Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kredki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kredki. Pokaż wszystkie posty
Kredki Up Girls | Hit 2014
Dzisiaj zapraszam na długo wyczekiwaną recenzję tanich i dobrych kredek do oczu. Jakoś nie mogłam się zabrać do napisania o nich, a to dlatego, że do niedawna pisałam wyłącznie o lakierach i każda próba napisania o czymkolwiek innym (a do posta o kredkach podchodziłam kilkukrotnie) kończyła się niezadowoleniem z wykonanej pracy i chwilowym porzuceniem tematu. Tym razem jednak czuję, że dam sobie radę z tym tematem! To co ostatnio dzieje się na moim blogu, wasza liczna obecność, dała mi takiego motywacyjnego kopa, że teraz uporałabym się chyba z każdym tematem :)
Konturówki do oczu Up Girls występują w sześciu kolorach i kupić możemy je w zestawie; w kartonowym opakowaniu przypominającym opakowanie zwyczajnych szkolnych kredek. Są to konturówki automatyczne, co jest ogromnym plusem ponieważ nie trzeba ich temperować (jak zapewne wiecie, nienawidzę temperować kredek). Na końcu każdej kredki znajdziemy gąbeczkę do rozcierania, która moim zdaniem jest bardzo kiepska, twarda i mało elastyczna, a w dotyku przypomina raczej lekko porowatą gumę niż prawdziwą gąbkę.
Design opakowania jest bardzo prosty. Zwykła, czarna kredka, ozdobiona kolorowym paseczkiem z nazwą koloru i błyszczącymi złotymi napisami, które błyskawicznie się ścierają. Z tego co (było kiedyś) widać na opakowaniu mają być to kredki długotrwałe i wodoodporne. Nie do końca bym się z tym zgodziła, nie jest to produkt, który utrzyma nam się cały dzień, ale z pewnością nikt nie oczekuje tego po kredce za 4 złote.
W takim razie jak jest z jakością kredek? Są one dosyć miękkie i dobrze napigmentowane. Co prawda poszczególne kolory nieco różnią się od siebie jakością, ale jest to nieznaczna różnica. Dobrze się rozcierają, ale nie zastygają, więc trzeba uważać by dotykając oka ich nie zetrzeć. Wilgoć faktycznie nie jest im straszna. Deszcz, pot czy łzy nie rozpuszczają ich, przez co nie trzeba się obawiać efektu pandy w deszczowy dzień. Do tego będą dobre nawet dla osób z opadającą powieką (moja mama taką ma) ponieważ się nie odbijają. Utrzymują się spokojnie przez kilka godzin, jednak po pewnym czasie kolor blednie. Na linii wodnej utrzymują się krócej, ale ja i tak ich tam nie nakładam, gdyż czasami podrażniają mi oczy.
Przejdźmy teraz do kolorów. W opakowaniu znajdziemy sześć kredek w dość uniwersalnych kolorach. Pierwsze trzy są typowymi odcieniami dziennymi, które na pewno każda kobieta ma w swojej kosmetyczce. Pozostała trójka to odcienie kolorowe, ale ich dużym plusem jest to, że są to kolory przygaszone, zbrudzone, przez co dodadzą makijażowi nieco koloru jednoczenie nie będąc nachalnymi i rzucającymi się w oczy. W opakowaniu znajdziemy:
Black- klasyczna intensywna czerń, najbardziej miękka ze wszystkich
Black- klasyczna intensywna czerń, najbardziej miękka ze wszystkich
Grey - fajna stalowa szarość, idealna dla osób, które nie chcą podkreślać linii rzęs rzucającą się w oczy czernią. Również bardzo miękka i dobrze napigmentowana
Brown- Chłodnawy, ciemny odcień brązu. Taka gorzka czekolada. Początkowo chciałam używać jej do wypełniania brwi, jednak jest do tego zbyt miękka. Uwielbiam ją stosować do podkreślania linii rzęs w codziennym makijażu, ponieważ jest mniej nachalna od czerni i wygląda naturalniej niż szarość
Purple - pod względem konsystencji lubię ją najmniej ze wszystkich, ponieważ jest jakaś taka sucha i słabo napigmentowana. Ale kolor ma przepiękny- głęboka jesienna śliwka
Dark Blue - też nie jest jakoś fenomenalnie napigmentowana, ale ma ładny odcień, szarawej, ciemnej niebieskości, moim zdaniem wręcz wpadającej w granat
Green - największe zaskoczenie tego zestawu. Chłodna choinkowa zieleń. Nie myślałam, że polubię sie z tym kolorem, a jak się okazuje, w sezonie świątecznym była moją ulubioną.
Podsumowując dostajemy w niskiej cenie fajny produkt, który moim zdaniem warto wypróbować- nawet jeśli komuś by się nie sprawdził, to wydając 4 zł nie będzie nam żal. Nie jest to coś, po co należy biec i miec koniecznie. Pokazuję je wam raczej dlatego, że dla mnie są pewną makijażową rewolucją - przekonałam się dzięki nim do używania kredek, a do tego do używania kolorów w makijażu dziennym. Koniecznie powiedzcie mi, co myślicie na temat kupowania tanich kosmetyków, a także czy macie jakieś produkty, które zrewolucjonizowały wasze myślenie o makijażu.
Dziękuję za uwagę i do następnego! :)
Dziękuję za uwagę i do następnego! :)
Kosmetyczne Skarby: Kredki i eyelinery
Witajcie dziewczyny! Dzisiaj późny post, ale dzień pełen wrażeń uniemożliwił mi napisanie dla was wcześniej. Najwyższy czas na kolejną porcję moich kosmetycznych skarbów! Tym razem linery i kredki. Nie mam tego dużo, nigdy nie lubiłam kredek ze względu na konieczność temperowania i do niedawna miałam ich aż... TRZY! Czarną, perłową i pewnego razu przy robieniu zakupów zdecydowałam się na białą, ze względu na jej niską cenę. Szał, no nie? Ostatnio jednak weszły do sprzedaży automatyczne kredki z Rimmel, a ja na lato zapragnęłam kolorów... no przybyło mi ich zdecydowanie. Za to linerów dawno nie kupowałam więc ich liczba od dawna jest stała. Chcecie zobaczyć?
Linery w pisaku, to coś, czego nienawidzę, ale moja mama innymi nie umie malować kreski. Gdyby nie ona, nigdy nie kupiłabym żadnego produktu z tej kategorii.
L'Oreal Superliner Blackbuster to jedyny liner w pisaku który polubiłam. To moja druga sztuka. Nie jest na tyle szałowy, żeby zastąpić liner z Sephory, ale daje aksamitną, jednolitą czarną kreskę i dość długo się utrzymuje na oku. Do tego nie wypisuje się po kilku użyciach, poprzedni służył mi około pół roku!
Rimmel Scandaleyes to liner masakra. Ten ma ściętą końcówkę, która jest bardzo niewygodna. Słabo trzyma się powieki i szybko z niej znika. Jakoś tak ciężko się aplikował na skórę. Do tego użyłam go zaledwie 4 razy! Po tym czasie niemal całkowicie się wypisał, musiałam się nieźle namachać, żeby zrobić dla was swatcha!
Wyżej wspomniane kredki. Kredka NYC wpadła mi do koszyka ze względu na niską cenę, wciąż szukam automatycznej bieli.
Inglot Soft Precision Eyeliner #34 to bardzo miękka perłowa kredka. Idealna na linię wodną, długo się utrzymuje i nie podrażnia oka. Jak widać po zużyciu bardzo ją lubię. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć taką w wersji automatycznej.
NYC Kohl Eyeliner #926 White kupiłam ją bo kosztowała bardzo niewiele. Średnio ją lubię, kiepsko się utrzymuje na linii wodnej oka i niezbyt długo się utrzymuje. Zaletą jednak jest to, że jest baaardzo długa, starczy na wieki!
Eyelinery w kałamarzu. Nie mam ich zbyt dużo bo preferuję czerń i w tej kategorii mam swojego ulubieńca. Brąz jest eksperymentem, dzięki niemu polubiłam inne kolory kreski niż czarny.
Sephora Long-lasting Eyeliner to mój ulubieniec! Cena nie gra roli kiedy mam do czynienia z taka trwałością. W nienaruszonym stanie przetrwa na oku każdą pogodę, od upałów, przez mróz, po ulewę. Dłuższa drzemka w ciągu dnia też nie jest mu straszna! Zdażało mi się nosić go przez naprawdę wiele godzin i nie mam mu nic do zarzucenia. Czerń jest idealnie czarna, pędzelek wygodny i precyzyjny, nie kruszy się, nie rozmazuje.
Golden Rose Metallic Eyeliner #16 to mój pierwszy eksperyment z kolorem kreski innym niż czarny. Udany. Podoba mi się jego ciepły, czekoladowy kolor opalizujący na złoto. Pędzelek ma całkiem wygodny i łatwo się nim maluje. Trwałość też nie jest najgorsza jak za taką cenę. Minimalnie się ściera gdy trzemy oko i może się rozmazać od deszczu lub łez, ale w sprzyjających warunkach utrzyma się cały dzień.
Wibo Eyeliner - naczytałam się dobrych opinii i w chwili gotówkowego kryzysu postanowiłam sięgnąć po niego zamiast kupować kolejne opakowanie Sephory. Mój błąd! To był krótki romans po którym z podkulonym ogonem wróciłam do swojego ulubieńca. Od linera mam wysokie wymagania, a ten to przeciętniak.
Kredeczki. To te niedawno kupione, co widać po tym, że są niemal nowe. Polubiłam je i mam ochotę na więcej.
Rimmel Exaggerate Eyeliner #290 Precious Gold. Lubię złoto na powiekach, zwłaszcza takie ciepłe. Jak tylko te kredki pojawiły się w Rossmannach zapragnęłam ją mieć, od dawna marzyła mi się złota kreska. Jestem zadowolona z zakupu. Kredka jest mocno napigmentowana, miękka i długo się utrzymuje, nawet na linii wodnej. Mam wrażenie, że zastyga na skórze i staje się wtedy nie do ruszenia. Nie ma w niej żadnych drobinek, jest ładna, metaliczna.
Ingrid Eyeliner z gąbką. Tania kredka z chińczyka, jednak całkiem dobrze się sprawuje. Nie mam na jej temat wyrobionego zdania, gdyż kupiłam ją niedawno i użyłam dopiero raz. Jak na razie mogę powiedzieć, że jest wygodna w użyciu i całkiem nieźle się trzyma. Trochę się obawiam czy nie podrażni oczu gdy nałożę ją na linię wodną.
Rimmel Exaggerate Eyeliner #270 Purple Shock. Mam o niej takie samo zdanie jak o złotej. Chociaż trochę rozczarował mnie kolor, moim zdaniem jest nieco zbyt różowy. Nie podrażnia jednak wrażliwych oczu, długo się trzyma, nie rozmazuje zbytnio gdy już zastygnie, jednak chwilę po nałożeniu da się ją rozblendować.
Rimmel Scandaleyes Waterpoof Kohl Kajal Eyeliner #013 Purple. Wodoodporna kredka w ładnym, śliwkowym odcieniu. Dobrze trzyma się powieki, gdy zastygnie ściera się tylko minimalnie, gdy potrzemy oko. Jej wadą jest to, że nie zostaje na linii wodnej, mimo iż jest dosyć miękka.
Od lewej: Rimmel #290 Precious Gold, Ingrid, Rimmel #270 Purple Shock, Rimmel #013 Purple, Golden Rose #16, Wibo, Sephora, NYC,
Inglot, L'Oreal Blackbuster, Rimmel Scandaleyes
Macie jakieś swoje ulubione kredki? A może buble, przed którymi przestrzegacie?
Coś wpadło wam w oko?