Ulubieńcy | Pielęgnacja | Czerwiec 2016

środa, 6 lipca 2016
Witajcie!
Dziś nieco spóźniona przychodzę do Was z ulubieńcami ubiegłych miesięcy. Tym razem pielęgnacja! Pokażę Wam trzy kosmetyki, które zachwyciły mnie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Pojawią się tu dwa produkty do pielęgnacji dłoni i paznokci - co chyba nie dziwi nikogo biorąc pod uwagę główną tematykę bloga - ale także jeden produkt do włosów!


Dla osób, które nie wiedzą jak ten cykl postów działa na moim blogu to przypomnę, że ulubieńcy pojawiają się co miesiąc, ale przeplatam ulubieńców kosmetycznych, pielęgnacyjnych i niekosmetycznych, także każda kategoria pojawia się co trzy miesiące czyli można powiedzieć, że co sezon. W związku z tym dziś Ulubione produkty pielęgnacyjne przełomu Wiosna-Lato!


Zacznę może od tego jednego gagatka do włosów. Jest to Ekspresowa Odżywka Regeneracyjna marki Gliss Kur z płynną keratyną. Ma ona nie tylko wzmacniać i odżywiać włosy ale także nadawać im objętość i ułatwiać rozczesywanie. Co do objętości się nie zgodzę, ale od tego mam inne produkty. Po odżywce tego typu oczekuję by włosy były dociążone, gładkie i łatwo się rozczesywały. Ta odżywka mi to daje. Oczywiście nie zastąpi nam tradycyjnej odżywki czy maski ale jest fajnym uzupełnieniem pielęgnacji włosów. W porównaniu z innymi produktami tego typu odżywka Ultimate Resist ma tę zaletę, że nie oblepia włosów i nie sprawia, że wyglądają na nieświeże.


Richness Hand Cream marki Indigo to produkt, do którego na pewno wrócę gdy mi się skończy mimo jego - moim zdaniem - wysokiej ceny. 300 ml kremu bogatego składniki odżywcze takie jak masło Shea, Olej Słonecznikowy czy Lanolina w bardzo wygodnej buteleczce z pompką kosztuje 34 zł i pewnie starczyłoby na wieki gdyby nie to, że używam go zarówno na dłonie jak i na stopy. Szybko się wchłania i pozostawia dłonie przyjemnie nawilżone i odżywione. Opakowanie z pompką znacznie ułatwia użycie i zachęca by sięgać po niego częściej!


Maniure Shea to nowy sposób odżywiania paznokci - autorska metoda marki Indigo, którą poznałam podczas warsztatów na Meet Beauty. Moje paznokcie od jakiegoś czasu nie są w najlepszym stanie więc postanowiłam wypróbować tę cudotwórczą metodę na swoich dłoniach wykorzystując do tego zestaw marki Indigo i chyba się zakochałam. Cały zabieg jest niesamowicie przyjemny i relaksujący, a efekty naprawdę widoczne! Polecam spróbować każdemu, kto boryka się z problemem słabych paznokci i suchych skórek. 

To tyle jeśli chodzi o pielęgnacyjne produkty, które sprawdziły mi się na przełomie wiosny i lata. Koniecznie napiszcie mi co Was zainteresowało, albo jak sprawdzają się u Was wymienione wyżej produkty!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

NEW IN | Czerwiec 2016

poniedziałek, 4 lipca 2016
Witajcie!
Nie wierzę jak szybko skończył się ten miesiąc. To, że był bardzo intensywny - sesja to dla studenta ciężki okres - nie usprawiedliwia tego miesiąca by zlecieć tak szybko! Czas minął mi tak niepostrzeżenie, że nawet nie zdążyłam zrobić zbyt wielkich zakupów. Chociaż może się do małych zakupów przyczynić też fakt, że miałam w tym miesiącu spory wydatek! Zapewne te z Was, które obserwują mnie na snapchacie (serdecznie zapraszam: arnell_nailart) oraz na instagramie (arnell_nail_art) zauważyły, że ostatnio częściej się tam udzielam! Wszystko za sprawą nowego nabytku, czyli telefonu, który zastąpił mojego staruszka, a mi dał nowe możliwości i nową jakość! Ale nie o telefonie tu dzisiaj - chociaż jakby ktoś był ciekawy to model HTC Desire 825 jest na rynku od niedawna i zapewne mało jest o nim opinii więc mogę coś tam o nim powiedzieć, gdyż kupiłam go kilka dni po Polskiej premierze. No ale miało być o zakupach więc przejdźmy już do nowości!


Pierwszy poczyniony przeze mnie zakup jest tak prozaiczny, że nie pokazywałabym go Wam, gdyby nie fakt, że niesamowicie mi się spodobał. Jest to antyperspirant Garnier Neo, który zakupiłam na promocji w Drogerii Natura za niemal symboliczne 9 złotych. Fantastycznie mi się go używa i jeśli tak jak ja nie rozumiałyście dlaczego blogerki tak chętnie go opisują to sprawdźcie na sobie! Ja już się nie dziwię.


O kolejnym zakupie także mogliście już poczytać i to całkiem niedawno. Są to dwie matowe pomadki marki Bell dostępnej w Biedronce. Nowe seria kosmetyków Moroccan Dream zachwyca nie tylko opakowaniami, ale też kusi sześcioma odcieniami matowych pomadek w niesamowicie niskich cenach. Kusiły mnie wszystkie kolory, ale na próbę kupiłam dwa, które już pokazywałam TUTAJ. Nie są rewelacyjnej jakości, ale w cenie 8.99 nie ma co spodziewać się cudu. Noszę, używam, ale więcej kolorów nie kupię.


I znów rzecz, o której już pisałam na blogu czyli JoyBox. Jak już wspominałam, nigdy nie miałam styczności z pudełkami kosmetycznymi, chociaż niejednokrotnie podobała mi się zawartość niektórych boxów. Na JoyBoxa skusiłam się nie tylko dlatego, że od początku znamy zawartość boxa, a nawet część kosmetyków możemy wybrać sami z dostępnej gamy! Postanowiłam się skusić także dlatego, że było to pudełko zawierające wyłącznie naturalne kosmetyki! W dodatku znalazły się tu marki, które już od jakiegoś czasu miałam ochotę wypróbować więc nie zastanawiając się długo kliknęłam swoje pudełeczko i nawet jestem zadowolona z jego zawartości! Wpis, w którym pokazywałam Wam zawartość mojego Boxa i napisałam kilka słów pierwszego wrażenia o niekórych kosmetykach znajdziecie TUTAJ.


Znacie to uczucie, kiedy dzwoni do Was kurier poinformować, że zaraz do Was wpadnie z paczką i to kilkanaście minut ekscytacji i podniecającego oczekiwania na dzwonek do drzwi? To wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy oczekiwałam na kuriera mimo, że nie spodziewałam się w najbliższym czasie żadnych przesyłek! Niespodziewaną przesyłką okazała się paczuszka od Marki Lirene, w której znalazłam kremy z najnowszej serii Pro Vita D, które bardzo chciałam przetestować oraz cudownie pachnący peeling! O kremach jeszcze się nie wypowiem bo za krótko ich używam by mieć jakąś konkretną opinię, ale ten peeling jak tylko gdzieś zobaczycie musicie brać! Koniecznie!


Jednym z chętniej odwiedzanych wpisów na moim blogu jest post o 10 najpiękniejszych paletkach nude, który możecie znaleźć TUTAJ. Pokazałam w nim - wtedy jeszcze niedostępną w Polsce paletkę Maybelline The Nudes, która zachwyciła mnie na zdjęciach na Instagramie, więc gdy tylko zauważyłam tę paletkę w Rossmannie i to jeszcze na promocji musiałam ją złapać! Niedługo napiszę o niej więcej, na razie powiem tylko, że trochę się zawiodłam kolorami, na zdjęciach wyglądały na cieplejsze.


Ostatnie zakupy to kompletne pierdoły ze sklepu w stylu "wszystko po 5 zł". Udałam się do tego przybytku ponieważ złamał mi się kij od szczotki (nie żebym próbowała nim komuś przyłożyć) toteż konieczny był zakup kolejnego, a w sklepie z pierdołami jest najtaniej. Przy kasie jednak okazało się, że kartą można płacić powyżej 10 zł, więc musiałam coś jeszcze dobrać do zakupów - gotówki nie noszę, a do bankomatu daleko. Tak się jakoś złożyło, że wylądowałam przy pojemniku z lakierami i ozdobami do paznokci i tam wygrzebałam dwa jogurtowe lakiery Delia, które kiedyś bardzo mi się podobały, ale nie mogłam ich nigdzie dorwać! Oprócz tego sam wpadł mi w ręce szary marmurek i to neonowe cudo! Syrenka w kolorze neonowej zieleni! Jak to będzie działać, to wracam do tego sklepu i wykupię wszystkie kolory, które tam były!

No i to by było na tyle! Nic w tym miesiącu nie planowałam kupować, bo wydałam całkiem sporo na telefon i nowe buty, ale już jakoś tak jest, że różne rzeczy same wpadają mi w ręce!
Dajcie koniecznie znać co fajnego kupiłyście w minionym miesiącu!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Bell Moroccan Dream Matowe Pomadki w Płynie

piątek, 1 lipca 2016
Witajcie! 
Matowe pomadki są od jakiegoś czasu hitem, szturmem zdobywają blogosferę i serca klientek! Marki prześcigają się w wypuszczaniu nowych serii, co raz lepszych formuł i co raz piękniejszych kolorów. Ostatnio nowości w tej kategorii jest co raz więcej i produkty tego typu są co raz lepiej dostępne. Ostatnio linię sześciu matowych pomadek w płynie znajdziemy także w Biedronce, a to za sprawą nowej linii kosmetyków wypuszczonej przez Bell czyli Moroccan Dream.


Całej linii Moroccan Dream nie można odmówić uroku. Opakowania są niby proste i klasyczne. Żadnych udziwnień, proste opakowanie- w tym przypadku jest to podłużna buteleczka z grubego plastiku wyglądająca jak standardowe opakowanie błyszczyków. Wszystko to ozdobione złotymi napisami, które na razie - mimo noszenia w torebce - się nie wytarły. Ze złotymi akcentami w kosmetykach trzeba uważać, bo często wyglądają tandetnie, ale tu wszystko jest wyważone i nie wygląda źle. Dodatkowego uroku dodaje im biała nakrętka przepięknie ozdobiona precyzyjnym złotym wzorem. Przypomina mi on wzory malowane henną. Jest przepięknie nadrukowany, precyzyjny i drobiazgowy, patrzenie na niego to sama przyjemność.

Konsystencja tego produktu jest dość rzadka. Nie tak piankowa i gęsta jak w większości zastygających pomadek, jest naprawdę niemal całkowicie płynna. Moim zdaniem mogłaby być bardziej piankowa, gdyż gąbeczkowy aplikator charakterystyczny dla błyszczyków nabiera produktu niewiele i bardzo cieniutką warstwą rozprowadza na ustach. Ilość, którą wydobywamy z opakowania raczej nie wystarcza na pokrycie całych ust i wymaga ponownego nabrania produktu z opakowania. 


Płynna konsystencja pomadki Bell Moroccan Dream sprawia też, że nie jest ona jakoś zabójczo napigmentowana. Do pełnego krycia na moich ustach wymaga nałożenia dwóch warstw. Na szczęście nie wpływa to na komfort noszenia ani na trwałość ponieważ nakładamy tak cieniutkie warstwy, że przy nałożeniu dwóch nie można tu mówić o nadmiarze produktu na ustach. Druga warstwa jest też konieczna ponieważ pierwsza robi nieestetyczne smugi. By ich uniknąć aplikacja musi być bardzo równomierna i dokładna. Trzeba tę pomadkę nakładać bardzo ostrożnie i z dużą uwagą. Zdecydowanie nie jest to opcja do nakładania gdy się spieszymy.

Początkowo pomadka daje mokre, lśniące wykończenie, dopiero po jakimś czasie zastyga na całkowity mat. Czas zasychania może być dla niektórych męcząco długi, bo pomadka naprawdę wymaga długich paru minut by zastygnąć całkowicie. Jednak biorąc pod uwagę skupienie i dokładność z jaką należy nakładać tę pomadkę na usta długi czas zastygania jest plusem ponieważ daje nam czas na poprawki i dokładne rozprowadzenie produktu na wargach. 


Gdy pomadka w końcu zastygnie daje naprawdę matowe wykończenie i to z kategorii tych, które lubię - nie jest to aksamitne, welwetowe wykończenie tylko mocny, suchy mat, który uwielbiam. Nałożona na dłoń jest nie do zdarcia, trzyma się uparcie skóry i nawet mocne pocieranie nie jest w stanie ruszyć jej z miejsca. Niestety na ustach już nie jest tak kolorowo. Pomadka w kontakcie z nawet minimalną ilością wilgoci od razu zaczyna się nieestetycznie wycierać. Podczas mówienia widoczna jest wyraźna granica odcinania się pomadki. Można temu zaradzić nakładając jej odrobinę mniej bliżej wewnętrznej krawędzi ust - niemniej wspominam żebyście mieli świadomość, że taka sytuacja może mieć miejsce. W innych sytuacjach także nie grzeszy ona trwałością - wystarczy napić sie wody by pomadka zaczęła się wycierać i znikać z ust. W dodatku zjada się bardzo nierównomiernie. Robią się nieestetyczne smugi i "zacieki", w jednych miejscach pomadka trzyma się dalej, w innym schodzi całkowicie przez co na ustach mamy plamy z pomadki. Nie wygląda to ładnie. Oczywiście dla wielu osób może to być po prostu naturalne, że pomadkę trzeba poprawiać kilkukrotnie w ciągu dnia i ja sama sięgam po nią własnie wtedy, gdy wiem, że będę miała czas i możliwość dokonać poprawki. Mimo wszystko jeśli ktoś wybiera mat nie ze względów estetycznych, a ze względu na trwałość to z tej pomadki nie będzie zadowolony. 


Jak już wspomniałam gama kolorystyczna zawiera w sobie sześć odcieni. Numer jeden to jasny odcień brązu, bardzo modny w tym sezonie ale nie każdemu będzie dobrze w takim kolorze. W rzeczywistości jest ciemniejszy niż na zdjęciu. Numer dwa to przepiękny przygaszony róż, jasny i pudrowy, ale nie "lalkowy". Z pewnością będzie pasował blondynkom. Zdjęcie na skórze nie oddaje go zbyt dobrze, kolor lepiej jest oddany na zdjęciu aplikatora. 03 to ideał, przygaszony, ciemny. Taki brudny róż z nutami fioletu, strasznie mi się podoba, niestety nigdzie nie mogę go dorwać co chyba świadczy o tym, jak udany jest to kolor. Zdjęcie na skórze ładnie oddaje jego urok. 04 to odcień malinowej czerwieni. Zdecydowanie nie jest to róż. Jest to czerwień pomieszana z różem, w chłodnej tonacji, która będzie cudownie wybielać zęby. Na zdjęciu wyszła nieco ciemniej. Na żywo jest jaśniejsza i może minimalnie bardziej czerwona, ale wydaje mi się, że zdjęcie powinno dobrze oddawać kolor. 05 Mnie kusił, ale zrezygnowałam bo mam już takie odcienie w swojej kolekcji. Mocny fuksjowy róż, chłodny  i intensywny. Zdecydowanie kolor dla odważnych, nie da się obok niego przejść obojętnie! On też wyszedł odrobinę ciemniej na skórze. Ostatni to numer 06 i jest on pięknym odcieniem, który kojarzy mi się z wiosną. Nie wiem jak go nazwać- jasny koral czy ciemniejsza brzoskwinia? Jest to taki róż z pomarańczowymi tonami, bardzo łady i bardzo świeży. Zdjęcie na skórze bardzo go przekłamuje, ale zdjęcie aplikatora chyba idealnie odwzorowuje kolor.


Na opakowaniu nie dopatrzyłam się ile produktu otrzymujemy w jednym opakowaniu, ale na moje oko może to być około 6 ml. Pomadka kosztuje 8.99 i jest dostępna w szafach Bell w sieci sklepów Biedronka. Pachnie owocowo, ale trochę sztucznie i jeśli dostanie nam się do ust jest obrzydliwa w smaku. 

Ogółem miałam nadzieję, że seria Bell Moroccan Dream będzie to łatwo dostępny i tańszy zamiennik innych pomadek matowych niestety nie jest to najtrwalsza pomadka na rynku. Nie jest zła i nosi się nie najgorzej, ale wymaga licznych poprawek w ciągu dnia i jest ciężka w aplikacji. Nie polecam jej też poprawiać poprzez dokładanie bo zbyt gruba warstwa wygląda bardzo nieciekawie, więc do poprawek potrzebujemy czegoś, czym można pomadkę zmyć.


Dajcie znać czy macie pomadki z serii Moroccan Dream i jak się spisują na waszych ustach. Jeśli macie swoje ulubione pomadki matowe to chętnie się dowiem jakie to i być może przetestuję na sobie.
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Neutral Eyeshadow Palette | Recenzja

środa, 29 czerwca 2016
Witajcie! Dziś pokażę Wam paletę, którą z pewnością  wiele z Was zna, jeśli nie osobiście  to z licznych wpisów na blogach i recenzji W sieci. zaskakujące jest to, że produkt ten zbiera skrajnie różne opinie. Jedni twierdzą, że  jest to świetna i niedroga paletka, inni, że  to bubel niewart nawet swojej niskiej ceny. Jeśli ciekawi jesteście co ja sądzę o tej palecie, i czy moim zdaniem Wibo Neutral Eyeshadow Palette to hit czy kit to w  dalszej części wpisu wszystkiego się dowiecie.


Zadziwiająco ładnie jest ten produkt opakowany. Kartonowa paletka utrzymana w kolorystyce czerni z subtelnym akcentem różu. Prosty, holograficzny napis sprawia, że wygląda  jeszcze ładniej. Dodatkowo zabezpieczona jest osobnym kartonikiem, który zabezpiecza ją przed uszkodzeniami w transporcie lub drogeryjnym magazynie. Umieszczona na  nim grafika przedstawiająca pokruszone cienie również wygląda bardzo ładnie. Paletka zamyka się na magnes więc nie otworzy nam się niekontrolowanie w  kosmetyczce.  Karton z którego wykonano opakowanie ma swoje zalety: paletka jest mała i lekka więc stanowi świetną opcję ma wyjazdy. Za jej przydatności w podróży przemawia także fakt, ze znajdziemy w  niej całkiem spore lusterko, w którym spokojnie można wykonać cały makijaż. Wadą może być to, ze tektura szybko się wyciera i łatwo może ulec zniszczeniu.


W paletce znajdziemy 15 cieni  z czego osiem jest całkowicie matowych, a pozostała siódemka to cienie perłowe. O ich jakości przeczytać można całe mnóstwo skrajnie różnych opinii. Jedne mówią o tym, że jest to dobra paletka za niewielkie pieniądze, inne dziewczyny narzekają na osypywanie, aplikację i brokat. Jeśli chodzi o moją opinię to na aplikację nie będę narzekać. Z cieni matowych sypie mi się jedynie czerń, która jest bardzo sucha i odrobinę te grafitowe perłowe cienie, ale jest to do opanowania i nie dyskwalifikuje paletki w moich oczach. Jeśli chodzi i resztę matów nie mam kłopotów ani z pigmentacją, ani z osypywaniem. Podobnie z cieniami perłowymi. Czytałam opinie, w których dziewczyny mówią, że zamiast perłowego cienia na powiekę nakłada im się jedynie brokat. U mnie nic takiego się nie dzieje. Nakładają się ładnie, pigment fajnie przykleja się do powieki. A jeśli chodzi o brokat to widzę tu jedynie malutki połyskujący pyłek - żadnego chamskiego brokatu.


To, na co jedynie mogłabym nieco ponarzekać to fakt, że podczas blendowania- chociaż cienie pięknie w siebie przechodzą i ładnie się łączą - to jednak nieco tracą na pigmentacji. Podczas rozcierania kolory bledną i czasem wymagają dołożenia by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Nie są to też może najtrwalsze cienie jakie posiadam. Na bazie spokojnie dają radę przez kilka godzin. Nic mi się nigdy nie zsypało z powieki na policzek ani nie zrolowało. Przy dłuższym noszeniu tracą na intensywności i robią się wyblakłe, więc nie wybieram ich jeśli wiem, że mój makijaż musi ze mną wytrwać kilkanaście godzin. W warunkach codziennych, gdy oczekuję od cienia, żeby wyglądał ładnie około 6 czy 8 godzin po paletkę sięgam bardzo chętnie. 


W palecie znajdziemy kolory:
Magic Touch - cień rozświetlający, perłowy w szampańskim odcieniu. Pięknie napigmentowany
Light Fanasy - Matowy biały cień, niestety suchy i słabo napigmentowany
Naked Look -  jasny, beżowy w waniliowym odcieniu. Matowy i dobrze napigmentowany

Sparkling Nude - perłowy, miedziano-różowy kolor. Dość nietypowy odcień.
Peach Cream - nie do końca mój kolor. Dość słabo napigmentowany i zbity matowy cień w odcieniu lekko różowego, matowego beżo-brązu
Secret Eye - Bardzo go lubię zarówno na powiekę, jak i do stosowania na brwi. Chłodny jasny brąz. Matowy.

Sweet Toffie - Kolor w moim stylu. Perłowy, złoto-brązowy cień, niesamowicie mocno napigmentowany
Summer Breeze - kolejny, który uwielbiam! Matowy średni beżo-brąz w ciepłym odcieniu. Mocna pigmentacja
Milk Chocolate - Dla mnie jest to bardziej gorzka czekolada. Dość ciemny matowy brąz w chłodnym odcieniu. Pigmentacja dobra, ale nie powalająca

Most Wanted - Ładny i trudny do określenia. Chłodny odcień brązu, trochę srebrzysty ale widać w nim złoty pyłek.
Bitter Chocolate - Używam bardzo często, pigmentacja powala! Ciepły czekoladowy ciemny brąz. Jak dla mnie to on ma odcień mlecznej czekolady. Perłowy
Warm Soil - Neutralny odcień brązu. Ciemny, matowy i dobrze napigmenowany

Graphite Fantasy - ciemne srebro z niebieskim tonem. Zdecydowanie nie mój odcień. Perłowy
Night Heaven - Ciemniejszy od poprzednika odcień grafitowej szarości. Rozświetlający, odbija światło na srebrno i trochę na niebiesko.
Smoky Black - trudny kolor. Bardzo suchy i pylący, mocno się osypuje. Nie jest to najmocniejsza i najlepsza czerń na świecie, ale na bazie daje radę.


Jeśli mam szczerze podsumować tą paletkę to jest to dobrej jakości produkt za niewielką cenę. Zawiera ładne kolory, jest pięknie opakowana, a jej jakość spokojnie pozwala na wykonanie codziennego makijażu. Przez to, że jest mała i lekka będzie fajna na wyjazdy. Zaciekawiła mnie informacja w internecie, jakoby Wibo wypuściło dwie serie tych paletek: jedną dobrą, a drugą kiepskiej jakości. Nie chce mi się w to wierzyć, ale jeśli wiecie coś na ten temat to koniecznie dajcie mi znać. Ja ze swojej strony polecam ją osobom początkującym, albo tym z Was, które nie noszą makijażu przez 12 godzin na dobę. A jak jeszcze nie widziałyście mojego zestawienia 10 najpiękniejszych paletek nude to zapraszam!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Czerwcowy JoyBox Kosmetyki Naturalne | Openbox

piątek, 24 czerwca 2016
Witajcie!
Na pewno wszystkim znana jest idea pudełek kosmetycznych. Boxów niespodzianek, za które płacimy i mamy otrzymać zawartość przekraczającą cenę samego pudełka. Wpisów o takich boxach znajdziemy na blogach całe mnóstwo i chociaż sama idea niespodzianki jest ciekawa i kusząca to jednak nie do końca do mnie przemawia. Dlatego to, co dziś Wam pokażę to wyjątkowa sytuacja na moim blogu bo jest to moje pierwsze w życiu pudełko kosmetyczne! JoyBox jest pod tym względem wyjątkowo ponieważ zawartość pudełka jest znana od samego początku więc nie kupujemy kota w worku i jesteśmy w stanie ocenić, czy dane produkty nam się mogą spodobać i czy jest szansa, że będą używane czy jednak nie. Odebrałam je przedwczoraj i z przyjemnością pokażę Wam co się tu znalazło, a o tym, czego już zdążyłam użyć napiszę swoje pierwsze wrażenie.



Dużym plusem tego pudełka jest to, że w tej edycji znalazły się same naturalne kosmetyki co mnie bardzo cieszy! Zanim przejdę do produktów to napiszę tylko, ze post był pisany na szybko w związku z tym przepraszam Was, za kiepskie zdjęcia! 



Ollian active Bioaktywny balsam kojąco ochronny




Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką. Cena: 22 zł



Nie ma zapachu. Jest dość lekki i szybko się wchłania więc będzie fajny na tą porę roku, ale jednocześnie wydaje się być bardzo bogaty i faktycznie po pierwszym użyciu pozostawił fajne uczucie nawilżonej skóry, zobaczymy jak będzie się sprawdzał dalej, wydaje się, że będzie fajny.



Yasumi Gąbka do mycia i masażu




W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Cena: 19,90 zł



Mi się trafił wariant pure czyli bez dodatków. Może być stosowana zarówno do ciała jak i do twarzy. Jeszcze nie używałam, ale zapowiada się, że będzie to fajna alternatywa dla szczoteczki oczyszczającej.



Biolaven krem do twarzy na dzień



Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną. Cena: 24,90 zł

Bardzo się cieszę z tego produktu gdyż chciałam wypróbować tę markę. Ma bardzo delikatny zapach i faktycznie jest lekki, dobrze się wchłania pozostawiając skórę mięciutką i miłą w dotyku.


Sylveco Hibiskusowy tonik do twarzy


Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie. Cena: 17.65 zł

Zawartość aloesu bardzo mnie cieszy, gdyż moja skóra go lubi. Ma lekko żelową formułę przez co całkiem sporo zostaje go na skórze. Zapach ma średni i wchłania się nieco dłużej niż zwykły tonik. Uczucie na skórze ma nieco dziwne... w pierwszej chwili trochę niemiłe, ale jak już się wchłonie to jest całkiem przyjemne. Po pierwszym użyciu mam do niego mieszane uczucia.


Vianek Odżywcza maseczka-peeling


Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku. Cena: 19,99 zł

Jeszcze nie używałam, ale po opisie zapowiada się obiecująco. Na razie mogę powiedzieć, że przepięknie pachnie, a drobinki w nim zawarte nie są bardzo ostre więc używanie go z pewnością będzie czystą przyjemnością


Be Organic Mleczko do demiakijażu Jagody Goji and Acai


Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI and ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa woodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy. Cena: 44 zł

Pierwszy raz słyszę o tej marce. Od samego początku przerażała mnie forma mleczka, ale odważyłam się użyć i obawiam się, że nie polubię tego produktu. Faktycznie nie podrażnia oczu i nie pozostawia na nich mgły, ale nie za dobrze radzi sobie z tuszem do rzęs, a na twarzy jakoś dziwnie się ślizga. Na pewno będę miała do niego kolejne podejście, ale chwilowo nie jestem zachwycona tym produktem.


Zapach Ciszy Kojące Mydło migdałowe


Mydło idealne dla osób ze skłonnością do alergii. Jedwabista pianka oczyszcza bardzo delikatnie, ale dokładnie. Duża zawartość Oleju Kokosowego sprawia, że mydła mogą używać osoby cierpiące na atopowe zapalenie skóry. Naturalne mydło z olejem ze słodkich migdałów doskonale nadaje się do skóry suchej i wrażliwej, a także do pielęgnacji delikatnej skóry dziecięcej i niemowlęcej. Kremowa piana delikatnie pielęgnuje skórę wrażliwą przywracając jej odpowiedni poziom nawilżenia. Olej Migdałowy jest bardzo dobrze tolerowany nawet przez niemowlęta. Nadaje mydłu delikatny migdałowy zapach. Zawarte w Oleju Rzepakowym i Oliwie z Oliwek witaminy E, K oraz prowitamina A odżywiają skórę, a także działają antyoksydacyjnie. Cena: 8 zł

Zapowiada się ciekawie, ale jeszcze nie używałam, zobaczymy jak się sprawdzi. Trochę boję się używać produktu w takiej formie na twarz, ale według opisu powinno się sprawdzić mimo wszystko, więc chyba się pokuszę o przetestowanie


Vianek Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała


Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu. Cena: 27,99 zł

Jak to pachnie to sobie nawet nie wyobrażacie! Cudowny, świeży i owocowy zapach, który pozostaje długo na skórze! Dla samego zapachu warto go używać. Po pierwszym użyciu widzę, że jest to dość mocny zdzierak więc sprawdzi się u osób lubiących mocne peelingi. Mi się podoba!



Jeśli miałabym podsumować to pudełko to muszę przyznać, że jestem zadowolona. Prawie wszystkie kosmetyki mi się podobają i prawie wszystkie zużyję. Jedynym nietrafionym moim zdaniem produktem jest mleczko do demakijażu, do którego jeszcze się będę przymierzać ale nie wróżę nam długiego romansu. Jeśli chodzi o tonik to może nie będzie moim ulubieńcem ale go zużyję. Mydło jak się nie sprawdzi to poleci do mycia pędzli albo do ciała. Pozostałe kosmetyki mi się podobają i jestem z nich zadowolona.
Cena pudełka to 59 złotych, a wartość produktów, które znalazły się w moim wynosi... aż 184,43 zł! Także jeśli tak jak ja uważacie, że te produkty Wam się przydadzą i mają szansę się sprawdzić to naprawdę warto zamówić tego boxa.



W komentarzach koniecznie napiszcie mi jakie jest Wasze doświadczenie z boxami kosmetycznymi, które zamawiacie, które lubicie, a których nie?

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Golden Rose Ice Chic - 45, 77 i 83

środa, 22 czerwca 2016
Witajcie!
Ostatnio pokazywałam Wam we wpisach lakiery marki Golden Rose z najnowszej kolekcji Ice chic. Miałyście okazję zobaczyć na moich paznokciach dwa rozświetlające kolory nude oraz dwa piękne wiosenne pastele.


Dziś pokażę Wam ostatnie dwa z lakierów, które otrzymałam w GoldenBox'ie i jeden, który miałam już w swoich zbiorach. Wszystkie w bogatych kolorach kamieni szlachetnych! Gdybyście czuły się zainteresowane to te oraz inne lakiery marki Golden Rose możecie kupić TUTAJ



Zacznę od koloru, który był już w moich zbiorach. Jest to odcień numer 45. Bogata, głęboka czerwień. Trochę winna, trochę w kolorze bardzo dojrzałej wiśni. Mi przywodzi na myśl kolor rubinu - nasycona, mocna i elegancka. Zdecydowanie w chłodnym odcieniu, w zależności od światła można w niej dostrzec nuty fioletu. Krycie ma rewelacyjne bo tak na prawdę wystarczyłaby jedna grubsza warstwa do pokrycia całej płytki kolorem. 



Moim ulubieńcem z całej posiadanej przeze mnie siódemki jest numerek 77. To odcień szafiru. Cudowny intensywny kobaltowy odcień. To kolor, który uwielbiam i odkąd go mam noszę bardzo często. Uwielbiam go! Jest jednocześnie ciemny ale intensywny. Taki...neonowy granat! Obłędnie wygląda na paznokciach zarówno u dłoni jak i u stóp. Krycie tak jak poprzedni ma rewelacyjne. Jeśli ktoś nakłada grubsze warstwy to jedna spokojnie daje radę.



Najtrudniejszym ze wszystkich okazał się szmaragdowy kolor numer 83. I nie chodzi mi o sam lakier, bo jest tak samo świetnej jakości jak pozostałe. Nie chodzi też o kolor, który ma bardzo bogaty odcień chłodnej, niebieskawej zieleni, ale nie wpadającej w turkus. Chodzi o to, jak ten kolor sie fotografuje, zrobiłam mu ponad 400 zdjęć i na żadnym nie udało się uchwycić jaki jest piękny. Wbrew temu co widzicie na zdjęciach jest to ciemniejszy odcień chłodnej zieleni, ale także nie jest to zgaszony smutny i ciemny kolor, ale intensywny i mocny. Krycie po raz kolejny zachwycająco dobre!



Jak Wam się podobają te kolory? Które z pokazywanych najbardziej przypadły Wam do gustu?
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Palmer's Skin Therapy Oil Face

poniedziałek, 20 czerwca 2016
Witajcie!
Przychodzę dzisiaj do Was z moją opinią o jednym z nowszych produktów  matki Palmer's Cocoa Butter Formula. To specjalistyczne serum do twarzy mam okazje testować dzięki uprzejmości marki, która będąc obecną na konferencji Meet Beauty obdarowała blogerki jednym wybrany  kosmetykiem. Ja zdecydowałam się na serum do twarzy na noc z witaminą E i C, które ma szerokie spektrum działania. Już teraz zdradzę Wam, że polubiłam ten produkt od pierwszego użycia.



Specjalistyczne serum do twarzy Palmer's Skin therapy Oli Face to wielozadaniowy produkt z cennymi dla skóry olejkami, czystym masłem kakaowym,  retinolem  I witaminą  C. Moc 10 naturalnych olejków bogatych w witaminy i składniki odżywcze wygładza, nawilża, tonuje koloryt skóry i rozjaśnia przebarwienia. Retinol i witamina C spowalniają procesy starzenia i działają przeciwzmarszczkowo. Lekkie, nietłuste serum szybko się wchłania, a kompleks Cetesomate-E pomaga skórze zaabsorbować wszystkie odżywcze składniki. Skóra wygląda młodziej, jest rozświetlona i jędrna. 


Skład: olejek ze słodkich migdałów,  olej z pestek winogron,  isopropyl myristate (emolient), cetearyl ethylhexanoate (emolient), olejek z lnicznika siewnego, olejek makadamia,  olejek sezamowy, PEG 40 sorbitan peroleate (emolient), olejek kokosowy, olejek morelowy, Caprylyl Methicone (emulgator), masło kakaowe,  Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Retinol, Ascorbyl Palmitate (przeciwutleniacz), ekstrakt z Wąkorty Azjatyckiej, ekstrakt z dzikiej róży, olejek arganowy, olejek słonecznikowy, Dimethicone, Methyl Dihydroabietate, perfum, Caprylic Triglyceride (emolient), BHT (antyoksydant), Benzyl Benzoate (zapach), Citronellol (zapach), alpha-isomethyl ionone  (zapach), geraniol (zapach), Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene Carboxaldehyde (zapach), Hexyl Cinnamibal (zapach), Buthylphenyl Methylpropional (zapach), Eugenol (zapach).


W zasadzie mogłabym na tym skończyć swoją recenzję. Skład jaki jest sami widzicie. Ale nie powstrzymam się jednak, żeby nie napisać  kilku słów od siebie. 
Serum to nakładam na noc na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, tak  jak zaleca producent. Zaledwie kilka kropli, 6-7 kropelek wystarczy w zupełności na pokrycie tego obszaru. Kolistymi ruchami wmasowuję serum, aż do wchłonięcia. Słowo Oil  w nazwie oraz dużą ilość olejków sugerowałoby, że jest to produkt tłusty. W pierwszym kontakcie ze skórą takie właśnie sprawia wrażenie jednak podczas aplikacji to uczucie szybko znika. Gdyby nie zawartość witaminy C produkt ten mógł by być świetnym kosmetykiem pod makijaż.



Jeśli chodzi o działanie to po dwóch miesiącach  regularnego używania muszę zgodzić się z producentem. Już po pierwszym użyciu zauważyłam, że  skóra  rano jest świetnie nawilżona i miękka. Już wtedy byłam zadowolona z efektów, ale im dłużej używam tego kosmetyku, tym lepsze  efekty widzę. Już po kilku aplikacjach skóra była ładnie rozświetlona, wyglądała zdrowo, promienie i miała ładniejszy koloryt. Zauważyłam też, że faktycznie skóra stała się ujędrniona, ładnie napięta. Najdłużej chyba czekałam na efekt wyrównania kolorytu i rozjaśnienia przebarwień. Nie mam ich co prawda wiele i nie są jakieś spektakularne, ale drobne przebarwienia wokół nosa doprowadzały mnie zawsze do szału. Być może gdyby były to świeże przebarwienia to serum zadziałało by na mnie szybciej, jednak nawet w takiej sytuacji przy dłuższym stosowaniu widzę, że czerwone miejsca nieco się rozjaśniły i nie są tak widoczne jak kiedyś.


W sklepach i aptekach internetowych cena tego serum-w zależności od miejsca- waha się między 40 a 50 zł.  Może to się wydawać dużo jak za 30 ml produktu, jednak myślę, ze warto. Nie tylko ze względu na działanie, ale także ze względu na to, ze serum jest szalenie wydajne. Po dwóch miesiącach codziennego stosowania zużyłam około 1/4 opakowania. Jest to zasługa zarówno łatwej w aplikacji, oleiste konsystencji jak i precyzyjnej pipety, która wydostaniemy z opakowania dokładnie tyle produktu, ile nam potrzebna.


Jeśli są tu jakieś wrażliwe nosy to wspomnę, że kosmetyk ten pachnie  bardzo delikatnie. Ładnie, świeżo, ale podczas aplikacji zapach jest prawie niewyczuwalny. Przyjaciołom zwierząt wspomne natomiast, że  firma Palmer's zamieściła na opakowaniu tego kosmetyku informację,  że  są przeciwko testowaniu na zwierzętach. Produkt został przetestowany dermatologicznie,  jest niekomedogenny, hipoalergiczny oraz wolny od parabenów i ftalanów. Może być otwarty przez 24 miesiące i ze względu na zawartość witaminy C lepiej jest go przechowywać w nienasłonecznionym miejscu.


Jeśli znacie tę markę lepiej niż ja napiszcie koniecznie co jeszcze się sprawdza i co warto przetestować! Znacie to serum?
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.