Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozświetlacz. Pokaż wszystkie posty

Lovely Ombre - kosmetyki do modelowania Twarzy | Recenzja

środa, 29 listopada 2017
Witajcie! 
Ombre i gradienty do mody weszły tyle lat temu, że aż dziwne, iż nadal się nimi zachwycamy. Chociaż może nie powinno to nikogo zaskakiwać bo gładkie przejścia kolorów wyglądają pięknie nie tylko na ubraniach czy gadżetach ale także na kosmetykach. Prostym przykładem na to są nowości do twarzy marki Lovely; wiedziałam, że muszę je mieć odkąd pojawiły się pierwsze zapowiedzi. 
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o tych trzech uroczych maluszkach nieco więcej .


Wszystkie trzy produkty wyglądają bardzo ładnie i przyciągają oko klienta. Plastikowe opakowanie z przezroczystym wieczkiem pokazuje nam jeszcze przed otwarciem uroczy gradient, a złote napisy nie tylko dodają uroku, ale też się nie ścierają co jest dla mnie dużym plusem. 

Zamysł stworzenia gradientowych produktów ma - oprócz wyglądu - tę zaletę, że w jednym opakowaniu mamy trzy rozwiązania. Taki produkt 3w1, ponieważ na twarz możemy nałożyć kolor górny, dolny lub wedle uznania zmieszać je razem i otrzymać trzeci kolor, pośredni. Uważam, że to ogromna zaleta tych produktów. 


Wszystkie trzy produkty mają pod palcami przyjemną pudrową konsystencję, która nie jest sucha i nie pyli się pod pędzlem. W dotyku są lekko kremowe, bardzo aksamitne i mięciutkie. Na palcu pigmentacja może nie powalać, ale na pędzel nabiera sporo produktu, który łatwo przenosi się na twarz przez co nakładanie jest szybkie i łatwe. Jeśli nie przesadzimy i nie nabierzemy na pędzel za dużo, na twarzy otrzymamy widoczny efekt bez konieczności dokładania kolejnych warstw.

Róż i bronzer przy dotknięciu palcem mają średnią pigmentację, ale jak już wspomniałam, na pędzel nabiera się sporo produktu, więc jeśli ktoś ma ciężką rękę to radzę uważać bo można przesadzić. Ja przy pierwszym nałożeniu różu zrobiłam sobie tzw "ruską lalę", na szczęście produkty łatwo się rozcierają, więc nawet jeśli nałoży nam się za dużo można to szybko uratować czystym pędzlem lub odrobiną pudru. Najmocniejszą pigmentację ma rozświetlacz i to widać już przy lekkim dotknięciu palcem. Łatwo uzyskać nim spektakularny efekt mokrego policzka, ale on również daje się łatwo rozetrzeć i uzyskać o wiele naturalniejszy i subtelniejszy efekt bez wyraźnych granic. Mimo wszystko polecałabym go jednak osobom, które lubią mocniejsze rozświetlenie. Poszukującym subtelnego rozświetlenia radziłabym rozejrzeć się za innym produktem lub bardzo delikatnym pędzelkiem. 


Trwałość ich oceniam jako dobrą, ale pamiętajmy, że tego typu produkty w dużej mierze zależne są od bazowego makijażu twarzy. Na moich ulubionych podkładach trzymają się bez zarzutu przez kilka godzin, a przy noszeniu ich przez długi czas - 10-12 godzin,  zauważyłam lekkie zblaknięcie koloru. Na szczęście jeśli już produkt zaczyna znikać z twarzy robi to równomiernie i nie tworzy nieestetycznych plam. 


Kolory są moim zdaniem przemyślane i dopasowane do potrzeb klientek. Rozświetlacz ma w sobie barwy od jasnej, srebrzysto-białej tafli po ciemniejszy odcień szampańskiego beżu, jaśniejszego niż wydaje się w opakowaniu. Po zmieszaniu razem dają śliczny, uniwersalny szampański kolor, który pasuje większości osób i wygląda na skórze bardzo naturalnie. Produkt ten nie zawiera w sobie drobinek, daje na skórze mokrą, metaliczną taflę.

Róż oferuje nam kolory od ciemnego, truskawkowego różu z delikatną nutą ciepłych, czerwonych odcieni, po jasny, pastelowy, cukierkowy róż w chłodnej tonacji. Razem dają na skórze efekt zdrowego rumieńca. Po zmieszaniu kolor jest neutralny i bardzo naturalny - coś jak skóra poszczypana mrozem. 

Bronzer zachwycił mnie swoim najjaśniejszym odcieniem - chłodny i bardzo jasny, idealny dla bladych osób kolor kawy zbożowej. Po drugiej stronie stoi kolor już o wiele cieplejszy,  mający w sobie sporo pomarańczowych tonów. Po zmieszaniu kolor ładnie ociepla boki twarzy, jednak moim zdaniem jest trochę zbyt ciepły dla mojej jasnej cery. Opalonym osobom z pewnością sprawdzi się lepiej niż bladziochom.


Podsumowując - myślę, że warto kupić te kosmetyki. Ich kolory są bardzo przemyślane i uniwersalne, a jakość dobra mimo niskiej ceny. Zdecydowanie najbardziej polecam rozświetlacz, który wręcz zachwycił mnie swoim intensywnym, metalicznym blaskiem. Róż mi się spodobał i od jakiegoś czasu używam go na co dzień, ale trzeba pamiętać by z nim nie przesadzić i nakładać lekką ręką. Najmniej spodobał mi się bronzer. Nie jestem fanką ciepłych odcieni bronzera, ale muszę przyznać, że jego kolor może przypaść do gustu osobom, które lubią ocieplać twarz i boją się trupio-chłodnych odcieni.

Dajcie znać, czy testowałyście te gradientowe maluchy i jak Wam się sprawdziły!
Dzięki i do następnego ;*
Czytaj dalej »

Wibo Strobing Make-up Shimmers Kit | Recenzja

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Witajcie!
Niedawno pisałam Wam o drogeryjnej paletce do rozświetlania twarzy marki Lovely [KLIK]. Dziś pokażę Wam kolejną, bardzo fajną, dostępną w drogerii paletkę tego typu. Została ona wypuszczona przez markę Wibo, a więc spodziewać się można, że będzie to paletka niedroga i łatwo dostępna! Można by się też spodziewać, że nie będzie to produkt wysokiej jakości, ale warto wspomnieć, że Wibo w ostatnim czasie znacznie poprawiło swoją jakość. Ich produkty są co raz fajniejsze, nadążają za obecnymi trendami i pozwalają niedużym kosztem wykonać modny makijaż.


Paletka znajduje się w kartonowym opakowaniu. Może się ono na pierwszy rzut oka wydawać niepozorne, ale moim zdaniem design jest naprawdę nowoczesny i trafiony.  Jasna kolorystyka i prosta kompozycja bez zbędnych, tandetnych dodatków zachęca do sięgnięcia po produkt. Właściwa paletka robi już o wiele większe wrażenie. Design nadal jest bardzo prosty, bo poza logiem marki i nazwą produktu na opakowaniu nie znajdziemy nic więcej. I bardzo dobrze, bo nic więcej nie potrzeba, lustrzana powierzchnia paletki (na upartego można by się pomalować patrząc jedynie w wieczko) broni się sama i nie tolerowałaby konkurencji. Opakowanko jest nie tylko ładne, ale też praktyczne. Zamyka się na magnes więc bardzo wygodnie, nie ma obawy, że mechanizm otwierania się zużyje i paletka niespodziewanie otworzy się w torebce czy kosmetyczce. Paletka jest niewielka, ma kompaktowe rozmiary i jest wykonana z plastiku - a więc jest lekka. 


Do wierzchu paletki można by mieć jednak zastrzeżenia, bo bardzo się "palcuje". Widać na niej każde dotknięcie, każdy odcisk palca. Miałam też obawy, że będzie się rysować, ale do tej pory nie zauważyłam niczego takiego. Być może dlatego, że przechowuję ją w oryginalnym kartonowym opakowaniu. 
Do wnętrza paletki natomiast nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest dobrze zakomponowane, przestrzeń nie marnuje się bez potrzeby, wkłady są ułożone ciasno, ale wygodnie. Dodatkowo w paletce znajdziemy lusterko, które jest nawet niezłej jakości i jest na tyle duże, że można wykonać w nim makijaż. Niestety paletka nie otwiera się "na płasko". Wieczko otwiera się tylko pod kątem 90 stopni i nie da się ułożyć paletki płasko na stole ani nawet wygodniej ustawić przy wykonywaniu makijażu. 
Wewnątrz znajduje się pędzelek, który jak większość dołączanych do paletek aplikatorów, nie jest najlepszej jakości, aczkolwiek nie jest też beznadziejny. Do nałożenia rozświetlacza wystarczy i pewnie sprawdziłby się w podróży, bo nie zajmuje dodatkowo miejsca.


Przejdźmy jednak do samych rozświetlaczy bo pewnie wszystkich najbardziej to interesuje. Wewnątrz znajdziemy cztery odcienie rozświetlających pudrów. Dwa z nich mają piękne uniwersalne kolory, które sprawdzą się na większości cer i będą pasowały do naprawdę każdego makijażu. Kolejne dwa nie mają już tak uniwersalnych kolorów, ale i dla nich znajdzie się zastosowanie. 
Według producenta to właśnie te dwa odcienie mają kremową konsystencję. Nie do końca się zgodzę, moim zdaniem jaśniejsze odcienie są bardziej masełkowe pod palcami.

Wszystkie cztery rozświetlacze dają mocny efekt rozświetlenia. To metaliczna, mokra tafla, w której nie uświadczymy dyskotekowego blasku. Owszem, uparty obserwator dopatrzy się w nich drobinek, ale to naprawdę nie jest straszny chamski brokat,


Konsystencja produktu jest taka jak lubię. Niby pudrowa i sucha, ale pod palcami miękka jak pianka. Myślę, że właśnie dzięki tej konsystencji rozświetlacze tak przyjemnie się aplikują. Nabierają się na pędzel łatwo i w słusznej ilości. Rozkładają się na skórze gładko i różnomiernie bez plam i nieestetycznych dziur. Na przypudrowanej twarzy dają mocny efekt mokrego policzka. Mają świetną pigmentację i mocny blask, ale jednocześnie idealnie się rozcierają. Efekt można też budować - nałożone lekką ręką dadzą subtelny blask i łagodne rozświetlenie imitujące zdrową, nawilżoną skórę. Większa ilość zrobi już efektowną taflę. Warto się jednak przyjrzeć bliżej poszczególnym kolorom.


Silver Stars to odcień znajdujący się na dole po prawej stronie. Jest to odcień bardzo uniwersalny i pasować będzie wielu typom urody, chociaż polecałabym go głownie chłodnym karnacjom. Ma chłodny, srebrno-różowy odcień ale nie jest on mocno zauważalny. Świetnie dopasowuje się do skóry. Mimo chłodnego, srebrzystego połysku nie daje mroźnego, lodowego efektu.

Champagne to odcień u góry po prawej. W palecie ciężko go odróżnić od Silver Stars, ale na skórze różnica jest widoczna. To odcień najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się największej ilości osób. Jest cieplejszy od poprzednika, jest w nim nieco złotawych, żółtych tonów, ale nie wybijają się one bardzo. Wygląda pięknie niezależnie od tego ile go nałożę. Daje mocną taflę lub subtelny miękki efekt. Porównanie odcienia do barwy szampana wydaje się słuszne bo mimo ciepłego podtonu jest bardzo uniwersalny.

Russian Gold totalnie mnie fascynuje. Jak wiecie lubię ciepłe odcienie żółtego złota w makijażu. Ten rozświetlacz ma dokładnie taki kolor. Idealne, płynne złoto. Sprawdzi się głównie jako cień do powiek lub dla ciemnych karnacji, jednak nałożony bardzo lekką ręką da delikatny złocisty połysk, który może sprawdzić się także dla jaśniejszych cer. Pięknie ociepla makijaż!

Shiny Choco jest chyba najmniej uniwersalnym odcieniem z tej palety. Jako rozświetlacz sprawdzi się tylko na bardzo ciemnych karnacjach. Ma piękny ciepły odcień miedzi jakby lekko podszytej różem. Poza stosowaniem na powiekach nie znajdzie szerszego zastosowania wśród polek, chyba, że lekką ręką nałożymy go w miejsce różu. Pięknie wtedy ociepli twarz i ładnie ją rozświetli. Skóra będzie jak muśnięta słońcem, ale naprawdę trzeba uważać by nie zrobić sobie krzywdy.


W kilku słowach podsumowania powiem, że polecam tę paletkę osobom, które lubią bawić się makijażem i znajdą zastosowanie dla nietypowych odcieni. Jakościowo jest naprawdę dobra, ładna, poręczna. Wkłady są świetnej jakości, dają piękny efekt i mokrą taflę na policzkach. Jednak jeśli ktoś chciałby się pobawić makijażem sporadycznie, potrzebuje uniwersalnej paletki i nie chce płacić za wkłady, których nie będzie używać to bardziej polecam paletkę z Lovely - jest tańsza i ma bardziej przyjazne, chociaż podobne odcienie.


Co myślicie o tej paletce? Może ktoś z Was ją ma albo planuje zakup podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie? Dajcie znać, co o niej myślicie w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Kobo Face Sculpting Palette | Recenzja

czwartek, 9 czerwca 2016
Witajcie! Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o produkcie, który jest moim ulubieńcem wyjazdowym. Malutka paletka kupiona podczas promocji w drogerii Natura już po pierwszym użyciu tak mnie zachwyciła, że wróciłam następnego dnia by zakupić pełnowymiarowe opakowania zawartych w niej kosmetyków! O czym mowa? Oczywiście o paletce czterech produktów do konturowania Kobo Face Scuplting Palette.


Opakowania kosmetyków marki Kobo zawsze mi się podobały. Produkty zamknięte są w kwadratowej paletce z grubego, porządnego plastiku. Otwierana i zamykana na klik. Mechanizm działa bez zarzutu! Jak wiecie opakowania z przezroczystym wieczkiem nie należą do moich ulubionych, gdyż nie do końca ładnie wyglądają gdy produkt sięga denka, ale jednocześnie jest to spore ułatwienie podczas zakupów - od razu widzimy co jest w środku - a także podczas szukania paletki w kosmetyczce. Takie kompaktowe rozwiązanie będzie świetne podczas wyjazdów. Paletka zmieści się nawet w najmniejszej kosmetyczce, jest lekka i nie zajmuje wiele miejsca, a w środku znajdziemy wszystko, co do konturowania będzie nam potrzebne.


Wszystkie cztery zamieszczone w tej palecie produkty są matowe i dają ładne, naturalne wykończenie. Mimo tej matowości nie są suche. Bardzo miłe i aksamitne w dotyku. Ich jedwabista konsystencja łatwo i przyjemnie chwyta się skóry ale nie robi plam. Bardzo łatwo jest rozetrzeć nałożony produkt. Dzięki dobrej pigmentacji nakładanie produktów na skórę odbywa się szybko, wystarczy kilka ruchów pędzla i mamy piękny kontur - wyraźny ale nie nachalny, bez plam i ostrych granic.


Aplikacja to czysta przyjemność. Niezależnie od użytego pędzla produkt świetnie chwyta się włosia i doskonale przenosi na skórę. Dla niektórych jej mały rozmiar może stanowić problem podczas użytkowania, ponieważ dużym pędzlem ciężko jest nabrać tylko jeden produkt nie zahaczając o inny, ale jeśli nie używamy ogromnych puchatych pędzelków nie ma z tym kłopotu. Ja na przykład do różu używam popularnego Hakuro H24 i nie zdarzyło mi się nabrać na pędzel kosmetyków po bokach.


Wszystkie oczywiście wiemy, że trwałość jest sprawą indywidualną i zależy od szeregu czynników. Wpływa na nią to, czy dotykamy twarzy w ciągu dnia, typ skóry, a także baza na którą konturowanie zostanie nałożone czyli użyty podkład i puder. Ja na swojej twarzy generalnie nie mam kłopotu z trwałością tego typu kosmetyków więc od siebie mogę powiedzieć, że ta paletka mnie nie zawiodła.

Jeśli chodzi o produkty zawarte w tej palecie to są one to cztery pudrowe kosmetyki, dla wygody użytkownika ponumerowane i nazwane przez producenta: 1- Highlight, 2- Blush, 3 i 4 - Contour. Żeby jeszcze bardziej ułatwić pracę początkującym osobom z tyłu opakowania mamy dość przejrzysty opis produktów i rysunek pokazujący jak ich używać. 


Przechodząc już do samych produktów to zacznę może od dwóch pudrów do konturowania. Są to dokładnie te same pudry, które możemy kupić pojedynczo czyli jaśniejszy 308 Sahara Sand i ciemniejszy 311  Nubian Desert. To właśnie po nie pobiegłam następnego dnia po zakupie tej malutkiej paletki. Oba mają kolory odpowiednie do konturowania twarzy. Chłodne ale nie szare dają bardzo ładny efekt cienia na twarzy. Róż ma fajny moim zdaniem kolor, ale niekoniecznie będzie wszystkim pasował. To chłodny, dość mocny i intensywny odcień różu. Na twarzy wygląda ładnie i nawet dość naturalnie ale podejrzewam, że większość z Was tak jak ja, wolałaby coś bardziej brzoskwiniowego i delikatniejszego. 


Na koniec zostawiłam sobie hit czyli rozświetlacz. Wiem, że wiele z Was może to dziwić, ale jest to matowy rozświetlacz bez drobinek i efektu perły. Ma piękny, jasny waniliowy kolor i bardzo mocną pigmentację. Doskonale nadaje się do uwypuklania wybranych partii twarzy, gdy nie chcemy się błyszczeć, ale także świetnie się sprawdza do przypudrowania korektora pod oczami. Cudownie rozjaśnia, jego żółte tony dodatkowo neutralizują sińce pod oczami, a sam produkt zapewnia dodatkowe krycie. Naprawdę żałuję, że ten produkt nie jest dostępny w pełnowymiarowym opakowaniu.


Tak podsumowując jest to świetna paletka na wyjazdy i z takim zamysłem ją kupiłam. Jest to też doskonała opcja dla osób początkujących, dopiero zaczynających przygodę z konturowaniem. Za niewielką cenę mamy wszystko co do pełnego konturowania jest potrzebne, w dodatku doskonałej jakości. Niewielki rozmiar będzie zaletą, jeśli jeszcze nie jesteście pewne, czy taka technika w makijażu przypadnie Wam do gustu lub jeśli używacie jej sporadycznie. 

Dajcie znać czy znacie ten kosmetyk! Jeśli wiecie, gdzie można zdobyć taki żółty matowy rozświetlacz też koniecznie napiszcie mi w komentarzu, zdecydowanie przyda mi się większe opakowanie. 
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Makeup Revolution Ultra Contour Kit | Recenzja

wtorek, 7 kwietnia 2015
Witajcie dziewczyny! Jak mijają wam święta? Mi bardzo pracowicie, wolne dni niestety nie zwalniają z obowiązkow. Mam jednak trochę więcej czasu na pisanie, dlatego też przychodzę do Was z moją krótką opinią na temat małego seciku do konturowania twarzy, który stał się dla mnie ostatnio must have kosmetyczki! 


Podczas internetowego polowania na białą czekoladkę marki Makeup Revolution poczułam potrzebę zakupienia czegoś do konturowania. Początkowo miałam chęć sięgnąć po paletkę do konturowania Iconic, która była całkowitą świeżynką i dopiero wchodziła do sklepów, jednak moją uwagę przykuła ta- Ultra Contour Kit w kolorze Ultra Fair - nie mogłam odpuścić porównania tego błyszczącego różu z moim ukochanym Orgasmem.  


Zacznę od bronzera, który okazał sie moim ulubionym fragmentem tej paletki. Produkt jest pudrowy, suchy w dotyku ale bardzo miękki, nabiera się na pędzel w sporej ilości i raczej nie pyli przy nabieraniu. Ma mocną pigmentację, więc należy uważać, by nie zrobić sobie nim krzywdy, na szczęście dobrze sie rozciera, minimalnie tracąc pigment więc każdy kryzys z jego udziałem da sie opanować. Ma ładny, chłodny kolor, bardzo jasny więc na mojej bladej cerze sprawdza się idealnie. Efekt jaki nim uzyskuję to subtelne podkreślenie rysów twarzy, jednak jeśli nałożę go więcej uzyskuję efekt całkiem mocnego konturowania. Nie spodziewalam się, że tak go polubię, ale okazał się lepszy niż mój bronzer z Essence- ma o wiele fajniejszy kolor i łatwiej się z nim pracuje.


Rozświetlacz nie jest kosmetykiem, który był mi niezbędny do szczęścia bo mimo, że rozświetlaczy używam sporadycznie to mam ich aż nadmiar. Mimo wszystko ten znajduje u mnie zastosowanie, lubię i używam chyba najczęściej ze wszystkich. Konsystencja nieco mniej kremowa niz w przypadku bronzera, jednak zdecydowanie mocniej napigmentowana. To najbardziej napigmentowany kosmetyki w tej paletce. Jedno muśnięcie pędzlem nabiera ilośc wystarczającą do rozświetlenia obu policzków. Daje ładny efekt tafli i można nim uzyskać efekt mokrej twarzy. Nie zawiera drobinek więc nie wygląda tandetnie. Ma bardzo uniwersalny odcień- szampański odcień beżu, bez wyraźnej przewagi chłodnych lub ciepłych tonów. Po roztarciu kolor niemal całkowicie znika i pozostaje jedynie odbijająca światło tafla.


No i teraz powód dla którego kupiłam caly set. Rozświetlający róż dający efekt złotej tafli, na pierwszy rzut oka bardzo przypominający mojego ulubieńca z NARS. Nie jest jednak jego odpowiednikiem, różni się kolorem i wykończeniem, mimo to, bardzo go polubiłam. Jest najbardziej suchy z calej trójki ale ma bardzo mocną pigmentację. Przy nakładaniu należy uważać, dokładnie blendować, zeby nie zrobic sobie krzywdy. Różowo-brzoskwiniowy kolor pasowal będzie do bardzo wielu karnacji, jednak mocny złoty blask juz nie każdemu się spodoba. Bardzo mocno odbija światło i właściwie nie potrzebujemy przy nim rozświetlacza. Na szczęście nie zawiera drobinek, jest tylko mocno rozświetlający dlatego też nie wiem, czy zdecydowałabym się na niego w przypadku cer z niedoskonałościami czy cer dojrzałych.

 Cały zestaw oceniam jako bardzo dobry, zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę - ok 17 zł za 11g produktów dobrej jakości to bardzo atrakcyjna cena. Zestaw jest dobrze skomponowany i dosyc uniwersalny, gdyby nie to, że opakowanie wykonano z kiepskiej jakości plastiku i nie wyposażono go w lusterko powiedziałabym, że to ideal na wyjazdy, ponieważ jest malutki - całośc mieści się na dłoni - i mamy tu aż trzy kosmetyki w jednym.
Bronzer wyszedł tu bardzo czerwono, na zdjęciu wyżej kolor kosmetyku jest dużo lepiej oddany.
Jeśli będziecie zastanawiały się nad zakupem tego produktu to ja oceniam go jako dobry i polecam się zainteresować. Nie jest to zestaw pozbawiony wad, ale sprawdzi się u osób, które zamierzają wykorzystać go do malowania siebie i nie wymagają 24 godzinnej trwałości- bo umówmy się, po 8 godzinach z konturowania już niewiele zostaje. 

Ciekawa jestem waszych opinii i tego jakich kosmetyków używacie do konturowania.

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wspomnienie z wakacji | Hit 2014 | Essence Beach Cruisers

środa, 21 stycznia 2015
Wiem i od razu przepraszam, że mówię o kosmetyku, który już na pewno nie jest dostępny stacjonarnie (ale z pewnością można go nadal upolować w internecie), ale jest on dla mnie tak wielkim ulubieńcem minionego roku, jestem nim tak bardzo zachwycona i wiąże się dla mnie z tak pięknymi wspomnieniami, że nie mogę sobie odpuścić tej recenzji. Mam nadzieję, że mimo to chętnie ją przeczytacie i obiecuję następnym razem pokazywać kosmetyki jakoś tak szybciej, póki są dostępne :) 
Chcę dzisiaj wspomnieć o bronzerze z letniej kolekcji Essence, który towarzyszył mi podczas pierwszych wspólnych wakacji z moim (byłym już) chłopakiem nad morzem. Kupiłam go do lekkiego opalania buzi, bo jednak nad morzem by wypadało mieć nieco koloru na twarzy, używałam codziennie i mam przez to do tego kosmetyku ogromny sentyment. Jego piękny kokosowy zapach przypomina mi te kilka cudownie spędzonych chwil i w złe dni od razu poprawia mi nastrój


Jak zawsze zacznę od opakowania, jak wiadomo wygląd jest pierwszym czynnikiem decydującym o mojej chęci posiadania danego kosmetyku. Tutaj mamy okrągłą, dosyć ciężką puderniczkę z porządnego grubego plastiku. Myślę, że wytrzymałaby upadek na podłogę. Opakowanie zamyka się na "klik" i łatwo otwiera (nie złamiemy sobie paznokci), jest solidne, grube z przejrzystym wieczkiem "ozdobionym" napisami. mieści w sobie aż 10g produktu, więc raczej nie prędko mi się skończy.


Kosmetyk sam w sobie wygląda po prostu przepięknie. To matowy, raczej ciepły, jasny bronzer o przyjemnej pudrowej konsystencji, która nie pyli podczas nabierania na pędzel. Świetnie się sprawdza do ocieplania karnacji, a niektórym typom urody z pewnością nada się do konturowania. Po jego nałożeniu moja twarz wygląda na muśniętą letnim słoneczkiem. Na środku wytłoczona jest przepiękna palemka z matowego rozświetlacza wypełnionymi niedużymi złotymi drobinkami. wiem, że wiele osób nie lubi ich na swojej twarzy. Ja też niezbyt przepadam za efektem dyskotekowej kuli, ale palemki używałam w wakacje do nakładania na całą powiekę. Ciepły beżowy kolor ładnie wyglądał na powiekach, a drobinek w sumie nie nakładało się aż tak dużo jak mogłoby się wydawać. No i tak pięknie połyskiwały w letnim słońcu! 


Bronzer nakładam pędzlem Hakuro H14 omiatając czubeczkiem pędzla brzegi kosmetyku naokoło palemki, dzięki czemu mam na pędzlu niemal sam bronzer, bez złotych drobinek. Kosmetyk pięknie się rozciera i łatwo aplikuje. Ma delikatną pigmentację więc z pewnością nie zrobimy sobie nim plam. Nie da się z nim przesadzić i nawet moja niewprawiona ręka poradziła sobie z aplikacją bez robienia sobie krzywdy. Rozświetlacz nakładałam palcami i mam co do niego identyczne odczucia jak go bronzera. 


Jeszcze raz zaznaczę, ze wiem, kosmetyk ten jest już niemal niedostępny, ale dla mnie ma wartość sentymentalną i nie mogłam sobie darować napisania o nim kilku słów. Kojarzy mi się z osoba, która kiedyś była dla mnie bardzo ważna, uwielbiam jego zapach przywołujący na myśl lato i wakacje, wspomnienia miłych chwil. Ten bronzer zawsze będzie miał zaszczytne, honorowe miejsce w mojej kosmetyczce. 


Jeśli macie jakieś produkty, które budzą w Was wspomnienia napiszcie mi o tym w komentarzu. Też posiadacie kosmetyki, do których czujecie sentyment? Jeśli chcecie, podzielcie się swoimi historiami!
Czytaj dalej »

Lovely Blush me Baby! - Róż z rozświetlaczem

piątek, 19 grudnia 2014
Tak, wiem, znów mam przerwę na blogu, przegapiłam dwa terminy publikacji. Nie będę pisała, że mam trochę problemów na głowie ale już dochodzę do siebie. Napisałam tak ostatnio i przedostatnio, ale chyba zawsze trafiam z takim tekstem w złą godzinę, bo po chwilowej poprawie znów wszystko się sypie. Rozważałam nawet pozostawienie bloga- jak zapewne widzicie tu i na fanpage ostatnio mało się dzieje.
Ale nie będę pisać tutaj o swoich prywatnych sprawach, zamiast smęcić chcę was zapoznać z kosmetykiem, w którym się zakochałam od pierwszego użycia!


Kosmetyk skryty jest w opakowaniu z raczej cienkiego plastiku, gdyby mi upadł wątpię by opakowanie przetrwało upadek. Dno opakowania wyprofilowane jest w kształt "łódeczki", dosyć nietypowo. Wieczko wykonano z przejrzystego plastiku i okraszone nazwą serii. Dla niektórych może być to plus, ja się jednak nie zachwycam, wolę gdy zużycie produktu nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. Wyprofilowane jest w kształt bańki co razem z łódeczkowatym dnem sprawia, że kosmetyk zajmuje o wiele więcej miejsca w kosmetyczce niż powinien. Moim zdaniem to najsłabsze ogniwo tego kosmetyku.


Chociaż... gdyby nie to przezroczyste wieczko całe urocze wnętrze byłoby ukryte przed oczami kupujących i ja sama pewnie przeszłabym obok niego obojętnie. Bo wnętrze ma doprawdy prześliczne i głównie to skusiło mnie by za niego chwycić. Większość opakowania zajmuje rozświetlacz, ale na boku wytłoczone są przesłodkie serduszka. Aż żal po nich mazać pędzlem żeby się nie wytarły!

Rozświetlacz ma przyjemną pudrowo-kremową konsystencję. Ma chłodnawy różowawy kolor, który na skórze  wygląda całkowicie neutralnie. Zawiera w sobie miniaturowe drobinki w srebrnym kolorze. Zauważyłam je dopiero w domu i lekko się przeraziłam, że będę wyglądała jak kula dyskotekowa, na szczęście przyczepiają się do pędzla, a na skórze prawie wcale nie zostają. Nie używam rozświetlacza na co dzień, a wieczorami trzy zabłąkane drobineczki nie przyprawiają mnie o zawał serca. Na wizażu widziałam opinie, że drobinki sypią się na ubrania- u siebie nie zauważyłam niczego takiego.


Rozświetlacz jest fajny, ale to róż jest tym, co pokochałam w tym kosmetyku. Ma nieco inna konsystencję; jest mniej kremowy, twardszy niż rozświetlacz. Jego wykończenie jest bardzo naturalne, matowe, ale nie całkowicie płaskie. Uwielbiam go też za kolor, naturalny różowiutki - cera wygląda w nim jakby poszczypał ją mróz, jest zdrowo i apetycznie zarumieniona. Najwspanialszą cechą tego kosmetyku, która dla innych może być wadą jest jego pigmentacja. Aplikując go po raz pierwszy dziabnęłam go pędzlem całkiem solidnie, niezbyt lekką ręką nałożyłam go na policzek- i zrobiłam sobie "ruską lalę" z twarzy. Jest tak napigmentowany, że wystarczy go ledwie musnąć powierzchnię pędzlem żeby kosmetyku wystarczyło na oba policzki. Będzie piekielnie wydajny!



Zastanawia mnie czemu nie widuję tego cudeńka na blogach. Może jest nieco niepozorny, ale uważam, że naprawdę warto po niego sięgnąć, chociażby dla tego różu- za cenę 13 zł chyba można zaryzykować?  Ja ze swojej strony kosmetyk z całego serca polecam. Stał się moim ulubieńcem od pierwszego użycia, zakochałam się w nim całkowicie i bez pamięci! Jeśli jeszcze jest w waszych rosmannach (bo to chyba edycja limitowana) zainteresujcie się tym słodziakiem. Uroczy róż będzie ozdobą policzków i kosmetyczki nie tylko młodej dziewczyny- każdej kobiecie przyda się taki pozytywny radosny akcent, bo czy nie miło jest używać czegoś, co wygląda tak pięknie?
Czytaj dalej »

Kosmetyczne Skarby: Róże, Bronzery, Rozświetlacze

piątek, 29 sierpnia 2014
Cześć dziewczyny! Wróciłam już z wyjazdu- nad czym strasznie ubolewam, były to najlepsze wakacje w moim życiu! No ale skoro już jestem to wróci też regularność i systematyczność w publikacji postów :) Jak co piątek - Kosmetyczne Skarby! Tym razem maleńka gromadka bo tylko 4 produkty. Pokażę wam tylko, to czego naprawdę używam. Poza tymi mam jeszcze jakieś stare róże z Sephory - z takiej staaaarej palety w stylu "101 drobiazgów", które są raczej słabej jakości (Ale! Paleta ma już co najmniej 10 lat. Róże, które Sephora obecnie ma w swojej ofercie są moim zdaniem jednymi z lepszych i warto się nimi zainteresować) i jakąś odsypkę kuleczek brązująco-rozświetlających z Avonu, które - jak wszystko z Avon - nie trzymają się mnie zupełnie, do tego walą po oczach drobinami.

Muszę się wam jeszcze przyznać, ze tego typu produkty są dla mnie zupełną nowością. Jeszcze mniej niż pół roku temu nie widziałam zupełnie potrzeby używania na twarz czegoś kolorowego. I jeszcze o ile różu widziałam jako-tako sens i nawet od wielkiego dzwonu muskałam policzki najsubtelniejszym kolorem z tej staaarej palety, tak bronzer i rozświetlacz to były dla mnie produkty kompletnie bez zastosowania. Cale szczęście odkryłam YouTube i  kilka fajnych dziewczyn, które przekonały mnie do efektu jaki dają te kosmetyki.


 Essence Beach Cruisers Bronzing Powder - 01Life is a Beach Jak przekonać Arnell do jakiegoś kosmetyku? Musi być ładny :P To mój pierwszy w życiu bronzer, który skusił mnie nie tylko dobrymi opiniami i niską ceną, ale też uroczą palemką. Pięknie pachnie kokosem, jest matowy, łatwo się rozciera. Rozświetlacz w palemce wypełniony jest złotymi drobinkami, które jednak szybko zmykają z pędzla, a nawet jeśli coś się nałoży na twarz to po niedługiej chwili po prostu zniknie. Jest mocno pudrowy i niezbyt napigmentowany czyli ideał dla mnie - nie można sobie zrobić krzywdy nawet jeśli ma się tak białą cerę jak ja :)


NARS - Orgasm no po prostu musiałam mieć. Tym razem nie kusi wyglądem, a nazwą :P Nie żałuję zakupu. Uniwersalny, chłodny róż ze złotym podbiciem. Jednak nie takim jak np. jego duplikat ze Sleeka. Absolutnie nie można mówić o efekcie bombki. Rozświetlenie jest subtelne, złociste i jednolite. Konsystencja jest jedwabiście pudrowa, raczej nie da się nim zrobić sobie krzywdy.

Essence Beach Cruisers Blush - 01 ISummer Break.Ten gradient nie dość, ze super wygląda to jeszcze jest bardzo użyteczny. W jednym opakowaniu mamy zarówno jasny brzoskwiniowy kolor na co dzień, koralowy, który sprawdzi się na randkę i malinowy idealny na wieczór do mocniejszego podkreślenia policzków. Jak nabierzemy, taki kolor uzyskamy, dla mnie bardzo ekonomiczne rozwiązanie. Konsystencje ma o wiele przyjemniejszą od bronzera z tej serii, jest aksamitny, nawet powiedziałabym, ze lekko kremowy w dotyku. Ma też słodki cukierkowy zapach, który może być dla wrażliwych nosów uciążliwy. Na szczęście szybko się ulatnia.

 Ladycode by Bell Highlighter powder. Kupiłam go wie Biedronce kompletnie bez przekonania. Jestem fanką matu na twarzy i rozświetlacz raczej nigdy nie chodził mi po głowie. No do czasu. Kupiłam, spróbowałam i pokochałam ten efekt. Mroźna srebrzysta tafla utrzymuje się na mojej skórze bardzo długo. Do tego jest niesamowicie kremowy w dotyku i trzeba uważać jak się go nakłada. Nie pachnie i ma tandetne opakowanie, a jednak nie żałuję zakupu .

Jak widać mam tego malutko. I nie za często używam, gdyż na co dzień się nie maluję. Każdy z tych produktów ma w sobie coś takiego, że jeśli po wykończeniu całego opakowania mogłabym kupić go ponownie na pewno bym to zrobiła. Niestety pewnie nie będę miała okazji, bo wszystkie poza NARSem pochodzą z limitowanych edycji a sam NARS nie dość, że kosztuje krocie to jeszcze nie jest dostępny w Polsce.

Macie jakieś swoje ulubione i sprawdzone produkty z tej kategorii? Może coś mi polecacie? Najlepiej takiego, co nie dość, że jest świetnej jakości to jeszcze ładnie wygląda :P Lubię ładne kosmetyki :)

Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.