Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satynowa pomadka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą satynowa pomadka. Pokaż wszystkie posty
Delia Creamy Glam | Recenzja
Nie wiem czy kiedykolwiek Wam to mówiłam, ale uwielbiam produkty do ust niemal tak samo jak lakiery do paznokci i róże do policzków. Mogłabym ich mieć miliony i nadal byłoby mi mało. Nie wiem też, czy kiedykolwiek wspominałam, że moja relacja ze szminkami jest dość specyficzna. Jak przypnę się do jakiegoś koloru to nie ma przebacz. Będę go katować i nosić dzień w dzień, aż mi się znudzi i przepadnie na kolejne tygodnie na dnie kosmetyczki, albo do czasu, aż zachwycę się czymś innym i w sumie efekt jest wtedy taki sam. Ostatnio szminką, której nie mogłam dać spokoju jest Delia Creamy Glam w numerze 115.
Pierwsze co zwraca uwagę w tej szmince to nie da się ukryć - opakowanie. Jest przepiękne. Złote, z grubego plastiku imitującego metal. Tłoczenia nadają jej wygląd niemal biżuteryjny, a minimalistyczny design sprawia, że spokojnie można by pomyśleć, że kosztuje znacznie więcej niż w rzeczywistości. Nie da się przejść obojętnie obok niej, zwłaszcza teraz, późną jesienią, gdy najchętniej wszystko pokryłabym złotem i migoczącymi akcentami.
Mimo, że opakowanie jest niewątpliwym atutem tego produktu to jednak najbardziej liczy się wnętrze. A co znajdziemy w środku? Przepiękny odcień ciepłej maliny. Niby kolor typowo letni, ale mnie on zachwycił w początkach jesieni i do niedawna grał pierwsze skrzypce w moim makijażu. Odcień ciepły i głęboki, zwracający uwagę. Zdecydowanie wychodzi na pierwszy plan i nie lubi konkurencji w postaci mocnych oczu. Za to cudownie podkreśla urodę.
Oprócz koloru ważna jest też konsystencja. W aplikacji jest miękka jak masełko i nakłada się ją z przyjemnością. Gładko sunie po ustach zostawiając równomierną warstwę o doskonałym kryciu. Oczywiście mimo tak łatwej aplikacji nie zaryzykowałabym nakładania jej bez lusterka, bo to jednak dość widoczny kolor i wymaga precyzyjnej aplikacji.
Ci z was, którzy czytają mojego bloga regularnie i od dawna na pewno są teraz zaskoczeni - kremowa pomadka przy mojej miłości do suchego matu? No tak, zdarza się, zwłaszcza w ciepłe miesiące i w okresach przejściowych, gdy moje usta nie chcą współpracować z matowymi produktami. Jednak to, że produkt jest kremowy nie oznacza, że ma konsystencję błyszczyka, bo tego bym nie zniosła. Moje umiłowanie matu nadal trzyma się mocno i konsystencja tej pomadki przypadła mi do gustu ze względu na jej właściwości- nie jest to ani suchy mat, ani błyszczykowaty blask, po nałożeniu na usta pomadka daje kremowe w odczuciu i satynowe wizualnie wykończenie, co spodobało się i moim ustom i oczom.
Trwałość oceniam na plus, bo jak na taką formułę utrzymuje się zaskakująco długo. Napicie się wody z butelki nie zniszczy doszczętnie makijażu. Pomadka odbije się na dotykanej powierzchni ale nie zatrze się całkowicie. Gorzej już jest przy posiłkach bo wtedy pomadka schodzi, ale robi to równomiernie, nie pozostawiając koszmarnie wyglądającego rantu w połowie ust. Także same plusy.
Co jeszcze jest plusem? Gdyby tych zalet było Wam mało to mogę dodać, że pomadka pachnie cukierkami, aż mam ochotę ją zjeść <3 nbsp="" p="">
Dajcie znać czy podoba Wam się kolor i jakie pomadki lubicie na taki okres przejściowy oraz jesienny. Ja na jesień wracam do matów!
Dzięki i do następnego :*
3>Eveline Color Edition | Recenzja
Witajcie! Przychodzę dziś do Was z recenzją pomadki, która ostatnio zawładnęła moim makijażem dziennym. Wiosną to okres gdy rezygnuję z całkowicie matowych ust w mocnych, ciemnych kolorach i chcę dodać swojemu makijażowi lekkości, świeżości i rozświetlenia. Produkt, o którym zaraz wam opowiem idealnie wpisuje się w moje aktualne potrzeby makijażowe. Jeśli jesteście ciekawe dlaczego ta pomadka skradł moje serce w ostatnim czasie to zapraszam do dalszej części posta!
Pomadkę Eveline Color Edition otrzymałam od marki podczas tegorocznej edycji Meet Beauty. Od razu zachwyciła mnie swoim opakowaniem. Wiecie, że lubię wszystko co ładnie wygląda. Ta pomadka wygląda pięknie! Proste, złote opakowanie nieozdobione niczym oprócz logotypu marki i nazwy serii nadrukowanych na zatyczce. Dodatkowym atutem opakowania jest przezroczysty spód wypełniony kolorem odpowiadającym kolorowi samej pomadki. Wygląda to jakby szminka była zatopiona w kostce lodu! Jest to świetne rozwiązanie ponieważ nie tylko ułatwi znalezienie w kosmetyczce odpowiedniego odcienia gdy posiadamy więcej niż jedną sztukę z tej samej serii, ale także pozwoli łatwo wybrać kolor w sklepie bez otwierania opakowania.
Aplikacja produktu na usta jest wygodna. Sztyft ma klasyczny, ścięty pod kątem kształt, którym szybko i precyzyjnie pomalujemy całe usta. Dzieki konsystencji, która nie jest zbyt masełkowa ale też nie sucha i twarda łatwo nałożyć produkt na usta. Dodatkowo formuła pomadki wzbogacona została o masło aloesowe i witaminę E. To sprawia, że nie tylko pięknie podkreśla usta, ale też je nawilża i odżywia.
Kolejnym atutem tego produktu jest jego pigmentacja. Możemy uzyskać tą pomadką pełne krycie bez prześwitów i plam. Jeśli jednak ktoś woli delikatniejszy efekt po nałożeniu cienkiej warstwy lub wklepaniu pomadki palcem otrzymamy usta delikatnie muśnięte kolorem i tylko subtelnie podkreślone.
Bardzo spodobało mi się wykończenie pomadki. Eveline Color Edition daje lekko kremowy, satynowy efekt bez mocnego błyszczykowego blasku jednakże usta pozostaną subtelnie rozświetlone dzięki maleńkim drobinkom w srebrno-różowym kolorze. To efekt idealny na wiosenne i letnie dni gdy słońce odbija się od błyszczącego pyłku optycznie powiększając wargi.
Kolor, który mam to numer 701 Nude Rose. Nazwa świetnie opisuje to, co znajdujemy w opakowaniu. To delikatny odcień zgaszonego różu z subtelną nutą beżu. Coś w stylu "moje usta tylko lepsze" czyli idealny, uniwersalny kolor zarówno na co dzień jak i do mocnego makijażu oka. Nie wybija się na pierwszy plan tylko ładnie podkreśla naturalny kolor warg.
Pomadka dostępna jest między innymi w drogerii Rossmann i kosztuje około 16 zł. W gamie dostępnych jest aż 12 kolorów więc każdy znajdzie coś dla siebie. To bardzo dobra pomadka, nie tylko świetnie wygląda na ustach ale też ma je odżywiać no i przede wszystkim jest trwała! Nie schodzi plamami, dobrze się nosi i nie trzeba się martwić ciągłym poprawianiem.
Dajcie znać czy znacie te pomadki i jakie są wasze doświadczenia z nią.
Dzięki i do następnego :*
