Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puder. Pokaż wszystkie posty
Nowości Marki Eveline | CZ.1
Witajcie!
Czytaj dalej »
Czujecie wiosnę? U mnie ona zawitała już kilka dni temu. Bardzo się z tego cieszę, gdyż słoneczko dodaje mi mnóstwa energii i chęci do pracy! Wiosna to świetny czas, żeby zabrać się też za odświeżenie swojej kosmetyczki, więc przedstawię Wam dzisiaj kilka nowości marki Eveline, które trawiły do mnie niedawno. Jeśli chcecie się przekonać, które z nich warto wypróbować to zapraszam do czytania dalej!
Zacznę od dwóch nowości do pielęgnacji ciała. Wydaje mi się, że balsamy z serii Slim Extreme są już chyba kultowym produktem w ofercie marki. Sama używałam pierwszego wypuszczonego z tej serii już dobre kilka lat temu, o ile dobrze pamiętam to było na początku gimnazjum. Niedawno do linii dołączyły dwa kolejne warianty tego kosmetyku. O jednym z nich nie opowiem Wam zbyt wiele, gdyż przyszedł do mnie w uszkodzonym opakowaniu, także od razu po zrobieniu zdjęć poleciał do śmieci. Akurat z tego powodu płakać nie będę, gdyż nie lubię chłodzących formuł, zdecydowanie preferuję te rozgrzewające.
Serum Body Detox z zieloną kawą to zabieg polegający na wykorzystaniu jonizacji di eliminacji toksyn poprzez otwarte pory skóry. Stymuluje mikrokrążenie, pobudza metabolizm komórek, zwalcza cellulit i eliminuje obrzęk spowodowany zaburzoną gospodarką lipidową i retencją płynów.Zastosowane składniki aktywne to między innymi ekstrakt z zielonej kawy, kofeina i algi.
Night Lipo Shock Therapy to zaawansowany preparat do 2-tygodniowej intensywnej terapii wyszczuplająco-ujędrniającej, zalecany w okresie diety, zwiększonej aktywności fizycznej jako uzupełnienie dziennej kuracji antycelulitowej. Składniki aktywne zastosowane w w tym serum to między innymi ekstrakt z kasztanowca, guarana i ekstrakt z mięty.
tego serum akurat dość intensywnie używałam na sobie i mogę powiedzieć, że widzę jego działanie. Umówmy się, cellulitu nie zlikwidują nam żadne serum czy balsamy, do tego potrzebna jest dieta i ćwiczenia. Ale działanie z zewnątrz na pewno nie zaszkodzi. Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej miękka, gładsza i bardziej napięta. Wygląda ładniej i jest miła w dotyku. Ode mnie dodatkowy plus za przyjemny rozgrzewający efekt!
Kolejnym nowym produktem w asortymencie marki Eveline jest płyn micelarny z linii Facemed+. Przeznaczony do suchej i wrażliwej skóry. Nie zawiera alkoholu, ale jest wzbogacony o kwas hialuronowy i d-panthenol. Ma nie tylko nie podrażniać skóry ale także ją nawilżać. Bardzo polubiłam się z tym produktem i myślę, że będę do niego wracać. Bardzo fajnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu, nawet tego mocniejszego. Nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze i tak jak zapewnia producent bardzo fajnie oczyszcza. Ja po zmyciu makijażu zwykle oczyszczam jeszcze skórę elektryczną szczoteczką i zdarzało mi się wcześniej, że pozostawały na niej jakieś resztki makijażu. Przy tym płynie nie zauważyłam niczego takiego więc jestem bardzo zadowolona z jego działania. Dodatkowo ma u mnie plusa za opakowanie, które jest nie tylko ładnie zaprojektowane, ale także wygodne. Duża butla (400 ml) wystarczy na wieki bo produkt jest wydajny i skuteczny. No i ma niewielki dziubek, więc na wacik można zaaplikować tyle produktu, ile potrzeba. Niestety nie jestem w stanie ocenić czy nawilża skórę, ale na pewno jej nie wysusza i nie podrażnia.
Puder sypki Cashmere Mat jest dla mnie ciężkim produktem. Mam do niego mieszane uczucia, bo zwyczajnie nie przepadam za używaniem pudrów sypkich. Postanowiłam jednak dać mu szansę i muszę przyznać, że spełnił moje oczekiwania. Dał ładny mat bez płaskiego, papierowego makijażu i przyzwoicie utrzymał makijaż podczas długiego i ciężkiego dnia. Przyjemnie się go aplikuje gąbeczką dołączoną do opakowania, która jest miękka i przyjemna. Nie zauważyłam wysuszania skóry nawet gdy nałożyłam większą ilość, nie zmienia też koloru podkładu. Opakowaie jest solidne i nic się z niego nie wysypuje, dodatkowo ma sporą pojemność (20g) i jest wydajny. Jeśli ktoś lubi takie pudry to myślę, że warto się nim zainteresować. Ja nie pokochałam go tylko dlatego, że nie umiem używać sypkich produktów i robię nimi wokół siebie straszny bałagan.
Poczwórna paletka cieni trafiła do mnie w odcieniu 11. Z tego co widzę na stronie dostępnych jest 13 wariantów kolorystycznych naprawdę ładnie i spójnie skomponowanych. Paletka jest mała i poręczna. Wykonana z dość grubego plastiku, więc spokojnie powinna znieść podróże. Zawiera cztery dopasowane do siebie odcienie, w moim przypadku są to chłodne achromatyczne odcienie. Do paletki dołączony jest podwójny, gąbeczkowy aplikator. Większość palet go ma, a większość użytkowniczek zwyczajnie je wyrzuca. Zanim jednak pozbędziecie się tego aplikatorka zwróćcie uwagę na jego ściętą końcówkę. Osobiście lubię tego typu aplikatory do robienia rozdymionej kreski na powiece!
Odcień numer 1 jest połyskującym cieniem na białej bazie. Daje mocny, zmrożony efekt i efektowny blask.
nr 2 to zdecydowanie największy atut tej paletki. Ma odcień srebra z delikatną stalową nutką i jest niesamowity! Nałożony na bazę daje mocny, metaliczny efekt. Myślę, że na mokro będzie prawdziwą petardą!
Trójka to ciemniejsza szarość. Błyszczczący, ale nie metaliczny jak jego poprzednik. Ma srebrny połysk i dość ciemną, stalową bazę.
Nr 4 trochę mnie zawiódł bo w opakowaniu wygląda jak rozgwieżdżona noc - matowa czarna baza wypełniona lśniącymi drobinkami. Po nałożeniu na powiekę efekt trochę ginie, co nie zmienia faktu, że nadal jest piękny!
Ostatni produkt, który Wam dzisiaj pokażę, to baza pod cienie. Zamknięta w opakowaniu przypominającym błyszczyk, ma w środku mały, gąbeczkowy aplikator. Według producenta ma przedłużać makijaż do 24 godzin. Oprócz zwykłych zadań, jakie wykonuje baza pod cienie czyli przedłużenia trwałości i podbicia intensywności cieni, ma ona także odżywiać i nawilżać dzięki zastosowaniu składników aktywnych, takich jak kwas hialuronowy, wyciągi ze świetlika i jedwabiu oraz witaminy.
Baza ma beżowy kolor przez co już na jej etapie ukrywany ewentualne zaczerwienienia i żyłki na powiekach. Nie wiem czy przedłuża makijaż do 24 godzin, gdyż nigdy nie zdarzyło mi się nosić cieni tyle czasu, ale nie da się ukryć, że wyraźnie podbija kolor cieni, co widać na zdjęciu wyżej! Wygodnie się ją aplikuje na powiekę i wystarczy niewielka ilość by spełniła swoją rolę! Pamiętajcie by nie nakładać bazy za dużo, bo może obciążyć delikatne powieki i dać efekt odwrotny od oczekiwanego!
To jeszcze nie wszystkie nowości! Największe smaczki zostawiłam na kolejny wpis, także czekajcie na niego cierpliwie i nie zapomnijcie o zostawieniu komentarza!
Dzięki i do następnego! :*
Etykiety:
balsam do ciała,
balsam wyszczuplający,
baza pod cienie,
Cienie do powiek,
Eveline,
New In,
nowości,
płyn micelarny,
Puder,
serum antycellulitowe,
Wiosna
NEW IN: Marzec/kwiecień 2015
Witajcie po dłuuugiej przerwie! Wczoraj napisałam ostatnią maturę- historię sztuki- i oficjalnie od dzisiaj zaczynam wakacje, koniec z nauką, koniec z książkami. Matury ustne też już mam za sobą, pozaliczane na 100%, więc jestem od dzisiaj wolną od szkoły blogerką :P Przynajmniej na razie bo jeszcze czekają mnie egzaminy wstępne na studia, ale do tego jeszcze trochę czasu.
W połowie maja przychodzę z pierwszym postem z tym miesiącu i są to nowości z ostatnich dwóch miesięcy. Ostatnio malo inwestuję w kosmetyki, stąd posty z nowościami pojawiają się co dwa miesiące a nie jak to było wcześniej, co miesiąc.
W połowie maja przychodzę z pierwszym postem z tym miesiącu i są to nowości z ostatnich dwóch miesięcy. Ostatnio malo inwestuję w kosmetyki, stąd posty z nowościami pojawiają się co dwa miesiące a nie jak to było wcześniej, co miesiąc.
Pierwszą rzeczą jaka dotarła do mnie w marcu są płytki do stempli, duży stempel i woreczek malutkich czarnych ćwieków. Ogólnie nie jestem zadowolona, stempel jest miękki ale nie zbiera absolutnie wzorów z płytek, trzy z czterech płytek nadają się do czegoś, czwarta to kompletny bubel, nie odbija się zupełnie. Zadowolona jestem tylko tych czarnych kryształków, które świetnie sprawdzają się zarówno na paznokciach jak i w makijażu.
Pokończyły mi się wszystkie podkłady, a czymś malować się trzeba. Biorąc pod uwagę, że mój poprzedni podkład z L'oreal jest jednak trochę drogi w regularnej cenie szukałam w drogeriach czegoś tańszego. W drogerii Java pani poleciła mi ich nowość - rozświetlający podkład z Ingrid. Nie przepadam za rozświetlającym wykończeniem, ale po przypudrowaniu nie różni się niczym od innych podkładów. Niestety chyba się z nim nie pokocham za bardzo bo jest strasznie gęsty, osiada na ściankach buteleczki zamiast spłynąc na dno i po wykorzystaniu 1/3 zawartości buteleczki wydobycie go graniczy z cudem.
Ostatnim zakupem z marca był mój ulubiony korektor z Bell. Na promocji z Naturze chciałam dokupić go na zapas jednak... okazało się, że zostaje wycofany ze sprzedaży! Dlaczego? Nie wiem, ale bardzo żałuję, że nie wiedziałam wcześniej bo kupiłabym zapas na najbliższe trzy lata! To korektor idealny, i mam nadzieję, że jeszcze wróci :(
Szukając czegoś na zastępstwo chwyciłam w Rossmannie za korektor Wibo Deluxe Brighter ale mam co do niego mieszane uczucia. Niby wszystko fajnie, ale jednak Bell był dużo lepszy.
Kolejne dwa produkty upolowane na promocji w Rossmannie to kultowy już puder Stay Matt z Rimmela, używam od lat i nie szukam niczego innego. Ten jest najlepszy i w promocji kosztowal dosłownie kilkanaście złotych.
Sięgnęłam tez po kremowy korektor, stosunkową nowość w ofercie tej marki zachwalaną obszernie przez blogerki i vlogerki. I jestem bardzo rozczarowana, bo co z tego, ze dobrze kryje, ma miłą konsystencje i na pewno będzie wydajny, skoro jego trwałość woła o pomstę do nieba? W najbliższym czasie planuję posta na jego temat.
Zdażyło mi się zawitać na chwilę do drogerii wyposażonej w szafy Golden Rose. I tam skusiłam się na dwie rzeczy - malutki nudowy lakier - takiego mi właśnie brakowało w kolekcji. Czegoś, co pasuje zawsze i do wszystkiego, pozwala miec pomalowane paznokcie ale nie przyciąga do nich uwagi i nie rzuca się w oczy, że ostatnio moje pazurki są w opłakanej kondycji- łamią się na potęgę i nie potrafię nic z nimi zrobić :(
Na pocieszenie po rozmyślaniach nad lakierem kupiłam też sobie pierwszą szminkę z Serii Velvet Matte i wygrałam kolor 4. Intensywny, ciepły róż, fantastycznie wygląda na ustach i dobrze się nosi.
Na pocieszenie po rozmyślaniach nad lakierem kupiłam też sobie pierwszą szminkę z Serii Velvet Matte i wygrałam kolor 4. Intensywny, ciepły róż, fantastycznie wygląda na ustach i dobrze się nosi.
W tygodniu promocji na produkty do oczu chcialam dokonać zakupy tuszu do rzęs z Lovely gdyż mój definitywnie się już skończył. Niestety nie było ani jednej sztuki, wybrałam więc na wypróbowanie dwa tusze, które wiele osób lubi i poleca. Wibo Boom Boom Mascara jest u mnie obecnie w użyciu i na razie mam do niej mieszane uczucia, podejrzewam, że gdy już podeschnie będzie rewelacyjna! Growing Lashes czeka na swoją kolej.
Chwyciłam też za dwa śliczne pastelowe kolorki linerów. Tzn jeden - ten blękitny dostalam w prezencie od swojego mężczyzny, zieleń kupiłam po pierwszych zachwytach nad pigmentacją i trwałością błekitka. Linery nie są drogie więc jeśli szukacie czegoś kolorowego to śpieszcie się!
Zakupy raczej nie były powalająco wielkie, ale kupiłam trochę fajnych rzeczy
pochwalcie się co wy kupiłyście w ostatnim czasie!
Etykiety:
-40%,
-49%,
Eyelinery,
Korektor,
korektor pod oczy,
kryształki,
lakier,
New In,
Podkład,
Puder,
Rossmann,
stemple,
szminka,
tusze do rzęs,
zakupy
Kosmetyczne Skarby: Pudry, Podkłady, Korektory
Cześć dziewczyny! Mój wymarzony urlop zbliża się tak wielkimi krokami, że ostatnio co raz mniej mam czasu na pisanie i robienie zdjęć. Zwłaszcza tych do postów o kosmetycznych skarbach, gdyż wymagają ode ode mnie więcej czasu niż zdobienia. Zebrałam się jednak w sobie i pokażę wam dziś moje korektory, podkłady i pudry. Nie ma tego dużo, a i tak spora część to niewypały, które trzymam i zużywam mieszając z innymi bo szkoda wyrzucić. Moja cera wygląda całkiem nieźle nago, więc temat jest dla mnie w zasadzie świeży, w kosmetyki do twarzy wdrożyłam się znacznie później niż w inne. I o ile jestem w stanie w miarę świadomie dokonać zakupu korektora czy pudru to już kupienie podkładu jest istną masakrą.
![]() |
| Najlepszy puder! Ulubieniec od lat! 004 wyszedł na zdjęciu ciemno, ale na twarzy wychodzi o wiele jaśniejszy. |
Rimmel Stay Matte to moje ulubione pudry. Matują na długo, bez efektu papierowej twarzy. Ładnie gruntują korektor i podkład. Odkryłam je już dawno temu i nie szukam niczego innego. Mam kolor 001 Transparent który daje minimalnie żółtawe zabarwienie. To w nim lubię, bo mimo, że nie zmienia koloru podkładu i nie bieli to jednak lekko ociepla cerę. Kolor 004 Sand Storm używam gdy nie nakładam podkładu. Mimo że to tylko puder, nie ma przecież prawie żadnego krycia, to jednak mam wrażenie, ze gdy użyję go na gołą skórę moja cera jest bardziej jednolita, a jakieś delikatne zaczerwienienia mniej rzucają się w oczy. Jestem tylko zaskoczona tym, że poprzednio wzięłam numer 003 i był dla mnie dobry, miał żółtawy, niezbyt ciemny odcień, a gdy ostatnio chciałam go kupić był strasznie blady i różowy... Czyżby Rimmel coś zmienił w kolorach?
![]() |
| Dwa buble. Nawet nie wypowiem się na temat ich właściwości, bo jednego nie używam, drugi zużywam do lekkiego przyciemniania kremu BB. |
Jak już wspomniałam, jeszcze niedawno byłam kompletnie zielona w sprawach podkładów. Postanowiłam kupić najjaśniejszy dostępny w mojej małej drogeryjce odcień i go używać... nie używałam bo oba - mimo, ze to podobno najjaśniejsze odcienie z gamy są okropnie ciemne. Nawet jako laik wiedziałam, ze podkład nie może odcinać się od szyi.Soraya obok jasnego beżu to nawet nie leżała. Jest okropnie ciemna, do tego strasznie ceglasta. Lirene natomiast jest bardzo ciemna jak dla mnie, ale ma w sobie żółte tony. Zużywam go do przyciemniania kremu BB z Misshy, który jest latem dla mnie za jasny.
Bell Long Lasting 01 Beige to kupione dawno temu w Biedronce małe cudo! Ma jaśniutki kolor w żółtej tonacji. Lekko matuje, utrzymuje się u mnie dosyć długo i ma świetne krycie! Do tego kosztował jakieś 8 zł. Strasznie żałuję, że nie mogę go już nigdzie dostać, bo to był najlepszy podkład jakiego kiedykolwiek używałam - a używałam naprawdę sporo, bo odkąd zaczęłam interesować się makijażem twarzy, zużyłam mnóstwo próbeczek i odlewek podkładów z najróżniejszych półek cenowych.
Missha Perfect Cover #13 jedyny krem BB jaki posiadam. Kolor jest nieziemski, niemal biały, leciutko różowy. Sam w sobie ma lekkie krycie i taką przeciętną trwałość. Ma wysoki filtr i naprawdę spełnia obietnice pielęgnacyjne producenta. Odkąd go używam zauważyłam, ze moja cera jest w o wiele lepiej nawilżona, przebarwienia wokół nosa lekko zjaśniały, o działaniu przeciwzmarszczkowym się nie wypowiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić :)
L'Oreal Touche Magique dostałam od cioci, która stwierdziła, że nie będzie go używać. Kolor jest zdecydowanie dla mnie za ciemny, ale mieszam go z jaśniejszym odcieniem i używam punktowo na zmiany skórne. Ma świetne krycie, a kiedy już zastygnie, nic go nie rusza. Moim zdaniem to bardzo dobry korektor i z pewnością kiedyś skuszę się na niego w odpowiednim dla siebie kolorze.
Kobo modeling illuminator pod oczami spisywał mi się średnio, czasem się rolował i wchodził w zmarszczki mimiczne. Świetnie za to spisywał się na punktowe zmiany i przebarwienia wokół nosa. Niestety szybko mi się rozwarstwił i chociaż lubiłam go za doskonałe krycie, to zastanowię się jeszcze zanim wpadnie do mojego koszyka.
Bell BB Cream Concealer to mój najnowszy nabytek, ale czuję, ze będzie z tego miłość. Ma jasny, żółty odcień i średnie krycie. Ładnie zasłoni niewielkie sińce pod oczami oraz lekkie przebarwienia. Pomieszany z korektorem L'Oreala świetnie spisuje się na zmiany skórne. Jeśli okaże się wydajny i nagle nie zmieni swojego zachowania na skórze to na pewno do niego wrócę.
![]() |
| Moi dwaj ulubieńcy |
Missha Perfect Cover #13 jedyny krem BB jaki posiadam. Kolor jest nieziemski, niemal biały, leciutko różowy. Sam w sobie ma lekkie krycie i taką przeciętną trwałość. Ma wysoki filtr i naprawdę spełnia obietnice pielęgnacyjne producenta. Odkąd go używam zauważyłam, ze moja cera jest w o wiele lepiej nawilżona, przebarwienia wokół nosa lekko zjaśniały, o działaniu przeciwzmarszczkowym się nie wypowiem, bo nie jestem w stanie tego sprawdzić :)
L'Oreal Touche Magique dostałam od cioci, która stwierdziła, że nie będzie go używać. Kolor jest zdecydowanie dla mnie za ciemny, ale mieszam go z jaśniejszym odcieniem i używam punktowo na zmiany skórne. Ma świetne krycie, a kiedy już zastygnie, nic go nie rusza. Moim zdaniem to bardzo dobry korektor i z pewnością kiedyś skuszę się na niego w odpowiednim dla siebie kolorze.
Kobo modeling illuminator pod oczami spisywał mi się średnio, czasem się rolował i wchodził w zmarszczki mimiczne. Świetnie za to spisywał się na punktowe zmiany i przebarwienia wokół nosa. Niestety szybko mi się rozwarstwił i chociaż lubiłam go za doskonałe krycie, to zastanowię się jeszcze zanim wpadnie do mojego koszyka.
Bell BB Cream Concealer to mój najnowszy nabytek, ale czuję, ze będzie z tego miłość. Ma jasny, żółty odcień i średnie krycie. Ładnie zasłoni niewielkie sińce pod oczami oraz lekkie przebarwienia. Pomieszany z korektorem L'Oreala świetnie spisuje się na zmiany skórne. Jeśli okaże się wydajny i nagle nie zmieni swojego zachowania na skórze to na pewno do niego wrócę.
Jeśli wy macie jakiś swój ulubiony podkład, w którym znalazłabym odcień dla siebie to poleććie mi go koniecznie!
A na następny post zapraszam w niedzielę, pokażę drugie zdobienie na ostatni tydzień projektu Kwiaty :D




