Holograficzne Lakiery Golden Rose | Swatche wszystkich odcieni

niedziela, 14 maja 2017
Witajcie!
Słoneczko rozgościło się już chyba na dobre więc to idealny czas by polecić Wam cudowne lakiery, których największą moc odkryjecie właśnie w dziennym świetle słońca. Chodzi mi oczywiście o nową serię Golden Rose Holographic. Na punkcie tych lakierów blogosfera oszalała w ostatnim czasie i nic dziwnego! 


Seria zawiera siedem pięknych, modnych odcieni dających na paznokciach mocny, tęczowy efekt! To nie jest słabe, rozproszone holo! W słońcu paznokcie mienią się milionem kolorów i tęczowymi iskierkami! Holomaniaczki na pewno zrozumieją mój zachwyt! Dodatkowo lakiery świetnie kryją, co przy holograficznych efektach jest raczej rzadkością. Jedna warstwa mogłaby spokojnie wystarczyć do pokrycia całej płytki paznokcia. Nakładanie drugiej to właściwie formalność. Manicure z nimi jest mega szybki także dzięki pędzelkowi, który nakłada równą warstwę lakieru. Jest dość szeroki, ale dostatecznie elastyczny, by malowanie nim przy skórkach nie sprawiało kłopotu. 


Większość lakieromaniaczek pewnie zna to uczucie - wszystko co pięknie świeci, tragicznie się zmywa. Tu akurat nie ma się czym martwić. Lakier holograficzny zawiera mieniące drobinki tak maleńkie, że nie ma obaw, że zmywanie go będzie trwało wieczność, pochłonie mnóstwo potu, krwi i łez.


Lakiery znajdą wiele różnorodnych zastosowań. Dla osób, które lubią nieograniczony blask świetnie sprawdzą się nałożone solo na wszystkie paznokcie. Te z Was, które lubią bardziej stonowany efekt, mogą wykonać za pomocą tych lakierów drobny akcent na paznokciach w postaci np. gradientu holo połączonego ze zwykłym lakierem lub pomalować tęczowym lakierem tylko jeden paznokieć. Szalonym lakieromaniaczkom lakiery holograficzne Golden Rose dzięki swojej dobrej pigmentacji mogą posłużyć do malowania ręcznych wzorków lub jako baza pod stemple. 


Przejdę jednak do kolorów by ułatwić Wam wybór idealnego odcienia dla siebie! (Zdjęcia lakierów robione w świetle słonecznym by oddać cały ich urok. Zdjęcia na paznokciach w świetle sztucznym lepiej pokazuje kolor bazy)


Golden Rose Holographic  01 - najbardziej klasyczna wersja lakieru holograficznego. Srebrzyście wyglądająca baza, która nie przyćmiewa tęczowego blasku. Lakier lśni się w całości, a pomiędzy tęczowymi refleksami nie widać przebijającego koloru. W Świetle sztucznym wygląda na połyskujące sreberko.


Golden Rose Holographic 02 - Jeden z odcieni, które najbardziej przypadły mi do gustu, czyli bardzo modny ostatnio odcień nude. Baza ma odcień jasnego, złocistego beżu. Nie wygląda nachalnie, przez swój kolor nadaje się na co dzień i wygląda bardzo elegancko.


Golden Rose Holographic 03 - kolejny odcień, który bardzo przypadł mi do gustu i jest kolorem bardzo modnym w tym sezonie. Przygaszony, zbrudzony i chłodny odcień pastelowego różu. Z pewnością przypadnie do gustu wielu osobom przez swój nieoczywisty kolor, który wygląda pięknie, świeżo ale też nie jest nachalny mimo swojego mocnego tęczowego błysku.


Golden Rose Holographic 04 - tu już zaczyna się zabawa! Soczysty owocowy odcień. Przywodzi mi na myśl maliny lub truskawki. Ciepły, lekko czerwonawy róż. Widoczny na paznokciach. Przyciąga uwagę.


Golden Rose Holographic 05 - Ten odcień z pewnością też znajdzie swoje zwolenniczki. Jest dość nieoczywisty. Z jednej strony wydaje się być dość mocnym fioletem o intensywnej, przyciągającej wzrok barwie, z drugiej jest w nim coś delikatnego i pastelowego. Zmienia się zależnie od światła, ale w każdej postaci wygląda ślicznie.


Golden Rose Holographic 06 - delikatny i pastelowy odcień chłodnego, lekko nawet stalowego błękitu. Sam kolor nie rzuca się w oczy jakoś bardzo i pozostawia dużo miejsca na popisy iskrzących drobinek. Niemniej sam w sobie też jest uroczy i będzie dobrym wyborem na wiosnę


Golden Rose Holographic 07 - ostatni już kolor z tej kolekcji. Jest to czerń, ale nie smolista i ciemna, a raczej nieco wypłowiała i grafitowa. Myślę, że efekt ten zawdzięcza dużej ilości holograficznych drobin przez co baza lakieru wydaje się szarawa i ... zadymiona. Na paznokciach wygląda ładnie i dość świeżo mimo swojego ciemnego odcienia.



To już wszystkie kolory z tej nowej serii. Dajcie znać, który kolor przypadł Wam do gustu najbardziej i czy tak jak ja uwielbiacie tego typu efekty na paznokciach!

Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Provocater | Recenzja i Swatche

niedziela, 7 maja 2017
Witajcie!
W poprzednim wpisie pokazałam Wam openbox zestawu startowego marki Provocater. Dzisiaj, chciałabym Wam pokazać przepiękne pastelowe lakiery hybrydowe, które do mnie trafiły razem z tym zestawem. Kolory te będą idealnym wyborem na wiosnę dla wszystkich fanek pasteli i nie tylko! 


Lakiery Provocater wyróżniają się na tle innych marek już na pierwszy rzut oka. Ich buteleczki znacznie różnią się od klasycznych okrągłych butelek tak popularnych wśród innych firm. Te mają smukły i elegancki kształt łezki. Nakrętka jest długa i zakończona ostrym szpicem. Daje to fajny, drapieżny efekt, zdecydowanie przyciąga wzrok, zwłaszcza, ze szpic nakrętki przypomina mi obcas. Czy może być coś bardziej kobiecego? Od razu widać, że są to lakiery dla kobiet zdecydowanych i pewnych siebie!


Lakiery nakłada się bardzo dobrze. Dzięki płaskiemu, elastycznemu pędzelkowi mamy pełną kontrolę nad lakierem i możemy nim dojechać do samych skórek. Ciekawa jest też konsystencja, która akurat nie każdemu może się spodobać, mi jednak bardzo przypadła do gustu. Jest ona bardzo gęsta, wręcz przywodzi na myśl żel. Dla mnie jest do duży plus bo pozwala mi pracować z lakierem nawet dłuższą chwilę bez obawy, że spłynie i rozleje się na skórki. W połączeniu z pędzelkiem, który jest idealny do tego rodzaju konsystencji pozwala na dużą precyzję. Trzeba jednak uważać, by nie nałożyć zbyt grubych warstw! Pamiętajmy, że lakiery hybrydowe lepiej nałożyć kilkoma cienkimi warstwami niż jedną grubą!


Zaskoczyła mnie w nich pigmentacja! Mam cztery kolory, wszystkie w jasnych, pastelowych odcieniach, w których jestem absolutnie zakochana! Spodziewałam się jednak, że będą wymagały wielu warstw by uzyskać pełne krycie. Spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, bo lakiery Provocater są świetnie napigmentowane i w niektórych przypadkach druga warstwa to tylko formalność!


Nieco inną konsystencję niż lakiery kolorowe ma baza i top. Baza jest dość wodnista, ale nie na tyle by trudno było z nią pracować. W sumie to chyba nawet wolę jeśli baza ma rzadszą konsystencję. Podobnie jest z topem No Wipe. Jest on nieco rzadszy niż lakiery kolorowe ale nie spływa na skórki.
Dodatkowo warto wspomnieć, że baza zawiera w sobie witaminy B5 i E, które korzystnie wpływają na kondycję paznokcia. Top No Wipe jest z kolei idealny do aplikacji pyłków typu lustro lub innych drobniutkich pyłków, które aplikujemy na lakier bez warstwy dyspersyjnej. 


Przejdę jednak w końcu do kolorów, bo zdjęcia nie oddają ich wielowymiarowości i muszę się trochę odwołać do Waszej wyobraźni byście mogły w stu procentach docenić ich wielowymiarowość.


Provocater 19 Juicy Naked zagościł na moich paznokciach jako pierwszy. Ma nieco mylącą nazwę bo słowo Naked sugeruje coś cielistego i beżowego. Owszem, jest to kolor delikatny i dzienny, ale beżu w nim nie uświadczymy. To cudowne połączenie pasteli i neonu o barwie soczystej brzoskwini. Bardziej pomarańczowy niż różowy, ale ładnie rozbielony. Mimo to ma w sobie coś intensywnego, przykuwającego wzrok. Wygląda cudownie świeżo na paznokciach. Myślę, że pełnię jego uroku można będzie dostrzec dopiero latem na opalonych dłoniach, pięknie będzie pasował do letniej opalenizny i doskonale ją podkreślał.


Provocater 40 Love Story to kolor równie ciekawy jak powyższy. Ma w sobie jednocześnie coś pastelowego i neonowego. Jest to odcień rozbielonego cukierkowego różu, bardzo słodkiego i uroczego. Nie jest jednak bladym odcieniem pasteli, to kolor dość intensywny. Jednocześnie grzeczny i dziewczęcy ale trochę żarówiasty. Naprawdę niezwykły kolor i tak jak odcień 19 będzie fantastycznie wyglądał na opalonych dłoniach i stopach.

Provocater 45 Light Lavender to kolor, którego trochę się bałam. W buteleczce wygląda na przybrudzony i szarawy. Takie tony w połączeniu z pastelowym, mlecznym fioletem często wyglądają sino i trupio. Jak się okazało nie było się czego bać bo na dłoniach wygląda pięknie i świeżo. Delikatne pastelowe nuty mają zdecydowaną przewagę nad nutami szarości. Jest to odcień zdecydowanie chłodnego fioletu, ale na paznokciach wygląda bardzo dziewczęco. 



Provocater 70 Blue Sky czyli mój ulubieniec. Pastelowy ciepły błękit. Rozgrzewają go delikatne nuty turkusu przez co przypomina mi lazurową wodę na tropikalnej plaży. Dekilatny i pastelowy, ale nie przesadnie rozbielony. Dodaje dłoniom świeżości i myślę, że będzie przepięknie wyglądał na stopach. Przy pierwszym użyciu przypominał mi kultowy lakier innej marki, ale jednak w porónaniu wypada zupełnie inaczej. Jest cieplejszy i bardziej świeży.

Ponieważ paczkę dostałam już jakiś czas temu to miałam okazję przetestować lakiery na wszystkie strony i muszę przyznać, że jestem zadowolona z ich trwałości. Dłonie w nich wyglądały ładnie i świeżo przez długi czas, lakiery nie matowiały i nie zmieniały kolorów przy dłuższym noszeniu. Dobrze zniosły test odporności na zarysowania i na długie moczenie w wodzie. Mimo to nie sprawiały kłopotów przy zmywaniu, dlatego jeśli kolory Wam się podobają i macie ochotę na coś niepowtarzalnego to zdecydowanie polecam!



Przy okazji wspomnę Wam też o pyłkach. W moje ręce trafiły dwa - Pink Stardust i Galaxy Stardust. 
Pierwszy z nich to typowa syrenka o różowym zabarwieniu. Zmienia kolor lakieru bazowego i wypada różnie w zależności od tego, na jaki odcień zostanie położona. Moim zdaniem najpiękniej wygląda na jasnych kolorach. Czerń zdecydowanie zjadła jej urok. 
Drugi dla odmiany jest stworzony dla ciemnych kolorów. Na jasnych prawie wcale go nie widać. W mocnym słońcu i przy obserwacji z bliska można dostrzec, że nadaje on bardzo delikatny fioletowo-niebieski poblask. Dopiero na czerni pokazał co potrafi. Iskrzył się z daleka milionami niebieskich i fioletowych refleksów przywodząc na myśl rozgwieżdżone niebo!

Pink Stardust na błękicie, bieli i brzoskwini

Galaxy Stardust na czerni i bieli

Jeśli lakiery lub pyłki Wam się podobają to koniecznie zajrzyjcie na stronę by dowiedzieć się gdzie je kupić KLIK. Są godne polecenia, więc jeśli jeszcze nie próbowałyście to zdecydowanie zachęcam.

Dajcie znać, który kolor podobał Wam się najbardziej!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Provocater Starter Set | Openbox

niedziela, 30 kwietnia 2017
Na wstępie OGŁOSZENIE: bardzo Was przepraszam za kolejną dłuższą przerwę na blogu! Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, ale jak się okazało mogą człowieka całym stadem dopaść sytuacje losowe różnego rodzaju.  Obawiam się niestety, że najbliższy miesiąc również będzie wyglądał dość biednie pod względem wpisów, ale obiecuję dokładać wszelkich starań żeby nie było tu pusto i cicho! 



Skoro tę mniej przyjemną część mamy za sobą, to przejdźmy do milszej części czyli do openboxa zestawy startowego Provocater. 

Zacznę od tego, że zestaw jest cudownie zapakowany. Duże solidne pudełko mieści w sobie wszystko co potrzebne do wykonania manicure hybrydowego. Koniec z akcesoriami pochowanymi po kątach. Od teraz mam wszystko w jednym miejscu, zapakowane w piękne i wygodne pudło, które mieści wszytstko, łącznie z lampą, a dodatkowo ma przygotowaną przegródkę, w której można stworzyć własną kolekcję lakierów! Rozwiązanie po prostu idealne!



No ale nie samym pudełkiem żyje człowiek! Co znajduje się w środku? Wszystko czego potrzeba do wykonania swojego pierwszego manicure hybrydowego. W standardowym zestawie znajdziemy:

- Lakier hybrydowy w odcieniu czerwonym, a więc klasyczny i uniwersalny,
- Base&Top 
- Oliwka do paznokci
- Cleaner do odtłuszczania płytki przed wykonaniem manicure 
- Remover, którym łatwo usuniemy manicure
- Drewniane patyczki do odsuwania skórek
- Sporą rolkę wacików bezpyłowych
- Bloczek polerski
- Folie do zmywania manicure
- Lampę 24W

Mój zestaw różni się nieco od standardowych gdyż nie znalazłam w nim czerwonego lakieru (na szczęście). Zamiast tego w moje łapki trafiły cztery cudowne pastelowe lakiery, które już niedługo pokażę Wam z bliska, oraz dwa pyłki, które również zasługują na swoją chwilę na blogu. 





Jeśli zastanawiacie się nad tym zestawem to ja go bardzo serdecznie polecam. Jest fantastycznie skomponowany. Mamy w nim wszystkie akcesoria potrzebne do wykonania manicure i to w takich ilościach, że wystarczy ich na więcej niż raz. Wszystkie produkty są dobrej jakości i niczego nie trzeba dokupywać osobno. 
Zestaw ten nie jest drogi bo kosztuje 289 zł (teraz w promocji za 219zł) i naprawdę jest godny polecenia. Jeśli się nad nim zastanawiacie, chcecie poczynić pierwsze kroki z manicurem hybrydowym i nie wiecie czego będziecie potrzebować, albo szukacie fajnego prezentu dla bliskiej Wam kobiety, to naprawdę warto się zainteresować tym pudełeczkiem. 



A nawet jeśli cały zestaw nie jest Wam potrzebny to myślę, ze warto zwrócić uwagę chociażby na samą lampę, która jest niewielka i poręczna, ale jednocześnie ma wystarczającą wielkość by utwardzanie lakieru nie sprawiało kłopotów. 24W to całkiem spora moc i w porównaniu z małym mostkiem, z którego korzystałam dotychczas to nieporównywalnie wyższy komfort pracy. Większa moc i czujnik, który zapala żarówki gdy włożymy dłoń do lampy zdecydowanie skraca czas pracy nad manicurem i pozwala cieszyć się pięknymi paznokciami niemalże bez wysiłku!

Gdyby ktoś z Was był zainteresowany zakupem tego zestawu to można kupić go TUTAJ!


Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Strobing Make-up Shimmers Kit | Recenzja

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Witajcie!
Niedawno pisałam Wam o drogeryjnej paletce do rozświetlania twarzy marki Lovely [KLIK]. Dziś pokażę Wam kolejną, bardzo fajną, dostępną w drogerii paletkę tego typu. Została ona wypuszczona przez markę Wibo, a więc spodziewać się można, że będzie to paletka niedroga i łatwo dostępna! Można by się też spodziewać, że nie będzie to produkt wysokiej jakości, ale warto wspomnieć, że Wibo w ostatnim czasie znacznie poprawiło swoją jakość. Ich produkty są co raz fajniejsze, nadążają za obecnymi trendami i pozwalają niedużym kosztem wykonać modny makijaż.


Paletka znajduje się w kartonowym opakowaniu. Może się ono na pierwszy rzut oka wydawać niepozorne, ale moim zdaniem design jest naprawdę nowoczesny i trafiony.  Jasna kolorystyka i prosta kompozycja bez zbędnych, tandetnych dodatków zachęca do sięgnięcia po produkt. Właściwa paletka robi już o wiele większe wrażenie. Design nadal jest bardzo prosty, bo poza logiem marki i nazwą produktu na opakowaniu nie znajdziemy nic więcej. I bardzo dobrze, bo nic więcej nie potrzeba, lustrzana powierzchnia paletki (na upartego można by się pomalować patrząc jedynie w wieczko) broni się sama i nie tolerowałaby konkurencji. Opakowanko jest nie tylko ładne, ale też praktyczne. Zamyka się na magnes więc bardzo wygodnie, nie ma obawy, że mechanizm otwierania się zużyje i paletka niespodziewanie otworzy się w torebce czy kosmetyczce. Paletka jest niewielka, ma kompaktowe rozmiary i jest wykonana z plastiku - a więc jest lekka. 


Do wierzchu paletki można by mieć jednak zastrzeżenia, bo bardzo się "palcuje". Widać na niej każde dotknięcie, każdy odcisk palca. Miałam też obawy, że będzie się rysować, ale do tej pory nie zauważyłam niczego takiego. Być może dlatego, że przechowuję ją w oryginalnym kartonowym opakowaniu. 
Do wnętrza paletki natomiast nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest dobrze zakomponowane, przestrzeń nie marnuje się bez potrzeby, wkłady są ułożone ciasno, ale wygodnie. Dodatkowo w paletce znajdziemy lusterko, które jest nawet niezłej jakości i jest na tyle duże, że można wykonać w nim makijaż. Niestety paletka nie otwiera się "na płasko". Wieczko otwiera się tylko pod kątem 90 stopni i nie da się ułożyć paletki płasko na stole ani nawet wygodniej ustawić przy wykonywaniu makijażu. 
Wewnątrz znajduje się pędzelek, który jak większość dołączanych do paletek aplikatorów, nie jest najlepszej jakości, aczkolwiek nie jest też beznadziejny. Do nałożenia rozświetlacza wystarczy i pewnie sprawdziłby się w podróży, bo nie zajmuje dodatkowo miejsca.


Przejdźmy jednak do samych rozświetlaczy bo pewnie wszystkich najbardziej to interesuje. Wewnątrz znajdziemy cztery odcienie rozświetlających pudrów. Dwa z nich mają piękne uniwersalne kolory, które sprawdzą się na większości cer i będą pasowały do naprawdę każdego makijażu. Kolejne dwa nie mają już tak uniwersalnych kolorów, ale i dla nich znajdzie się zastosowanie. 
Według producenta to właśnie te dwa odcienie mają kremową konsystencję. Nie do końca się zgodzę, moim zdaniem jaśniejsze odcienie są bardziej masełkowe pod palcami.

Wszystkie cztery rozświetlacze dają mocny efekt rozświetlenia. To metaliczna, mokra tafla, w której nie uświadczymy dyskotekowego blasku. Owszem, uparty obserwator dopatrzy się w nich drobinek, ale to naprawdę nie jest straszny chamski brokat,


Konsystencja produktu jest taka jak lubię. Niby pudrowa i sucha, ale pod palcami miękka jak pianka. Myślę, że właśnie dzięki tej konsystencji rozświetlacze tak przyjemnie się aplikują. Nabierają się na pędzel łatwo i w słusznej ilości. Rozkładają się na skórze gładko i różnomiernie bez plam i nieestetycznych dziur. Na przypudrowanej twarzy dają mocny efekt mokrego policzka. Mają świetną pigmentację i mocny blask, ale jednocześnie idealnie się rozcierają. Efekt można też budować - nałożone lekką ręką dadzą subtelny blask i łagodne rozświetlenie imitujące zdrową, nawilżoną skórę. Większa ilość zrobi już efektowną taflę. Warto się jednak przyjrzeć bliżej poszczególnym kolorom.


Silver Stars to odcień znajdujący się na dole po prawej stronie. Jest to odcień bardzo uniwersalny i pasować będzie wielu typom urody, chociaż polecałabym go głownie chłodnym karnacjom. Ma chłodny, srebrno-różowy odcień ale nie jest on mocno zauważalny. Świetnie dopasowuje się do skóry. Mimo chłodnego, srebrzystego połysku nie daje mroźnego, lodowego efektu.

Champagne to odcień u góry po prawej. W palecie ciężko go odróżnić od Silver Stars, ale na skórze różnica jest widoczna. To odcień najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się największej ilości osób. Jest cieplejszy od poprzednika, jest w nim nieco złotawych, żółtych tonów, ale nie wybijają się one bardzo. Wygląda pięknie niezależnie od tego ile go nałożę. Daje mocną taflę lub subtelny miękki efekt. Porównanie odcienia do barwy szampana wydaje się słuszne bo mimo ciepłego podtonu jest bardzo uniwersalny.

Russian Gold totalnie mnie fascynuje. Jak wiecie lubię ciepłe odcienie żółtego złota w makijażu. Ten rozświetlacz ma dokładnie taki kolor. Idealne, płynne złoto. Sprawdzi się głównie jako cień do powiek lub dla ciemnych karnacji, jednak nałożony bardzo lekką ręką da delikatny złocisty połysk, który może sprawdzić się także dla jaśniejszych cer. Pięknie ociepla makijaż!

Shiny Choco jest chyba najmniej uniwersalnym odcieniem z tej palety. Jako rozświetlacz sprawdzi się tylko na bardzo ciemnych karnacjach. Ma piękny ciepły odcień miedzi jakby lekko podszytej różem. Poza stosowaniem na powiekach nie znajdzie szerszego zastosowania wśród polek, chyba, że lekką ręką nałożymy go w miejsce różu. Pięknie wtedy ociepli twarz i ładnie ją rozświetli. Skóra będzie jak muśnięta słońcem, ale naprawdę trzeba uważać by nie zrobić sobie krzywdy.


W kilku słowach podsumowania powiem, że polecam tę paletkę osobom, które lubią bawić się makijażem i znajdą zastosowanie dla nietypowych odcieni. Jakościowo jest naprawdę dobra, ładna, poręczna. Wkłady są świetnej jakości, dają piękny efekt i mokrą taflę na policzkach. Jednak jeśli ktoś chciałby się pobawić makijażem sporadycznie, potrzebuje uniwersalnej paletki i nie chce płacić za wkłady, których nie będzie używać to bardziej polecam paletkę z Lovely - jest tańsza i ma bardziej przyjazne, chociaż podobne odcienie.


Co myślicie o tej paletce? Może ktoś z Was ją ma albo planuje zakup podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie? Dajcie znać, co o niej myślicie w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Kometa | Zdobienie

piątek, 7 kwietnia 2017
Witajcie!
Jak Wam mijają te kapryśne pogodowo dni? Ja niestety nie mam ostatnio czasu na cieszenie się krótkimi ciepłymi chwilami w ciągu dnia. Zauważyliście też pewnie, że dawno nie było nowego posta. Ilość pracy na studniach trochę mnie czasami przerasta, więc trzymajcie kciuki za moją wytrwałość i bądźcie wyrozumiali! Naprawdę staram się pisać do Was jak najczęściej! 

Dziś mam Wam do pokazania zdobienie, które zebrało całe mnóstwo komplementów na uczelni. Moja sekretna pasja niedawno znów się obudziła i uderzyła z pełną mocą. Wszechświat znów zachwyca mnie swoim pięknem i przytłacza ogromem fascynujących zjawisk! Stąd też pomysł na namalowanie na paznokciach komety! Może nie jest to idealnie wiosenne zdobienie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba!









Dajcie znać, czy zdobienie przypadło Wam do gustu!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Paski i kropki | Zdobienie

piątek, 31 marca 2017
Witajcie! Wiosna co prawda już przyszła, ale pogoda za oknem nadal nie rozpieszcza, chociaż jest już o wiele przyjemniej. Panująca aura zwykle przekłada się u mnie na kreatywną twórczość, co pewnie już zauważyliście. Dzisiejsze zdobienie chyba dobrze oddaje klimat ostatnich dni. Jest delikatne, ma w sobie mój ulubiony wiosenny motyw czyli kropeczki, ale nadal utrzymane jest w mniej wiosennej kolorystyce. Myślę jednak, że takie połączenie kolorów znajdzie swoje zwolenniczki! Zwłaszcza, ze zdobienie jest bardzo proste, a jednocześnie ma w sobie coś przyciągającego wzrok!




Do zdobienia wykorzystałam karuzelę złotych ozdób z Born Pretty Store, która zawiera w sobie 12 przegródek z metalowymi ozdobami w różnych, dość nietypowych kształtach. Moim zdaniem takie ozdoby są super! Są proste w użyciu, stanowią mały dekoracyjny element, który świetnie urozmaica manicure


Gdybyście byli zainteresowani kupnem to można je dostać TUTAJ. Są tanie i wielorazowe więc opłaca się je kupić bo z pewnością jedna karuzelka posłuży nam do wykonania wielu fantastycznych zdobień. Zachęcam też do użycia mojego kodu zniżkowego!


Chętnie dowiem się, czy manicure przypadł Wam do gustu. Może jest tu ktoś, kto się nim zainspiruje?
Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Nowości Marki Eveline | Cz.2

środa, 29 marca 2017
Witajcie!
W poprzednim poście pokazałam Wam część nowości wypuszczonych na wiosnę przez markę Eveline. Największe smaczki, zostawiłam sobie jednak na koniec. Dzisiaj pokażę Wam, co z otrzymanej przesyłki urzekło mnie najbardziej.





Pierwszą z tych rzeczy jest tusz Big Volume Femme. Zamknięty w dużym, fioletowym opakowaniu z metalicznie błyszczącą nakrętką. Ma dość specyficzną szczoteczkę w kształcie maczugi, która na początku trochę mnie przeraziła. Obawy okazały się niepotrzebne, szczoteczką zaskakująco wygodnie dociera się nawet do najkrótszych rzęsek. Początkowo tusz był dość rzadki i efekt nie powalał na kolana, ale po kilku użyciach lekko zgęstniał i wtedy produkt pokazał swoją moc. Rzęsy po jego użyciu są mocno pogrubione, dokładnie pokryte tuszem. Rzęsy dość łatwo wyczesać z nadmiaru tuszu. Efekt utrzymuje się cały dzień, nie zauważyłam by tusz się kruszył czy opadał na policzki. Dostrzegam w nim jedną wadę - na szczoteczkę nabiera się trochę za dużo tuszu.




Eyelinery z Eveline mają grono swoich wiernych fanek. Nic dziwnego, bo mimo niskiej ceny mają naprawdę fajną jakość. Liquid Precision eyeliner 2000 procent nie odbiega niczym od innych oferowanych przez markę. W małym, wygodnym kałamarzu znajduje się czarny płynny eyeliner. Jest naprawdę czarny, mocno napigmentowany i szybko zastyga dając ładny, matowy efekt. Aplikator nie każdemu przypadnie do gustu, gdyż jest w formie stożkowatej gąbeczki. Osobiście wolę pędzelki, ale zdaję sobie sprawę, że tego typu aplikatory mają zwolenników i przeciwników, więc ocenę tego elementu pozostawiam każdemu do indywidualnego rozważenia. Warto jednak zaznaczyć, że mimo iż wolę aplikatory w formie pędzelka, to tym malowało mi się wygodnie i łatwo. Kreski za każdym razem wychodziły ostre i precyzyjne. Trwałość eyelinera oceniam jako zachwycającą, przez cały dzień pozostaje w nienagannym stanie. Nie kruszy się, nie rozmazuje i nie odbija. 

Przejdźmy jednak do największych smaczków z tej przesyłki, które przepięknie pachną owocami!


Wiecie, że uwielbiam matowe pomadki! Na widok tych oczy mi się zaświeciły! W mojej paczce znalazły się naprawdę ładne, modne w tym sezonie kolory. Pomadki zamknięte są w niedużych opakowaniach z czarnego plastiku ozdobionego złotymi napisami. Połączenie dość bezpieczne i klasyczne, nie razi w oczy, niestety napisy się nieestetycznie wycierają. Mechanizm wykręcania chodzi bez zarzutu. Dodatkowo od góry opakowania mamy okienko, przez które widać kolor znajdujący się w opakowaniu, a od dołu naklejkę z numerem w kolorze przybliżonym do produktu. To duże ułatwienie jeśli ktoś ma większą ilość pomadek, bo pozwala łatwo odszukać wybrany kolor. Opakowania zabezpieczone są też naklejką, dzięki której mamy pewność, że nikt przed nami produktu nie otwierał i nie używał. Oprócz numerków kolory mają też swoje nazwy, niestety umieszczone są one jedynie na naklejce zabezpieczającej i po odklejeniu jej nigdzie nie znajdziemy nazwy koloru.


Wykończenie pomadki bardzo przypadło do gustu moim ustom. Nie jest to suchy, papierowy efekt, ale aksamitny, miękki mat. Na ustach wygląda ładnie, matowo, naturalnie jednocześnie zapewniając wysoki komfort noszenia. Nawet po wielu godzinach nie czułam by usta były przesuszone przez pomadkę. Długie godziny noszenia kilka dni pod rząd nie pogorszyły mojego stanu ust. 


Przez swoje wykończenie pomadka jest dość sucha i nieco toporna w nakładaniu. To typowa konsystencja dla tego typu pomadek, Niewprawiona ręka może mieć problem przy nakładaniu i z pewnością będzie konieczna pomoc konturówki lub pędzelka, jednak osoba, która w malowaniu ust ma już większą wprawę nie będzie miała większego kłopotu z nałożeniem pomadki prosto z opakowania, zwłaszcza, że kształt sztyftu, ścięty na końcu pozwala na dość dużą precyzję. 


Oprócz komfortu noszenia ważna jest też trwałość. Większość osób decydując się na matową pomadkę ma ten aspekt na względzie, często jest on czynnikiem decydującym przy wyborze. Tutaj nie uzyskamy takiej trwałości jak w przypadku pomadek płynnych. Kolor lekko transferuje się na szklanki i zjada się przy posiłku, ale na szczęście robi to w sposób akceptowalny. Wyciera się dość równomiernie i ładnie chociaż nie ulega wątpliwości, że wymaga poprawek w ciągu dnia.

Kolory, które do mnie trafiły to, jak już wspomniałam hity w ostatnim czasie.


Pierwszy i najjaśniejszy z nich to odcień 500 Nude. Ciepły, cielisty beż z nutami brązu. Nie jest to blady odcień, który pozbawi Cię ust! Ładnie się komponuje z ciemnymi makijażami, chociaż jeśli ktoś lubi takie odcienie, jak najbardziej nada się na co dzień. Z pewnością znajdzie wiele fanek, gdyż jest to kolor, który ostatnio cieszył się ogromną popularnością w sieci.


Drugi kolor bardzo mnie zaciekawił. Szalejąca moda na brązy na ustach sprawiła, że miałam ochotę wypróbować taki kolor na sobie, ale miałam pewne obawy. Sama bym siebie nie posądzała, ze istnieje kolor, którego mogłabym się obawiać, a jednak taki brąz przyciągał mnie i odstraszał jednocześnie. Tym bardziej cieszę się, że odcień 506 Coffee trafił w moje ręce. Na własnych ustach przekonałam się, że nie ma się czego bać. Nazwa idealnie opisuje ten kolor. To odcień świeżych ziaren kawy. Ciemny głęboki brąz z delikatnymi nutami czerwieni. Raczej neutralny chociaż jak się dobrze przyjrzeć to można dopatrzeć się cieplejszych podtonów. Jeśli chodzi o zestawianie go z makijażem to z jednej strony taki odcień nie powinien mieć konkurencji, z drugiej jednak mam ochotę połączyć go z brązowym smoky eyes.


Ostatnim kolorem byłam najbardziej zachwycona! To 507 Dark Plum. W opakowaniu bardzo ciemny, na ustach daje piękny, wampirzy ale i elegancki efekt. Ten kolor zdecydowanie nie zniesie konkurencji w postaci mocnych oczu. Odcień jest głęboki i przyciągający uwagę. Trochę czerwieni, trochę fioletu, winny kolor z chłodną bazą, która pięknie wybiela zęby!

Dajcie koniecznie znać w komentarzu jakie produkty marki Eveline polecacie i co jeszcze warto wypróbować!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.