Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Nudes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Nudes. Pokaż wszystkie posty
Maybelline The Nudes
Witajcie!
Z racji trwającej aktualnie promocji na produkty do makijażu oczu chciałabym Wam przedstawić paletkę, którą mam juz od jakiegoś czasu i dość intensywnie używam. Jest to paletka Maybelline The Nudes, którą już kiedyś umieściłam w swoim zestawieniu najpiękniejszych paletek nude! [KLIK] Wątpię, żebyście jej jeszcze nie znały, ale być może komuś ta recenzja przyda się i pomoże podjąć decyzję odnośnie zakupów, zwłaszcza, że nie jest ona tania więc warto kupić ją w promocji!
Cienie zamknięte są w małej, poręcznej paletce z okienkiem. Wykonana jest z dość solidnego plastiku, który niestety trochę się rysuje. Całość jednak wygląda minimalistycznie i gustownie. Mimo długiego używania zamknięcie na klik nadal działa bez zarzutów, tak samo jak zawiasy, które nie wyrobiły się i nie latają luźno.
Najważniejsze jest jednak wnętrze, a w nim znajdziemy 12 cieni o różnych wykończeniach w kolorach, pozwalających wykonać zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy. W moim odczuciu kompozycja paletki czyni ją samowystarczalną i uniwersalną, sprawdzi się wielu osobom na różne okazje i nie wymaga wsparcia w postaci innych cieni czy paletek. Znajdziemy tu wszystko, czego potrzeba do wykonania makijażu oka.
Wśród tych cieni przeważa kolorystyka neutralna lub lekko ciepła, ale znajdą się też chłodniejsze kolory. Wśród tych dwunastu cieni znajdziemy trzy wykończenia- perłowe, mocno połyskujące i iskrzące się maleńkimi drobinkami, całkowicie matowe i satynowe, w których znajduje się niewielka ilość odbijających światło drobinek, ale nie tworzą one nachalnego i wyraźnego błysku, a jedynie nadają cieniowy głębi i wymiarowości.
Pierwszy cień w palecie jest chyba moim ulubionym. To perłowy cień na białej bazie, który daje wielowymiarowy blask. Daje taflę złoto-różowego blasku jednocześnie iskrząc się odrobiną niebieskich drobinek. Wygląda naprawdę ciekawie i bardzo go za to lubię. Sprawdza mi się nie tylko do rozświetlania powieki, ale czasem nakładam go też jako rozświetlacz na policzki i nad ustami. To naprawdę piękny i niezwykły cień, chociaż w paletce wygląda dość niepozornie.
Pod nim znajdziemy fajny błyszczący cień w ciekawym kolorze. Jest to kolejny cień, który w palecie wygląda nijak, ale na skórze daje piękny efekt. To ciepły odcień cynamonu, lekko miedziany z połyskiem. Trudno mi określić jakiego koloru są drobinki w nim gdyż w zależności od światła widzę w nim blask srebrny lub złoty.
Trzeci cień, dla odmiany nie przypadł mi za bardzo do gustu, ale nie dlatego, że coś z nim nie tak, ale po prostu nie do końca pasuje mi kolor. To taki chłodny brąz kojarzący mi się z rozpuszczalnym kakao. Ma lekkie różowe tony w sobie i satynowe wykończenie. Znajdują się w nim minimalne ilości srebrnych drobinek.
Czwarty cień to poza cielistym chyba najbardziej uniwersalny cień w palecie. Średni brąz w neutralnej tonacji, całkowicie matowy. Nadaje się zarówno do podkreślania załamania jak i przyciemnienia zewnętrznych kącików. W naprawdę mocnym, czarnym smoky może pełnić rolę cienia do rozcierania granic, a gdy chcemy uzyskać naprawdę delikatny efekt w makijażu może przyciemnić linię rzęs. Dla takiego cienia z pewnością znajdzie się całe mnóstwo zastosowań!
Kolejny to uniwersalny cień, który musi znaleźć się w każdej dobrze skomponowanej paletce. To matowy cielisty beż o raczej neutralnej tonacji. Na skórze (przynajmniej mojej) nie wygląda tak żółto jak w paletce. Nie ma powalającej pigmentacji ale wystarczy by rozetrzeć nim granice cieniowania czy utrwalić bazę na powiece.
Teraz przejdziemy natomiast do cienia, który nieco mnie rozczarował. Wiecie na pewno, że uwielbiam ciepłe odcienie złota, błyszczące i metaliczne. Po tym spodziewałam się wiele, niestety wypadł dość słabo. Ma fajny, ciepły odcień i ładnie migocze ale wymaga uwagi przy nakładaniu. Nie tylko potrafi się sypać na policzki ale też słabo chwyta się powieki przy nakładaniu pędzlem.
Następnego cienia jestem ogromną fanką! To kolor, który uwielbiam i szukam takiego w każdej palecie. Ciepły brąz, ciemniejszy, napakowany złotymi refleksami. Ma zabójczą pigmentację
Kolejny cień z zabójczą pigmentacją także bardzo mi się podoba chociaż używam go rzadko.Trudno mi nazwać ten kolor bo w zależności od światła i kąta pod jakim patrzymy wydaje się raz chłodnym ciemnym brązem, a raz ciepłym jesiennym odcieniem z nutami borda. Teraz gdy na niego patrzę widzę w nim lekkie nuty borda lub śliwkowego fioletu i ciepły blask złotych i śliwkowych drobinek.
Następny jest podobny do cienia numer trzy - to kolor rozpuszczonego kakao, chłodny, jasny brąz z brudnymi różowymi tonami, tym razem jednak całkowicie matowy. Idealny do zaznaczenia załamania powieki w lekkich makijażach lub do roztarcia granic w ciemniejszym makijażu.
Kolejny cień także nie okazał się moim faworytem. Jest to perłowy, błyszczący cień na białej bazie z różowym połyskiem. Źle się czuję w takich odcieniach więc nie jest u mnie czesto używany, ale dla chłodnych typów urody i różowych cer sprawdzi się nie tylko do powiek ale także przepięknie będzie wyglądał jako rozświetlacz.
Ostatni z górnej szóstki to matowy brąz w kolorze gorzkiej czekolady. Chłodny i ciemny o mocnej pigmentacji. Sprawdzi się nie tylko w mocnych makijażach wieczorowych ale przyda się także do narysowania delikatnej kreski przy linii rzęs w makijażu dziennym.
Na samym końcu mamy czerń. Nie jest to najczarniejsza czerń jaką w życiu widziałam, ale ma tę zaletę, że nie sypie się na policzki i jest matowa. Wklepana w powiekę da mocny efekt, a na co dzień sprawdzi się do rysowania czy rozcierania kresek na linii rzęs.
Jeśli chodzi o trwałość cieni to jestem zadowolona. Na bazie z Colour Tattoo utrzymują się w dobrym stanie przez większość dnia, a nawet po dłuższym noszeniu nie zbierają się w załamaniach skóry, nie sypią i nie robią plam. Z czasem nieco bledną i tracą na intensywności ale jednak robią to równomiernie więc nie ma obaw, że będziemy wyglądać źle nawet po całym dniu noszenia. Wspomnę jeszcze, że w większości dobrze się nakładają i ładnie blendują.
Jeśli ta paletka Was interesowała to myślę, że naprawdę warto się z nią zapoznać.
Dajcie znać, czy ją macie i jakie są wasze odczucia co do niej.
Dzięki i do następnego :*
NEW IN | Czerwiec 2016
Witajcie!
Nie wierzę jak szybko skończył się ten miesiąc. To, że był bardzo intensywny - sesja to dla studenta ciężki okres - nie usprawiedliwia tego miesiąca by zlecieć tak szybko! Czas minął mi tak niepostrzeżenie, że nawet nie zdążyłam zrobić zbyt wielkich zakupów. Chociaż może się do małych zakupów przyczynić też fakt, że miałam w tym miesiącu spory wydatek! Zapewne te z Was, które obserwują mnie na snapchacie (serdecznie zapraszam: arnell_nailart) oraz na instagramie (arnell_nail_art) zauważyły, że ostatnio częściej się tam udzielam! Wszystko za sprawą nowego nabytku, czyli telefonu, który zastąpił mojego staruszka, a mi dał nowe możliwości i nową jakość! Ale nie o telefonie tu dzisiaj - chociaż jakby ktoś był ciekawy to model HTC Desire 825 jest na rynku od niedawna i zapewne mało jest o nim opinii więc mogę coś tam o nim powiedzieć, gdyż kupiłam go kilka dni po Polskiej premierze. No ale miało być o zakupach więc przejdźmy już do nowości!
Pierwszy poczyniony przeze mnie zakup jest tak prozaiczny, że nie pokazywałabym go Wam, gdyby nie fakt, że niesamowicie mi się spodobał. Jest to antyperspirant Garnier Neo, który zakupiłam na promocji w Drogerii Natura za niemal symboliczne 9 złotych. Fantastycznie mi się go używa i jeśli tak jak ja nie rozumiałyście dlaczego blogerki tak chętnie go opisują to sprawdźcie na sobie! Ja już się nie dziwię.
O kolejnym zakupie także mogliście już poczytać i to całkiem niedawno. Są to dwie matowe pomadki marki Bell dostępnej w Biedronce. Nowe seria kosmetyków Moroccan Dream zachwyca nie tylko opakowaniami, ale też kusi sześcioma odcieniami matowych pomadek w niesamowicie niskich cenach. Kusiły mnie wszystkie kolory, ale na próbę kupiłam dwa, które już pokazywałam TUTAJ. Nie są rewelacyjnej jakości, ale w cenie 8.99 nie ma co spodziewać się cudu. Noszę, używam, ale więcej kolorów nie kupię.
I znów rzecz, o której już pisałam na blogu czyli JoyBox. Jak już wspominałam, nigdy nie miałam styczności z pudełkami kosmetycznymi, chociaż niejednokrotnie podobała mi się zawartość niektórych boxów. Na JoyBoxa skusiłam się nie tylko dlatego, że od początku znamy zawartość boxa, a nawet część kosmetyków możemy wybrać sami z dostępnej gamy! Postanowiłam się skusić także dlatego, że było to pudełko zawierające wyłącznie naturalne kosmetyki! W dodatku znalazły się tu marki, które już od jakiegoś czasu miałam ochotę wypróbować więc nie zastanawiając się długo kliknęłam swoje pudełeczko i nawet jestem zadowolona z jego zawartości! Wpis, w którym pokazywałam Wam zawartość mojego Boxa i napisałam kilka słów pierwszego wrażenia o niekórych kosmetykach znajdziecie TUTAJ.
Znacie to uczucie, kiedy dzwoni do Was kurier poinformować, że zaraz do Was wpadnie z paczką i to kilkanaście minut ekscytacji i podniecającego oczekiwania na dzwonek do drzwi? To wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy oczekiwałam na kuriera mimo, że nie spodziewałam się w najbliższym czasie żadnych przesyłek! Niespodziewaną przesyłką okazała się paczuszka od Marki Lirene, w której znalazłam kremy z najnowszej serii Pro Vita D, które bardzo chciałam przetestować oraz cudownie pachnący peeling! O kremach jeszcze się nie wypowiem bo za krótko ich używam by mieć jakąś konkretną opinię, ale ten peeling jak tylko gdzieś zobaczycie musicie brać! Koniecznie!
Jednym z chętniej odwiedzanych wpisów na moim blogu jest post o 10 najpiękniejszych paletkach nude, który możecie znaleźć TUTAJ. Pokazałam w nim - wtedy jeszcze niedostępną w Polsce paletkę Maybelline The Nudes, która zachwyciła mnie na zdjęciach na Instagramie, więc gdy tylko zauważyłam tę paletkę w Rossmannie i to jeszcze na promocji musiałam ją złapać! Niedługo napiszę o niej więcej, na razie powiem tylko, że trochę się zawiodłam kolorami, na zdjęciach wyglądały na cieplejsze.
Ostatnie zakupy to kompletne pierdoły ze sklepu w stylu "wszystko po 5 zł". Udałam się do tego przybytku ponieważ złamał mi się kij od szczotki (nie żebym próbowała nim komuś przyłożyć) toteż konieczny był zakup kolejnego, a w sklepie z pierdołami jest najtaniej. Przy kasie jednak okazało się, że kartą można płacić powyżej 10 zł, więc musiałam coś jeszcze dobrać do zakupów - gotówki nie noszę, a do bankomatu daleko. Tak się jakoś złożyło, że wylądowałam przy pojemniku z lakierami i ozdobami do paznokci i tam wygrzebałam dwa jogurtowe lakiery Delia, które kiedyś bardzo mi się podobały, ale nie mogłam ich nigdzie dorwać! Oprócz tego sam wpadł mi w ręce szary marmurek i to neonowe cudo! Syrenka w kolorze neonowej zieleni! Jak to będzie działać, to wracam do tego sklepu i wykupię wszystkie kolory, które tam były!
No i to by było na tyle! Nic w tym miesiącu nie planowałam kupować, bo wydałam całkiem sporo na telefon i nowe buty, ale już jakoś tak jest, że różne rzeczy same wpadają mi w ręce!
Dajcie koniecznie znać co fajnego kupiłyście w minionym miesiącu!
Dzięki i do następnego :*
I znów rzecz, o której już pisałam na blogu czyli JoyBox. Jak już wspominałam, nigdy nie miałam styczności z pudełkami kosmetycznymi, chociaż niejednokrotnie podobała mi się zawartość niektórych boxów. Na JoyBoxa skusiłam się nie tylko dlatego, że od początku znamy zawartość boxa, a nawet część kosmetyków możemy wybrać sami z dostępnej gamy! Postanowiłam się skusić także dlatego, że było to pudełko zawierające wyłącznie naturalne kosmetyki! W dodatku znalazły się tu marki, które już od jakiegoś czasu miałam ochotę wypróbować więc nie zastanawiając się długo kliknęłam swoje pudełeczko i nawet jestem zadowolona z jego zawartości! Wpis, w którym pokazywałam Wam zawartość mojego Boxa i napisałam kilka słów pierwszego wrażenia o niekórych kosmetykach znajdziecie TUTAJ.
Znacie to uczucie, kiedy dzwoni do Was kurier poinformować, że zaraz do Was wpadnie z paczką i to kilkanaście minut ekscytacji i podniecającego oczekiwania na dzwonek do drzwi? To wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy oczekiwałam na kuriera mimo, że nie spodziewałam się w najbliższym czasie żadnych przesyłek! Niespodziewaną przesyłką okazała się paczuszka od Marki Lirene, w której znalazłam kremy z najnowszej serii Pro Vita D, które bardzo chciałam przetestować oraz cudownie pachnący peeling! O kremach jeszcze się nie wypowiem bo za krótko ich używam by mieć jakąś konkretną opinię, ale ten peeling jak tylko gdzieś zobaczycie musicie brać! Koniecznie!
Jednym z chętniej odwiedzanych wpisów na moim blogu jest post o 10 najpiękniejszych paletkach nude, który możecie znaleźć TUTAJ. Pokazałam w nim - wtedy jeszcze niedostępną w Polsce paletkę Maybelline The Nudes, która zachwyciła mnie na zdjęciach na Instagramie, więc gdy tylko zauważyłam tę paletkę w Rossmannie i to jeszcze na promocji musiałam ją złapać! Niedługo napiszę o niej więcej, na razie powiem tylko, że trochę się zawiodłam kolorami, na zdjęciach wyglądały na cieplejsze.
Ostatnie zakupy to kompletne pierdoły ze sklepu w stylu "wszystko po 5 zł". Udałam się do tego przybytku ponieważ złamał mi się kij od szczotki (nie żebym próbowała nim komuś przyłożyć) toteż konieczny był zakup kolejnego, a w sklepie z pierdołami jest najtaniej. Przy kasie jednak okazało się, że kartą można płacić powyżej 10 zł, więc musiałam coś jeszcze dobrać do zakupów - gotówki nie noszę, a do bankomatu daleko. Tak się jakoś złożyło, że wylądowałam przy pojemniku z lakierami i ozdobami do paznokci i tam wygrzebałam dwa jogurtowe lakiery Delia, które kiedyś bardzo mi się podobały, ale nie mogłam ich nigdzie dorwać! Oprócz tego sam wpadł mi w ręce szary marmurek i to neonowe cudo! Syrenka w kolorze neonowej zieleni! Jak to będzie działać, to wracam do tego sklepu i wykupię wszystkie kolory, które tam były!
No i to by było na tyle! Nic w tym miesiącu nie planowałam kupować, bo wydałam całkiem sporo na telefon i nowe buty, ale już jakoś tak jest, że różne rzeczy same wpadają mi w ręce!
Dajcie koniecznie znać co fajnego kupiłyście w minionym miesiącu!
Dzięki i do następnego :*


