Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matowe pomadki w płynie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą matowe pomadki w płynie. Pokaż wszystkie posty
Mat i brokat | Lipart
Witajcie!
Jestem ogromną fanką makijażu ale też typową artystyczną duszą! Uwielbiam nietypowe rzeczy, artystyczne makijaże i dziwne trendy. Kocham na nie patrzeć, a niektóre nawet nosić na co dzień (a kto mi zabroni?). Moja kolekcja kosmetyków rozrosła się do naprawdę pokaźnych rozmiarów, a kolekcję szminek przerasta tylko kolekcja lakierów. Postanowiłam więc trochę poszaleć i zmalować na ustach coś ciekawego, mam nadzieję, że Wam się spodoba mój pierwszy lipart!
Do wykonania tego lipartu użyłam pomadki w płynie Wibo Million Dollar Lips w kolorze numer 3, ozdób do paznokci przyklejonych na klej do rzęs oraz pyłku do hybryd Pink Stardust od Provocater.
Czytaj dalej »
Jestem ogromną fanką makijażu ale też typową artystyczną duszą! Uwielbiam nietypowe rzeczy, artystyczne makijaże i dziwne trendy. Kocham na nie patrzeć, a niektóre nawet nosić na co dzień (a kto mi zabroni?). Moja kolekcja kosmetyków rozrosła się do naprawdę pokaźnych rozmiarów, a kolekcję szminek przerasta tylko kolekcja lakierów. Postanowiłam więc trochę poszaleć i zmalować na ustach coś ciekawego, mam nadzieję, że Wam się spodoba mój pierwszy lipart!
Post udostępniony przez Arnell Nail Art (@arnell_nail_art)
Do wykonania tego lipartu użyłam pomadki w płynie Wibo Million Dollar Lips w kolorze numer 3, ozdób do paznokci przyklejonych na klej do rzęs oraz pyłku do hybryd Pink Stardust od Provocater.
Oczywiście oczu już się malować nie chciało bo i po co :D Moich zdjęć na blogu do tej pory było bardzo niewiele ale chyba dorosłam w końcu do tego żeby nie tylko się pokazać tak publicznie, ale też pokazać się bez makijażu. Bądźcie ze mnie dumni, bo ja z siebie jestem :)
Mam nadzieję, że takie zabawy z makijażem Wam się spodobają i tego typu postów będzie w przyszłości więcej!
Dzięki i do następnego :*
Eveline Velvet Matt Lip Cream | Recenzja i Swatche wszystkich kolorów
W ubiegłym roku matowe pomadki podbiły serca wszystkich fanek makijażu. Firmy prześcigały się w tworzeniu nowych formuł i kolorów co i rusz wypuszczając na rynek kolejne produkty. Nic w tym dziwnego, gdyż matowe pomadki w płynie mają szereg zalet, dzięki którym biją klasyczne pomadki i błyszczyki na głowę. Jedną z ubiegłorocznych nowości na rynku były pomadki Eveline Velvet Matt. Wypuszczone na rynek w sześciu ciekawych odcieniach znikały w półek dość szybko, ale jakoś nie zrobiło się o nich wybitnie głośno. Moim zdaniem niesłusznie, bo jeśli czytałyście wpis o ulubieńcach roku 2016 to wiecie, że bardzo przypadły mi do gustu.
Teraz coś o kolorach! Jak już wspomniałam Eveline Velvet Matt występuje w sześciu kolorach, wśród których znajdziemy aż trzy odcienie idealne do codziennego makijażu, piękną czerwień i dwa intensywne kolory dla fanek rzucających się w oczy ust!
411 Hawaiian Flower to neonowa petarda! Taki fuksjowy zakreślacz. Chłodne tony ładnie wybielają uśmiech. Takie usta nie przejdą niezauważone. Nieco różni się od pozostałych wykończeniem, gdyż jest najmniej matowy i ma najrzadszą konsystencję.
412 Mystic Rose. Nazwa fajnie go opisuje. To jeden z codziennych odcieni, o których wspomniałam. Różany nude. Zdecydowanie w ciepłej tonacji. Ma w sobie nuty różu i beżu. Ładny i dziewczęcy, pasuje do większości makijaży. Najprościej określić go można jako odcień Herbacianej Róży.
413 Cashmere Pink. Razem z 412 są dwoma najbardziej gęstymi i matowymi w kolekcji. Jak można zauważyć po zniszczonym opakowaniu jest to mój ulubiony kolor, ciągle noszę go ze sobą w torebce. To bardzo modny obecnie odcień przybrudzonego różu w chłodnej tonacji. Idealny zarówno na co dzień jak i do mocnego makijażu oka.
414 Shocking Rubin. Po prostu czerwony. Ładny, klasyczny odcień, który będzie pasował każdemu. Nie ma w sobie wyraźnych ciepłych ani zimnych tonów. Wygląda bardzo elegancko i szykownie. Mam jednak wrażenie, że jest mniej napigmentowany od pozostałych i pozostawia wyraźniejsze smugi na ustach przez co konieczne jest nałożenie dwóch warstw.
415 Nude Pink. Zdecydowanie nude, ale czy taki różowy? Raczej nie widzę w nim zbyt wiele różowych tonów. To raczej beżowy nude w ciepłej tonacji, może z minimalną domieszką ciepłego różu. Bardzo modny obecnie więc z pewnością znajdzie swoje fanki.
416 Wild Fuchsia. To kolor, który zwrócił moją uwagę jako pierwszy i wiedziałam, że musi być mój. Chłodny róż z wyraźną domieszką fioletu. Intensywny i odważny, nie da się przejść obojętnie obok takiego koloru! Z całej gamy jest najtrwalszy gdyż dość wyraźnie barwi usta.
Czytaj dalej »
Lubię zaczynać recenzję od opakowania bo chociaż nie jest to najważniejsza rzecz w kosmetyku, to jednak jest pierwszą rzeczą jaką zauważamy podczas zakupów i często decyduje o tym, czy po dany produkt sięgniemy czy nie. Moim zdaniem opakowania pomadek Eveline Velvet Matt zachęcają do kupna. Są smukłe i podłużne jak opakowania błyszczyków. Opakowanie ze złotą nakrętką oklejone jest etykietą w kolorze zbliżonym do ocienia pomadki. Na naklejce oprócz niezbędnych rzeczy takich jak nazwa produktu czy skład nie znajdziemy dodatkowych udziwnień i ode mnie za to ogromny plus. Opakowanie jest ładne i wygodne, ale moje zastrzeżenia budzi fakt, że złote elementy wycierają się dość szybko, a etykieta, którą pokryte jest opakowanie odkleja się na rogach jeśli nosimy pomadkę w torebce.
Aplikacja pomadki przebiega dość szybko i sprawnie. Podoba mi się aplikator, ścięty z obu stron, lekko puchaty ale płaski. Nabiera dość dużą ilość pomadki, ale dzięki temu nie ma potrzeby dobierania kolejnej porcji produktu z opakowania. Formuła pomadki jest dość rzadka i nieco różni się w zależności od koloru. Jaśniejsze odcienie mają formułę nieco bardziej musową dzięki czemu nakładają się na usta cienką, równą warstwą. Ciemniejsze odcienie są rzadsze i podczas aplikacji mogą zdarzyć się lekkie prześwity.
Mimo, że niektóre kolory tworzą lekkie prześwity przy pierwszej warstwie to aplikacja jest moim zdaniem przyjemna. Nie ma problemu by dołożyć kolejną warstwę dla wyrównania krycia. Produkt w takiej sytuacji nie kawali się, kolejne warstwy wyglądają jakby połączyły się ze sobą. Dodatkowo aplikację ułatwia wspomniany wyżej aplikator na długim patyczku. Jest raczej nieduży i ładnie ścięty co pozwala mi wyrysować kształt ust bez konturówki.
Wykończenie na początku nie do końca do mnie przemówiło. Pomadki nie zastygają na idealnie suchy mat, który uwielbiam, ale pozostają leciutko satynowe i odrobinę się transferują. Przez to też ich trwałość nie jest taka, jak w moich ulubionych matowych pomadkach. Mimo to wytrzymują dość długo w dobrym stanie. Gdy już się zaczną zjadać nie tworzą wyraźnej krawędzi od wewnętrznej strony ust. Wycierają się dość ładnie i równomiernie. Jeśli kolor zetrze się od środka na przykład od gadania lub jedzenia, można dołożyć produktu tylko w tym miejscu i tym samym poprawić makijaż. Nie ma potrzeby zmywania całej pomadki.
Teraz coś o kolorach! Jak już wspomniałam Eveline Velvet Matt występuje w sześciu kolorach, wśród których znajdziemy aż trzy odcienie idealne do codziennego makijażu, piękną czerwień i dwa intensywne kolory dla fanek rzucających się w oczy ust!
411 Hawaiian Flower to neonowa petarda! Taki fuksjowy zakreślacz. Chłodne tony ładnie wybielają uśmiech. Takie usta nie przejdą niezauważone. Nieco różni się od pozostałych wykończeniem, gdyż jest najmniej matowy i ma najrzadszą konsystencję.
412 Mystic Rose. Nazwa fajnie go opisuje. To jeden z codziennych odcieni, o których wspomniałam. Różany nude. Zdecydowanie w ciepłej tonacji. Ma w sobie nuty różu i beżu. Ładny i dziewczęcy, pasuje do większości makijaży. Najprościej określić go można jako odcień Herbacianej Róży.
413 Cashmere Pink. Razem z 412 są dwoma najbardziej gęstymi i matowymi w kolekcji. Jak można zauważyć po zniszczonym opakowaniu jest to mój ulubiony kolor, ciągle noszę go ze sobą w torebce. To bardzo modny obecnie odcień przybrudzonego różu w chłodnej tonacji. Idealny zarówno na co dzień jak i do mocnego makijażu oka.
414 Shocking Rubin. Po prostu czerwony. Ładny, klasyczny odcień, który będzie pasował każdemu. Nie ma w sobie wyraźnych ciepłych ani zimnych tonów. Wygląda bardzo elegancko i szykownie. Mam jednak wrażenie, że jest mniej napigmentowany od pozostałych i pozostawia wyraźniejsze smugi na ustach przez co konieczne jest nałożenie dwóch warstw.
415 Nude Pink. Zdecydowanie nude, ale czy taki różowy? Raczej nie widzę w nim zbyt wiele różowych tonów. To raczej beżowy nude w ciepłej tonacji, może z minimalną domieszką ciepłego różu. Bardzo modny obecnie więc z pewnością znajdzie swoje fanki.
416 Wild Fuchsia. To kolor, który zwrócił moją uwagę jako pierwszy i wiedziałam, że musi być mój. Chłodny róż z wyraźną domieszką fioletu. Intensywny i odważny, nie da się przejść obojętnie obok takiego koloru! Z całej gamy jest najtrwalszy gdyż dość wyraźnie barwi usta.
Na koniec dodam jeszcze, że pomadki przepięknie pachną malinami. Dostępne są w Rossmannie w szafach Eveline i kosztują niewiele bo około 13 zł za sztukę. Myślę, że to rewelacyjna cena za dobrą jakość pomadki i wysoki komfort noszenia - tego odmówić im nie można! Pomadki przez cały czas noszenia nie czuć na ustach, nie jest sucha, ale też nie klei się. Dodatkowo nie wysusza ust tak bardzo jak niektóre matowe produkty do ust. Dla mnie jest to jakość przewyższająca sławne Bourjois REV w dodatku za ułamek ceny!
Jeśli znacie te pomadki koniecznie podzielcie się w komentarzu swoją opinią? Który kolor zauroczył Was najbardziej?
Ps. Przepraszam za moje suche usta :(
Dzięki i do następnego :*
Jeśli znacie te pomadki koniecznie podzielcie się w komentarzu swoją opinią? Który kolor zauroczył Was najbardziej?
Ps. Przepraszam za moje suche usta :(
Dzięki i do następnego :*
Ulubieńcy Roku 2016 - Makijaż
Witajcie!
Wiem, że ostatnio mało mnie tutaj, ale jak zapewne u wielu z Was - sesja zbliża się wielkimi krokami. Egzaminy, zaliczenia i ostatnie korekty przed zdaniem do oceny projektów - jest nad czym pracować i niestety doba staje się za krótka.
Dlatego więc dopiero w połowie stycznia pojawiam się z podsumowaniem całego ubiegłego roku pod względem kosmetycznym. Nie pojawią się tu kosmetyki ze wszystkich kategorii, a tylko te, które naprawdę chwyciły mnie za serce swoim działaniem. Na pierwszy rzut oka możecie zobaczyć, że 2016 był rokiem konturowania i matowych pomadek!
Zaczniemy może od tej bardziej różnorodnej kategorii produktów do twarzy i oczu.
Moim absolutnym hitem - i widać to od razu chociażby po zużyciu - jest malutka paletka czterech produktów do konturowania z Kobo. Mamy tu cztery matowe produkty w pudrze. Dwa matowe bronzery cudownie się rozcierają, dają ładny, chłodny cień na twarzy i nie są zbyt mocno napigmentowane, więc trudno nimi o plamy. Idealnie nadają się do podkreślania rysów twarzy i wyostrzania konturów. Jasny puder, w którym jestem zakochana absolutnie i po uszy doskonale sprawdzał mi się do pudrowania okolicy pod oczami by ją jeszcze bardziej rozjaśnić i do konturowania nosa. Najmniej przypadł mi do gustu róż, który chociaż ładny i dość uniwersalny to jednak nie wpisuje się w moje codzienne upodobania.
Kolejne dwa produkty, to znów Kobo i znów konturowanie. Tym razem jednak na mokro. Kredki te widziałam i macałam chwilę po tym jak pojawiły się na rynku, ale długo nad nimi myślałam. Z jednej strony byłam zachwycona trwałością swatchy na dłoni, z drugiej nie byłam przekonana do konturowania twarzy mokrymi produktami. Gdy się wreszcie zdecydowałam na zakup miałam do nich mieszane uczucia, ale odkąd nauczyłam się pracować z taką formułą, mój makijaż zyskał zupełnie nowe oblicze i nawet zaczęłam lubić swój nos!
Następne produkty to już coś do oczu. Odżywka do rzęs od Eveline trafiła do mnie podczas konferencji Meet Beauty i pewnie jest znana wielu z Was - to odżywka w formie tuszu, którą ja polubiłam w roli bazy. Nie zauważyłam by widocznie poprawiła kondycję rzęs, ale pięknie się na niej rozprowadza mascarę. Drugi produkt to barwiony żel do brwi. Jego akurat dorwałam podczas konferencji See Bloggers. Ładnie utrwala włoski i nadaje im lekkiego koloru. Idealna opcja dla kogoś, kto nie lubi mocnych, wyrysowanych brwi.
Ostatni produkt, zanim przejdziemy do pomadek to stosunkowo nowa rzecz. Trafiła do mnie w grudniu i od razu mi się spodobała. Jest to paletka Lovely Nobody's perfect... but me! Teoretycznie jest to paletka trzech rozświetlaczy. Jak pewnie wiecie ja nie przepadam za mocnym rozświetlaniem twarzy ale odrobinka tego jasnego złotka na policzkach i nad ustami wygląda cudownie i świeżo. Przede wszystkim jednak zakochałam się w środkowym wkładzie, który miał być różowym rozświetlaczem a okazał się lekko połyskującym różem w chłodnym odcieniu idealnym na zimowe dni. Cudeńko i naprawdę polecam sprawdzić.
Przejdźmy teraz do tej obszerniejsze kategorii czyli do matowych pomadek w płynie. Jak widać, w ubiegłym roku odkryłam ich trochę.
Najstarszym z moich odkryć są pomadki Golden Rose Liquid Matte Lipstick. W maju nabyłam trzy odcienie widoczne na zdjęciach i formuła absolutnie mnie oczarowała. W 2016 roku sięgałam po nie bardzo często i myślę, że i w tym roku się to nie zmieni. Co więcej, planuję powiększenie swojej kolekcji o kolejne kolory, zwłaszcza, że niedawno wyszło pięć nowych odcieni!
Odkryciem numer dwa jest absolutnie cudowna pomadka Inglot HD matte, którą dostałam od siostry na imieniny. Nie jest to najtańszy produkt w mojej kolekcji, dlatego jeszcze się jakoś nie zebrałam i nie pokusiłam o uzupełnienie zapasów o inne kolory, które mi się podobają, ale formuła jest idealna więc prędzej czy później w mojej kosmetyczce zagoszczą w liczniejszej grupie.
Ta gromadka to kolejne odkrycie z konferencji See Bloggers. Miałam tam okazję ówczesną nowość marki Eveline - Velvet Matt Lip Cream. Mimo, że nie dają tak suchego matu jak pomadki Inglot czy Golden Rose, to jednak polubiłam je na tyle, by kupić wszystkie dostępne kolory! Ich piankowa formuła gładko rozprowadza się na ustach i niezwykle komfortowo nosi, a w przeciwieństwie do innych pomadek o podobnej formule są trwałe i mają intensywne kolory.
Ostatni ulubieniec to również stosunkowo świeży produkt. Pomadki Lovely K-lips chyba nikomu nie muszę przedstawiać - jeśli ktoś jej nie zna to niech natychmiast się przyzna w jakiej jaskini i na jakim odludziu spędził ostatnie miesiące. Nie będę wnikać w kwestie, które zajmują wiele osób, a mianowicie czy to podróbka innego produktu czy nie - mnie to nie interesuje bo pomadka jest świetna. Dokładnie taka jak lubię czyli absolutnie matowa i trwała. No i ciągle wykupiona, chciałabym dorwać jeszcze inny kolor ale nie wiem czy kiedyś będzie mi dane.
To już wszyscy ulubieńcy. Dajcie znać, co ciekawego z kategorii makijażu spodobało się Wam w ostatnim czasie.
Trzymajcie za mnie kciuki w czasie sesji!
Dzięki i do następnego :*






