Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiosna. Pokaż wszystkie posty

Paski i kropki | Zdobienie

piątek, 31 marca 2017
Witajcie! Wiosna co prawda już przyszła, ale pogoda za oknem nadal nie rozpieszcza, chociaż jest już o wiele przyjemniej. Panująca aura zwykle przekłada się u mnie na kreatywną twórczość, co pewnie już zauważyliście. Dzisiejsze zdobienie chyba dobrze oddaje klimat ostatnich dni. Jest delikatne, ma w sobie mój ulubiony wiosenny motyw czyli kropeczki, ale nadal utrzymane jest w mniej wiosennej kolorystyce. Myślę jednak, że takie połączenie kolorów znajdzie swoje zwolenniczki! Zwłaszcza, ze zdobienie jest bardzo proste, a jednocześnie ma w sobie coś przyciągającego wzrok!




Do zdobienia wykorzystałam karuzelę złotych ozdób z Born Pretty Store, która zawiera w sobie 12 przegródek z metalowymi ozdobami w różnych, dość nietypowych kształtach. Moim zdaniem takie ozdoby są super! Są proste w użyciu, stanowią mały dekoracyjny element, który świetnie urozmaica manicure


Gdybyście byli zainteresowani kupnem to można je dostać TUTAJ. Są tanie i wielorazowe więc opłaca się je kupić bo z pewnością jedna karuzelka posłuży nam do wykonania wielu fantastycznych zdobień. Zachęcam też do użycia mojego kodu zniżkowego!


Chętnie dowiem się, czy manicure przypadł Wam do gustu. Może jest tu ktoś, kto się nim zainspiruje?
Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Nowości Marki Eveline | CZ.1

piątek, 24 marca 2017
Witajcie!
Czujecie wiosnę? U mnie ona zawitała już kilka dni temu. Bardzo się z tego cieszę, gdyż słoneczko dodaje mi mnóstwa energii i chęci do pracy! Wiosna to świetny czas, żeby zabrać się też za odświeżenie swojej kosmetyczki, więc przedstawię Wam dzisiaj kilka nowości marki Eveline, które trawiły do mnie niedawno. Jeśli chcecie się przekonać, które z nich warto wypróbować to zapraszam do czytania dalej!


Zacznę od dwóch nowości do pielęgnacji ciała. Wydaje mi się, że balsamy z serii Slim Extreme są już chyba kultowym produktem w ofercie marki. Sama używałam pierwszego wypuszczonego z tej serii już dobre kilka lat temu, o ile dobrze pamiętam to było na początku gimnazjum. Niedawno do linii dołączyły dwa kolejne warianty tego kosmetyku. O jednym z nich nie opowiem Wam zbyt wiele, gdyż przyszedł do mnie w uszkodzonym opakowaniu, także od razu po zrobieniu zdjęć poleciał do śmieci. Akurat z tego powodu płakać nie będę, gdyż nie lubię chłodzących formuł, zdecydowanie preferuję te rozgrzewające.


Serum Body Detox z zieloną kawą to zabieg polegający na wykorzystaniu jonizacji di eliminacji toksyn poprzez otwarte pory skóry. Stymuluje mikrokrążenie, pobudza metabolizm komórek, zwalcza cellulit i eliminuje obrzęk spowodowany zaburzoną gospodarką lipidową i retencją płynów.Zastosowane składniki aktywne to między innymi ekstrakt z zielonej kawy, kofeina i algi.


Night Lipo Shock Therapy to zaawansowany preparat do 2-tygodniowej intensywnej terapii wyszczuplająco-ujędrniającej, zalecany w okresie diety, zwiększonej aktywności fizycznej jako uzupełnienie dziennej kuracji antycelulitowej. Składniki aktywne zastosowane w w tym serum to między innymi ekstrakt z kasztanowca, guarana i ekstrakt z mięty.
tego serum akurat dość intensywnie używałam na sobie i mogę powiedzieć, że widzę jego działanie. Umówmy się, cellulitu nie zlikwidują nam żadne serum czy balsamy, do tego potrzebna jest dieta i ćwiczenia. Ale działanie z zewnątrz na  pewno nie zaszkodzi. Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej miękka, gładsza i bardziej napięta. Wygląda ładniej i jest miła w dotyku. Ode mnie dodatkowy plus za przyjemny rozgrzewający efekt!


Kolejnym nowym produktem w asortymencie marki Eveline jest płyn micelarny z linii Facemed+. Przeznaczony do suchej i wrażliwej skóry. Nie zawiera alkoholu, ale jest wzbogacony o kwas hialuronowy i d-panthenol. Ma nie tylko nie podrażniać skóry ale także ją nawilżać. Bardzo polubiłam się z tym produktem i myślę, że będę do niego wracać. Bardzo fajnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu, nawet tego mocniejszego. Nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze i tak jak zapewnia producent bardzo fajnie oczyszcza. Ja po zmyciu makijażu zwykle oczyszczam jeszcze skórę elektryczną szczoteczką i zdarzało mi  się wcześniej, że pozostawały na niej jakieś resztki makijażu. Przy tym płynie nie zauważyłam niczego takiego więc jestem bardzo zadowolona z jego działania. Dodatkowo ma u mnie plusa za opakowanie, które jest nie tylko ładnie  zaprojektowane, ale także wygodne. Duża butla (400 ml) wystarczy na wieki bo produkt jest wydajny i skuteczny. No i ma niewielki dziubek, więc na wacik można zaaplikować tyle produktu, ile potrzeba. Niestety nie jestem w stanie ocenić czy nawilża skórę, ale na pewno jej nie wysusza i nie podrażnia.




Puder sypki Cashmere Mat jest dla mnie ciężkim produktem. Mam do niego mieszane uczucia, bo zwyczajnie nie przepadam za używaniem pudrów sypkich.  Postanowiłam jednak dać mu szansę i muszę przyznać, że spełnił moje oczekiwania. Dał ładny mat bez płaskiego, papierowego makijażu i przyzwoicie utrzymał makijaż podczas długiego i ciężkiego dnia. Przyjemnie się go aplikuje gąbeczką dołączoną do opakowania, która jest miękka i przyjemna. Nie zauważyłam wysuszania skóry nawet gdy nałożyłam większą ilość, nie zmienia też koloru podkładu. Opakowaie jest solidne i nic się z niego nie wysypuje, dodatkowo ma sporą pojemność (20g) i jest wydajny. Jeśli ktoś lubi takie pudry to myślę, że warto się nim zainteresować. Ja nie pokochałam go tylko dlatego, że nie umiem używać sypkich produktów i robię nimi wokół siebie straszny bałagan.



Poczwórna paletka cieni trafiła do mnie w odcieniu 11. Z tego co widzę na stronie dostępnych jest 13 wariantów kolorystycznych naprawdę ładnie i spójnie skomponowanych. Paletka jest mała i poręczna. Wykonana z dość grubego plastiku, więc spokojnie powinna znieść podróże. Zawiera cztery dopasowane do siebie odcienie, w moim przypadku są to chłodne achromatyczne odcienie. Do paletki dołączony jest podwójny, gąbeczkowy aplikator. Większość palet go ma, a większość użytkowniczek zwyczajnie je wyrzuca. Zanim jednak pozbędziecie się tego aplikatorka zwróćcie uwagę na jego ściętą końcówkę. Osobiście lubię tego typu aplikatory do robienia rozdymionej kreski na powiece!


Odcień numer 1 jest połyskującym cieniem na białej bazie. Daje mocny, zmrożony efekt i efektowny blask.
nr 2 to zdecydowanie największy atut tej paletki. Ma odcień srebra z delikatną stalową nutką i jest niesamowity! Nałożony na bazę daje mocny, metaliczny efekt. Myślę, że na mokro będzie prawdziwą petardą!
Trójka to ciemniejsza szarość. Błyszczczący, ale nie metaliczny jak jego poprzednik. Ma srebrny połysk i dość ciemną, stalową bazę.
Nr 4 trochę mnie zawiódł bo w opakowaniu wygląda jak rozgwieżdżona noc - matowa czarna baza wypełniona lśniącymi drobinkami. Po nałożeniu na powiekę efekt trochę ginie, co nie zmienia faktu, że nadal jest piękny!


Ostatni produkt, który Wam dzisiaj pokażę, to baza pod cienie. Zamknięta w opakowaniu przypominającym błyszczyk, ma w środku mały, gąbeczkowy aplikator. Według producenta ma przedłużać makijaż do 24 godzin. Oprócz zwykłych zadań, jakie wykonuje baza pod cienie czyli przedłużenia trwałości i podbicia intensywności cieni, ma ona także odżywiać i nawilżać dzięki zastosowaniu składników aktywnych, takich jak kwas hialuronowy, wyciągi ze świetlika i jedwabiu oraz witaminy.


Baza ma beżowy kolor przez co już na jej etapie ukrywany ewentualne zaczerwienienia i żyłki na powiekach. Nie wiem czy przedłuża makijaż do 24 godzin, gdyż nigdy nie zdarzyło mi się nosić cieni tyle czasu, ale nie da się ukryć, że wyraźnie podbija kolor cieni, co widać na zdjęciu wyżej! Wygodnie się ją aplikuje na powiekę i wystarczy niewielka ilość by spełniła swoją rolę! Pamiętajcie by nie nakładać bazy za dużo, bo może obciążyć delikatne powieki i dać efekt odwrotny od oczekiwanego!

To jeszcze nie wszystkie nowości! Największe smaczki zostawiłam na kolejny wpis, także czekajcie na niego cierpliwie i nie zapomnijcie o zostawieniu komentarza!

Dzięki i do następnego! :*
Czytaj dalej »

Kolorowe eyelinery na lato!

poniedziałek, 20 lipca 2015
Sporo już lata zleciało ale przecież jeszcze ponad miesiąc przed nami! A przede mną i nawet dwa miesiące! Aczkolwiek będą to pracowite miesiące, za tydzień jadę na wesele, za dwa tygodnie wyprowadzam się do nowego mieszkania i na pewno będzie z tym sporo zamieszania. Ale już od sierpnia będzie można wpaść na mnie w Gdańsku. Są tu jakieś blogerki z Trójmiasta? 
Dzisiaj temat makijażowy, a mianowicie kolorowe eyelinery. Idealny akcent na wiosnę i lato gdy chcemy ożywić swój makijaż, dodać mu wyjątkowości i koloru a jednak obawiamy się kolorowych cieni. Powiedzmy sobie szczerze... kolorowa kreska jest łatwiejsza w opanowaniu niż cienie, których nierozważne użycie może skończyć się totalną klapą i kiczowatym wyglądem. 

Sama długo nie mogłam się przekonać do kolorowych kresek, ale któregoś dnia wpadł w moje ręce fioletowy eyeliner marki Sephora i przepadłam. Od niego zaczęło sie wszystko. 
Jest to najdroższa propozycja ze wszystkich przeze mnie posiadanych, ponieważ za malutki kałamarzyk płacimy około 50 zł. No cóż... w przypadku takiej jakości można sobie pozwolić. Eyeliner ma kolor fioletowy i wypełniony jest migoczącymi błękitnymi drobinkami. Fajnie wygląda w makijażu wieczorowym, rozświetla makijaż i podkreśla wiele kolorów tęczówek. Jako jedyny ze wszystkich posiadanych przeze mnie linerów ten zamiast pędzelka ma ściętą w szpic miękką gąbeczkę. Nie lubię tego rodzaju rozwiązań, niestety kolorowe linery Sephora występują tylko z gąbeczką. Co do jakości to trzyma się świetnie, nie spływa, nie rozmazuje się, nie blaknie. Zaszkodzić mu może tylko gdy np. potrzemy załzawione oko, kilka razy w ten sposób rozmazałam sobie jaskółkę.


Kolejne dwa linery które wpadły w moje łapy gdy pochłonęła mnie miłośc do kolorowych kresek są linery z limitowanej edycji Lovely Butterfly. Cudowna pistacja obłędnie wygląda w połączeniu z brązem, za to niebieski wygląda dobrze zawsze. W cieniowanej kresce z kobaltem, z czernią a także jako akcent np. tylko w wewnętrznym kąciku. Linery mają cudowną konsystencję i są świetnej jakości. Aż dziwne, bo za tą cenę (około 8 zł) spodziewałam się czegoś gorszego. Mają fajny precyzyjny pędzelek i są niemal calkowicie odporne na ścieranie. Wadą jest to, że trochę (bardzo!) barwią skórę na powiekach :P

Na koniec zostawiam sobie liner z którego nie jestem zadowolona. Jest to kobaltowy liner z Wibo. koszztował niewiele, więc nie jestem wściekła, ale nie polecam i nie kupię ponownie. Ma piękny kolor. Taki jak zawsze szukałam, matowy intensywny kobalt, wręcz elektryzujący zwłaszcza przy moim kolorze oczu. Niestety, jest bardzo rzadki i długo zasycha przez co odbija się na powiekach. Ciężko się nim maluje bo robi smugi a prawdziwy ładny intensywny odcień (jak na swatchu niżej) uzyskamy nakładając dwie lub trzy warstwy. W ciągu dnia kruszy się i osypuje pod oko, do tego latwo go rozmazać. Szkoda, bo przepięknie wygląda w połączeniu z błękitem. Jak ktoś zna liner podobny do tego ale lepszej jakości to dajcie znać!

Ostatecznie mało mam tych linerów, ale czaję się na więcej. Pokochałam kolory na oczach i teraz poluję na żółty matowy liner i jakieś intensywne złoto. I może jakąś neonową zieleń? No i biel, która wygląda w makijażu niezwykle futurystycznie.
Co do linerów które posiadam nie polecam tylko tego z Wibo ponieważ sprawia ogromne kłopoty. Linery z Lovely i z Sephory mogę polecić z czystym sumieniem gdyż są świetnej jakości i dobrze mi się sprawdzają. Dla osób, które lubią metaliczne linery mogą sprawdzić się te z Golden Rose, miałam od nich zlocisty metaliczny brąz i byłam oczarowana jakością!


Powiedzcie mi co sądzicie o kolorowych linerach w makijażu. Używacie czy tylko podziwiacie u innych? Polećcie mi swoich kolorowych ulubieńców i koniecznie dajcie mi znać, kto jest z Trójmiasta :D
Czytaj dalej »

Top 10 lakierów: Wiosna 2014

piątek, 16 maja 2014
Nigdy nie robiłam takiego zestawienia, a bardzo lubię je czytać u innych. Co tam, że późno :P Ważne, że jest! Moje wybory pewnie nie będą dla nikogo zaskoczeniem, sezon wiosenny należy do pastelowych barw i takie też goszczą u mnie najczęściej w tym sezonie.

Widzicie tu całą złotą dziesiątkę. Zakrólowała mięta oraz pastele, jednak żeby nie było nudno, w różnych wykończeniach. Jest tu chyba wszystko kremy, piasek, marmurki, holo, lakier termiczny... waszym zdaniem czegoś brakuje? :P

Rimmel Salon Pro Kate #705 Reggae Splash
Chyba najbardziej żywy z całego zestawienia. Soczysta, lekko rozbielona brzoskwinka. Solo wygląda nudno, ale w połączeniu z czymś bardziej intensywnym daje taki efekt! Ma wygodny pędzelek i rewelacyjną jakość. Idealnie sprawdzi się też latem, o opalonej skóry. Mam jeszcze jeden taki lakier, nie otwierany, zdublował mi się jakimś cudem więc jeśli ktoś jest zainteresowany zakupem lub wymianką to niech się odezwie :)

 Eclair Chameleon #01
Mogłyście go podziwiać tutaj. Moim zdaniem to świetny lakier na wiosnę! Koral zmieniający się w pastelową żółć to lakier idealny na wiosnę. Zwłaszcza kiedy pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie wraz z lakierem :P
 LeMax Zielony Marmurek
Wkurzają mnie te braki numerków. Jednak marmurków nie mogło zabraknąć w zestawieniu. Są oryginalne i po prostu piękne. Ten przywodzi na myśl świeży koktajl z kiwi i chociaż to owoc tropikalny i letni, to dla mnie ideał na wiosnę.

 LeMax Marmurek Ciepły róż
Pastelowy ciepły róż okraszony czarnymi drobinkami również zajmuje wysoką pozycję jeśli chodzi o częstotliwość używania wiosną. Truskawkowy Shake? Tak, poproszę! 

 Essence Colour & Go #187 Hello Rosy
A może truskawkowy sorbet? Ten piasek skojarzenie budzi we wszystkich chyba takie samo, piaskowa truskawka to must have na sezon wiosenny. Pyszna słodycz i zero kalorii! 

 Colour Alike #510
Colour Alike uszczęśliwiło nas na wiosnę pastelowymi holo :) I jesteśmy im bardzo za to wdzięczne, prawda? Lakier jeszcze nie ma nazwy, ale dla mnie to jak zachód słońca w tropikach! Ruszamy w rejs z tym wspaniałym lakierem?

 Colour Alike #511
Najpiękniejsza lawenda Ever! Nie robi efektu trupich dłoni, jest delikatna, subtelna i pięknie migocze! Jaka nazwa wygra konkurs dla tego lakieru? Jestem bardzo ciekawa bo jest wyjątkowy.

My Secret #148 Mint
Mięta to chyba najbardziej oczywisty wybór. W pierwszej kolejności sięgam po tą! Cudowny, błękitny odcień miętowego lakieru, najbardziej rozbielony i świeży ze wszystkich które mam. Kolejny Must Have! 

Flormar Black Dot #02
Kolejna mięta, ale tym razem mniej oczywista, bo przepełniona czarnymi drobinkami! Jak lody z kawałkami czekolady. Bo przecież nikt nie powiedział, że pastele muszą być nudne!

Golden Rose Rich Color #44
Całe zestawienie zamyka mój pierwszy miętowy lakier. Do tej pory mam do niego sentyment, chociaż nie jest to taka typowa mięt. W porównaniu z innymi jest dość intensywny i przez to bardzo ciekawy. Aparat zjadł z niego zielone tony, w rzeczywistości jest bardiej zielony niż niebieski.



Późno ale jest :P Na przekór wichurze i deszczom, zaklinam ciepłe dni ;) Wiosno przybywaj!
Czytaj dalej »

Wiosenne Niezapominajki!

poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Hej, co tam u was? :) U mnie wiosna pełną gębą, aż czuć ją w powietrzu! Strasznie się z tego cieszę, bo uwielbiam ciepełko, słoneczko, długie dni. Od razu człowiek czuje się szczęśliwszy. Z tej wiosennej okazji chcę wam zaprezentować kwiatowy manicure. Błękitne niezapominajki zainspirowały mnie u Aalimki. Mam nadzieję, że się nie pogniewa, za taką podróbę, ale strasznie spodobało mi się to zdobienie :P







Wybaczcie kiepskie zdjęcia, nie radzę sobie ostatnio z aparatem.
Czytaj dalej »

Zielone pazurki na pierwszy dzień wiosny :)

piątek, 21 marca 2014
Zabieram się za tego posta chyba od czterech dni. To po prostu straszne jak bardzo brakuje mi ostatnio twórczej weny. Może to przez pogodę? Słoneczko tak piękne świeci, że nie chce się siedzieć przed komputerem? A może stres związany z kastracją kota (jakbyście chciały to mogę sklecić notkę z moimi przemyśleniami na temat kastracji) nie dawał mi sklecić chociaż kilku zdań? No ale najważniejsze, ze w końcu się zebrałam. Zdobienie jest, zdjęcia są, post też jest! Nareszcie :P
Chciałabym wam pokazać swoje zdobienie poczynione na kupionym w chińczyku lakierze. Weszłam sprawdzić czy nie ma tych ślicznych topperów-śmierdziuszków, a wyszłam z taką cudowną zielenią. Dodatkowo ożywiłam go błyskotkami. Chociaż ćwieki to dla mnie trend typowo jesienny, w połączeniu z tym lakierem nadają się także na wiosnę.

Firma/Seria: UP Girls
Odcień: 62
Pojemność: 16 ml
Krycie: 2 warstwy
Cena: 3.99 zł
 
 
Kolor:  Kolor jest fenomenalny! Od razu przyciągnął mój wzrok. To ciepła, wiosenna zieleń. Nie wygląda niezdrowo ani blado, jest piękna, soczysta i ciepła. Kojarzy mi się z dojrzałą limonką
Wysychanie: Wysycha tak sobie. Bywały lepsze, bywały też gorsze egzemplarze. Za taką cenę nie będę się czepiać.
Aplikacja: Jestem bardzo mile zaskoczona tym jak przyjemnie się aplikuje. Zakrętka jest bardzo wygodna. Pędzelek ma średnią szerokość, jest idealnie równiutko przycięty i bardzo bardzo elastyczny. W połączeniu z dosyć gęstą konsystencją sprawia, że aplikacja to czysta przyjemność.
Krycie: Ja dałam na pazurki dwie warstwy bo miałam  jakiś gorszy dzień do malowania i porobiłam sobie na niektórych pazurkach straszne smugi. Tak naprawdę lakier mógłby uchodzić za jednowarstwowy. Jest dosyć gęsty, doskonale napigmentowany i ma bardzo wygodny pędzelek. Wystarczy wprawna ręka i pokryjemy pazurki na raz.
Zmywanie: Spodziewałam się, ze będzie farbował, albo mazał się przy zmywaniu. Znów się zdziwiłam bo ani nie zafarbował mi płytki, ani skórek ani nie zmywał się opornie... sama w to nie dowierzam bo droższym lakierom się zadarzało.
Inne: Ma jedną wadę. Wiecie jak pachnie farba do ścian? Ten lakier pachnie dokładnie tak samo. Śmierdzi emulsją do ścian.
Podsumowanie: Poza tą jedną wadą to jestem bardzo miło zaskoczona. Wracając z poczty wskoczyłam na chwilę do chińczyka i wyniosłam taki fajny lakier! Żałuję, że nie przygarnęłam więcej kolorów bo taka pojemność i taka jakość za tak śmiesznie niską cenę to bardzo rzadkie zjawisko. Dodatkowo lakier bardzo dobrze i długo się trzymał. Na pewno jeszcze wrócę po neonowy koral.
Zdobienie: Do zdobienia użyłam ćwieków z AllePaznokcie, które możecie kupić na ich stronie internetowej za 3.90 za 50 szt. oraz toppera Vipera Polka #69





Co myślicie? Kupujecie czasem tanie, chińskie lakiery? 


Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.