Letnie kwiaty | Born Pretty Store

wtorek, 11 sierpnia 2015
Lato w pełni, wszystko płynie i topi się w mgnieniu oka, a ja czuję sie w końcu dopieszczona! Nareszcie z ręką na sercu mogę powiedzieć że nie jest mi zimno. Wchłaniam lato całą sobą i cieszę się piękną pogodą, niestety ze świadomością, że już niedługo przyjdzie jesień, piękną pogodę trafi szlag, zrobi się zimno i ponuro. Ale jeszcze nie teraz!
Biel to idealny kolor lakieru na lato, jest świeży i pasuje do wszystkiego, a do tego podkreśla opaleniznę! Do namalowania kwiatków zdecydowałam się na malinową czerwień, lekką broskwinkę i błękit, który jest równie odświeżający co biel. Dodałam też złote kuleczki z BPS. 





Warto wspomnieć nieco o samych ćwiekach. Przychodzą one do nas w niedużej karuzeli z dwunastoma przegródkami. W sześciu z nich znajdują się kuleczki w kolorze zlotym, w pozostałych w kolorze srebrnym. Oba kolory mamy w dwóch rozmiarach. Kuleczki są dosyć mocno wypukłe, ale raczej nie zaczepiają się o nic. Jeśli chodzi o nakładanie, to nie ma żadnego problemu. Pęsetą nakładamy je na warstwę mokrego lakieru i delikatnie dociskamy. Ja dodatkowo pokryłam je bezbarwnym lakierem. Niestety, mimo to ćwieki się zniszczyły. Po kilku dniach noszenia nie odpadły, nadal były na swoim miejscu, ale nie miały już koloru. Szkoda, bo miałam nadzieję, że będą wielorazowe.

Ćwieki możecie kupić na dziale Nail Art a konkretnie tutaj  Kosztują $3.28 ale korzystając z kodu rabatowego JJG10 uzyskacie 10% zniżki na zakupy! Pamiętajcie też, że wysyłka jest darmowa na cały świat!


Dajcie znać czy to polączenie kolorów wam też kojarzy się z latem?







Czytaj dalej »

Wishlist | Dresslink

środa, 5 sierpnia 2015
Ostatnio internetowe chińskie sklepy zdobywają co raz większą sławę. Co raz częściej widzę filmy i posty o produktach z takich sklepów. Nic w tym dziwnego. Dostępność wielu produktów z różnych kategorii i niskich cenach kusi. Postanowiłam skusić się i ja. Dresslink jest jednym z takich sklepów. Dzisiaj przygotowałam dla was listę rzeczy, które chciałabym z takiego sklepu zakupić.

1 / 2 / 3

Odkąd kupiłam swoją pierwszą marynarkę - intensywnie niebieską z eleganckimi złotymi wykończeniami, pokochałam marynarki. Wszystkie, te eleganckie, casual'owe i te z bardziej finezyjne.Najbardziej marzy mi się luźna marynarka w intensywnie różowym kolorze, ale także cytrynowemu żakiecikowi z pierwszego zdjęcia nie można za nic odmówić uroku. Za to w militarnym stylu kusi mnie marynarskimi skojarzeniami, a przecież od teraz Gdańsk jest moim domem, więc to chyba must have w mojej garderobie!

 1 / 2

Jak na zmarzlucha przystało moją uwagę przyciągnęły swetry. Ten z czaszkami ma coś w sobie takiego, że wcale nie kojarzy mi się ze zbuntowaną punk girl z gimnazjum, a wydaje się wręcz słodki! (może mam coś nie tak z percepcją, a może to wina kołnierzyka?) Za to luźna sweterkowa narzuta w azteckie printy zapewne przypadłaby do gustu niejednej dziewczynie, robi wrażenie swoją prostą luźną formą i uporządkowanymi geometrycznymi wzorami.

 1 / 2 / 3

Bluzy to kolejny must have w mojej szafie. Chyba każdy zmarzluch to zrozumie! Pierwsza bluza prezentuje się fajnie przez swoje nietypowe zapięcie przy szyi, dodaje jej to charakteru. Kolorowy dresik to fajna opcja do chodzenia po domu w leniwy dzień, ale także jako pidżamka w okresie zimowym. Co do bluz ze środkowego zdjęcia - nie przypominają wam one tych z kolekcji Jeremy Scott dla Adidas sprzed kilku lat?

 1 / 2 

Nad zakupem torebki rozmyślam już od dłuższego czasu. Moja obecna jest wielka, pakowna, ale nie zawsze poręczna, przydałoby mi się coś mniejszego, ale równie pojemnego. Malutkie torebeczki w pastelowych kolorach wyglądają jak cukierki! Wiem, że wiosenno-letni okres niedługo dobiegnie końca, ale powiedzmy sobie szczerze, kto by się nie skusił na chociaż jedną? Ja wzdycham do wszystkich, wybór jednej chyba przerósłby moje możliwości.


1 / 2

Kto nie zna chińskich puchaczy ręka do góry! Sa tu w ogóle takie osoby? Jeśli tak, to polecam zajrzeć chociażby na kanał Zmalowanej, która o tych pędzlach mówi już od dawna i to niemal w samych superlatywach. Skoro są takie dobre i nie kosztuja zbyt wiele to czemu by nie pokusić się o ich wypróbowanie? Drugi zestaw nie jest mi znany z niczyjego polecenia, ale również jego cena nie jest wysoka, a posiada śliczną tubę przydatną w podróży.


1 / 2 / 3

Tu już taki kosmetyczno-urodowy misz-masz. Czarną maseczką już kiedyś miałam i nawet wydaje mi się, że to była ta sama maseczka co na zdjęciu. Nic tak dobrze nie wyciąga ze skóry zanieczyszczeń. Set szminek to już taka zachcianka, za mało mam szminek, a co! No a ta karuzela z ozdobami to po prostu cudo! Muszelki, rozgwiazdy, koniki morskie i żółwie! Ileż ja manicure mam w głowie na sam jej widok!




Skoro te sklepy robią się co raz popularniejsze to i ja chcę sprawdzić na własnej skórze jak to z nimi jest. Czasem takie "chińczyki" okazują sie równie dobrymi sklepami co ogólnodostępne sieciówki. Być może w niedługim czasie dane mi będzie się przekonać!


Instagram | Facebook | Zblogowani | Bloglovin | Nailpolis |
Post sponsorowany
Czytaj dalej »

Pastel mint studs | BPS

piątek, 24 lipca 2015
Nie będę się dzisiaj rozpisywac o tym co u mnie, bo u mnie nic ciekawego. Przygotowania do wyprowadzki idą pełną parą i przysłaniają cały świat. Nie robię nic, poza pakowaniem się. 
Dlatego manicure, który wam dzisiaj pokażę jest jednym z tych prostszych, które nie wymagają długich godzin spędzonych nad paznokciami. W chwili obecnej decyduję się zwykle na manicure jednokolorowy, ewentualnie coś, co szybko się maluje, potem szybko schnie i możemy wracać do swoich obowiązków. Ten taki jest, a do tego wygląda bardzo wiosennie przez połączenie pastelowej mięty i bieli.






Te ćwieki to stosunkowa nowość w ofercie Born Pretty Store. I w mojej ocenie jest tańszą opcją dla osób, które marzą zarówno o pastelowych jak i neonowych ćwiekach. W niedużym plastikiowym pojemnijczku znajdują się ćwieki w trzech kształtach - podłużnym, okrągłym i kwadratowym. Każdy z tych kształtów występuje w czterech kolorach, dwóch pastelowych i dwóch neonowych. Ćwieki są niewielkie, mają 2-3 mm średnicy więc są małe i dopasują się nawet to bardzo wypukłych paznokci. Naniosłam je delikatnie na warstwę mokrego lakieru i delikatnie docisnęłam. Utrwalone następnie bezbarwnym lakierem trzymały się aż do zmycia. Po tym czasie delikatnie usunęłam je pęsetą, a następnie oczyściłam brzegi i spód z resztek lakieru przy pomocy patyczka kosmetycznego zamoczonego w zmywaczu. Są oczywiście wielorazowego użytku, więc jeśli ich nie zniszczymy będą nam służyć bardzo długo.




Ćwieki możecie dostać tutaj w atrakcyjnej cenie - $2.86. Pamiętajcie, że używając kodu zniżkowego JJG10 otrzymacie 10% zniżki na całe zakupy. Dodatkowo, wysyłka zawsze jest darmowa, niezależnie od tego, z jakiego kraju zamawiacie!

Co o tym sądzicie? Jak wam się podoba ten manicure i same ćwieki?
Czytaj dalej »

Kolorowe eyelinery na lato!

poniedziałek, 20 lipca 2015
Sporo już lata zleciało ale przecież jeszcze ponad miesiąc przed nami! A przede mną i nawet dwa miesiące! Aczkolwiek będą to pracowite miesiące, za tydzień jadę na wesele, za dwa tygodnie wyprowadzam się do nowego mieszkania i na pewno będzie z tym sporo zamieszania. Ale już od sierpnia będzie można wpaść na mnie w Gdańsku. Są tu jakieś blogerki z Trójmiasta? 
Dzisiaj temat makijażowy, a mianowicie kolorowe eyelinery. Idealny akcent na wiosnę i lato gdy chcemy ożywić swój makijaż, dodać mu wyjątkowości i koloru a jednak obawiamy się kolorowych cieni. Powiedzmy sobie szczerze... kolorowa kreska jest łatwiejsza w opanowaniu niż cienie, których nierozważne użycie może skończyć się totalną klapą i kiczowatym wyglądem. 

Sama długo nie mogłam się przekonać do kolorowych kresek, ale któregoś dnia wpadł w moje ręce fioletowy eyeliner marki Sephora i przepadłam. Od niego zaczęło sie wszystko. 
Jest to najdroższa propozycja ze wszystkich przeze mnie posiadanych, ponieważ za malutki kałamarzyk płacimy około 50 zł. No cóż... w przypadku takiej jakości można sobie pozwolić. Eyeliner ma kolor fioletowy i wypełniony jest migoczącymi błękitnymi drobinkami. Fajnie wygląda w makijażu wieczorowym, rozświetla makijaż i podkreśla wiele kolorów tęczówek. Jako jedyny ze wszystkich posiadanych przeze mnie linerów ten zamiast pędzelka ma ściętą w szpic miękką gąbeczkę. Nie lubię tego rodzaju rozwiązań, niestety kolorowe linery Sephora występują tylko z gąbeczką. Co do jakości to trzyma się świetnie, nie spływa, nie rozmazuje się, nie blaknie. Zaszkodzić mu może tylko gdy np. potrzemy załzawione oko, kilka razy w ten sposób rozmazałam sobie jaskółkę.


Kolejne dwa linery które wpadły w moje łapy gdy pochłonęła mnie miłośc do kolorowych kresek są linery z limitowanej edycji Lovely Butterfly. Cudowna pistacja obłędnie wygląda w połączeniu z brązem, za to niebieski wygląda dobrze zawsze. W cieniowanej kresce z kobaltem, z czernią a także jako akcent np. tylko w wewnętrznym kąciku. Linery mają cudowną konsystencję i są świetnej jakości. Aż dziwne, bo za tą cenę (około 8 zł) spodziewałam się czegoś gorszego. Mają fajny precyzyjny pędzelek i są niemal calkowicie odporne na ścieranie. Wadą jest to, że trochę (bardzo!) barwią skórę na powiekach :P

Na koniec zostawiam sobie liner z którego nie jestem zadowolona. Jest to kobaltowy liner z Wibo. koszztował niewiele, więc nie jestem wściekła, ale nie polecam i nie kupię ponownie. Ma piękny kolor. Taki jak zawsze szukałam, matowy intensywny kobalt, wręcz elektryzujący zwłaszcza przy moim kolorze oczu. Niestety, jest bardzo rzadki i długo zasycha przez co odbija się na powiekach. Ciężko się nim maluje bo robi smugi a prawdziwy ładny intensywny odcień (jak na swatchu niżej) uzyskamy nakładając dwie lub trzy warstwy. W ciągu dnia kruszy się i osypuje pod oko, do tego latwo go rozmazać. Szkoda, bo przepięknie wygląda w połączeniu z błękitem. Jak ktoś zna liner podobny do tego ale lepszej jakości to dajcie znać!

Ostatecznie mało mam tych linerów, ale czaję się na więcej. Pokochałam kolory na oczach i teraz poluję na żółty matowy liner i jakieś intensywne złoto. I może jakąś neonową zieleń? No i biel, która wygląda w makijażu niezwykle futurystycznie.
Co do linerów które posiadam nie polecam tylko tego z Wibo ponieważ sprawia ogromne kłopoty. Linery z Lovely i z Sephory mogę polecić z czystym sumieniem gdyż są świetnej jakości i dobrze mi się sprawdzają. Dla osób, które lubią metaliczne linery mogą sprawdzić się te z Golden Rose, miałam od nich zlocisty metaliczny brąz i byłam oczarowana jakością!


Powiedzcie mi co sądzicie o kolorowych linerach w makijażu. Używacie czy tylko podziwiacie u innych? Polećcie mi swoich kolorowych ulubieńców i koniecznie dajcie mi znać, kto jest z Trójmiasta :D
Czytaj dalej »

Wibo Deluxe Brighter | Recenzja

piątek, 17 lipca 2015
Wiem, wiem! Znów mnie nie było i należą mi się za to srogie baty bo już od nie pamiętam kiedy obiecuję się ogarnąć i nic z tego nie wychodzi. Niestety, najpierw obrona dyplomu, matury, egzaminy na studia, teraz poszukiwania mieszkania... a za chwilę przeprowadzka, nie dawały i chyba w najbliższym czasie nie dadzą mi w spokoju zaopiekować się blogiem. Staram się jak mogę poświęcać mu jak najwięcej czasu, słowo!
Po tych wszystkich ciężkich dniach biorę sobie na tapetę produkt, na ktory - od razu zdradzę- trochę ponarzekam. 


Standardowo zacznę od opakowania, bo zazwyczaj od tego zaczynam. Powiem szczerze, że mi się podoba. Jest minimalistyczne, srebrne, połyskujące (matowe byłoby ładniejsze) z logiem firmy i nazwą produktu. Zero udziwnień. Proste, eleganckie, profesjonalne. Naprawdę można by pomyśleć, że to produkt z dużo wyższej półki. Napisy się nie ścierają, niestety całośc się bardzo mocno rysuje.

 
Produkt występuje w tylko jednym kolorze, na szczęście jest on dość jasny. Nie zachwyca swoją jasnością, ale nadaje się do użytku nawet dla mnie. Niestety jest różowy. I gdybym wiedziała o tym już w sklepie to nie sięgnęłabym po niego, niestety testerów nie było i mogłam jedynie sugerować sie tym, co widzę w opakowaniu.


Aplikuje się go raczej standardowo - jak to korektor pod oczy. Otwieramy opakowanie i naszym oczom ukazuje się pisak zakończony pędzelkiem. Wystarczy przekręcić na spodzie opakowania i na pędzelku pojawi się spora kropla produktu. Co do tego kręcenia mam trochę zastrzeżeń, bo trzeba przekręcić kilka razy, żeby cokolwiek wydostało się na pędzelek, a gdy już uda nam się coś wykręcić, jest to zazwyczaj kropla monstrualnych rozmiarów.
Za to pędzelek do aplikacji jest fajny, nie za sztywny, wystarczająco elastyczny, na tyle miękki, że nie drażni delikatnej skóry pod oczami.


Korektor ma przyjemną kremowa konsystencję i łatwo się rozprowadza. Nieprzypudrowany daje bardzo świetliste wykończenie. Dobrze stapia się ze skórą i pozostaje niemal niewidoczny. Efekt który zapewnia naprawdę dobrze wygląda, zarówno w świetle dziennym jak i sztucznym. Lekko zastyga, co sprawia, że jest dosyć trwały, chociaż nie zdecydowałabym się go zostawić nieprzypudrowanego. Aż tak trwały nie jest.


No i teraz zacznie się narzekanie. Produkt kosztuje ok 14 zł. Nie jest to dużo, ale jego wydajność oceniam jako tragiczną. Wystarczył mi na około dwa tygodnie stosowania, co przy moim raczej niewielkim zużyciu na jeden raz, jest wręcz niedopuszczalne. Dodatkowo ten korektor kompletnie nie kryje zasinień. Może sprawdzi się, gdy ktoś nie ma z tym problemu. Ja nie mam dużych zasinień, a używałam go tylko w dni, gdy byłam wypoczęta i zrelaksowana, bo w gorszy dzień kompletnie sie nie sprawdzał. Krycie jest tragiczne i mogłabym śmialo powiedzieć, że prawie żadne. 



Zdecydowanie nie jest to produkt, który polecam i na pewno nie kupię go ponownie. Zaczytałam się pozytywnych recenzji, ale już wiem, że jeśli chodzi o korektory muszę sama na własnej skórze sprawdzać co mi odpowiada a co nie. Poszukiwania korektora idealnego nadal trwają!

Gdyby ktoś chciał polecić mi jakiś fajny produkt pod oczy, to czekam na komentarze!
Dajcie znać co myślicie o tym korektorze i jak wam się sprawdzał :)



Czytaj dalej »

NEW IN: Maj/Czerwiec 2015

wtorek, 7 lipca 2015
Lato w pełni, wakacje... zrobiłam się leniwa nawet w kwestii zakupów. No bo jak inaczej nazwać to, że taki zakupoholik jak ja, przez dwa miesiące kupił zaledwie kilka rzeczy? I gdyby nie współpraca z Born Pretty Store i wygrana w rozdaniu, swoje zakupy zmieściłabym na trzech zdjęciach i po napisaniu o nich dwóch zdań post byłby skończony. Na szczęście trochę więcej mam wam do napisania :)

Granitowe piaski z Wibo w wiosennych jasnych kolorach- białym i oczywiście niebieskim. Już używane kilkukrotnie, zwlaszcza biały, który bardzo przypadł mi do gustu. Dają fajny efekt, ale ciężko się fotografują. Żałuję teraz, że nie sięgnęłam po więcej kolorów, ale jak będę miała trochę gotówki na zbyciu to dokupię resztę kolorów :)

Jak już byłam przy szafie wibo to sięgnęłam po kobaltowy eyeliner. Marzył mi się taki kolor od dawna ale nie jest on najlatwiejszy w upolowaniu. Sięgnęłam po ten bo był tani, ale nie jestem jakoś wybitnie zadowolona. Dziad strasznie się kruszy, długo zasycha i jest słabo napigmentowany. Ale jak już zachce mi się z nim pomęczyć to wygląda rewelacyjnie przy moim kolorze oczu, zwłaszcza w cieniowanej kresce łączącej kobalt i błękit.

Jak zobaczyłam na insta biedronkowe balsamy do ust w kształcie sówki dosłownie oszalałam. Niebieska musiała być moja! Jakość balsamu w środku pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale opakowanie jest slodziutkie! Zastanawiam się, czy nie wyrzucić zawartości i nie napełnić sówki balsamem z nivea.

Współpraca z BPS zaowocowała sporą przesyłką. Tym razem w paczce znalazły się same fajne przedmioty. Neonowe serduszka możecie już zobaczyć na moim blogu w poprzednim poście. Słoiczek z neonowymi i pastelowymi ćwiekami już niedługo pojawi się w postaci manicure w bieli i mięcie. Karuzela złoych i srebrnych kuleczek daje duże pole do popisu, a srebrne muszelki przydadzą się do letnich plażowych paznokci. No i pędzelki. Każda dziewczyna powinna takie mieć, aż wstyd, że to moje pierwsze.

Ten fluid to jakaś masakra. Nadal poszukuję idealnego podkładu w fajnym jasnym kolorze. O tym słyszałam sporo dobrego, nie był drogi więc skusiłam się i... żałuję bo dziad strasznie ciemnieje :( Zaletą jest to, że jest bardzo trwały więc pomieszany z jaśniutkim kremem BB z Missha jest świetnej jakości.

Poszukuję też zamiennika dla mojego idealnego korektora pod oczy, który został wycofany. Tester wydawał się fajny więc sięgnęłam po pełną wersję i coż... ten też ciemnieje. Na szczęście nie aż tak bardzo i na lato się nada.

W małej drogeryjce w moim mieście jest 50% zniżki na wszystkie produkty Pierre Rene i MIYO. Zachęcona niskimi cenami sięgnęłam po odżywkę do rzęs, którą mam już chyba trzeci raz. Nie jest to odżywka z kategorii tych drogich po których ma się rzęsy do nieba, ale ja tez takiej nie potrzebuję. Chcę czegoś co uchroni moje rzęsy przed wypadamiem w trakcie demakijażu i ta odżywka mi do zapewnia. Do tego szalony żółty cień. A co! Jest lato.


Ostatnią przyjemnością w miesiącu czerwcu jest czekoladowa paletka! Tylko jej brakowało mi do pełni szczęścia. W mojej toaletce znajdują się właśnie trzy czekoladki, a tę ostatnią zawdzięczam rozdaniu u My little pleasure. Wydawała mi się, że będzie tą, która spodoba mi się najmniej, a wygląda na to, że przebiła swoim urokiem i kolorami cieni nawet tę, którą kupiłam jako pierwszą.

Dajcie znać, czy coś wam się spodobało, czy czegoś warto napisać recenzję i oczywiscie co wy kupiłyście w tym miesiącu!

Całuski i do następnego :*




Czytaj dalej »

Neon Hearts | BPS

wtorek, 30 czerwca 2015
Witajcie! Ostatnio mało mnie tutaj, ale nareszcie wróciłam do domu, jak pewnie niektóre z was doczytały w poprzednim poście, ostatnie dni spędziłam w Gdańsku. Ostatnie dni były bardzo intensywne, i zapowiada się, że kolejne również będą tak samo, a może bardziej pracowite. Postaram się jednak częściej wpadać do was z recenzjami i zdobieniami, bo zaczynam czuć, że zaniedbałam bloga i ogólnie udzielanie się w blogosferze. 
Dzisiaj, zapraszam was na prezentację uroczych neonowych serduszek, które przyleciały do mnie ze sklepu Born Pretty Store.





Warto wspomnieć nieco o samych ćwiekach. W strunowej torebce dostajemy ok 90 szt serduszek Występują w sześciu neonowych kolorach. Ja wybrałam różowe, ale z pewnością przygarnę jeszcze niebieskie. Ćwieki mają 4 mm średnicy więc są dość spore i mogą odstawać jeśli macie bardzo wypukłe paznokcie. Jeśli chodzi o nakładanie, to nie ma żadnego problemu. Pęsetą nakładamy je na warstwę mokrego lakieru i delikatnie dociskamy. Ja dodatkowo pokryłam je bezbarwnym lakierem i w takim stanie trzymały się przez 3 dni. Są oczywiście wielorazowego użytku, więc jeśli ich nie zniszczymy będą nam służyć bardzo długo. Ja swoje usuwałam najpierw pęsetą, a następnie za pomocą pędzelka i zmywacza usunęłam pozostałości lakieru na spodzie i brzegach ćwieka.


Ćwieki możecie kupić na dziale Nail Art a konkretnie tutaj Kosztują $2.63 ale korzystając z kodu rabatowego JJG10 uzyskacie 10% zniżki na zakupy! Pamiętajcie też, że wysyłka jest darmowa na cały świat!




Jak wam się podobają te neonowe cudeńka? Żałuję, że nie ma jeszcze w sprzedaży takich pastelowych serduszek!





Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.