niej podchodzić w sklepie, ale na żywo... Cudowne nasycone odcienie czerwieni i fioletów, obłędnie iskrzące folie, no cudo, które muszę mieć w swoich zbiorach!



1. Focallure Sweet As Honey - mam jedną paletę tej marki i jestem zachwycona ich cieniami błyszczącymi! Dlatego też mam ochotę na kolejną z ich palet. Tym razem wariant nieco jaśniejszy jeśli chodzi o maty, ale z pięknymi foliowymi cieniami w bardzo ciekawych kolorach.

2. Fenty Beauty Moroccan Spice - niby nic, a jednak ta paleta ma coś w sobie. Myślę, że zmalowałabym nią mnóstwo makijaży, ale na razie nie miałam okazji pomacać tego produktu, a na Youtube nie ma zbyt wielu recenzji na jej temat więc jestem bardzo ciekawa czy jakość jest tak samo cudowna jak kompozycja

3. Morhpe x Jaclyn Hill The Vault - Wszystkie paletki z tego zestawu mi się podobają, każda ma coś w sobie cudownego i to sprawia, że chciałabym mieć wszystkie. Zwłaszcza, że ten zestaw wcale nie jest bardzo drogi jak za taką ilość cieni ale... trochę się boję go zamówić. Opinie o tych cieniach są bardzo mieszane, a ta akcja z "wymianą całej partii palet" w miesiąc nie napełnia mnie zaufaniem do marki.

4. Nabla Soul Blooming - jestem zakochana w jakości cieni w palecie Dreamy i mam głęboką nadzieję, że ta paletka jest równie dobra, bo strasznie mi się podoba mimo, że to zupełnie nie moje kolory. Coś w niej jednak jest takiego, że im dłużej patrzę tym bardziej mam ochotę się z nią pobawić


1. Juvia's Place Masquerade Palette - MUSZĘ JĄ MIEĆ! Jest absolutnie przepiękna i w sumie nie wiem co więcej o niej powiedzieć. Zakochałam się w tej palecie już dawno, podobają mi się w niej dosłownie wszystkie kolory i myślę, że da się nią zrobić całe mnóstwo przepięknych makijaży!

2. Huda Beauty Emerald Obsessions - Widzicie te zielenie? Naprawdę mam nadzieję, że te paletki są dobrej jakości, a kolory są tak cudowne jak na tym zdjęciu bo to kolejna paleta, którą muszę mieć. Zieleni mam bardzo mało w swojej kosmetyczce, a bardzo mi się podoba ten kolor w makijażu, więc paletka cała w zieleni byłaby idealnym uzupełnieniem mojej kolekcji.

3. Nyx Ultimate Brights - ja nie wiem czy ta paleta kiedyś wróci na stronę żebym mogła ją kupić? No poluję na to kolorowe cudo już ponad pół roku i chyba się nie doczekam żeby wróciła na stan. A szkoda, bo dobrej jakości cienie w mocnych, żywych kolorach bardzo by mi się przydały i z pewnością pozwoliłyby się wyżyć artystycznie

4. i 5. Makeup Revolution Glitter Palette Abracadabra i Midas Touch -  uwielbiam brokaty zwłaszcza w takiej formie, dlatego ubolewam nad tym, że na naszym rynku wciąż brakuje paletek zawierających prasowane brokaty. Na szczęście MUR nie pozwala mi czuć się gorszą od dziewczyn ze stanów, gdzie popularne są ogromne palety całe wypełnione brokatami, i oferuje swoim klientkom trzy warianty kolorystyczne. Mi podobają się dwa. Pierwszy przez to, że zawiera spory przekrój kolorów, w tym piękny morski czy lawendowy kolor, drugi, za jego ciepłe odcienie i ciekawy odcień limonkowego złota.


To już wszystko, co ostatnio wpadło mi w oko jeśli chodzi o palety. Mam na oku jeszcze sporo cieni pojedynczych, ale unikam kupowania ich ze względu na to, że nie mam ich gdzie trzymać, (a paletki na magnes, w których nie ma wyciętych miejsc na cienie, tylko wkłady przyczepia się do płaskiego magnesu żeby latały sobie po całej palecie - no cóż, dla mnie wygląda to okropnie i czekam aż ktoś zacznie produkować palety z miejscem na wkłady) to moje zainteresowanie ogranicza się głownie do gotowych palet cieni w pięknych kompozycjach - w moim przypadku marzą mi się głownie te kompozycje, które zawierają uwielbiane przeze mnie borda i złoto, oraz palety z ciekawymi odcieniami, które uzupełnią moją kolekcję!

Dajcie znać czy znacie którąś z tych palet i jakie palety Wy macie na swojej liście życzeń. 
Dzięki i do następnego :*

Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności
Czytaj dalej »

Moje Palety Cieni | Kolekcja

sobota, 1 grudnia 2018
Witajcie! Niedawno na moim blogu zaczęła się seria "7 dni z jedną paletą". W tym cyklu opublikowałam już dwa posty, w których pokazuję aż siedem makijaży wykonanych przy pomocy jednej z palet z mojej kolekcji. Przyznam Wam się, że jestem bardzo podekscytowana tą serią, tworzenie jej jest dla mnie ogromnym wyzwaniem, ale też sprawia mi mnóstwo przyjemności! Dlatego też chciałabym przybliżyć Wam moją kolekcję cieni, abyście mogły mieć wpływ na to, co pojawi się w kolejnych postach z siedmiodniowej serii!

Jeśli nie wiecie, to od razu powiem-  kocham kosmetyki, a do palet cieni oczy świecą mi się chyba najbardziej. Gdybym tylko mogła, kupiłabym niemal każdą paletę, jaka pojawia się na rynku! Niestety (a może i stety, bo gdzie ja bym to pomieściła?) Życie studenta nie pozwala na aż takie szaleństwa, dlatego w mojej kolekcji znajdziecie jednak zdecydowaną przewagę tańszych palet, chociaż znalazło się tu kilka droższych. 


Większość z tych paletek miała już swoje pięć minut na blogu, ale w skrócie powiem kilka słów o każdej z nich. Pamiętajcie, że kobieta zmienną jest, a wraz z doświadczeniem zmieniają się preferencje. Pisząc tego posta zaglądałam do swoich starszych recenzji. Niektóre z nich są nadal absolutnie aktualne. Jadnak w przypadku niektórych paletek moja opinia w tym poście może nieco różnić się od tej, którą wyraziłam w recenzji. Nie znaczy to jednak, że pisząc recenzję byłam nieszczera. Dwa lata temu mogłam pomarzyć o paletach za 150-200 zł i moje opinie opierałam na tym, co znałam. Paletka mi się sprawdzała, uważałam ją za dobrą bo tylko taką jakość wtedy znałam. Teraz posiadam kilka droższych paletek, z wieloma miałam okazję popracować na różnych warsztatach czy u kogoś znajomego. Doświadczenie zmieniło moje spojrzenie na niektóre kosmetyki więc tym bardziej chcę się tutaj podzielić swoją aktualną opinią.

Pozwolę sobie zacząć od tych tańszych paletek, które znajdziecie w drogeriach i zapewne większość z Was je ma, lub przynajmniej miała z nimi styczność.



Maybelline The Nudes - post z recenzją tej palety pojawił się już na blogu KLIK. Jest to główny powód dla którego poczułam potrzebę napisania wyżej całego akapitu wytłumaczenia. W tamtej recenzji uważałam, że paletka ma potencjał i jest dobrej jakości. Teraz uważam, że jest mocno przeciętna. Ma fajne, dzienne, neutralne kolory, dla mnie jednak nieco zbyt chłodne i szare. Cienie matowe nie są zbyt mocno napigmentowane, a trwałość też nie powala. Największym jej atutem są cienie błyszczące, które faktycznie są miękkie, dobrze napigmentowane i ładnie błyszczą. Czasem jej używam, ale raczej nie kupiłabym ponownie.



Wibo Neutral - Pewnie Was zaskoczę, ale naprawdę lubię tą paletkę! Kiedy muszę zrobić makijaż szybko, bez martwienia się o rozcieranie, plamy, czy to, że mam "ciężką rękę" to sięgam właśnie po nią. Cienie matowe może nie powalają pigmentacją, ale niemalże same się blendują. Cienie błyszczące mają o wiele lepszą jakość, ładnie błyszczą i się nie osypują. Poza tym paletka ma naprawdę fajne kolory, trochę ciepłych, trochę chłodnych, maty i błyszczące, a nawet cień, który wprost uwielbiam do brwi. Po prostu wszystko, czego potrzebuję rano do szybkiego stworzenia makijażu. Wieczorowy makijaż na upartego też się da nią zrobić. Nie żałuję, że ją kupiłam i myślę, że kupiłabym ponownie. KLIK


Lovely Peach Desire - rozpływałam się nad nią w recenzji KLIK i podtrzymuję swoje zdanie. Fajna mała paletka, którą da się zrobić kilka pełnych makijaży oka. Cudowne, ciepłe, brzoskwiniowe maty w jasnych i ciemnych odcieniach oraz dwa śliczne cienie perłowe. Zaskoczyła mnie swoją pigmentacją i szybko skradła moje serce. Uważam, że jest naprawdę dobrej jakości i z pewnością kupiłabym ją ponownie.


Kobo My Favourite Colors by Daniel Sobieśniewski - najlepsza paletka, jaką można dostać w drogerii. Mnie skusiła swoimi ognistymi odcieniami, w których jestem po prostu zakochana. Maty mają fantastyczną pigmentację, a cienie błyszczące są w dotyku jak masełko. Praca z tymi cieniami to czysta przyjemność dlatego nie wyobrażam sobie bez niej swojej kosmetyczki. KLIK



Że lubię czekoladki z Makeup Revolution to chyba wiedzą wszyscy. Trudno tego nie zauważyć odwiedzając mojego bloga czy instagrama. Lubię je odkąd się pojawiły na rynku i nadal uważam, że są to dobrej jakości paletki, z których da się naprawdę sporo wyciągnąć. A te nowsze, z ulepszoną formułą wprost uwielbiam! Nie mam wszystkich dostępnych na rynku czekoladek, ale mam ich naprawdę sporo!


I heart Chocolate - była drugą czekoladową paletką, na którą się skusiłam. (Pierwsza była Death by Chcolate, ale niestety potłukła mi się i już jej nie mam) Jest w niej kilka bezsensownych kolorów, których nigdy nie użyłam, ale jest też kilka cieni, które sprawiają, że lubię jej używać. Ciepłe brązy, świetny odcień matowego beżu oraz nietypowo prezentujące się maty z brokatem, których kiedyś nie lubiłam, ale teraz, gdy nauczyłam się z nimi pracować, uważam, że można uzyskać nimi ciekawy efekt. KLIK


Naked Chocolate -kupiłam ją jak tylko pojawiła się na rynku i byłam niesamowicie dumna, że mam wszystkie czekoladki dostępne w tamtym momencie. Był moment, że katowałam ją codziennie! Teraz nie jest moją ulubioną ponieważ posiada w sobie sporo różowawych, chłodnych odcieni, ale ma też w sobie sporo fajnych kolorów takich jak ciemne, zgaszone bordo, błyszczące, czyste złoto, karmeowy brąz no i mój ukochany -  duży błyszczący cień w kolorze jasnego żółtego złota. To chyba jeden z najpiękniejszych cieni w mojej kolekcji i chyba najczęściej używany - zarówno na powiekach, jak i jako rozświetlacz.  KLIK


Salted Caramel - kolejne dwie paletki, które pojawiły się na rynku dostałam od mamy na święta. Nazwa bardzo pasuje do tej paletki, jest bardzo podstawowa, sporo w niej brązów ale tez róży i pomarańczy, wszystkie w pięknych, karmelowych odcieniach. Większość kolorów mi się w niej podoba, poza tym ma wszystko, czego można potrzebować zarówno w szybkim makijażu dziennym, jak i mocniejszym wieczorowym, dlatego jest jedną z częściej używanych paletek w mojej kolekcji. KLIK


Pink Fizz - Razem z paletką karmelową trafiła do mnie i ta różowa. Nie do końca wiem, co mną kierowało, że chciałam ją mieć. Na pierwszy rzut oka wygląda ślicznie, cienie są ładnie skomponowane, wygląda to spójnie i zachęcająco. Ma tylko trzy cienie matowe, reszta to cienie błyszczące, sporo jest tu poszarzałych, zimnych kolorów, których nie lubię. Nie jest to zła paleta, maty mają przepiękne kolory, kilka błyszczących cieni naprawdę mi się podoba, ale jednak dość rzadko jej używam. KLIK


Chocolate Vice - miałam na nią ochotę jak tylko ją zobaczyłam na zapowiedziach. Jest przepiękna! Ma w sobie ten sam przepiękny rozświetlający cień co paletka Naked Chocolate, mnóstwo cudownych matów w ciepłych odcieniach, przepiękne lśniące złota w różnych odcieniach. Nawet różowe cienie z niej mi się podobają. Kompozycja pozwala na stworzenie dziennych i wieczorowych makijaży bez wspomagania się innymi paletami. Jeśli chodzi o paletki typowo naturalne, bez szaleństw, to ta jest moim zdaniem napiękniejsza! 
PS. Właśnie sobie uświadomiłam, że nie było o niej wpisu! Chyba trzeba to nadrobić, bo ona zdecydowanie zasługuje na to, by ją Wam pokazać.


Chocolate Elixir - paletka, którą wybrałam jako pierwszą do wyzwania. Można z nią nieźle poszaleć. Ma sporo matowych cieni w ciepłych odcieniach żółci i pomarańczu, dwa śliczne borda i kilka cieni błyszczących pozwalających uzupełnić makijaż. Można nią stworzyć delikatny, dzienny makijaż, ale można też zaszaleć, co bardzo mi się w tej palecie podoba. Kompozycja nie każdemu może się spodobać, ale mi bardzo przypadła do gustu i zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych paletek. KLIK


24k Gold - wyzwanie z tą paletką też już się pojawiło (albo pojawi jako następny, nie jestem pewna w jakiej kolejności wypuszczę te posty) Paletka wygląda zachęcająco, ma sporo matów w ciepłych i jasnych kolorach, ciekawą kompozycję cieni błyszczących - sporo złotych odcieni, ale też lśniące bordo czy zieleń. Teoretycznie kompozycja powinna zachęcać do szaleństw, a mi jakoś ciężko się z nią pracuje. Czegoś mi w niej zabrakło i nie jestem pewna czego. Wkurzam się na nią i to brakujące COŚ, marudzę, że niepotrzebnie ją kupiłam, a jednak do niej wracam. Nie próbujcie zrozumieć...


Cotton Candy - Tu sprawa jest dość podobna jak w przypadku palety Pink Fizz. Ma tylko trzy maty, w dodatku podobne do siebie, kolorystyka opiera się głównie na różu i chłodnych szarych odcieniach. Nie da się tą paletą zrobić mocnego wyjściowego makijażu, a nawet przy dziennych może okazać się, że wymaga "wsparcia" innej paletki chociażby dlatego, że nie ma w niej ani matowego beżu, ani żadnego ciemnego matu. Mimo to nie pozbędę się jej ze swojej kosmetyczki, gdyż ma w sobie kilka naprawdę ciekawych odcieni, po które na pewno będę sięgać.


Marshmallow -  ta paletka również składa się w większości z cieni błyszczących i niestety brakuje jej niektórych podstawowych cieni.  Ma jednak w sobie kilka niezwykłych, zaskakujących wręcz kolorów, co czyni ją jedną z ciekawszych palet w mojej kolekcji. Nie jest może samowystarczalna, ale jako paleta uzupełniająca dla kogoś, kto lubi odcienie turkusu i zieleni będzie naprawdę świetna.


Lemon Drizzle - Chyba najlepiej skomponowana z całej pastelowej trójki. Ma sporo matów nie tylko tych podstawowych jak beż czy brązy ale też ciekawsze odcienie takie jak czerwień, a do tego sporo cieni błyszczących głownie w złotych i rdzawych odcieniach. Uwielbiam ciepłe kolory więc ta paleta jest jedną z częściej używanych w ostatnim czasie, zwłaszcza, ze zawiera cienie pozwalające zrobić zarówno makijaż dzienny jak i nieco bardziej odważny.


One Million - o tej paletce był wpis i nawet było nią sporo makijaży, poza tym nie jest już dostępna, więc nie wiem czy będą ją brać pod uwagę tworząc wpisy z serii "7 dni" Muszę jednak powiedzieć, że mimo, iż paletka jest mała i brakuje mi w niej takich cieni jak czerń czy matowy beż to bardzo ją lubię, szczególnie upodobałam tu sobie jasne złotko, błyszczące bordo i ten piękny śliwkowy fiole. Mam wrażenie, że nie sprawiłoby mi kłopotu stworzenie z nią siedmiu makijaży bo kompozycja cieni bardzo mi się podoba nie tylko ze względu na ładne kolory, ale też ze względu na spójność palety - tu każdy cień pasuje do każdego i można ich używać niemal "bezmyślnie" - nie ma potrzeby zastanawiać się nad tym, czy cienie będą razem dobrze wyglądać. Dajcie mi znać co mam z nią zrobić - zrobiłam nią już pięć makijaży - czy powinnam stworzyć jeszcze dwa i ponownie pokazać ją na blogu, czy jednak ominąć bo już była, poza tym jest niedostępna? KLIK


Focaillure Twilight - spora paleta, którą dostałam od marki. Świetna kompozycja zarówno do makijaży dziennych jak i wieczorowych, a nawet mocno wyjściowych. Zawiera sporo jasnych i ciemnych matów w uniwersalnych kolorach. Nie miałam okazji się w nie zagłębić na tyle, żeby wydać pewną opinię, ale pierwsze wrażenie robią całkiem pozytywne. Miałam za to okazję bliżej zapoznać się z cieniami foliowymi z tej palety i robią spore wrażenie nie tylko wykończeniem, ale też ciekawą kolorystyką pozwalającą nieco zaszaleć na powiece.


Sephora Brilliant Makeup Palette - to była pierwsza droga paleta w mojej kosmetyczce i strasznie się z niej cieszyłam, gdy dostałam ją na święta. Jest ogromna i zawiera w sobie nie tylko cienie do powiek, aczkolwiek na cieniach się dzisiaj skupimy. Ma w sobie pełen przekrój kolorów - od całej palety beży i brązów, aż po intensywne fiolety, niebieskości czy jaskrawą zieleń. Cienie z Sephory bardzo lubię, ale ta paletka mnie nie zachwyca. Cienie mają kiepską pigmentację i trzeba się namęczyć jeśli chcemy wyciągnąć coś więcej zwłaszcza z cieni kolorowych. Cienie błyszczące są niezłe, no i te beże w nudziakowych makijażach nawet się sprawdzają, ale mimo wszystko uważam, że te wielkie palety "prezentowe" z Sephory są kiepskiej jakości i zdecydowanie polecam w tej cenie skusić się na coś innego. KLIK KLIK


Glam Shop Blask i Cienie - No tą się jaram, tak po prostu. Dostałam ją od mojego M. na święta i cieszę się jak dziecko zawsze gdy na nią patrzę. Pierwsze dwa rządki to moim zdaniem idealna kompozycja dziennych, naturalnych cieni zarówno matowych jak i błyszczących w raczej ciepłych lub neutralnych niż zimnych i szarych odcieniach. Kolejne dwa rządki to piękna kompozycja obłędnie błyszczących cieni i najlepsza matowa czerń jaką w życiu miałam okazję używać. A o ostatnim rządku chyba nic nie muszę mówić... Tylko spójrzcie na te holograficzne brokaty! Kocham!
Nie było o niej wpisu i tutaj też się zastanawiam, czy brać ją pod uwagę w serii, bo z jednej strony jest już niedostępna, z drugiej jest piękna, zasługuje na swoje pięć minut, a wiem, że część z Was ją ma i mogłyby skorzystać z takiego wpisu.


Nabla Dreamy - marzyłam o niej odkąd się pokazały pierwsze zapowiedzi. Akurat w tamtym momencie nie mogłam sobie na nią pozwolić, a gdy udało mi się odłożyć pieniążki to była wyprzedana, a ja cierpiałam z każdą recenzją widzianą na blogach, YouTubie czy Instagramie. Śniła mi się po nocach ale zawsze było mi z nią nie po drodze. Do niedawna. Dorwałam i ma teraz honorowe miejsce w mojej szufladzie. Cienie zachwycają mnie swoją jakością, łatwością pracy i przede wszystkim obłędnymi kolorami. Mimo, że nie jest to moja idealna kompozycja na szybki poranny makijaż, to cienie bardzo mi się podobają i sięgam po nie jak tylko mam ochotę na coś bardziej efektownego. Kocham!

To już wszystkie palety z mojej kolekcji! Oczywiście na pewno nie jest to koniec i z pewnością w przyszłości pojawi się tu więcej paletek, gdyż ja wprost nie mogę się oprzeć nowym cieniom.  Koniecznie napiszcie mi, które palety spodobały Wam się najbardziej i którą powinnam wybrać jako kolejną do wyzwania! Dajcie też znać co z paletami, które nie są już dostępne, czy wciąż powinnam je pokazać?

Dzięki i do następnego :*

Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności
Czytaj dalej »

Makeup Revolutiuon - One Million Palette

czwartek, 21 czerwca 2018
Witaj!
Po dłuższej przerwie powracam na bloga z nową energią. Wiosna to zawsze trudny czas, zakańczanie projektów i zbliżająca się sesja zjada mnóstwo czasu i energii, ale zawsze zapowiada nadejście chwili wytchnienia i większej ilości czasu dla Was!
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam paletkę, która totalnie mnie pochłonęła. Mam naprawdę mnóstwo palet z cieniami, a jednak odkąd dorwałam w swoje łapki to maleństwo używam tylko jej. Jest mała, poręczna i mieści się w niedużej kosmetyczce przez co zawsze mam ją pod ręką. Inne palety poszły w odstawkę, bo po co szukać w torbie innej paletki skoro ten maluch jest zawsze obok? 


Czemu Paletka One Million jest taka wyjątkowa?

Chciałabym opowiedzieć o niej kilka słów ponieważ wiem, ze wciąż można ją zdobyć. Paletka ta powstała by podziękować fanom Marki Makeup Revolution za milion obserwujących na instagramie. Piękna liczba prawda? No i piękny ukłon ze strony marki w stronę jej fanów, bo jednak rzadko się spotyka by marka kosmetyczna sprawiła taki prezent swoim klientkom. Pełnowymiarowa paletka z cieniami fajnej jakości za 1 gr? I można narzekać, że trzeba zrobić zakupy żeby ją dostać więc wcale nie jest taka tania. No ale 75 zł to jednak nie jest wielka kwota - zwykle gdy jakaś marka oferuje fajny prezent do zakupów to kwota oscyluje wokół 250 zł -  Weźmy też pod uwagę ceny produktów Makeup Revolution - za te 75 zł można już się nieźle obkupić i wyposażyć swoją kosmetyczkę w kilka ciekawych produktów.

Paletkę tę można dostać za 1 grosz do zakupów produktów Makeup Revolution za kwotę min. 75 zł na stronach: ekobieca.pl, kosmetykizameryki.pl, ladymakeup.pl oraz cocolita.pl. Wiem, że te paletki szybko się rozchodzą, ale warto polować bo widziałam, że co jakiś czas wracają ponownie.


Nie da się ukryć, że ta paletka jest po prostu śliczna. Mi przypomina sztabkę różowego złota. Cudowny kolor i złote, metaliczne napisy - no bądźmy szczere, na instagramie prezentuje się cudownie! Ale to nie opakowanie jest najważniejsze.

W środku mamy osiem cieni z czego tylko trzy matowe. Nie jest to więc idealna, samowystarczalna paletka ponieważ brakuje w niej na przykład jasnego beżu czy bardzo ciemnego cienia, który pomoże zbudować głębię makijażu. Znajdziemy tu jednak kilka fajnych kolorów w odcieniach różowego złota i modnego jakiś czas temu odcienia mauve.

Cienie są dobrze napigmentowane i jeśli tylko potrzebujemy można nimi zbudować naprawdę nasycony odcień. Łatwo się z nimi pracuje bo zwłaszcza matowe cienie lekko się blendują nie tworząc plam, a do tego dobrze chwytają się pędzla i powieki. Błyszczące cienie nie tracą swojego blasku przy nakładaniu, ale żeby uzyskać najfajniejszy efekt warto aplikować je na lepką bazę albo przy użyciu palca lub zbitego pędzelka. 


Jakie cienie znajdziemy w tej paletce?

Cienie te nie mają nazw więc opisywać je będę w kolejności od lewej do prawej, tak jak znajdują się w palecie lub od góry na swatchach.


Pierwszym cieniem jestem zachwycona. Jeśli czytacie moje wpisy o cieniach do powiek to wiecie, że takie jasne, żółte złotko jest dla mnie obowiązkowym cieniem w palecie.  Uwielbiam takie odcienie w kąciku oka, ale także na kościach policzkowych jako rozświetlacz. Ten cień sprawdzi się w obu tych rolach, gdyż nałożony w większej ilości daje cudowny kolor i błysk, a roztarty do miękkiej chmurki daje niemal transparentną taflę ładnego rozświetlenia. 

Drugi cień w opakowaniu niezbyt mi się podoba bo wygląda na przybrudzone, stare złoto. Na skórze wychodzi o wiele ładniej. Daje efekt ciepłego złota z nutką miedzianych tonów co przepięknie wygląda na środku powieki. Przy rozcieraniu nie gubi blasku i wyobrażam sobie, że byłby przepięknym rozświetlaczem dla ciemnych karnacji.

Trzeciego koloru nawet nie umiem nazwać. Jest boski! W paletce wygląda na miedziany ale na skórze wychodzą z niego tony trochę miedzi, brazu i nieco bordowych nut. Błyszczące wykończenie i ten cudowny kolor sprawiają, że jest jednym z najbardziej wyjątkowych cieni w mojej kolekcji.

Przyszedł czas na pierwszy odcień matowy. Typowy mauve- jasny, pastelowy ale przybrudzony róż z wyraźnym chłodnym tonem. Nie jest takim kredowym matem, mam wrażenie, że widać w min minimalny błękitny poblask przez co wygląda bardzo naturalnie ale też bardziej wielowymiarowo. 



Pomiędzy różem, a kolejnym matowym cieniem znajduje się mój ulubiony błyszczący cień z tej paletki czyli ciemne bordo z minimalnym różowym pyłkiem nadającym cieniowi chłodny połysk. Przy rozcieraniu wychodzą z tego cienia różowo-pomarańczowe tony co w połączeniu z różowymi drobinkami wygląda po prostu ślicznie.

Dochodzimy wreszcie do mojego ulubionego cienia czyli chłodnego bordo złamanego śliwką. Lekko przybrudzony odcień daje na skórze ciekawy efekt. Brakowało mi takiego cienia w zbiorach i bardzo się cieszę, że w tej paletce się taki znalazł bo używam go z prawdziwą przyjemnością. Niestety do jego jedynego mam małe zastrzeżenia jeśli chodzi o pigmentację, ponieważ na skórze wychodzi jaśniej i nie daje się zbudować do aż takiej intensywności jak w paletce.

Przedostatni cień to kolor chłodnej, gorzkiej czekolady. Taki zimny, szarawy brąz, ale z ciekawym efektem w postaci różowych, fioletowych i złotych drobinek. Wygląda cudownie i już wyobrażam go sobie na środku powieki przy ciemnym, chłodnym smoky eye. Powiem jednak szczerze, że nie do końca pasuje mi do tej palety.

No i czas na ostatni cień i jednocześnie ostatni mat w paletce. Ciepły czekoladowy brąz z widocznym czerwoną czerwoną bazą. 



Makijaże z użyciem One Million Palette

Mimo, że paletka nie jest super uniwersalna i nie zawiera w sobie wszystkiego co niezbędne do stworzenia większości makijaży, da się nią stworzyć naprawdę fajne oczko. Pokażę Wam dzisiaj pięć makijaży - do czterech z nich posłużyły mi tylko i wyłącznie cienie z tej paletki. Zaledwie jeden wzbogaciłam o czerń i coś extra!


Pierwszy makijaż to zwykły dzienniaczek w różowych odcieniach. Do jego stworzenia użyłam tylko trzech cieni i naprawdę najprostszej techniki. Cień numer sześć, czyli matowe bordo nałożyłam na zewnętrzny kącik i nieco roztarłam w załamaniu oraz zerwnętrznym kąciku dolnej powieki. Na resztę powieki górnej i dolnej nałożyłam jasny matowy róż. Tym samym cieniem roztarłam górną granicę ciemniejszego cienia w załamaniu. Na koniec dodałam błyszczący akcent w wewnętrznym kąciku - nałożyłam tu cień numer 1.


Kolejny makijaż jest już nieco mocniejszy. Miałam ochotę pobawić się bordowym smoky więc nałożyłam matowy brodowy cień w wewnętrzny kącik i na załamanie powieki oraz na połowę dolnej powieki. Wzmocniłam efekt odrobiną matowego brązu. Na środek powieki i resztę powieki dolnej, płaskim pędzlem wklepałam błyszczący bordowy cień, a wszelkie granice roztarłam jasnym, matowym różem. Wewnętrzny kącik ponownie rozświetliłam jasnym złotem.


Do trzeciego makijażu wybrałam bardziej stonowane kolory. Zewnętrzne kąciki i załamanie powieki zaznaczyłam matowym brązem. Następnie na resztę powieki oraz na powiekę dolną nałożyłam miedziany cień i rozblendowałam go z brązem. Na sam środek nałożyłam sporą ilość złotego cienia. Górną granicę cieniowania złagodziłam matowym różem, oraz rozświetliłam wewnętrzny kącik przy pomocy jasnego złota.


Ten makijaż był już nieco bardziej skomplikowany. Ciemnym bordowym cieniem oraz brązem wykonturowałam oko - cienie nałożyłam w wewnętrzne kąciki oraz sporą ilość na załamanie. Górną granicę złagodziłam różem. Następnie przy pomocy korektora delikatnie odcięłam powiekę. Na ruchomą powiekę najbliżej zewnętrznego kącika nałożyłam błyszczące bordo, następnie wykonałam gładkie przejście miedzią i złotem. Na cały wewnętrzny kącik oraz blisko odcięcia nałożyłam najjaśniejszy cień. Wzmocniłam odcięcie ponownie nakładając mieszankę borda i brązu precyzyjnym pędzelkiem. Na dolnej powiece stworzyłam gładkie przejście przy użyciu brązu i tych samych błyszczących odcieni co na górnej powiece.


W ostatnim makijażu dodałam od siebie coś extra. Cieniowanie niewiele różni się od poprzedniego makijażu, jednak postawiłam na większą intensywność ciemnych kolorów, najjaśniejszego używając zdecydowanie mniej. Dodatkowo wzmocniłam wewnętrzne kąciki przy pomocy czarnego cienia, a na wewnętrzny kącik (słabo to widać na zdjęciu) oraz w załamanie nałożyłam... pomadkę Holo Lips z Lovely w odcieniu Horn Dust. Żałuję, że ten efekt tak słabo wychodzi na zdjęciach - ujawnia się dopiero gdy złapie odpowiednią ilość światła, ale nakładajac większą ilość pomadki można uzyskać cudowny metaliczny efekt, a ponieważ zastyga sprawdza się idealnie!



Mam nadzieję, że przybliżyłam Wam nieco tą paletkę i jeśli miałyście wątpliwości czy się na nią skosić to pomogłam Wam w podjęci decyzji. Nie jest to paletka, którą obowiązkowo trzeba mieć w swojej kosmetyczce, ale jeśli lubicie się bawić kolorami i macie w planach większe zakupy z Makeup Revolution to zachęcam by przygarnąć tę paletkę. Kolory są ciekawe, dobrze napigmentowane, łatwo się blendują i przenikają w siebie. Ta mała paletka oferuje nam naprawdę niezłą jakość i wbrew pozorom, mimo, że nie jest najbardziej uniwersalna i samowystarczalna, da się nią zrobić kilka fajnych makijaży!


Mam nadzieję, że wpis Wam się spodobał i spotkamy się w kolejnym!
Dzięki i do następnego :*
Korzystając ze strony akceptujesz Politykę Prywatności
Czytaj dalej »

Najlepsze kosmetyki roku 2017 | Ulubieńcy

niedziela, 14 stycznia 2018
Witajcie!
Rok 2017 minął mi naprawdę nie wiadomo kiedy! Dopiero co pisałam ulubieńców roku 2016, a tu już znów mamy styczeń i należałoby przedstawić Wam kolejnych ulubieńców. 
Z moim makijażem ostatnio sprawa się trochę skomplikowała. Zawsze lubiłam eksperymenty, ale tym razem naprawdę sporo szalałam i testowałam. Jednocześnie w wielu kategoriach mam swoje sprawdzone produkty od lat i nie mam ochoty ich zmieniać. Dlatego też nie zobaczycie tu ulubieńców z każdej kategorii bo nie widzę sensu się powtarzać - jeśli czegoś tu nie znajdziecie to zapraszam do moich wcześniejszych postów z ulubieńcami - tam na pewno znajdzie się kosmetyk, który zawładnął moim sercem na tyle, że nie znalazłam dla niego godnego zamiennika. 
W tym roku miałam szaloną fazę na palety cieni. Zawsze miałam ich sporo i sporo też mi się podobało, ale w ostatnich miesiącach w moje ręce trafiło mnóstwo paletek i nie mogłam po prostu wybrać jednej ulubionej bo kocham je wszystkie!


Jako pierwszą pokażę Wam mój najnowszy nabytek, który mimo, że mam krótko to z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest rewelacyjna i kto jej nie kupił niech żałuje. Paletkę Blask i Cienie z Glam-Shopu dostałam od mojego ukochanego pod choinkę i oszalałam ze szczęścia na jej widok, bo pewnie wiecie, że znalazła się na mojej liście życzeń świątecznch. Paletka jest nie tylko przepiękna sama w sobie, ale tez cudownie skomponowana. Dwa górne rzędy w osobnej palecie stanowiłyby idealny zestaw naturalnych cieni do codziennego makijażu, a dwa niższe rządki pozwalają na nieco więcej szaleństwa w makijażu. Jednak prawdziwym hitem tej palety są prasowane brokaty. Trzy mieniące się holograficznie i jeden złoty - prawdziwe rarytasy dla każdej fanki makijażu i idealne uzupełnienie karnawałowych looków.


Paletka Lovely Peach Desire to moje odkrycie nie tylko dlatego, że jest tania i świetnej jakości. Ta paletka przekonała mnie do najmodniejszych kolorów roku. To zdecydowanie eksperyment, który otworzył mnie na czerwienie, których do tej pory nie lubiłam. Przez dłuższy czas jej nadużywałam w swoim makijaż, a i teraz nie wyobrażam sobie że miałoby zabraknąć jej w mojej kosmetyczce, bo zawiera rewelacyjne odcienie, które nawet dziennemu makijażowi dodadzą nieco modnego charakteru. 


Paletka Kobo My Favourite Colours by Daniel Sobieśniewski była kolejnym prezentem z mojej świątecznej listy - tajemniczy Mikołaj podarował mi ją dzień po tym, jak na blogu napisałam, że chciałabym ją dostać - więc jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości to Mikołaj czyta Blogi! A wracając do samej palety to uważam, że ma najlepszą jakość ze wszystkich posiadanych przeze mnie cieni. Cudowna konsystencja, zabójcza pigmentacja i rewelacyjne kolory - intensywne i modne! Czuję niedosyt i liczę, że Kobo wypuści jeszcze kilka szalonych paletek w tej formule. 


Kończąc powoli temat makijażu oka to przypomnę, że oprócz fazy na cienie mam też ostatnio fazę na błyszczące rzeczy. Brokaty i pigmenty to produkty, których wyszukuję w ofercie marek i wręcz nieprzyzwoicie pożądam. Ten cudny pigment z pozoru wydaje się nudny i nieszczególny, ale na skórze ujawnia swoją moc. Pozornie bezbarwny mieni się na przyjemny dla oka różowy odcień - ot, taka dzienna błyskotka co lekkich rozświetlonych makijaży. Kto tak myśli niech spróbuje tego pyłku na ciemnej bazie - dopiero wtedy pokazuje swoją prawdziwą moc! Tak w skrócie - dla mnie rewelacyjny produkt i na pewno zakupię więcej kolorów!


Temat makijażu oka już zakończyliśmy, ale nadal pozostaniemy w temacie błysku -  Wibo wypuściło jakiś czas temu odważną paletkę kolorowych rozświetlaczy - wiedziałam, że muszę ją zdobyć! Kolory są naprawdę dość odważne, bo jednak fiolet, zieleń czy niebieski nie są zbyt oczywistym wyborem, ja jednak śmiało używam ich nawet na co dzień. Są intensywne, mocno błyszczące, a kolor jest naprawdę widoczny na skórze jeśli złapie trochę światła. Niby opcja dla odważnych ale makijaż to przecież zabawa i warto zaszaleć, dlatego jeśli ktoś z Was ma ochotę na kolorowy rozświetlacz, ale trochę się boi to zachęcam i uwierzcie - nie ma się czego bać!


Na koniec produkt, który nie jest ani szalony, ani kolorowy, ani nawet nie jest błyszczący, ale jest po prostu rewelacyjnym produktem. Mówię tu o Hydro Bazie z Paese, która okazała się zbawieniem dla mojej skóry. Ma niesamowicie lekką konsystencję, fajnie utrzymuje makijaż twarzy i zdecydowanie makijaż na niej wygląda o wiele promienniej i bardziej lekko. Do tego daje suchej skórze uczucie komfortu i nawilżenia przez długi czas. Każdej posiadaczce suchej skóry zdecydowanie polecam!

To już wszyscy ulubieńcy. Sporo tu szalonych kolorów i wykończeń. W 2017 roku szalałam i eksperymentowałam z makijażem. I powiem szczerze - dobrze mi z tym. Nie chcę tylko oglądać szalonych makijaży w Halloween lub na Instagramie - Ja sobie pozwoliłam na szaleństwo i Wam też to polecam! Zdecydowanie w 2018 roku nie przestanę eksperymentować, więc jesli na Gdańskich ulicach zobaczycie kogoś z tęczowym rozświetlaczem czy niebieską pomadką - to ja! 
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.