Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczne Skarby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyczne Skarby. Pokaż wszystkie posty
Podsumowanie Projektu: Kosmetyczne Skarby
Na początek powiem, że wiem, obiecywałam jeszcze jeden post z tej serii, o mojej kolekcji lakierów, jednak stwierdziłam, że jest ich po prostu zbyt dużo i stanowczo wymagają porządków. Lakiery są u mnie dosłownie wszędzie, samo zebranie ich w jedno miejsce zajmie sporo czasu. Sporo mam też lakierów, które już zgęstniały i niepotrzebnie zajmują miejsce, albo takich, których nie używam i tylko się u mnie kurzą. Lakierowej kolekcji więc nie pokażę na razie, a z kosmetyków pokazałam już wszystko. Z wielkim żalem zakańczam więc swój udział w projekcie.
Chciałabym podziękować organizatorce za te kilka tygodni świetnej zabawy! To było połączenie przyjemnego z pożytecznym- odkryłam na nowo kilka produktów, które zalegały nieużywane w kosmetyczce, przy okazji zbierania produktów do zdjęć zrobiłam w nich porządek - pozbyłam się bubli i pustych opakowań, a podczas pisania postów uświadomiłam sobie co nie co na temat swoich kosmetycznych potrzeb - w końcu żeby coś napisać musiałam pomyśleć i przeanalizować każdy produkt z osobna! Myślę, że był to najbardziej pouczający projekt w jakim brałam udział! Za jakiś czas liczę na kolejną edycję!
Ale projekt to nie tylko pisanie, ale też czytanie postów innych uczestniczek. Podejrzałam co u innych się sprawdza, co lubią, a czego nie polecają w danej kategorii. Taka krótka zbiorowa recenzja często dawała o wiele lepszy, szerszy ogląd na produkt niż pojedyncza recenzja. Żałuję tylko, że byłam jedną z nielicznych osób, które starały się publikować regularnie. Niestety wiele uczestniczek do tej pory nie napisało ani jednego posta, a szkoda, bo z przyjemnością czytałam posty tych kilku publikujących regularnie osób. Nawet tych, których nie obserwuję i z radością poczytałabym więcej. W końcu ile osób tyle opinii!
Po tym przydługim wstępie zobaczmy jeszcze raz o czym pisałam w czasie trwania projektu:
Chciałabym podziękować organizatorce za te kilka tygodni świetnej zabawy! To było połączenie przyjemnego z pożytecznym- odkryłam na nowo kilka produktów, które zalegały nieużywane w kosmetyczce, przy okazji zbierania produktów do zdjęć zrobiłam w nich porządek - pozbyłam się bubli i pustych opakowań, a podczas pisania postów uświadomiłam sobie co nie co na temat swoich kosmetycznych potrzeb - w końcu żeby coś napisać musiałam pomyśleć i przeanalizować każdy produkt z osobna! Myślę, że był to najbardziej pouczający projekt w jakim brałam udział! Za jakiś czas liczę na kolejną edycję!
Ale projekt to nie tylko pisanie, ale też czytanie postów innych uczestniczek. Podejrzałam co u innych się sprawdza, co lubią, a czego nie polecają w danej kategorii. Taka krótka zbiorowa recenzja często dawała o wiele lepszy, szerszy ogląd na produkt niż pojedyncza recenzja. Żałuję tylko, że byłam jedną z nielicznych osób, które starały się publikować regularnie. Niestety wiele uczestniczek do tej pory nie napisało ani jednego posta, a szkoda, bo z przyjemnością czytałam posty tych kilku publikujących regularnie osób. Nawet tych, których nie obserwuję i z radością poczytałabym więcej. W końcu ile osób tyle opinii!
Po tym przydługim wstępie zobaczmy jeszcze raz o czym pisałam w czasie trwania projektu:
Zaczęłam od perfum bo ta kolekcja się nie rozrasta. W tym temacie nie lubię zmian, toteż było krótko.
Jako drugie wzięłam na tapetę pędzle. Dopiero niedawno przekonałam się o ich cudownym wpływie na jakość makijażu i ta kolekcja z pewnością będzie się rozrastała :)
Następne były błyszczyki, czyli coś czego nie lubię, a jakimś cudem mam całkiem sporo. I niektórych nawet używam!
Moja nowa miłość, czyli kredki i eyelinery! Kolorowe kreski zaczęły mi się bardzo podobać i na pewno będę się zaopatrywać w kolejne sztuki :)
Pomadki to coś, co bardzo lubię kupować, bardzo lubię używać, ale rzadko noszę. Jest ich całkiem sporo!
Rzeczy pierwszej potrzeby - podkłady, pudry, korektory. Jak na razie tylko wśród pudrów znalazłam swój ideał.
Ostatnim postem z serii był post o cieniach do powiek. Tu jest jak z perfumami - mam swoich ulubieńców i się ich trzymam.
Powiedzcie, który post uważacie za najlepszy, najciekawszy, najbardziej pomocny i dlaczego :) A może wyjawicie jaki jest wasz stosunek do niektórych produktów kosmetycznych? No i koniecznie powiedzcie co sądzicie o tym projekcie, jestem bardzo ciekawa waszych opinii!
Kosmetyczne Skarby: cienie do powiek
Witajcie! Przybywam z kolejną odsłoną Kosmetycznych Skarbów. To już końcówka projektu i prawdopodobnie przedostatni post z tej serii - zostały mi już tylko lakiery do paznokci, ale nie jestem pewna czy nie podzielę ich na dwie części - w końcu mam ich dosyć dużo. Już chyba wam wspominałam, że ja cieni do powiek zasadniczo nie używam. Albo używam bardzo rzadko. Na palcach mogę policzyć cienie, które sama sobie kupiłam, a już na pewno mogę tak policzyć cienie których w ogóle używam częściej niż raz na rok. I jak na osobę z taką niechęcią do cieni to mam ich strasznie dużo! Zobaczcie:
![]() |
| Manhattan - prezent od sklepu eZebra |
Wkłady magnetyczne Manhattan Eyeshadow. u góry od lewej: 102M- szarawy z lekką nutą brązu, słabo napigmentowany. używam do podkreślania brwi, jest to jedyny cień z tej gromadki, który używam.,78W - aparat nie uchwycił w nim zielonkawej, morskiej nuty, 89B- tego też bym używala bo jest cudownym mieniącym się kameleonem w intensywnym odcieniu morskiego turkusu, ale przyszedł połamany. 95V - beznadziejnie napigmentowany , jeden z dwóch matów w mojej gromadce. Ciepły brąz. Na dole: 87Q - butelkowa zieleń, lekko perłowa. 89B - nie wiem czemu ma taki sam numer jak ten piękny turkus ale co tam. Perłowa zgniła zieleń, paskuda. Wszystkie są niezbyt dobrze napigmentowane i raczej słabo u nich z trwałością.
![]() |
| Sephora |
Sephora Mono Eyeshadow. Czerń 06 Must Have. Najczarniejsza czerń jaką miałam kiedykolwiek, jeden z niewielu cieni, które namiętnie używam co widać po tym, że sięgnęłam denka. 44 Picnic in the Park zdecydowanie nie kojarzy mi się z leniwym popołudniem w parku - to intensywna, diabelnie napigmentowana kameleonkowa zieleń. Prawdziwa bomba!
Sephora Shimmer 02 i 03 to dość dawny nabytek, nawet nie wiem czy są jeszcze w sprzedaży. Drobniutko zmielony połyskujący pyłek nadający się nawet dla osób noszących szkła kontaktowe. Siteczko ułatwia dozowanie, niestety trochę się sypią i są upierdliwe w przechowywaniu: wieczko się tak łatwo odkręca, że trzeba trzymać je stojące z dala od innych produktów - żeby w razie jak się rozsypie, było mniej sprzątania.
![]() |
| Cienie w kremie |
TopShop Eye Gleam Noir - to kremowy cień do powiek. Czarny z mnóstwem srebrnych, błękitnych i różowych drobinek w cudownym matowym słoiczku. Najczęściej używam na czarny liner do rozświetlenia kreski
![]() | |
| Cienie różnych marek |
L'Oreal Infallible 012 Endless Chocolat. Najpiękniejszy i najbardziej napigmentowany brąz na świecie! Wystarczy dotknąć pędzelkiem powierzchni cienia, żeby znalazło się go na nim aż nadto. Odkąd go mam, bardzo często używam.
Vipera 813 była gratisem do zamówienia, z którego jestem bardzo zadowolona! Ciepły brzoskwiniowy kolor połyskujący delikatną, rozświetloną taflą stał się moim ulubieńcem jeśli chodzi o... policzki. Moim zdaniem sprawdza się świetnie do codziennego podkreślania kości policzkowych
Rimmel Glam Eyes 500 Peacock. Trafiona nazwa, zdecydowanie kolor przypomina tego szlachetnego ptaka! Intensywny niebieski latem często lądowal na dolnej powiece. Z trwałością u niego całkiem nieźle, więc się polubiliśmy. To chyba pierwszy cień, który sama kupiłam.
![]() |
| No Name |
Fiolet kiedyś miał jakąś markę, ale wszystkie napisy się starły :( Nosi numer 04 i dopiero teraz doceniłam jego urok, będzie fajny na jesień, zwłaszcza, że jest nieźle napigmentowany. Nie wiem tylko jak z utrzymywaniem bo go nigdy nie używałam. Dawno temu był ulubieńcem mojej mamy.
Niebieski to jakiś tester, też nie wiem skąd się wziął w mojej kosmetyczce. Niezłej jakości, ale to nie mój kolor.
![]() |
| Paletki |
Pierre Rene Quatro 03 Brownish. Paletka idealnych dzienniaków w przyzwoitej jakości za niską cenę. Warto się zainteresować tymi cieniami jeśli potrzebujecie czegoś na co dzień. Nieźle napigmentowane, same satyny. Widać, które kolory upodobałam sobie najbardziej :)
L'oreal Smoky eyeshadow E5 Velours Noir. dobrze skomponowana paletka, ale źle się czuję w chłodnych kolorach. Z tego powodu używam właściwie tylko czerni, która jest bardzo czarna i bardzo trwała. O reszcie powiem, że są świetnie napigmentowane, ale użyłam ich może dwa razy więc się nie wypowiem. Prawdopodobnie ją komuś odsprzedam.
Co sądzicie? Macie coś z tych produktów, a może chciałybyście mi polecić coś wartego uwagi? :)
Kosmetyczne Skarby: Róże, Bronzery, Rozświetlacze
Cześć dziewczyny! Wróciłam już z wyjazdu- nad czym strasznie ubolewam, były to najlepsze wakacje w moim życiu! No ale skoro już jestem to wróci też regularność i systematyczność w publikacji postów :) Jak co piątek - Kosmetyczne Skarby! Tym razem maleńka gromadka bo tylko 4 produkty. Pokażę wam tylko, to czego naprawdę używam. Poza tymi mam jeszcze jakieś stare róże z Sephory - z takiej staaaarej palety w stylu "101 drobiazgów", które są raczej słabej jakości (Ale! Paleta ma już co najmniej 10 lat. Róże, które Sephora obecnie ma w swojej ofercie są moim zdaniem jednymi z lepszych i warto się nimi zainteresować) i jakąś odsypkę kuleczek brązująco-rozświetlających z Avonu, które - jak wszystko z Avon - nie trzymają się mnie zupełnie, do tego walą po oczach drobinami.
Muszę się wam jeszcze przyznać, ze tego typu produkty są dla mnie zupełną nowością. Jeszcze mniej niż pół roku temu nie widziałam zupełnie potrzeby używania na twarz czegoś kolorowego. I jeszcze o ile różu widziałam jako-tako sens i nawet od wielkiego dzwonu muskałam policzki najsubtelniejszym kolorem z tej staaarej palety, tak bronzer i rozświetlacz to były dla mnie produkty kompletnie bez zastosowania. Cale szczęście odkryłam YouTube i kilka fajnych dziewczyn, które przekonały mnie do efektu jaki dają te kosmetyki.
Essence Beach Cruisers Bronzing Powder - 01Life is a Beach Jak przekonać Arnell do jakiegoś kosmetyku? Musi być ładny :P To mój pierwszy w życiu bronzer, który skusił mnie nie tylko dobrymi opiniami i niską ceną, ale też uroczą palemką. Pięknie pachnie kokosem, jest matowy, łatwo się rozciera. Rozświetlacz w palemce wypełniony jest złotymi drobinkami, które jednak szybko zmykają z pędzla, a nawet jeśli coś się nałoży na twarz to po niedługiej chwili po prostu zniknie. Jest mocno pudrowy i niezbyt napigmentowany czyli ideał dla mnie - nie można sobie zrobić krzywdy nawet jeśli ma się tak białą cerę jak ja :)
NARS - Orgasm no po prostu musiałam mieć. Tym razem nie kusi wyglądem, a nazwą :P Nie żałuję zakupu. Uniwersalny, chłodny róż ze złotym podbiciem. Jednak nie takim jak np. jego duplikat ze Sleeka. Absolutnie nie można mówić o efekcie bombki. Rozświetlenie jest subtelne, złociste i jednolite. Konsystencja jest jedwabiście pudrowa, raczej nie da się nim zrobić sobie krzywdy.
Essence Beach Cruisers Blush - 01 I ♥ Summer Break.Ten gradient nie dość, ze super wygląda to jeszcze jest bardzo użyteczny. W jednym opakowaniu mamy zarówno jasny brzoskwiniowy kolor na co dzień, koralowy, który sprawdzi się na randkę i malinowy idealny na wieczór do mocniejszego podkreślenia policzków. Jak nabierzemy, taki kolor uzyskamy, dla mnie bardzo ekonomiczne rozwiązanie. Konsystencje ma o wiele przyjemniejszą od bronzera z tej serii, jest aksamitny, nawet powiedziałabym, ze lekko kremowy w dotyku. Ma też słodki cukierkowy zapach, który może być dla wrażliwych nosów uciążliwy. Na szczęście szybko się ulatnia.
Ladycode by Bell Highlighter powder. Kupiłam go wie Biedronce kompletnie bez przekonania. Jestem fanką matu na twarzy i rozświetlacz raczej nigdy nie chodził mi po głowie. No do czasu. Kupiłam, spróbowałam i pokochałam ten efekt. Mroźna srebrzysta tafla utrzymuje się na mojej skórze bardzo długo. Do tego jest niesamowicie kremowy w dotyku i trzeba uważać jak się go nakłada. Nie pachnie i ma tandetne opakowanie, a jednak nie żałuję zakupu .
Jak widać mam tego malutko. I nie za często używam, gdyż na co dzień się nie maluję. Każdy z tych produktów ma w sobie coś takiego, że jeśli po wykończeniu całego opakowania mogłabym kupić go ponownie na pewno bym to zrobiła. Niestety pewnie nie będę miała okazji, bo wszystkie poza NARSem pochodzą z limitowanych edycji a sam NARS nie dość, że kosztuje krocie to jeszcze nie jest dostępny w Polsce.
Macie jakieś swoje ulubione i sprawdzone produkty z tej kategorii? Może coś mi polecacie? Najlepiej takiego, co nie dość, że jest świetnej jakości to jeszcze ładnie wygląda :P Lubię ładne kosmetyki :)
Macie jakieś swoje ulubione i sprawdzone produkty z tej kategorii? Może coś mi polecacie? Najlepiej takiego, co nie dość, że jest świetnej jakości to jeszcze ładnie wygląda :P Lubię ładne kosmetyki :)
Kosmetyczne Skarby: Pudry, Podkłady, Korektory
Cześć dziewczyny! Mój wymarzony urlop zbliża się tak wielkimi krokami, że ostatnio co raz mniej mam czasu na pisanie i robienie zdjęć. Zwłaszcza tych do postów o kosmetycznych skarbach, gdyż wymagają ode ode mnie więcej czasu niż zdobienia. Zebrałam się jednak w sobie i pokażę wam dziś moje korektory, podkłady i pudry. Nie ma tego dużo, a i tak spora część to niewypały, które trzymam i zużywam mieszając z innymi bo szkoda wyrzucić. Moja cera wygląda całkiem nieźle nago, więc temat jest dla mnie w zasadzie świeży, w kosmetyki do twarzy wdrożyłam się znacznie później niż w inne. I o ile jestem w stanie w miarę świadomie dokonać zakupu korektora czy pudru to już kupienie podkładu jest istną masakrą.
![]() |
| Najlepszy puder! Ulubieniec od lat! 004 wyszedł na zdjęciu ciemno, ale na twarzy wychodzi o wiele jaśniejszy. |
Rimmel Stay Matte to moje ulubione pudry. Matują na długo, bez efektu papierowej twarzy. Ładnie gruntują korektor i podkład. Odkryłam je już dawno temu i nie szukam niczego innego. Mam kolor 001 Transparent który daje minimalnie żółtawe zabarwienie. To w nim lubię, bo mimo, że nie zmienia koloru podkładu i nie bieli to jednak lekko ociepla cerę. Kolor 004 Sand Storm używam gdy nie nakładam podkładu. Mimo że to tylko puder, nie ma przecież prawie żadnego krycia, to jednak mam wrażenie, ze gdy użyję go na gołą skórę moja cera jest bardziej jednolita, a jakieś delikatne zaczerwienienia mniej rzucają się w oczy. Jestem tylko zaskoczona tym, że poprzednio wzięłam numer 003 i był dla mnie dobry, miał żółtawy, niezbyt ciemny odcień, a gdy ostatnio chciałam go kupić był strasznie blady i różowy... Czyżby Rimmel coś zmienił w kolorach?
![]() |
| Dwa buble. Nawet nie wypowiem się na temat ich właściwości, bo jednego nie używam, drugi zużywam do lekkiego przyciemniania kremu BB. |
Jak już wspomniałam, jeszcze niedawno byłam kompletnie zielona w sprawach podkładów. Postanowiłam kupić najjaśniejszy dostępny w mojej małej drogeryjce odcień i go używać... nie używałam bo oba - mimo, ze to podobno najjaśniejsze odcienie z gamy są okropnie ciemne. Nawet jako laik wiedziałam, ze podkład nie może odcinać się od szyi.Soraya obok jasnego beżu to nawet nie leżała. Jest okropnie ciemna, do tego strasznie ceglasta. Lirene natomiast jest bardzo ciemna jak dla mnie, ale ma w sobie żółte tony. Zużywam go do przyciemniania kremu BB z Misshy, który jest latem dla mnie za jasny.
Bell Long Lasting 01 Beige to kupione dawno temu w Biedronce małe cudo! Ma jaśniutki kolor w żółtej tonacji. Lekko matuje, utrzymuje się u mnie dosyć długo i ma świetne krycie! Do tego kosztował jakieś 8 zł. Strasznie żałuję, że nie mogę go już nigdzie dostać, bo to był najlepszy podkład jakiego kiedykolwiek używałam - a używałam naprawdę sporo, bo odkąd zaczęłam interesować się makijażem twarzy, zużyłam mnóstwo próbeczek i odlewek podkładów z najróżniejszych półek cenowych.
Missha Perfect Cover #13 jedyny krem BB jaki posiadam. Kolor jest nieziemski, niemal biały, leciutko różowy. Sam w sobie ma lekkie krycie i taką przeciętną trwałość. Ma wysoki filtr i naprawdę spełnia obietnice pielęgnacyjne producenta. Odkąd go używam zauważyłam, ze moja cera jest w o wiele lepiej nawilżona, przebarwienia wokół nosa lekko zjaśniały, o działaniu przeciwzmarszczkowym się nie wypowiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić :)
L'Oreal Touche Magique dostałam od cioci, która stwierdziła, że nie będzie go używać. Kolor jest zdecydowanie dla mnie za ciemny, ale mieszam go z jaśniejszym odcieniem i używam punktowo na zmiany skórne. Ma świetne krycie, a kiedy już zastygnie, nic go nie rusza. Moim zdaniem to bardzo dobry korektor i z pewnością kiedyś skuszę się na niego w odpowiednim dla siebie kolorze.
Kobo modeling illuminator pod oczami spisywał mi się średnio, czasem się rolował i wchodził w zmarszczki mimiczne. Świetnie za to spisywał się na punktowe zmiany i przebarwienia wokół nosa. Niestety szybko mi się rozwarstwił i chociaż lubiłam go za doskonałe krycie, to zastanowię się jeszcze zanim wpadnie do mojego koszyka.
Bell BB Cream Concealer to mój najnowszy nabytek, ale czuję, ze będzie z tego miłość. Ma jasny, żółty odcień i średnie krycie. Ładnie zasłoni niewielkie sińce pod oczami oraz lekkie przebarwienia. Pomieszany z korektorem L'Oreala świetnie spisuje się na zmiany skórne. Jeśli okaże się wydajny i nagle nie zmieni swojego zachowania na skórze to na pewno do niego wrócę.
![]() |
| Moi dwaj ulubieńcy |
Missha Perfect Cover #13 jedyny krem BB jaki posiadam. Kolor jest nieziemski, niemal biały, leciutko różowy. Sam w sobie ma lekkie krycie i taką przeciętną trwałość. Ma wysoki filtr i naprawdę spełnia obietnice pielęgnacyjne producenta. Odkąd go używam zauważyłam, ze moja cera jest w o wiele lepiej nawilżona, przebarwienia wokół nosa lekko zjaśniały, o działaniu przeciwzmarszczkowym się nie wypowiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić :)
L'Oreal Touche Magique dostałam od cioci, która stwierdziła, że nie będzie go używać. Kolor jest zdecydowanie dla mnie za ciemny, ale mieszam go z jaśniejszym odcieniem i używam punktowo na zmiany skórne. Ma świetne krycie, a kiedy już zastygnie, nic go nie rusza. Moim zdaniem to bardzo dobry korektor i z pewnością kiedyś skuszę się na niego w odpowiednim dla siebie kolorze.
Kobo modeling illuminator pod oczami spisywał mi się średnio, czasem się rolował i wchodził w zmarszczki mimiczne. Świetnie za to spisywał się na punktowe zmiany i przebarwienia wokół nosa. Niestety szybko mi się rozwarstwił i chociaż lubiłam go za doskonałe krycie, to zastanowię się jeszcze zanim wpadnie do mojego koszyka.
Bell BB Cream Concealer to mój najnowszy nabytek, ale czuję, ze będzie z tego miłość. Ma jasny, żółty odcień i średnie krycie. Ładnie zasłoni niewielkie sińce pod oczami oraz lekkie przebarwienia. Pomieszany z korektorem L'Oreala świetnie spisuje się na zmiany skórne. Jeśli okaże się wydajny i nagle nie zmieni swojego zachowania na skórze to na pewno do niego wrócę.
Jeśli wy macie jakiś swój ulubiony podkład, w którym znalazłabym odcień dla siebie to poleććie mi go koniecznie!
A na następny post zapraszam w niedzielę, pokażę drugie zdobienie na ostatni tydzień projektu Kwiaty :D
Kosmetyczne Skarby: Pomadki
Kolejny odcinek Kosmetycznych Skarbów! W trochę inny dzień, ale komu nie zdarzają się drobne wpadki w ramówce? :P Dzisiaj pokażę wam swoje szminki i pomadki. Chyba nie mam ich za dużo, ale w zupełności wystarczy, nieczęsto ich używam, chociaż bardzo podoba mi się efekt jaki dają. Niestety mocno podkreślone usta wymagają więcej uwagi w trakcie noszenia niż mocne oczy. Trzeba uważać na jedzenie, żeby po szmince nie został jedynie kolorowy kontur albo nieestetyczne plamy, z piciem też trzeba oszczędnie, gdyż szminka zostawia nieeleganckie ślady na szklankach, do tego zjada się w czasie mówienia, a długie włosy roznoszą ją po całej twarzy. Mimo to nadal podobają mi się kolorowe usta i nie pozbyłabym się moich pomadek nigdy!
Lovely Extra Lasting to moi zdecydowani ulubieńcy. Niedawno zdobyłam ostatni kolor, mam teraz wszystkie trzy kolory. Mają świetne matowe wykończenie i utrzymują się niesamowicie długo. Kolor 03 to cudowna chłodna czerwień. Wygląda pięknie i elegancko.02 to intensywny róż, pierwszy jaki kupiłam. Bardzo odważny. 01 jest bardzo udanym neutralnym różem. Nieco ciemniejszy od koloru moich ust, ideał na co dzień. Niestety ten różni się od pozostałych kolorów, zastyga dłużej i czuć go na ustach nawet po zastygnięciu.
Kryolan Lip Stain w kolorze Punk. Genialny jagodowy kolor! Niezbyt podoba mi się aplikator, wolałabym gąbeczkę zamiast pędzelka, gdyż zostawia on smugi. Na szczęście dają się wyrównać, a produkt zastyga na ustach do niemal całkowitego matu. Ma fajny kakaowy zapach, ale jest obrzydliwy w smaku, zjedzenie czegokolwiek z nim na ustach nie wchodzi w grę
Manhattan Soft Mat Lipcream w kolorze 31S. Gęsty, kremowy, przyjemnie się nakłada na usta. Ma ładny brzoskwiniowy kolor, nieco jaśniejszy od mojego naturalnego koloru ust, więc musiałam się oswoić z tym jak wyglądam w nim. Na szczęście bez efektu trupa.
Manhattan Soft Mat Lipcream w kolorze 31S. Gęsty, kremowy, przyjemnie się nakłada na usta. Ma ładny brzoskwiniowy kolor, nieco jaśniejszy od mojego naturalnego koloru ust, więc musiałam się oswoić z tym jak wyglądam w nim. Na szczęście bez efektu trupa.
Rimmel Moisture Renew w kolorze 510 My Fair Red Lady. Dla mnie jest to fenomen, gdyż z jednej strony jest bardzo kremowa, nawilżająca, a z drugiej długo zostaje na ustach. Ma głęboki czerwony kolor. Nie tak stonowany jak Lovely, bardziej krzykliwy, ale nie wulgarny. Czekam na kolejną promocję W Rossmannie by zgarnąć inne kolory.
Rimmel Lasting Finish by Kate Moss. To ulubiona szminka zarówno moja jak i mojego chłopaka. Dlatego noszę ją najczęściej. Ma śliczny koralowo-różowy odcień. Odrobinę tempa w aplikacji, ale nakłada się równomiernie. Znika też równomiernie. Wygląda na ustach świeżo i dziewczęco. Do tego ma najładniejsze opakowanie ze wszystkich moich szminek.
Maybelline Color Whisper w kolorze 150 Faint for Fuchsia. Świetna nawilżająca pomadka w kolorze gumy balonowej. Ładnie nawilża usta. Daje delikatną, żelową poświatę koloru. Idealna na lato, delikatna, subtelna, a jednak nie jest nudna.
Maybelline Color Sensational 103 Rose Diamonds. To moja pierwsza pomadka jaką kiedykolwiek kupiłam. Nie trafiłam w 100% z kolorem, ale nadal ją lubię. Cienka warstwa wygląda subtelnie i świeżo. Nałożona grubszą warstwą pasowała będzie tylko blondynkom. Wypełniona jest minimalnymi drobinkami, które jednak nie są bardzo widoczne.
Barry M to fajna malutka szmineczka w kolorze bladego, brzoskwiniowego nude. Mam kolor 154, w którym wyglądam strasznie blado, ale używam jej do rozjaśniania innych szminek. Fajnie się do tego nadaje, gdyż nie jest zbyt kremowa. Określiłabym efekt jaki daje, jako satynowy.
| Od lewej: Lovely 01, 02, 03 / Kryolan / Manhattan / Rimmel 16 i 510 / Maybelline 150 i 103 / Barry M |
Przygodę z kolorowymi szminkami zaczynałam jednak od próbek. Lubię je, bo są małe, mieszczą się w nawet najmniejszej torebce, a przecież niektórych kolorów użyję zaledwie kilka razy.
Avon Ultra Colour. Mam kolory: Hibiskus, który jest cudownym fuksjowym różem. Dosyć lekko napigmentowany w porównaniu z Berry Berry Nice. Ten jest cudowną malinową czerwienią. To intensywny kolor owoców leśnych. Tak intensywny, że ciężko przejść obok niego obojętnie. Oxford Wine to naprawdę piękny winny kolor. Idealny, chłodny burgund. Marzy mi się taki kolor w matowej wersji.
Avon Doskonałość Absolutna. Z tej serii mam kolor Lovely Cherry. Równie miękki i kremowy co poprzednie. To też malinowy kolor, ale nieco bardziej różowy i jaśniejszy.
Hean Classics Colour Festiwal. Mam cztery kolory, z czego niestety trzy są perłowe. Mniej lub bardziej, ale jednak. 6a Magenta to intensywna perłowa, chłodna fuksja. Na ustach wygląda całkiem ładnie. 19 Koral zdecydowanie z koralowym kolorem ma niewiele wspólnego. To pół-transparentna perłowa pomarańcz. Kolor bardzo mi się podoba, jednak to jak wygląda na ustach już niezbyt. 3b poziomka na zdjęciu wyglądała na łagodny koralowy róż, ale to intensywny ciepły kolor. Do tego baaardzo perłowy i wygląda okropnie tandetnie. Na koniec zostawiłam odcień 27 Wiśnia Japońska. Co to jest za kolor! Ciemna, wiśniowa czerwień. W 100% kremowa. Wapmiryczna i bardzo odważna!
Hean Vitamin Coctail to kolejne cztery kolory, tym razem same kremowe. I Bardzo mocno napigmentowane. 323 Wild Coral to faktycznie koralowy odcień. Podobna do pokazanej wyżej 16stki z Rimmel, ale odrobinę ciemniejszy. 330 Electric Rouge ma nazwę idealnie opisującą kolor. Chłodny, lekko fioletowy róż, tak elektryzujący i odważny, że jeszcze nie miałam go na sobie, bo nie wiem z czym go połączyć. 75 Raspberry opisałabym jako kolor Mauve. Zgaszony, przybrudzony róż, nie jest zbyt zjawiskowy, ale wygląda elegancko i nadaje się na co dzień. 308 Carmine to jak wskazuje nazwa karminowa czerwień. Ciepła i uwodzicielska, bardzo rzuca się w oczy. Jest najmniej kremowa z całej gromadki, ale to dobrze, wygląda przez to bardziej elegancko.
Hean Vitamin Coctail to kolejne cztery kolory, tym razem same kremowe. I Bardzo mocno napigmentowane. 323 Wild Coral to faktycznie koralowy odcień. Podobna do pokazanej wyżej 16stki z Rimmel, ale odrobinę ciemniejszy. 330 Electric Rouge ma nazwę idealnie opisującą kolor. Chłodny, lekko fioletowy róż, tak elektryzujący i odważny, że jeszcze nie miałam go na sobie, bo nie wiem z czym go połączyć. 75 Raspberry opisałabym jako kolor Mauve. Zgaszony, przybrudzony róż, nie jest zbyt zjawiskowy, ale wygląda elegancko i nadaje się na co dzień. 308 Carmine to jak wskazuje nazwa karminowa czerwień. Ciepła i uwodzicielska, bardzo rzuca się w oczy. Jest najmniej kremowa z całej gromadki, ale to dobrze, wygląda przez to bardziej elegancko.
| Avon: Lovely Cherry / Berry Berry Nice / Hibiskus / Oxford Wine Hean: 6a / 19 / 27 / 3b / 323 / 330 / 75 / 308 |
A Wy ile macie pomadek? Ja już przesadziłam, czy jeszcze mieszczę się w normie? :D
Kosmetyczne Skarby: Tusze do rzęs
Witajcie dziewczyny! Ja pewnie relaksuję się teraz biegając po Stolicy i polując na nowe kosmetyki, jednak Was nie mogę zostawić z niczym! Kosmetyczne Skarby jak co piątek muszą się pojawić i koniec! Dzisiaj opowiem wam o moich tuszach do rzęs. Wiem, tusze do rzęs powinno się systematycznie zużywać, ale znacie mnie trochę i wiecie chyba, że to po prostu niemożliwe! Jak tylko coś wpadnie w moje łapki od razu musi zostać zmacane. Tym oto sposobem mam pięć otwartych tuszy do rzęs. No bywa! Przynajmniej mam wam o czym opowiedzieć.
Mam dwie maskary z Sephory (właściwie trzy, bo Atomic Volume kupiłam na zapas)
Sephora Atomic Volume Ultra Black - najlepsze maskara jaką kiedykolwiek miałam! W ciągu kilku lat zużyłam jej już co najmniej kilka opakowań. Została niestety wycofana, nad czym bardzo ubolewam, jednak zaopatrzyłam się w kilka sztuk na zapas. Idealnie rozdziela rzęsy i pogrubia bez sklejania. Dokładnie tego potrzebują moje długie, cienkie rzęski. Do tego jest niesamowicie trwała, nie osypuje się, nie rozmazuje, nawet pod wpływem wilgoci! Dodatkowym jej plusem jest to, że zawiera witaminy pielęgnujące rzęsy.
Sephora Piiink Jest stara jak świat i wiem, że powinnam ją dawno wyrzucić, ale lubię jej używać na dolne rzęsy. Ma niedużą, precyzyjną szczoteczkę intensywny niebieski kolor i również jest bardzo trwała! Jej konsystencja się nie zmieniła, oczu mi nie podrażnia (a mam je dosyć wrażliwe) więc nie widzę powodu by ją wyrzucać.
Dwie niezbyt lubiane maskary z L'Oreal
L'Oreal Volume Million Lashes Noir Excess - to moim zdaniem bardzo dobra maskara. Faktycznie daje efekt miliona rzęs, pięknie je rozczesuje, nie skleja. Lekko pogrubia i przeciętnie wydłuża. Efekt jest naprawdę fajny i gdyby nie kiepska formuła mogłaby stać się następczynią Atomic Volume. Niestety wrażliwe oczy często łzawią a ona rozmazuje się nawet przy minimalnej dawce wilgoci
L'Oreal False Lash Wings - Ładnie unosiła rzęsy, a dzięki swojej dziwacznej szczoteczce pokrywała każdą rzęsę tuszem i dokładnie rozczesywała. Niestety formuła jest chyba jeszcze bardziej wrażliwa na wilgoć niż w poprzedniej. Nie daje złego efektu, ale tak średnio ją lubię.
L'Oreal False Lash Wings - Ładnie unosiła rzęsy, a dzięki swojej dziwacznej szczoteczce pokrywała każdą rzęsę tuszem i dokładnie rozczesywała. Niestety formuła jest chyba jeszcze bardziej wrażliwa na wilgoć niż w poprzedniej. Nie daje złego efektu, ale tak średnio ją lubię.
Rimmel Scandaleyes Rockin' Curves - ta maskara ma podkręcać i to dokładnie robi. Tyle, że niewiele poza tym. Rzęsy są czarne i całkiem fajnie podkręcone ale na tym się kończy. Nie zauważyłam żeby pogrubiała jakoś specjalnie czy wydłużała rzęsy. Do tego ciężko wyczuć tę dziwaczną szczotę. Łatwo się nią pomazać dookoła oczu. Zużywam ją na co dzień. Nie daje jakiegoś szalonego efektu, więc nadaje się idealnie do tego celu.
A ile Wy macie maskar? Polecacie jakieś super sztuki?
Kosmetyczne Skarby: Kredki i eyelinery
Witajcie dziewczyny! Dzisiaj późny post, ale dzień pełen wrażeń uniemożliwił mi napisanie dla was wcześniej. Najwyższy czas na kolejną porcję moich kosmetycznych skarbów! Tym razem linery i kredki. Nie mam tego dużo, nigdy nie lubiłam kredek ze względu na konieczność temperowania i do niedawna miałam ich aż... TRZY! Czarną, perłową i pewnego razu przy robieniu zakupów zdecydowałam się na białą, ze względu na jej niską cenę. Szał, no nie? Ostatnio jednak weszły do sprzedaży automatyczne kredki z Rimmel, a ja na lato zapragnęłam kolorów... no przybyło mi ich zdecydowanie. Za to linerów dawno nie kupowałam więc ich liczba od dawna jest stała. Chcecie zobaczyć?
Linery w pisaku, to coś, czego nienawidzę, ale moja mama innymi nie umie malować kreski. Gdyby nie ona, nigdy nie kupiłabym żadnego produktu z tej kategorii.
L'Oreal Superliner Blackbuster to jedyny liner w pisaku który polubiłam. To moja druga sztuka. Nie jest na tyle szałowy, żeby zastąpić liner z Sephory, ale daje aksamitną, jednolitą czarną kreskę i dość długo się utrzymuje na oku. Do tego nie wypisuje się po kilku użyciach, poprzedni służył mi około pół roku!
Rimmel Scandaleyes to liner masakra. Ten ma ściętą końcówkę, która jest bardzo niewygodna. Słabo trzyma się powieki i szybko z niej znika. Jakoś tak ciężko się aplikował na skórę. Do tego użyłam go zaledwie 4 razy! Po tym czasie niemal całkowicie się wypisał, musiałam się nieźle namachać, żeby zrobić dla was swatcha!
Wyżej wspomniane kredki. Kredka NYC wpadła mi do koszyka ze względu na niską cenę, wciąż szukam automatycznej bieli.
Inglot Soft Precision Eyeliner #34 to bardzo miękka perłowa kredka. Idealna na linię wodną, długo się utrzymuje i nie podrażnia oka. Jak widać po zużyciu bardzo ją lubię. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć taką w wersji automatycznej.
NYC Kohl Eyeliner #926 White kupiłam ją bo kosztowała bardzo niewiele. Średnio ją lubię, kiepsko się utrzymuje na linii wodnej oka i niezbyt długo się utrzymuje. Zaletą jednak jest to, że jest baaardzo długa, starczy na wieki!
Eyelinery w kałamarzu. Nie mam ich zbyt dużo bo preferuję czerń i w tej kategorii mam swojego ulubieńca. Brąz jest eksperymentem, dzięki niemu polubiłam inne kolory kreski niż czarny.
Sephora Long-lasting Eyeliner to mój ulubieniec! Cena nie gra roli kiedy mam do czynienia z taka trwałością. W nienaruszonym stanie przetrwa na oku każdą pogodę, od upałów, przez mróz, po ulewę. Dłuższa drzemka w ciągu dnia też nie jest mu straszna! Zdażało mi się nosić go przez naprawdę wiele godzin i nie mam mu nic do zarzucenia. Czerń jest idealnie czarna, pędzelek wygodny i precyzyjny, nie kruszy się, nie rozmazuje.
Golden Rose Metallic Eyeliner #16 to mój pierwszy eksperyment z kolorem kreski innym niż czarny. Udany. Podoba mi się jego ciepły, czekoladowy kolor opalizujący na złoto. Pędzelek ma całkiem wygodny i łatwo się nim maluje. Trwałość też nie jest najgorsza jak za taką cenę. Minimalnie się ściera gdy trzemy oko i może się rozmazać od deszczu lub łez, ale w sprzyjających warunkach utrzyma się cały dzień.
Wibo Eyeliner - naczytałam się dobrych opinii i w chwili gotówkowego kryzysu postanowiłam sięgnąć po niego zamiast kupować kolejne opakowanie Sephory. Mój błąd! To był krótki romans po którym z podkulonym ogonem wróciłam do swojego ulubieńca. Od linera mam wysokie wymagania, a ten to przeciętniak.
Kredeczki. To te niedawno kupione, co widać po tym, że są niemal nowe. Polubiłam je i mam ochotę na więcej.
Rimmel Exaggerate Eyeliner #290 Precious Gold. Lubię złoto na powiekach, zwłaszcza takie ciepłe. Jak tylko te kredki pojawiły się w Rossmannach zapragnęłam ją mieć, od dawna marzyła mi się złota kreska. Jestem zadowolona z zakupu. Kredka jest mocno napigmentowana, miękka i długo się utrzymuje, nawet na linii wodnej. Mam wrażenie, że zastyga na skórze i staje się wtedy nie do ruszenia. Nie ma w niej żadnych drobinek, jest ładna, metaliczna.
Ingrid Eyeliner z gąbką. Tania kredka z chińczyka, jednak całkiem dobrze się sprawuje. Nie mam na jej temat wyrobionego zdania, gdyż kupiłam ją niedawno i użyłam dopiero raz. Jak na razie mogę powiedzieć, że jest wygodna w użyciu i całkiem nieźle się trzyma. Trochę się obawiam czy nie podrażni oczu gdy nałożę ją na linię wodną.
Rimmel Exaggerate Eyeliner #270 Purple Shock. Mam o niej takie samo zdanie jak o złotej. Chociaż trochę rozczarował mnie kolor, moim zdaniem jest nieco zbyt różowy. Nie podrażnia jednak wrażliwych oczu, długo się trzyma, nie rozmazuje zbytnio gdy już zastygnie, jednak chwilę po nałożeniu da się ją rozblendować.
Rimmel Scandaleyes Waterpoof Kohl Kajal Eyeliner #013 Purple. Wodoodporna kredka w ładnym, śliwkowym odcieniu. Dobrze trzyma się powieki, gdy zastygnie ściera się tylko minimalnie, gdy potrzemy oko. Jej wadą jest to, że nie zostaje na linii wodnej, mimo iż jest dosyć miękka.
Od lewej: Rimmel #290 Precious Gold, Ingrid, Rimmel #270 Purple Shock, Rimmel #013 Purple, Golden Rose #16, Wibo, Sephora, NYC,
Inglot, L'Oreal Blackbuster, Rimmel Scandaleyes
Macie jakieś swoje ulubione kredki? A może buble, przed którymi przestrzegacie?
Coś wpadło wam w oko?
Kosmetyczne Skarby: Błyszczyki
Witajcie! Znów mamy piątek, więc czas na kolejną odsłonę Kosmetycznych Skarbów. Tym razem zdecydowałam sie pokazać błyszczyki i balsamy do ust. To również jest dość stała część moich zbiorów. Nie przepadam za błyszczykami i nie bardzo lubię efekt jaki dają. Mam wrażenie, że w błyszczyku wyglądam jakbym się ośliniła :P Nie lubię też tego, że są nietrwałe, prawie nie dają koloru, kleją się, a długie włosy roznoszą je po całej twarzy przy najlżejszym wietrze. Mimo to mam kilka sztuk, które dzisiaj wam zaprezentuję.
L'Oreal Glam Shine Fresh w kolorach 187 Aqua Mandarin (który jak widać przypadł mi do gustu na tyle, że mam dwa!) i 181 Sheer Grenadine. Mam gdzieś jeszcze 183 Aqua Pomegrante ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Pewnie siedzi w jakiejś torebce. Wszystkie trzy mają fajne, serduszkowe aplikatory i zostawiają na ustach transparentną taflę z lekkim zabarwieniem. Obiektywnie patrząc, są fajne, ale mają dwie wady- cena i paskudny, chemiczny zapach.
Lip Smacker Fanta- to taki bardziej gadżet niż błyszczyk. Gdy zobaczyłam go na półce tak spodobało mi się opakowanie, że postanowiłam po niego sięgnąć. Ładnie pachnie, ma słodkawy smak i zostawia na ustach delikatne pomarańczowe zabarwienie. Nie klei się, za co ma u mnie duży plus.
Sensique Trendy Colour w kolorach 130 i 131. To moje ulubione błyszczyki. Dają mocny, trwały kolor i jednolicie lśniącą taflę. Czerwień zawiera w sobie migoczące minimalne drobinki, przez co uwidaczniają się wszelkie niedociągnięcia. Róż jest czysto kremowy i jeśli decyduje się nosić związane włosy, często sięgam właśnie po niego. Sporym minusem jest to, że napisy się ścierają. Za to plus za miły, owocowy zapach.
Maybelline Shiny Licious w kolorze 830 cerise candy shiny cherry. Długaśna nazwa :P Ale błyszczyk jest świetny! Dosyć rzadki, nie klejący i niemal bezbarwny. Bardzo subtelnie zaczerwienia usta. Ma przyjemne opakowanie - tubka to najpraktyczniejsza opcja w błyszczykach. Ale za co go tak kocham? Za owocowy zapach i słodki smak. Pachnie obłędnie, wiśniowym cukierkiem, a smakuje tak, jak pachnie. Nie wiem od ilu lat jest w mojej kosmetyczce, ale jest cudny!
Wibo Lip Sensation to kolejny smaczek. Mój jest w kolorze 03. Na ustach jest bezbarwny i widać tylko miliony drobniusich holograficznych drobinek. Ku mojemu zaskoczeniu nie wygląda tandetnie. Podoba mi się jego zapach - waniliowe capuccino! Mniam! Szkoda, że nie smakuje tak jak pachnie.
Na koniec balsamy. Jak widać mam trzy, używam w sumie jednego.
Carmex Jasmine Green Tea. Balsam w wygodnej tubce. Wiele osób zachwala jego właściwości, ja jednak nie zakochałam się. Nie podoba mi się uczucie mrowienia na ustach ani jego okropny smak. Działanie jednak doceniam, szybko usta regeneruje i dogłębnie nawilża.
Nivea Lip Butter w wersji malinowej. Absolutnie kocham ten produkt! Na moje usta działa najlepiej. Regeneruje, nawilża i chroni przed złymi warunkami atmosferycznymi. Już nie straszny mi mróz czy wiatr ani skóra na ustach popękana od słońca. W chwilach kryzysu ratuje nawet moje skórki wokół paznokci. Jedyny minus tego produktu to opakowanie, które bardzo ciężko się otwiera i jest niehigieniczne.
Nivea Fruity Shine o smaku truskawkowym. Noszę go w torebce i aplikuję kiedy moje usta potrzebują czegoś na szybko. Ma miły zapach i słodziutki smak. Do tego lekko barwi usta, przez co wyglądają bardzo apetycznie.
Nivea Lip Butter w wersji malinowej. Absolutnie kocham ten produkt! Na moje usta działa najlepiej. Regeneruje, nawilża i chroni przed złymi warunkami atmosferycznymi. Już nie straszny mi mróz czy wiatr ani skóra na ustach popękana od słońca. W chwilach kryzysu ratuje nawet moje skórki wokół paznokci. Jedyny minus tego produktu to opakowanie, które bardzo ciężko się otwiera i jest niehigieniczne.
Nivea Fruity Shine o smaku truskawkowym. Noszę go w torebce i aplikuję kiedy moje usta potrzebują czegoś na szybko. Ma miły zapach i słodziutki smak. Do tego lekko barwi usta, przez co wyglądają bardzo apetycznie.
A tak prezentują się kolory! Od lewej: L'Oreal Glam Shine Fresh 181 i 187, L'Oreal Shine Carese 102, Maybelline Shiny-Licious, Sensique Trendy Colour 130 i 131, Wibo Lip Sensation 03. Na górze: Nivea Fruity Shine i Lip Smacker Fanta.
Jak na osobę, która nie lubi błyszczyków mam ich całkiem sporo. Przynajmniej tak mi się wydaje. No ale właściwie, to sama kupiłam tylko produkty Nivea i Kapselek Fanty. Reszta to prezenty, gratisy i wygrane.
Powiedzcie mi, które najbardziej was zaciekawiły? Może któryś macie, lubicie?
Powiedzcie mi, które najbardziej was zaciekawiły? Może któryś macie, lubicie?
No i jedno słowo do firm: Usta są zaraz pod nosem! NIE dla śmierdzących produktów! :P
Kosmetyczne Skarby: Pędzle
Mamy piątek, więc przyszedł czas na pokazanie kolejnej części moich kosmetycznych zbiorów. Tydzień temu pokazałam wam perfumy, dzisiaj, będziecie mogły zobaczyć moje pędzelki. Są dobre na początek bo ich ilość również jest raczej stała - a raczej będzie, niedawno kupiłam mały zestawik Hakuro i kolejnych zakupów nie planuję, chyba, że poczuję nagłą potrzebę posiadania. Jest to jednak wątpliwie prawdopodobny scenariusz. Kupiłam pędzle raczej z ciekawości niż z potrzeby. Do tej pory wystarczał mi pędzel do pudru i odgrzebany z dna szuflady chowany pędzelek - kupiłam sobie róż, więc czymś trzeba było go aplikować :P Z całą resztą makijażu radziłam sobie przy użyciu palców i wydawało mi się, że tak jest OK. No, ale ciekawość jest jedną z moich sztandarowych cech, toteż musiałam sobie kupić jakieś pędzelki. Zrobiłam research na YouTube i po obejrzeniu kilkunastu filmików byłam zdecydowana na konkretne egzemplarze. Nie czuję się jeszcze na siłach by je opisywać, ale wspomnę kilka słów o każdym z nich.
To mój mały zestawik pędzelków do oczu. Jak widać, aż cztery z nich są z Hakuro.
Pierwszy z nich to H76. Malutka kuleczka zakończona delikatnym czubeczkiem. Idealna do malowania dolnej powieki, lub precyzyjnego zaznaczania załamania. Można nią też nałożyć rozświetlacz pod łuk brwiowy i w zewnętrzne kąciki. Pędzelek, którego używam do podkreślania brwi to H85. Maluśki skośny pędzelek z syntetycznego włosia. Jest cienki w przekroju i precyzyjny więc czasem używam go do rysowania kreski cieniem w kremie. Kolejny pędzelek jest już większy. To H70, mój grubasek do nakładania cienia na całą powiekę. Jest sporych rozmiarów jak na pędzelek do oczu, szybko przykrywa dużą powierzchnię cieniem. Jako jedyny minimalnie gubi włoski. H79 to mój zdecydowany faworyt wśród pędzli. Nadaje się zarówno do nakładania cieni jak i do blendowania. Ostatni to dawno temu kupiony maluszek z Donnegal. Moim zdaniem do oczu zupełnie się nie nadaje, jest sztywny i nabiera mało cienia. Używam go czasami do aplikowania szminki.
Pędzli do twarzy nadal mam niewiele. Dokładnie dwa.
Ten rozcapierzony to Face Blender z Bobbi Brown i był przeze mnie używany do pudru. Jest tak stary, że dziwię się, że jeszcze się nadaje do czegokolwiek. Kiedyś tata kupił go mamie, jednak ona woli używać puszka i przed długie lata niszczył się w ciasnej kosmetyczce. Adoptowałam go więc i od kilku lat służy mi wiernie.
Do różu używam H24. Zdecydowałam się na syntetyczny pędzelek, ze względu na to, że podobno mniej kruszy produkty niż jego naturalny braciszek. To był jedyny pędzelek, który kupiłam z potrzeby, a nie z powodu zachcianki - do różu z NARS nie chciałam używać twardego i ostrego pędzla z Sephory.
Ten rozcapierzony to Face Blender z Bobbi Brown i był przeze mnie używany do pudru. Jest tak stary, że dziwię się, że jeszcze się nadaje do czegokolwiek. Kiedyś tata kupił go mamie, jednak ona woli używać puszka i przed długie lata niszczył się w ciasnej kosmetyczce. Adoptowałam go więc i od kilku lat służy mi wiernie.
Do różu używam H24. Zdecydowałam się na syntetyczny pędzelek, ze względu na to, że podobno mniej kruszy produkty niż jego naturalny braciszek. To był jedyny pędzelek, który kupiłam z potrzeby, a nie z powodu zachcianki - do różu z NARS nie chciałam używać twardego i ostrego pędzla z Sephory.
No i to są właśnie te dwa chowane pędzelki z Sephory. To były pierwsze pędzle jakie miałam. Dostałam je kiedyś od cioci, która pracowała w Sephorze. Razem z kilkoma produktami z serii dla dzieci trafiły do mnie jako prezent świąteczny. Używałam ich do pudru, a później do różu. W podróży nadal mi do tego służą. Sa wygodne gdy trzeba je spakować na wyjazd, ale zauważyłam, że strasznie kruszą produkty swoimi sztywnymi włoskami. Puder starcza mi na dużo dłużej odkąd przestałam ich używać codziennie.
Na koniec postanowiłam pokazać gąbeczkę - Real Technique Miracle Sponge. Nie jest ona pędzlem, ale jest zamiennikiem dla pędzla do podkładu. Kupiłam ją z ciekawości bo nie wierzyłam za bardzo, w jej magiczne właściwości szeroko opiewane w internecie. No i zdziwiłam się mocno! Ona naprawdę jest warta całego szumu wokół niej! Podkład zużywa się w odrobinę większych ilościach, ale skóra wygląda na kompletnie nagą przy jednoczesnym wyrównaniu kolorytu.
Kompletnie się nie znam na pędzlach, ale nie żałuje zakupu. Nie oddałabym ich już za żadne skarby! Fantastycznie się ich używa i nie wiem jak ja mogłam bez nich funkcjonować?! Powiedzcie mi, czy wy używacie pędzli i jakie macie o nich zdanie? Dokupiłybyście jakieś konkretne kształty/typy/egzemplarze na moim miejscu? No i kolejny raz oceńcie co ze zdjęciami? Lepiej, gorzej?























.jpg)


