Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty

Mat i brokat | Lipart

wtorek, 10 października 2017
Witajcie!
Jestem ogromną fanką makijażu ale też typową artystyczną duszą! Uwielbiam nietypowe rzeczy, artystyczne makijaże i dziwne trendy. Kocham na nie patrzeć, a niektóre nawet nosić na co dzień (a kto mi zabroni?).  Moja kolekcja kosmetyków rozrosła się do naprawdę pokaźnych rozmiarów, a kolekcję szminek przerasta tylko kolekcja lakierów. Postanowiłam więc trochę poszaleć i zmalować na ustach coś ciekawego, mam nadzieję, że Wam się spodoba mój pierwszy lipart!



 Do wykonania tego lipartu użyłam pomadki w płynie Wibo Million Dollar Lips w kolorze numer 3, ozdób do paznokci przyklejonych na klej do rzęs oraz pyłku do hybryd Pink Stardust od Provocater.







Oczywiście oczu już się malować nie chciało bo i po co  :D Moich zdjęć na blogu do tej pory było bardzo niewiele ale chyba dorosłam w końcu do tego żeby nie tylko się pokazać tak publicznie, ale też pokazać się bez makijażu. Bądźcie ze mnie dumni, bo ja z siebie jestem :)

Mam nadzieję, że takie zabawy z makijażem Wam się spodobają i tego typu postów będzie w przyszłości więcej!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Strobing Make-up Shimmers Kit | Recenzja

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Witajcie!
Niedawno pisałam Wam o drogeryjnej paletce do rozświetlania twarzy marki Lovely [KLIK]. Dziś pokażę Wam kolejną, bardzo fajną, dostępną w drogerii paletkę tego typu. Została ona wypuszczona przez markę Wibo, a więc spodziewać się można, że będzie to paletka niedroga i łatwo dostępna! Można by się też spodziewać, że nie będzie to produkt wysokiej jakości, ale warto wspomnieć, że Wibo w ostatnim czasie znacznie poprawiło swoją jakość. Ich produkty są co raz fajniejsze, nadążają za obecnymi trendami i pozwalają niedużym kosztem wykonać modny makijaż.


Paletka znajduje się w kartonowym opakowaniu. Może się ono na pierwszy rzut oka wydawać niepozorne, ale moim zdaniem design jest naprawdę nowoczesny i trafiony.  Jasna kolorystyka i prosta kompozycja bez zbędnych, tandetnych dodatków zachęca do sięgnięcia po produkt. Właściwa paletka robi już o wiele większe wrażenie. Design nadal jest bardzo prosty, bo poza logiem marki i nazwą produktu na opakowaniu nie znajdziemy nic więcej. I bardzo dobrze, bo nic więcej nie potrzeba, lustrzana powierzchnia paletki (na upartego można by się pomalować patrząc jedynie w wieczko) broni się sama i nie tolerowałaby konkurencji. Opakowanko jest nie tylko ładne, ale też praktyczne. Zamyka się na magnes więc bardzo wygodnie, nie ma obawy, że mechanizm otwierania się zużyje i paletka niespodziewanie otworzy się w torebce czy kosmetyczce. Paletka jest niewielka, ma kompaktowe rozmiary i jest wykonana z plastiku - a więc jest lekka. 


Do wierzchu paletki można by mieć jednak zastrzeżenia, bo bardzo się "palcuje". Widać na niej każde dotknięcie, każdy odcisk palca. Miałam też obawy, że będzie się rysować, ale do tej pory nie zauważyłam niczego takiego. Być może dlatego, że przechowuję ją w oryginalnym kartonowym opakowaniu. 
Do wnętrza paletki natomiast nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest dobrze zakomponowane, przestrzeń nie marnuje się bez potrzeby, wkłady są ułożone ciasno, ale wygodnie. Dodatkowo w paletce znajdziemy lusterko, które jest nawet niezłej jakości i jest na tyle duże, że można wykonać w nim makijaż. Niestety paletka nie otwiera się "na płasko". Wieczko otwiera się tylko pod kątem 90 stopni i nie da się ułożyć paletki płasko na stole ani nawet wygodniej ustawić przy wykonywaniu makijażu. 
Wewnątrz znajduje się pędzelek, który jak większość dołączanych do paletek aplikatorów, nie jest najlepszej jakości, aczkolwiek nie jest też beznadziejny. Do nałożenia rozświetlacza wystarczy i pewnie sprawdziłby się w podróży, bo nie zajmuje dodatkowo miejsca.


Przejdźmy jednak do samych rozświetlaczy bo pewnie wszystkich najbardziej to interesuje. Wewnątrz znajdziemy cztery odcienie rozświetlających pudrów. Dwa z nich mają piękne uniwersalne kolory, które sprawdzą się na większości cer i będą pasowały do naprawdę każdego makijażu. Kolejne dwa nie mają już tak uniwersalnych kolorów, ale i dla nich znajdzie się zastosowanie. 
Według producenta to właśnie te dwa odcienie mają kremową konsystencję. Nie do końca się zgodzę, moim zdaniem jaśniejsze odcienie są bardziej masełkowe pod palcami.

Wszystkie cztery rozświetlacze dają mocny efekt rozświetlenia. To metaliczna, mokra tafla, w której nie uświadczymy dyskotekowego blasku. Owszem, uparty obserwator dopatrzy się w nich drobinek, ale to naprawdę nie jest straszny chamski brokat,


Konsystencja produktu jest taka jak lubię. Niby pudrowa i sucha, ale pod palcami miękka jak pianka. Myślę, że właśnie dzięki tej konsystencji rozświetlacze tak przyjemnie się aplikują. Nabierają się na pędzel łatwo i w słusznej ilości. Rozkładają się na skórze gładko i różnomiernie bez plam i nieestetycznych dziur. Na przypudrowanej twarzy dają mocny efekt mokrego policzka. Mają świetną pigmentację i mocny blask, ale jednocześnie idealnie się rozcierają. Efekt można też budować - nałożone lekką ręką dadzą subtelny blask i łagodne rozświetlenie imitujące zdrową, nawilżoną skórę. Większa ilość zrobi już efektowną taflę. Warto się jednak przyjrzeć bliżej poszczególnym kolorom.


Silver Stars to odcień znajdujący się na dole po prawej stronie. Jest to odcień bardzo uniwersalny i pasować będzie wielu typom urody, chociaż polecałabym go głownie chłodnym karnacjom. Ma chłodny, srebrno-różowy odcień ale nie jest on mocno zauważalny. Świetnie dopasowuje się do skóry. Mimo chłodnego, srebrzystego połysku nie daje mroźnego, lodowego efektu.

Champagne to odcień u góry po prawej. W palecie ciężko go odróżnić od Silver Stars, ale na skórze różnica jest widoczna. To odcień najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się największej ilości osób. Jest cieplejszy od poprzednika, jest w nim nieco złotawych, żółtych tonów, ale nie wybijają się one bardzo. Wygląda pięknie niezależnie od tego ile go nałożę. Daje mocną taflę lub subtelny miękki efekt. Porównanie odcienia do barwy szampana wydaje się słuszne bo mimo ciepłego podtonu jest bardzo uniwersalny.

Russian Gold totalnie mnie fascynuje. Jak wiecie lubię ciepłe odcienie żółtego złota w makijażu. Ten rozświetlacz ma dokładnie taki kolor. Idealne, płynne złoto. Sprawdzi się głównie jako cień do powiek lub dla ciemnych karnacji, jednak nałożony bardzo lekką ręką da delikatny złocisty połysk, który może sprawdzić się także dla jaśniejszych cer. Pięknie ociepla makijaż!

Shiny Choco jest chyba najmniej uniwersalnym odcieniem z tej palety. Jako rozświetlacz sprawdzi się tylko na bardzo ciemnych karnacjach. Ma piękny ciepły odcień miedzi jakby lekko podszytej różem. Poza stosowaniem na powiekach nie znajdzie szerszego zastosowania wśród polek, chyba, że lekką ręką nałożymy go w miejsce różu. Pięknie wtedy ociepli twarz i ładnie ją rozświetli. Skóra będzie jak muśnięta słońcem, ale naprawdę trzeba uważać by nie zrobić sobie krzywdy.


W kilku słowach podsumowania powiem, że polecam tę paletkę osobom, które lubią bawić się makijażem i znajdą zastosowanie dla nietypowych odcieni. Jakościowo jest naprawdę dobra, ładna, poręczna. Wkłady są świetnej jakości, dają piękny efekt i mokrą taflę na policzkach. Jednak jeśli ktoś chciałby się pobawić makijażem sporadycznie, potrzebuje uniwersalnej paletki i nie chce płacić za wkłady, których nie będzie używać to bardziej polecam paletkę z Lovely - jest tańsza i ma bardziej przyjazne, chociaż podobne odcienie.


Co myślicie o tej paletce? Może ktoś z Was ją ma albo planuje zakup podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie? Dajcie znać, co o niej myślicie w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Neutral Eyeshadow Palette | Recenzja

środa, 29 czerwca 2016
Witajcie! Dziś pokażę Wam paletę, którą z pewnością  wiele z Was zna, jeśli nie osobiście  to z licznych wpisów na blogach i recenzji W sieci. zaskakujące jest to, że produkt ten zbiera skrajnie różne opinie. Jedni twierdzą, że  jest to świetna i niedroga paletka, inni, że  to bubel niewart nawet swojej niskiej ceny. Jeśli ciekawi jesteście co ja sądzę o tej palecie, i czy moim zdaniem Wibo Neutral Eyeshadow Palette to hit czy kit to w  dalszej części wpisu wszystkiego się dowiecie.


Zadziwiająco ładnie jest ten produkt opakowany. Kartonowa paletka utrzymana w kolorystyce czerni z subtelnym akcentem różu. Prosty, holograficzny napis sprawia, że wygląda  jeszcze ładniej. Dodatkowo zabezpieczona jest osobnym kartonikiem, który zabezpiecza ją przed uszkodzeniami w transporcie lub drogeryjnym magazynie. Umieszczona na  nim grafika przedstawiająca pokruszone cienie również wygląda bardzo ładnie. Paletka zamyka się na magnes więc nie otworzy nam się niekontrolowanie w  kosmetyczce.  Karton z którego wykonano opakowanie ma swoje zalety: paletka jest mała i lekka więc stanowi świetną opcję ma wyjazdy. Za jej przydatności w podróży przemawia także fakt, ze znajdziemy w  niej całkiem spore lusterko, w którym spokojnie można wykonać cały makijaż. Wadą może być to, ze tektura szybko się wyciera i łatwo może ulec zniszczeniu.


W paletce znajdziemy 15 cieni  z czego osiem jest całkowicie matowych, a pozostała siódemka to cienie perłowe. O ich jakości przeczytać można całe mnóstwo skrajnie różnych opinii. Jedne mówią o tym, że jest to dobra paletka za niewielkie pieniądze, inne dziewczyny narzekają na osypywanie, aplikację i brokat. Jeśli chodzi o moją opinię to na aplikację nie będę narzekać. Z cieni matowych sypie mi się jedynie czerń, która jest bardzo sucha i odrobinę te grafitowe perłowe cienie, ale jest to do opanowania i nie dyskwalifikuje paletki w moich oczach. Jeśli chodzi i resztę matów nie mam kłopotów ani z pigmentacją, ani z osypywaniem. Podobnie z cieniami perłowymi. Czytałam opinie, w których dziewczyny mówią, że zamiast perłowego cienia na powiekę nakłada im się jedynie brokat. U mnie nic takiego się nie dzieje. Nakładają się ładnie, pigment fajnie przykleja się do powieki. A jeśli chodzi o brokat to widzę tu jedynie malutki połyskujący pyłek - żadnego chamskiego brokatu.


To, na co jedynie mogłabym nieco ponarzekać to fakt, że podczas blendowania- chociaż cienie pięknie w siebie przechodzą i ładnie się łączą - to jednak nieco tracą na pigmentacji. Podczas rozcierania kolory bledną i czasem wymagają dołożenia by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Nie są to też może najtrwalsze cienie jakie posiadam. Na bazie spokojnie dają radę przez kilka godzin. Nic mi się nigdy nie zsypało z powieki na policzek ani nie zrolowało. Przy dłuższym noszeniu tracą na intensywności i robią się wyblakłe, więc nie wybieram ich jeśli wiem, że mój makijaż musi ze mną wytrwać kilkanaście godzin. W warunkach codziennych, gdy oczekuję od cienia, żeby wyglądał ładnie około 6 czy 8 godzin po paletkę sięgam bardzo chętnie. 


W palecie znajdziemy kolory:
Magic Touch - cień rozświetlający, perłowy w szampańskim odcieniu. Pięknie napigmentowany
Light Fanasy - Matowy biały cień, niestety suchy i słabo napigmentowany
Naked Look -  jasny, beżowy w waniliowym odcieniu. Matowy i dobrze napigmentowany

Sparkling Nude - perłowy, miedziano-różowy kolor. Dość nietypowy odcień.
Peach Cream - nie do końca mój kolor. Dość słabo napigmentowany i zbity matowy cień w odcieniu lekko różowego, matowego beżo-brązu
Secret Eye - Bardzo go lubię zarówno na powiekę, jak i do stosowania na brwi. Chłodny jasny brąz. Matowy.

Sweet Toffie - Kolor w moim stylu. Perłowy, złoto-brązowy cień, niesamowicie mocno napigmentowany
Summer Breeze - kolejny, który uwielbiam! Matowy średni beżo-brąz w ciepłym odcieniu. Mocna pigmentacja
Milk Chocolate - Dla mnie jest to bardziej gorzka czekolada. Dość ciemny matowy brąz w chłodnym odcieniu. Pigmentacja dobra, ale nie powalająca

Most Wanted - Ładny i trudny do określenia. Chłodny odcień brązu, trochę srebrzysty ale widać w nim złoty pyłek.
Bitter Chocolate - Używam bardzo często, pigmentacja powala! Ciepły czekoladowy ciemny brąz. Jak dla mnie to on ma odcień mlecznej czekolady. Perłowy
Warm Soil - Neutralny odcień brązu. Ciemny, matowy i dobrze napigmenowany

Graphite Fantasy - ciemne srebro z niebieskim tonem. Zdecydowanie nie mój odcień. Perłowy
Night Heaven - Ciemniejszy od poprzednika odcień grafitowej szarości. Rozświetlający, odbija światło na srebrno i trochę na niebiesko.
Smoky Black - trudny kolor. Bardzo suchy i pylący, mocno się osypuje. Nie jest to najmocniejsza i najlepsza czerń na świecie, ale na bazie daje radę.


Jeśli mam szczerze podsumować tą paletkę to jest to dobrej jakości produkt za niewielką cenę. Zawiera ładne kolory, jest pięknie opakowana, a jej jakość spokojnie pozwala na wykonanie codziennego makijażu. Przez to, że jest mała i lekka będzie fajna na wyjazdy. Zaciekawiła mnie informacja w internecie, jakoby Wibo wypuściło dwie serie tych paletek: jedną dobrą, a drugą kiepskiej jakości. Nie chce mi się w to wierzyć, ale jeśli wiecie coś na ten temat to koniecznie dajcie mi znać. Ja ze swojej strony polecam ją osobom początkującym, albo tym z Was, które nie noszą makijażu przez 12 godzin na dobę. A jak jeszcze nie widziałyście mojego zestawienia 10 najpiękniejszych paletek nude to zapraszam!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

NEW IN | Rossmann

sobota, 14 maja 2016
Witajcie! W poście o nowościach tego miesiąca obiecałam Wam wpis o moich zakupach z promocji w drogerii Rossmann. Jest ich tyle, że nie chciałam Was zamęczać nimi w tamtym poście, gdyż nie miałby on końca! Zakupy poczyniłam spore, szykuje się ogromne testowanie! Jeśli jesteście zainteresowane tym co kupiłam i może kilkoma słowami pierwszego wrażenia to zapraszam do dalszej części posta!


Największe zakupy zrobiłam podczas pierwszego tygodnia promocji. Co prawda nie kupiłam wszystkiego co zaprezentowałam na TEJ liście ale nie ze względu na to, że  nie udało się upolować upragnionego kosmetyku, ale przez to, że po obejrzeniu na żywo nie wydawał mi się już tak atrakcyjny. 


W pierwszej kolejności do koszyka wrzuciłam kosmetyk sprawdzony czyli korektor Astor Perfect Stay 24h. Świetna formuła i genialny kolor sprawiają, że z przyjemnością go używam i postanowiłam kupić jeden egzemplarz na zapas.

Z racji, że korektor tak cudownie mi się sprawdza postanowiłam wypróbować także podkład z tej serii. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne niestety kolor ma za ciemny.

Podczas przyglądania się nowym paletkom do konturowania Rimmel postanowiłam dorzucić do koszyka swój ulubiony puder. Nie planowałam tego zakupu ale tuż przed promocją mój egzemplarz sięgnął denka więc jedno opakowanie na zapas nie zaszkodzi. Uwielbiam ten produkt więc na pewno go zużyję.


Najbardziej poszalałam w szafie Wibo. Kupiłam dwie kostki rozświetlające przypominające te z Bobbi Brown. Zbierają super opinie więc postanowiłam wypróbować. Po pierwszych testach jestem  zachwycona pigmentacją. Kolory wyglądają cudownie zarówno pomieszane jak i osobno. Kolory nie wiem czy pasują do mojej twarzy, ale nawet jeśli nie zużyję tych produktów do twarzy to będą super jako cienie do powiek lub do rozświetlania dekoltu latem.

Do mojego koszyka wpadły też kuleczki rozświetlające. Jeszcze nie wiem jak się spisują bo jeszcze nie otworzyłam!

W innej drogerii udało mi się upolować paletkę do konturowania Wibo 3 Steps to Perfect Face. Ciężko było, ale zdobyłam! Pierwsze wrażenie takie pół na pół. Róż jest bardzo ładny ale niestety taki jak we wszystkich paletach. Bronzer jest fajny, chociaż nie powiem, mam lepsze. Za to powalił mnie rozświetlacz. Cudowny, idealnie odbija światło, tworzy gładką taflę na skórze i ma genialny złocisty kolor.

Zdobyłam też róż Wibo Smooth'N Wear w dwóch kolorach, na których mi zależało. 5 jest dość intensywny i różowy za to 6 ma cudowny kolor na co dzień.  Taki nude, lekko beżowy, trochę brudnego różu i brązu. Takiego koloru nie było dotąd w moich zbiorach, a tyle razy widziałam podobne odcienie w tutorialach.


Tydzień drugi od samego początku nie miał być bogaty w zakupy i tak też było. Z mojej listy kupiłam tylko jedną rzecz, czyli cudowną paletkę Wibo Neutral Eyeshadow Palette, która jeszcze przed premierą znalazła się w moim zestawieniu najpiękniejszych paletek nude [KLIK]. Zbierała mieszane opinie w internecie, ale postanowiłam wypróbować ten kosmetyk na własnej skórze i jak na razie bardzo mi się podoba.

Poza planem były dwa matowe eyelinery z Lovely! Mam pastelowe eyelinery z tej firmy z edycji limitowanej z z ubiegłej wiosny, a teraz skusiłam się na coś nieco bardziej stonowanego. Wybrałam brąz i szarość czyli kolory idealne do lżejszych makijaży, gdy niekoniecznie mamy ochotę na głęboką i mocno widoczną czerń.


Ostatni tydzień promocji to produkty do ust i paznokci. Zawsze wydawał mi się najatrakcyjniejszy, o dziwo tym razem do mojego koszyka nie wpadło zbyt wiele. Na żywo większość produktów na które planowałam polować nie zachwyciło mnie na żywo.

Kupiłam tylko jedną pomadkę z Lovely Creamy Color w dziennym odcieniu. Jakoś nie miałam ochoty na więcej kolorów, sięgnęła tylko po naturalny kolor numer dwa. Na co dzień fajna, ale nie przetestowałam jej jeszcze na tyle, żeby się szerzej na temat tego produktu wypowiedzieć.

Kupiłam też lakier, a dokładniej rozświetlacz top coat z Wibo, który ślicznie połyskuje na różowo i złoto. Taki trochę efekt syrenki na zwykły lakier. Prawdziwe cudo!

Jednak największą przyjemność sprawił mi zakup masełko do ust Nivea. Mam w domu wersję waniliową,  ale zapach trochę mi się już znudził i miałam ochotę na coś bardziej letniego. Wybrałam wersję kokosową, która cudownie pachnie wakacjami w tropikach!



A Wy poszalałyście czy tym razem zakupy z głową?
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Kosmetyczne hity poczatku roku | Ulubieńcy

poniedziałek, 28 marca 2016
Chciałabym trochę urozmaicić tematykę bloga. Myślałam nad wprowadzeniem serii ulubieńców, ale nie jestem pewna czy spodoba Wam się taka forma wpisów i czy na dłuższą metę comiesięczny przegląd kosmetyków, które zdobyły moje serce w danym miesiącu będzie dla Was ciekawy. A może lepszą formą będzie taka jak dziś zaprezentuję czyli ulubieńcy z całego sezonu? Dziś na próbę kosmetyczni ulubieńcy zimy. A dokładniej zimy i kawałka wiosny - trzech pierwszych miesięcy w roku. Kolorówkowi, bo czy publikować pielęgnacyjnych to już sami musicie mi powiedzieć.

Makeup Revolution Salted Caramel

Zdecydowanym ulubieńcem kolorówkowym była paletka, bardzo przeze mnie nadużywana w ciagu tych trzech miesięcy. Jest to jedna z najnowszych czekoladowych palet z Makeup Revolution czyli Salted Caramel. Pysznie pachnie, ma cudowne kolory i chyba jest tą, która najbardziej mi pasuje pod względem kolorystycznym. Ciepłe rudości i złociste brązy bardzo przypadły mi do gustu w tym czasie. 


Semilac Hardi Milk

Semilac Hardi Milk. Jak wiecie teraz mam przerwę od hybryd, ale w ostatnim czasie Hardi był najczęściej eksploatowanym lakierem w mojej kolekcji. Niezależnie od tego co aktualnie nosiłam na paznokciach kładłam najpierw warstwę Harda, która jeszcze bardziej utwardzała paznokcie, dzięki czemu nie musiałam się martwić, że pazurek się złamie. Nawet jeśli przytrafiło mi się jakieś pęknięcie to z powodzeniem zabezpieczałam je Hardem i zmartwienie znikało!



Wibo Million Dolars Lips

Matowe pomadki w płynie to moja miłość. Te z Wibo naprawdę świetnie mi się spisują. Przez pierwsze miesiące tego roku z przyjemnością sięgałam po soczyście malinową czerwień 03. Jej "babciny" odcień pięknie prezentuje się w każdym świetle i to chyba jest przyczyną mojej fascynacji tym kolorem.



A jakie były wasze ulubione kosmetyki w ostatnim czasie? Coś podbiło Wasze serca? 
Koniecznie napiszcie mi też co myślicie o takiej serii postów i czy jesteście zainteresowane ulubieńcami pielęgnacyjnymi.
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Royal Manicure | Recenzja

wtorek, 24 listopada 2015
Ostatnio pokazywałam wam i pisałam o lakierze z tej samej serii w odcieniu srebra [KLIK]. Dzisiaj ten sam lakier w kolorze złotym. I słowo recenzja w tytule posta jest może nieco na wyrost, gdyż lakier jest dokładnie taki sam jak jego srebrzysty kolega, różni się zaledwie kolorem, więc jeśli ktoś nie czytał a ma ochotę poznać lakiery bliżej pod względem technicznym to zapraszam do poprzedniego wpisu. Dzisiaj o nim tylko w skrócie bo nie ma sensu się powtarzać prawda? 


Firma/Seria: Wibo Royal Manicure
Odcień: 02
Pojemność: 8,5ml
Krycie: 2 warstwy
Cena: 7,69zl

 Podoba mi się kolor tego lakieru, To takie zimne złoto, blade i spokojne. Metaliczne i bardzo błyszczące z wyraźnie wybijającym się pyłkiem, który ma odcień ciepłego żółtego złota. Nakłada się i zmywa tak samo jak jego srebrny brat. Nie jest co prawda tak ładny jak zeszłoroczny Lovely (a tak bardzo na to liczyłam!). Wibo mimo, ze ma taki sam kolor to jednak jest bardziej metaliczny niż brokatowy. Lovely miał bardziej połyskujące wykończenie.





Nie rozpisuję się bo o wszystkim już powiedziałam ostatnio. Ogółem polecam te lakiery bo są ładne, ale niestety nie zastępują idealnie moich ukochanych piasków z Lovely.  
Jeśli je znacie to powiedzcie co myślicie o tej serii lakierów. Chętnie też dowiem się czegoś o innych kolorach bo ja mam tylko dwa!


Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Paznokcie otulone szronem | Wibo Royal Manicure | Recenzja

piątek, 20 listopada 2015
Wiecie kiedy ostatnio była u mnie recenzja? Tak, tak, we wtorek, ale nie o taka pytam. Recenzja lakieru. Wiecie? Strzelajcie! NA WIOSNĘ! Przez ostatnie pół roku natrzaskałam zdobień i recenzji kosmetyków, a o lakierach nie pisałam prawie nic! No czas najwyższy coś z tym zrobić i dzisiaj przychodzę z lakierem, który może wam się spodobać, ale uwaga! Pochodzi z serii limitowanej więc kto chce go zdobyć to trzeba się spieszyć!


Firma/Seria: Wibo Royal Manicure
Odcień: 02
Pojemność: 8,5ml
Krycie: 2 warstwy
Cena: 7,69zl
 
Metaliczne zimne srebro. Takie jakby foliowe sreberko z większymi drobinami brokatu i drobniutkim pyłkiem. W połączeniu z piaskową formułą wygląda to naprawdę ładnie i biżuteryjnie. Gdy lakier zaschnie i stanie się chropowaty sprawia wrażenie, jakby paznokieć cały był otulony srebrnym brokacikiem. Kolor wybitnie imprezowy i wybitnie zimowy, bo wygląda naprawdę mroźnie! 
 
Aplikacja przebiega sprawnie co jest rzadkie przy piaskach. Lakier nie jest zbyt gęsty dzieki temu łatwo nim manewrować przy skorkach nawet dośc grubym płaskim pędzelkiem, który tutaj mamy. Chociaż wiem, że niektórym osobom taki pędzelek nie przypadnie do gustu to ja jestem zadowolona, że jest jaki jest. Bo jest miękki i elastyczny, nie robi smug, ale ładnie rozkłada lakier na sporej powierzchni za jednym pociągnięciem. 
 
Oczywiście wszyscy na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, że lakier mający w sobie brokat nie odpuści tak łatwo i przyda się folia. No przyda się, ale akurat tutaj spokojnie można sie bez niej obejść, lakier się łatwo rozpuszcza a brokatu nie ma tu aż ta wiele
Co do krycia to dwie cienkie warstwy wystarczą, ale jak ktoś chce uzyskac mocny brokatowy efekt to można dołożyć trzecią.
W lakierach zwykle nie mówię o opakowaniu, ale tutaj chętnie wspomnę, że jest bardzo ładne. Naprawdę przyjemne dla oka. Miminalistyczne, bez zbędnych ozdób. Buteleczka z grubego szkła, czarna kanciasta nakrętka i bardzo minimalistyczna naklejka z nazwą. Napisy i złota korona jako jedyna ozdoba! Cieszy to moje oko.

Podsumowując to polecam ten lakier. Mi jest on zbędny i wedruje do mojej mamy,  gdyz mam niemal identyczny piasek z OPI, który co prawda dłużej schnie, ale ma lepszą trwałość (piaski z Wibo dośc szybko odchodzą z paznokcia i to całym płatem). Mimo to, jak komuś się podoba i nie ma jeszcze srebrnego piasku, a chcialby mieć to chyba warto. W końcu to nie jest kolor, ktory będziemy nosić tygodniami, a raczej na jeden wieczór.




Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Million Dolars Lips | Recenzja

wtorek, 17 listopada 2015
W pierwszych słowach biję sie w piersi i przepraszam, że post jest spóźniony, doskonale zdaję sobie sprawę, że powinien pojawić się w poniedzialek i zdecydowanie nie o tak później porze, jednak sa takie dni, kiedy wydaje mi się, że studia na UG zaprojektowano dla osób, które nie robią kompletnie nic oprócz nauki. Także nie jedzą i nie śpią! A już na pewno nie blogują!
Ale ja się nie dam, studia nie uciekną, a Wy możecie. Także dziś znów 'pomadkowo", ale tym razem przyjemniej!


Jak zawsze zacznę od opakowania. Zawsze tak robię, bo chociaż jest to najmniej ważna część kosmetyku to zdecydowanie najłatwiej się o nim wypowiedzieć. Wibo ostatnimi czasy poprawiło sie pod tym względem, bo co raz częściej mają opakowania, które nie straszą. Tutaj jest prosto ale z charakterkiem. Kanciaste opakowanko z czarnego plastiku trochę sie rysuje. Żadnych dodatkowych ozdób oprócz nadrukowanej złotymi literami nazwy i takiej jakby zlotej obrączki. Błyszcząco, ale z umiarem, nie wyszło tandetnie. Fajne są też nakrętki, które z zalożenia miały być w kolorze produktu. Idealnie koloru nie oddają, ale pozwalają odróżnić pomadki gdy mamy ich więcej niz jedną.

Pomadka ma gęstą, puszystą konsystencję. Przyjemnie się nakłada  przy pomocy dołączonego gąbeczkowego aplikatora. Może on jednak nabierać nieco zbyt wiele produktu, więc trzeba uważać, by nie nałożyć za dużo. Pigmentacja jest świetna, niewielka ilość wystarczy by uzyskać mocny kolor. Po kilku chwilach zastyga i staje się niemal nie do ruszenia. oprze się długiemu gadaniu i piciu. Odradzałabym jednak jeść, ponieważ nieco się lepi i okruszki jedzenia mogą się do niej przyklejać. W związku ze swoją lepkością może zostawiać ślady np. na kubkach, ale nie powoduje to widocznego ubytku w kolorze.

Początkowo nie bylam zadowolona z trwałości. Po niedługim czasie pomadka się rolowała i zbierała na ustach w postaci wałeczków (coś jak od gumki do ścierania). Szybko jednak odkryłam co było tego przyczyną. Produkt należy aplikować na idealnie osuszone usta! Jeśli będzie pod nim jakiś balsam lub chociażby obliżemy usta, pomadka już się nie złapie naszych warg i będzie się rolować. Tak samo stanie się, gdy nałożymy za grubą warstwę.
Poprawnie zaaplikowana pomadka spełni obietnicę producenta o trwalości do 4 godzin, a może nawet utrzyma się dłużej!
Podczas zakupów zdecydowałam się na dwa kolory. Ogólnie w gamie są cztery, ale spodziewalam się, że będą to pomadki podobne do Lovely [KLIK], więc kolory, które spodziewałam się, że będą takie same sobie odpuściłam. W pierwszej kolejności wybralam więc odcien numer trzy, który jest chłodną malinową czerwienią. Taka czerwień z nutą różu, wydaje mi się, że nie jest to do końca bezpieczny kolor, choć może to tylko moje skrzywienie psychiczne (ulubiony odcień pomadek mojej babci).
Nad odcieniem numer dwa dośc długo się zastanawiałam. Obawiałam się, że będzie podobny do dwójki z Lovely (link do posta o pomadkach Lovely wyżej), a nie moglam porównać, ponieważ nie miałam tej pomadki przy sobie. Ostatecznie postanowiłam zaryzykować i nie żałuję! Opakowanie sugerowało, ze będzie to ciemna fuksja, w rzeczywistości pomadka jest nieco jaśniejsza. Mocna, żywa, jaskrawa fuksja! Nie da się nie zwrócić na nią uwagi! Żywsza niż Lovely, ale mniej zimna niż z Kobo. Ładna i odważna.


Czytałam na temat tej pomadki różne opinie, czesto bardzo złe. Ja jednak jestem zadowolona. Pomadki są fajne; trwałe i mocno napigmentowane. Fajnie pachną, ale nie do końca wiem czym. Czymś słodkim, czasem wydaje mi się, że jadalnym, czasem że kwiatowym. Przypominają mi trochę marmoladę różaną, ale jednak nie do końca...W każdym razie nie śmierdzą. Cena produktu nie jest wysoka, bo około 10 zł, jednak biorąc pod uwagę, że jest go zaledwie 3ml to cena już nie wydaje się taka przystępna. Mimo wszystko nie poraża.
Niestety wymaga idealnie wypielęgnowanych ust, bo jak większość matowych pomadek podkreśli suche skórki, a także może lekko przesuszać usta. Jeśli będziemy nosic ją cały dzień naprawdę warto nałożyć na noc coś mocno nawilżającego.



Jeśli je znacie podzielcie się swoją opinią!
Dzięki i do następnego :*



Czytaj dalej »

Wibo Deluxe Brighter | Recenzja

piątek, 17 lipca 2015
Wiem, wiem! Znów mnie nie było i należą mi się za to srogie baty bo już od nie pamiętam kiedy obiecuję się ogarnąć i nic z tego nie wychodzi. Niestety, najpierw obrona dyplomu, matury, egzaminy na studia, teraz poszukiwania mieszkania... a za chwilę przeprowadzka, nie dawały i chyba w najbliższym czasie nie dadzą mi w spokoju zaopiekować się blogiem. Staram się jak mogę poświęcać mu jak najwięcej czasu, słowo!
Po tych wszystkich ciężkich dniach biorę sobie na tapetę produkt, na ktory - od razu zdradzę- trochę ponarzekam. 


Standardowo zacznę od opakowania, bo zazwyczaj od tego zaczynam. Powiem szczerze, że mi się podoba. Jest minimalistyczne, srebrne, połyskujące (matowe byłoby ładniejsze) z logiem firmy i nazwą produktu. Zero udziwnień. Proste, eleganckie, profesjonalne. Naprawdę można by pomyśleć, że to produkt z dużo wyższej półki. Napisy się nie ścierają, niestety całośc się bardzo mocno rysuje.

 
Produkt występuje w tylko jednym kolorze, na szczęście jest on dość jasny. Nie zachwyca swoją jasnością, ale nadaje się do użytku nawet dla mnie. Niestety jest różowy. I gdybym wiedziała o tym już w sklepie to nie sięgnęłabym po niego, niestety testerów nie było i mogłam jedynie sugerować sie tym, co widzę w opakowaniu.


Aplikuje się go raczej standardowo - jak to korektor pod oczy. Otwieramy opakowanie i naszym oczom ukazuje się pisak zakończony pędzelkiem. Wystarczy przekręcić na spodzie opakowania i na pędzelku pojawi się spora kropla produktu. Co do tego kręcenia mam trochę zastrzeżeń, bo trzeba przekręcić kilka razy, żeby cokolwiek wydostało się na pędzelek, a gdy już uda nam się coś wykręcić, jest to zazwyczaj kropla monstrualnych rozmiarów.
Za to pędzelek do aplikacji jest fajny, nie za sztywny, wystarczająco elastyczny, na tyle miękki, że nie drażni delikatnej skóry pod oczami.


Korektor ma przyjemną kremowa konsystencję i łatwo się rozprowadza. Nieprzypudrowany daje bardzo świetliste wykończenie. Dobrze stapia się ze skórą i pozostaje niemal niewidoczny. Efekt który zapewnia naprawdę dobrze wygląda, zarówno w świetle dziennym jak i sztucznym. Lekko zastyga, co sprawia, że jest dosyć trwały, chociaż nie zdecydowałabym się go zostawić nieprzypudrowanego. Aż tak trwały nie jest.


No i teraz zacznie się narzekanie. Produkt kosztuje ok 14 zł. Nie jest to dużo, ale jego wydajność oceniam jako tragiczną. Wystarczył mi na około dwa tygodnie stosowania, co przy moim raczej niewielkim zużyciu na jeden raz, jest wręcz niedopuszczalne. Dodatkowo ten korektor kompletnie nie kryje zasinień. Może sprawdzi się, gdy ktoś nie ma z tym problemu. Ja nie mam dużych zasinień, a używałam go tylko w dni, gdy byłam wypoczęta i zrelaksowana, bo w gorszy dzień kompletnie sie nie sprawdzał. Krycie jest tragiczne i mogłabym śmialo powiedzieć, że prawie żadne. 



Zdecydowanie nie jest to produkt, który polecam i na pewno nie kupię go ponownie. Zaczytałam się pozytywnych recenzji, ale już wiem, że jeśli chodzi o korektory muszę sama na własnej skórze sprawdzać co mi odpowiada a co nie. Poszukiwania korektora idealnego nadal trwają!

Gdyby ktoś chciał polecić mi jakiś fajny produkt pod oczy, to czekam na komentarze!
Dajcie znać co myślicie o tym korektorze i jak wam się sprawdzał :)



Czytaj dalej »

Wibo Boutique de Beaute | Blush Creme

poniedziałek, 23 lutego 2015
Witajcie Dziewczyny! Mam nadzieję, że ucieszy was fakt, że na stałe wracam już do blogowania. Zmiany zmianami, ale potwornie brakuje mi pisania, komentarzy,  kontaktu z czytelnikami. Zwłaszcza, że mam całkiem sporo gotowych zdjęć, całkiem sporą liczbę rzeczy obiecałam wam pokazać, trzeba zacząć wywiązywać się z terminów! A ten róż mam już całkiem długo i całkiem dobrze zdążyłam go przetestować. 
Jak pewnie wiecie na paryską kolekcję wibo i na te cudowne róże polowałam odkąd pojawiły się w internecie pierwsze zapowiedzi. Zwłaszcza, ze to kolekcja limitowana. Podczas gdy wszyscy zachwycali się rozświetlaczem w szykownym flakoniku ja chorowałam na róż kuszący pięknym pikowanym tłoczeniem i obietnicą kremowej konsystencji. 



Zacznijmy od koloru, który jest naprawdę bardzo przyjemny. Ja wybralam kolor numer 02, który jest połączeniem matowego chłodnego różu z nieco cieplejszym brzoskwiniowym odcieniem, który zawiera delikatne srebrne drobinki rozświetlajace. Moim zdaniem to bardzo udana, naturalnie wyglądająca kompozycja, chociaż te srebrne drobinki mogłoby być nieco drobniejsze. Nie wyglądają tragicznie, ale wielu osobom mogą się nie spodobać.


Opakowanie produktu nie jest może moim ulubionym typem opakowań, ale w sumie to wygląda bardzo ładnie. Jest to prosta, kwadratowa kasetka wykonana z matowego, średniej jakości plastiku. W wieczku umieszczona jest plastikowa "szybka" przez którą zobaczyć możemy zawartość opakowania no i oczywiście to przepiękne tłoczenie. Na "szybce" nadrukowane jest logo Wibo, nazwa kosmetyku i całkiem fajny, graficzny rysunek zgrabnej Francuskiej panienki. Całość wygląda moim zdaniem bardzo stylowo i nawet moje wrażliwe poczucie estetyki nie czuje się urażone. Całość jest gustownie wyważona i oryginalna. 
Z tyłu umieszczono sporych rozmiarów naklejkę zawierającą wszelkie podstawowe informacje na temat produktu, opis od producenta, a nawet rysunek przedstawiający gdzie należy produkt nakładać.


Przejdźmy teraz do totalnego zaskoczenia tym kosmetykiem, a mianowicie jego konsystencji. Produkt został opisany i otrąbiony wszędzie jako kremowy róż do policzków Blush Creme. Czego więc się po nim spodziewałam? No dokładnie tego co zostało o nim napisane czyli kremowej konsystencji. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy po pierwszym dotknięciu okazało się, że produkt jest najzwyklejszym w świecie różem pudrowym! W dodatku bardzo mocno sprasowanym i naprawdę suchym.


W sumie to powiedzenie, że produkt jest suchy to małe niedomówienie. ciemniejsze "kafelki" różu są twarde jak kamień i zupełnie nie nabierają się na pędzel. By zrobić dla was Swatch musiałam zdrapać odrobinę paznokciem żeby wgl było coś widać. Na pędzel ciemniejszy odcień nie nabiera się zupełnie. Po miesiącu testowania i użyciu conajmniej kilkanaście razy ciemniejsze fragmenty nadal zachowały idealną, nowiutką fakturkę, podczas gdy jaśniejsze kawałki sa już nieźle wygłaskane. Jak zapewne się domyślacie, pigmentacja nie jest powalająca. Na policzek nakłada się tylko jaśniejszy odcień, przy którym i tak trzeba namachać się pędzlem żeby cokolwiek było widać. Efekt jest subtelny i delikatny, zupełnie nie trzeba martwić się o blendowanie dlatego zużywam go do szkoły gdy chcę tylko minimalnie zaznaczyć policzki.


Zastanawiałam się długo jak podsumować ten produkt, bo to naprawdę niezłe zaskoczenie. I to raczej nie jest miła niespodzianka. Nada się dla niewprawionych dziewczyn, które boją się zrobić sobie różową plamę lub dla osób ceniących sobie mega naturalny efekt. Tak poza tym to dla mnie jest to produkt rozczarowujący. Płacimy za 9g produktu z czego połowa nie nabiera się na pędzel (chyba że byłby druciany)
i nigdy jej nie użyjemy. Druga połowa produktu jest w miarę ok, ale i tak nie robi szału. Opakowanie jest ładne, ale co z tego, gdy kosmetyk nie nadaje się raczej do niczego. Tak ponad to, to może przymknęłabym oko i po porostu nie napisała o tym produkcie (bo zdecydowanie przyjemniej pisze się pozytywne rzeczy) gdyby nie fakt, że klient jest jawnie wprowadzany w błąd. Produkt wszędzie opisywany jako kremowy okazuje się zwyczajnym prasowańcem i to w dodatku tak suchym, że nie da się nim pracować. Szczerze mówiąc nie wiem co mam myśleć o takim postępowaniu firmy.

Dajcie znać co wy myślicie o tym produkcie jak i o dziwnym "chwycie marketingowym". Ja czuję się nieco zniesmaczona czymś takim i cieszę się, że chwyciłam tylko za jeden róż, a nie ta jak miałam ochotę- za wszystkie.

Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.