Provocater Starter Set | Openbox

niedziela, 30 kwietnia 2017
Na wstępie OGŁOSZENIE: bardzo Was przepraszam za kolejną dłuższą przerwę na blogu! Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, ale jak się okazało mogą człowieka całym stadem dopaść sytuacje losowe różnego rodzaju.  Obawiam się niestety, że najbliższy miesiąc również będzie wyglądał dość biednie pod względem wpisów, ale obiecuję dokładać wszelkich starań żeby nie było tu pusto i cicho! 



Skoro tę mniej przyjemną część mamy za sobą, to przejdźmy do milszej części czyli do openboxa zestawy startowego Provocater. 

Zacznę od tego, że zestaw jest cudownie zapakowany. Duże solidne pudełko mieści w sobie wszystko co potrzebne do wykonania manicure hybrydowego. Koniec z akcesoriami pochowanymi po kątach. Od teraz mam wszystko w jednym miejscu, zapakowane w piękne i wygodne pudło, które mieści wszytstko, łącznie z lampą, a dodatkowo ma przygotowaną przegródkę, w której można stworzyć własną kolekcję lakierów! Rozwiązanie po prostu idealne!



No ale nie samym pudełkiem żyje człowiek! Co znajduje się w środku? Wszystko czego potrzeba do wykonania swojego pierwszego manicure hybrydowego. W standardowym zestawie znajdziemy:

- Lakier hybrydowy w odcieniu czerwonym, a więc klasyczny i uniwersalny,
- Base&Top 
- Oliwka do paznokci
- Cleaner do odtłuszczania płytki przed wykonaniem manicure 
- Remover, którym łatwo usuniemy manicure
- Drewniane patyczki do odsuwania skórek
- Sporą rolkę wacików bezpyłowych
- Bloczek polerski
- Folie do zmywania manicure
- Lampę 24W

Mój zestaw różni się nieco od standardowych gdyż nie znalazłam w nim czerwonego lakieru (na szczęście). Zamiast tego w moje łapki trafiły cztery cudowne pastelowe lakiery, które już niedługo pokażę Wam z bliska, oraz dwa pyłki, które również zasługują na swoją chwilę na blogu. 





Jeśli zastanawiacie się nad tym zestawem to ja go bardzo serdecznie polecam. Jest fantastycznie skomponowany. Mamy w nim wszystkie akcesoria potrzebne do wykonania manicure i to w takich ilościach, że wystarczy ich na więcej niż raz. Wszystkie produkty są dobrej jakości i niczego nie trzeba dokupywać osobno. 
Zestaw ten nie jest drogi bo kosztuje 289 zł (teraz w promocji za 219zł) i naprawdę jest godny polecenia. Jeśli się nad nim zastanawiacie, chcecie poczynić pierwsze kroki z manicurem hybrydowym i nie wiecie czego będziecie potrzebować, albo szukacie fajnego prezentu dla bliskiej Wam kobiety, to naprawdę warto się zainteresować tym pudełeczkiem. 



A nawet jeśli cały zestaw nie jest Wam potrzebny to myślę, ze warto zwrócić uwagę chociażby na samą lampę, która jest niewielka i poręczna, ale jednocześnie ma wystarczającą wielkość by utwardzanie lakieru nie sprawiało kłopotów. 24W to całkiem spora moc i w porównaniu z małym mostkiem, z którego korzystałam dotychczas to nieporównywalnie wyższy komfort pracy. Większa moc i czujnik, który zapala żarówki gdy włożymy dłoń do lampy zdecydowanie skraca czas pracy nad manicurem i pozwala cieszyć się pięknymi paznokciami niemalże bez wysiłku!

Gdyby ktoś z Was był zainteresowany zakupem tego zestawu to można kupić go TUTAJ!


Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Wibo Strobing Make-up Shimmers Kit | Recenzja

poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Witajcie!
Niedawno pisałam Wam o drogeryjnej paletce do rozświetlania twarzy marki Lovely [KLIK]. Dziś pokażę Wam kolejną, bardzo fajną, dostępną w drogerii paletkę tego typu. Została ona wypuszczona przez markę Wibo, a więc spodziewać się można, że będzie to paletka niedroga i łatwo dostępna! Można by się też spodziewać, że nie będzie to produkt wysokiej jakości, ale warto wspomnieć, że Wibo w ostatnim czasie znacznie poprawiło swoją jakość. Ich produkty są co raz fajniejsze, nadążają za obecnymi trendami i pozwalają niedużym kosztem wykonać modny makijaż.


Paletka znajduje się w kartonowym opakowaniu. Może się ono na pierwszy rzut oka wydawać niepozorne, ale moim zdaniem design jest naprawdę nowoczesny i trafiony.  Jasna kolorystyka i prosta kompozycja bez zbędnych, tandetnych dodatków zachęca do sięgnięcia po produkt. Właściwa paletka robi już o wiele większe wrażenie. Design nadal jest bardzo prosty, bo poza logiem marki i nazwą produktu na opakowaniu nie znajdziemy nic więcej. I bardzo dobrze, bo nic więcej nie potrzeba, lustrzana powierzchnia paletki (na upartego można by się pomalować patrząc jedynie w wieczko) broni się sama i nie tolerowałaby konkurencji. Opakowanko jest nie tylko ładne, ale też praktyczne. Zamyka się na magnes więc bardzo wygodnie, nie ma obawy, że mechanizm otwierania się zużyje i paletka niespodziewanie otworzy się w torebce czy kosmetyczce. Paletka jest niewielka, ma kompaktowe rozmiary i jest wykonana z plastiku - a więc jest lekka. 


Do wierzchu paletki można by mieć jednak zastrzeżenia, bo bardzo się "palcuje". Widać na niej każde dotknięcie, każdy odcisk palca. Miałam też obawy, że będzie się rysować, ale do tej pory nie zauważyłam niczego takiego. Być może dlatego, że przechowuję ją w oryginalnym kartonowym opakowaniu. 
Do wnętrza paletki natomiast nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest dobrze zakomponowane, przestrzeń nie marnuje się bez potrzeby, wkłady są ułożone ciasno, ale wygodnie. Dodatkowo w paletce znajdziemy lusterko, które jest nawet niezłej jakości i jest na tyle duże, że można wykonać w nim makijaż. Niestety paletka nie otwiera się "na płasko". Wieczko otwiera się tylko pod kątem 90 stopni i nie da się ułożyć paletki płasko na stole ani nawet wygodniej ustawić przy wykonywaniu makijażu. 
Wewnątrz znajduje się pędzelek, który jak większość dołączanych do paletek aplikatorów, nie jest najlepszej jakości, aczkolwiek nie jest też beznadziejny. Do nałożenia rozświetlacza wystarczy i pewnie sprawdziłby się w podróży, bo nie zajmuje dodatkowo miejsca.


Przejdźmy jednak do samych rozświetlaczy bo pewnie wszystkich najbardziej to interesuje. Wewnątrz znajdziemy cztery odcienie rozświetlających pudrów. Dwa z nich mają piękne uniwersalne kolory, które sprawdzą się na większości cer i będą pasowały do naprawdę każdego makijażu. Kolejne dwa nie mają już tak uniwersalnych kolorów, ale i dla nich znajdzie się zastosowanie. 
Według producenta to właśnie te dwa odcienie mają kremową konsystencję. Nie do końca się zgodzę, moim zdaniem jaśniejsze odcienie są bardziej masełkowe pod palcami.

Wszystkie cztery rozświetlacze dają mocny efekt rozświetlenia. To metaliczna, mokra tafla, w której nie uświadczymy dyskotekowego blasku. Owszem, uparty obserwator dopatrzy się w nich drobinek, ale to naprawdę nie jest straszny chamski brokat,


Konsystencja produktu jest taka jak lubię. Niby pudrowa i sucha, ale pod palcami miękka jak pianka. Myślę, że właśnie dzięki tej konsystencji rozświetlacze tak przyjemnie się aplikują. Nabierają się na pędzel łatwo i w słusznej ilości. Rozkładają się na skórze gładko i różnomiernie bez plam i nieestetycznych dziur. Na przypudrowanej twarzy dają mocny efekt mokrego policzka. Mają świetną pigmentację i mocny blask, ale jednocześnie idealnie się rozcierają. Efekt można też budować - nałożone lekką ręką dadzą subtelny blask i łagodne rozświetlenie imitujące zdrową, nawilżoną skórę. Większa ilość zrobi już efektowną taflę. Warto się jednak przyjrzeć bliżej poszczególnym kolorom.


Silver Stars to odcień znajdujący się na dole po prawej stronie. Jest to odcień bardzo uniwersalny i pasować będzie wielu typom urody, chociaż polecałabym go głownie chłodnym karnacjom. Ma chłodny, srebrno-różowy odcień ale nie jest on mocno zauważalny. Świetnie dopasowuje się do skóry. Mimo chłodnego, srebrzystego połysku nie daje mroźnego, lodowego efektu.

Champagne to odcień u góry po prawej. W palecie ciężko go odróżnić od Silver Stars, ale na skórze różnica jest widoczna. To odcień najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się największej ilości osób. Jest cieplejszy od poprzednika, jest w nim nieco złotawych, żółtych tonów, ale nie wybijają się one bardzo. Wygląda pięknie niezależnie od tego ile go nałożę. Daje mocną taflę lub subtelny miękki efekt. Porównanie odcienia do barwy szampana wydaje się słuszne bo mimo ciepłego podtonu jest bardzo uniwersalny.

Russian Gold totalnie mnie fascynuje. Jak wiecie lubię ciepłe odcienie żółtego złota w makijażu. Ten rozświetlacz ma dokładnie taki kolor. Idealne, płynne złoto. Sprawdzi się głównie jako cień do powiek lub dla ciemnych karnacji, jednak nałożony bardzo lekką ręką da delikatny złocisty połysk, który może sprawdzić się także dla jaśniejszych cer. Pięknie ociepla makijaż!

Shiny Choco jest chyba najmniej uniwersalnym odcieniem z tej palety. Jako rozświetlacz sprawdzi się tylko na bardzo ciemnych karnacjach. Ma piękny ciepły odcień miedzi jakby lekko podszytej różem. Poza stosowaniem na powiekach nie znajdzie szerszego zastosowania wśród polek, chyba, że lekką ręką nałożymy go w miejsce różu. Pięknie wtedy ociepli twarz i ładnie ją rozświetli. Skóra będzie jak muśnięta słońcem, ale naprawdę trzeba uważać by nie zrobić sobie krzywdy.


W kilku słowach podsumowania powiem, że polecam tę paletkę osobom, które lubią bawić się makijażem i znajdą zastosowanie dla nietypowych odcieni. Jakościowo jest naprawdę dobra, ładna, poręczna. Wkłady są świetnej jakości, dają piękny efekt i mokrą taflę na policzkach. Jednak jeśli ktoś chciałby się pobawić makijażem sporadycznie, potrzebuje uniwersalnej paletki i nie chce płacić za wkłady, których nie będzie używać to bardziej polecam paletkę z Lovely - jest tańsza i ma bardziej przyjazne, chociaż podobne odcienie.


Co myślicie o tej paletce? Może ktoś z Was ją ma albo planuje zakup podczas zbliżającej się promocji w Rossmannie? Dajcie znać, co o niej myślicie w komentarzach!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Kometa | Zdobienie

piątek, 7 kwietnia 2017
Witajcie!
Jak Wam mijają te kapryśne pogodowo dni? Ja niestety nie mam ostatnio czasu na cieszenie się krótkimi ciepłymi chwilami w ciągu dnia. Zauważyliście też pewnie, że dawno nie było nowego posta. Ilość pracy na studniach trochę mnie czasami przerasta, więc trzymajcie kciuki za moją wytrwałość i bądźcie wyrozumiali! Naprawdę staram się pisać do Was jak najczęściej! 

Dziś mam Wam do pokazania zdobienie, które zebrało całe mnóstwo komplementów na uczelni. Moja sekretna pasja niedawno znów się obudziła i uderzyła z pełną mocą. Wszechświat znów zachwyca mnie swoim pięknem i przytłacza ogromem fascynujących zjawisk! Stąd też pomysł na namalowanie na paznokciach komety! Może nie jest to idealnie wiosenne zdobienie, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba!









Dajcie znać, czy zdobienie przypadło Wam do gustu!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Paski i kropki | Zdobienie

piątek, 31 marca 2017
Witajcie! Wiosna co prawda już przyszła, ale pogoda za oknem nadal nie rozpieszcza, chociaż jest już o wiele przyjemniej. Panująca aura zwykle przekłada się u mnie na kreatywną twórczość, co pewnie już zauważyliście. Dzisiejsze zdobienie chyba dobrze oddaje klimat ostatnich dni. Jest delikatne, ma w sobie mój ulubiony wiosenny motyw czyli kropeczki, ale nadal utrzymane jest w mniej wiosennej kolorystyce. Myślę jednak, że takie połączenie kolorów znajdzie swoje zwolenniczki! Zwłaszcza, ze zdobienie jest bardzo proste, a jednocześnie ma w sobie coś przyciągającego wzrok!




Do zdobienia wykorzystałam karuzelę złotych ozdób z Born Pretty Store, która zawiera w sobie 12 przegródek z metalowymi ozdobami w różnych, dość nietypowych kształtach. Moim zdaniem takie ozdoby są super! Są proste w użyciu, stanowią mały dekoracyjny element, który świetnie urozmaica manicure


Gdybyście byli zainteresowani kupnem to można je dostać TUTAJ. Są tanie i wielorazowe więc opłaca się je kupić bo z pewnością jedna karuzelka posłuży nam do wykonania wielu fantastycznych zdobień. Zachęcam też do użycia mojego kodu zniżkowego!


Chętnie dowiem się, czy manicure przypadł Wam do gustu. Może jest tu ktoś, kto się nim zainspiruje?
Dzięki i do następnego :*

Czytaj dalej »

Nowości Marki Eveline | Cz.2

środa, 29 marca 2017
Witajcie!
W poprzednim poście pokazałam Wam część nowości wypuszczonych na wiosnę przez markę Eveline. Największe smaczki, zostawiłam sobie jednak na koniec. Dzisiaj pokażę Wam, co z otrzymanej przesyłki urzekło mnie najbardziej.





Pierwszą z tych rzeczy jest tusz Big Volume Femme. Zamknięty w dużym, fioletowym opakowaniu z metalicznie błyszczącą nakrętką. Ma dość specyficzną szczoteczkę w kształcie maczugi, która na początku trochę mnie przeraziła. Obawy okazały się niepotrzebne, szczoteczką zaskakująco wygodnie dociera się nawet do najkrótszych rzęsek. Początkowo tusz był dość rzadki i efekt nie powalał na kolana, ale po kilku użyciach lekko zgęstniał i wtedy produkt pokazał swoją moc. Rzęsy po jego użyciu są mocno pogrubione, dokładnie pokryte tuszem. Rzęsy dość łatwo wyczesać z nadmiaru tuszu. Efekt utrzymuje się cały dzień, nie zauważyłam by tusz się kruszył czy opadał na policzki. Dostrzegam w nim jedną wadę - na szczoteczkę nabiera się trochę za dużo tuszu.




Eyelinery z Eveline mają grono swoich wiernych fanek. Nic dziwnego, bo mimo niskiej ceny mają naprawdę fajną jakość. Liquid Precision eyeliner 2000 procent nie odbiega niczym od innych oferowanych przez markę. W małym, wygodnym kałamarzu znajduje się czarny płynny eyeliner. Jest naprawdę czarny, mocno napigmentowany i szybko zastyga dając ładny, matowy efekt. Aplikator nie każdemu przypadnie do gustu, gdyż jest w formie stożkowatej gąbeczki. Osobiście wolę pędzelki, ale zdaję sobie sprawę, że tego typu aplikatory mają zwolenników i przeciwników, więc ocenę tego elementu pozostawiam każdemu do indywidualnego rozważenia. Warto jednak zaznaczyć, że mimo iż wolę aplikatory w formie pędzelka, to tym malowało mi się wygodnie i łatwo. Kreski za każdym razem wychodziły ostre i precyzyjne. Trwałość eyelinera oceniam jako zachwycającą, przez cały dzień pozostaje w nienagannym stanie. Nie kruszy się, nie rozmazuje i nie odbija. 

Przejdźmy jednak do największych smaczków z tej przesyłki, które przepięknie pachną owocami!


Wiecie, że uwielbiam matowe pomadki! Na widok tych oczy mi się zaświeciły! W mojej paczce znalazły się naprawdę ładne, modne w tym sezonie kolory. Pomadki zamknięte są w niedużych opakowaniach z czarnego plastiku ozdobionego złotymi napisami. Połączenie dość bezpieczne i klasyczne, nie razi w oczy, niestety napisy się nieestetycznie wycierają. Mechanizm wykręcania chodzi bez zarzutu. Dodatkowo od góry opakowania mamy okienko, przez które widać kolor znajdujący się w opakowaniu, a od dołu naklejkę z numerem w kolorze przybliżonym do produktu. To duże ułatwienie jeśli ktoś ma większą ilość pomadek, bo pozwala łatwo odszukać wybrany kolor. Opakowania zabezpieczone są też naklejką, dzięki której mamy pewność, że nikt przed nami produktu nie otwierał i nie używał. Oprócz numerków kolory mają też swoje nazwy, niestety umieszczone są one jedynie na naklejce zabezpieczającej i po odklejeniu jej nigdzie nie znajdziemy nazwy koloru.


Wykończenie pomadki bardzo przypadło do gustu moim ustom. Nie jest to suchy, papierowy efekt, ale aksamitny, miękki mat. Na ustach wygląda ładnie, matowo, naturalnie jednocześnie zapewniając wysoki komfort noszenia. Nawet po wielu godzinach nie czułam by usta były przesuszone przez pomadkę. Długie godziny noszenia kilka dni pod rząd nie pogorszyły mojego stanu ust. 


Przez swoje wykończenie pomadka jest dość sucha i nieco toporna w nakładaniu. To typowa konsystencja dla tego typu pomadek, Niewprawiona ręka może mieć problem przy nakładaniu i z pewnością będzie konieczna pomoc konturówki lub pędzelka, jednak osoba, która w malowaniu ust ma już większą wprawę nie będzie miała większego kłopotu z nałożeniem pomadki prosto z opakowania, zwłaszcza, że kształt sztyftu, ścięty na końcu pozwala na dość dużą precyzję. 


Oprócz komfortu noszenia ważna jest też trwałość. Większość osób decydując się na matową pomadkę ma ten aspekt na względzie, często jest on czynnikiem decydującym przy wyborze. Tutaj nie uzyskamy takiej trwałości jak w przypadku pomadek płynnych. Kolor lekko transferuje się na szklanki i zjada się przy posiłku, ale na szczęście robi to w sposób akceptowalny. Wyciera się dość równomiernie i ładnie chociaż nie ulega wątpliwości, że wymaga poprawek w ciągu dnia.

Kolory, które do mnie trafiły to, jak już wspomniałam hity w ostatnim czasie.


Pierwszy i najjaśniejszy z nich to odcień 500 Nude. Ciepły, cielisty beż z nutami brązu. Nie jest to blady odcień, który pozbawi Cię ust! Ładnie się komponuje z ciemnymi makijażami, chociaż jeśli ktoś lubi takie odcienie, jak najbardziej nada się na co dzień. Z pewnością znajdzie wiele fanek, gdyż jest to kolor, który ostatnio cieszył się ogromną popularnością w sieci.


Drugi kolor bardzo mnie zaciekawił. Szalejąca moda na brązy na ustach sprawiła, że miałam ochotę wypróbować taki kolor na sobie, ale miałam pewne obawy. Sama bym siebie nie posądzała, ze istnieje kolor, którego mogłabym się obawiać, a jednak taki brąz przyciągał mnie i odstraszał jednocześnie. Tym bardziej cieszę się, że odcień 506 Coffee trafił w moje ręce. Na własnych ustach przekonałam się, że nie ma się czego bać. Nazwa idealnie opisuje ten kolor. To odcień świeżych ziaren kawy. Ciemny głęboki brąz z delikatnymi nutami czerwieni. Raczej neutralny chociaż jak się dobrze przyjrzeć to można dopatrzeć się cieplejszych podtonów. Jeśli chodzi o zestawianie go z makijażem to z jednej strony taki odcień nie powinien mieć konkurencji, z drugiej jednak mam ochotę połączyć go z brązowym smoky eyes.


Ostatnim kolorem byłam najbardziej zachwycona! To 507 Dark Plum. W opakowaniu bardzo ciemny, na ustach daje piękny, wampirzy ale i elegancki efekt. Ten kolor zdecydowanie nie zniesie konkurencji w postaci mocnych oczu. Odcień jest głęboki i przyciągający uwagę. Trochę czerwieni, trochę fioletu, winny kolor z chłodną bazą, która pięknie wybiela zęby!

Dajcie koniecznie znać w komentarzu jakie produkty marki Eveline polecacie i co jeszcze warto wypróbować!

Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »

Nowości Marki Eveline | CZ.1

piątek, 24 marca 2017
Witajcie!
Czujecie wiosnę? U mnie ona zawitała już kilka dni temu. Bardzo się z tego cieszę, gdyż słoneczko dodaje mi mnóstwa energii i chęci do pracy! Wiosna to świetny czas, żeby zabrać się też za odświeżenie swojej kosmetyczki, więc przedstawię Wam dzisiaj kilka nowości marki Eveline, które trawiły do mnie niedawno. Jeśli chcecie się przekonać, które z nich warto wypróbować to zapraszam do czytania dalej!


Zacznę od dwóch nowości do pielęgnacji ciała. Wydaje mi się, że balsamy z serii Slim Extreme są już chyba kultowym produktem w ofercie marki. Sama używałam pierwszego wypuszczonego z tej serii już dobre kilka lat temu, o ile dobrze pamiętam to było na początku gimnazjum. Niedawno do linii dołączyły dwa kolejne warianty tego kosmetyku. O jednym z nich nie opowiem Wam zbyt wiele, gdyż przyszedł do mnie w uszkodzonym opakowaniu, także od razu po zrobieniu zdjęć poleciał do śmieci. Akurat z tego powodu płakać nie będę, gdyż nie lubię chłodzących formuł, zdecydowanie preferuję te rozgrzewające.


Serum Body Detox z zieloną kawą to zabieg polegający na wykorzystaniu jonizacji di eliminacji toksyn poprzez otwarte pory skóry. Stymuluje mikrokrążenie, pobudza metabolizm komórek, zwalcza cellulit i eliminuje obrzęk spowodowany zaburzoną gospodarką lipidową i retencją płynów.Zastosowane składniki aktywne to między innymi ekstrakt z zielonej kawy, kofeina i algi.


Night Lipo Shock Therapy to zaawansowany preparat do 2-tygodniowej intensywnej terapii wyszczuplająco-ujędrniającej, zalecany w okresie diety, zwiększonej aktywności fizycznej jako uzupełnienie dziennej kuracji antycelulitowej. Składniki aktywne zastosowane w w tym serum to między innymi ekstrakt z kasztanowca, guarana i ekstrakt z mięty.
tego serum akurat dość intensywnie używałam na sobie i mogę powiedzieć, że widzę jego działanie. Umówmy się, cellulitu nie zlikwidują nam żadne serum czy balsamy, do tego potrzebna jest dieta i ćwiczenia. Ale działanie z zewnątrz na  pewno nie zaszkodzi. Zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu skóra stała się bardziej miękka, gładsza i bardziej napięta. Wygląda ładniej i jest miła w dotyku. Ode mnie dodatkowy plus za przyjemny rozgrzewający efekt!


Kolejnym nowym produktem w asortymencie marki Eveline jest płyn micelarny z linii Facemed+. Przeznaczony do suchej i wrażliwej skóry. Nie zawiera alkoholu, ale jest wzbogacony o kwas hialuronowy i d-panthenol. Ma nie tylko nie podrażniać skóry ale także ją nawilżać. Bardzo polubiłam się z tym produktem i myślę, że będę do niego wracać. Bardzo fajnie radzi sobie ze zmywaniem makijażu, nawet tego mocniejszego. Nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze i tak jak zapewnia producent bardzo fajnie oczyszcza. Ja po zmyciu makijażu zwykle oczyszczam jeszcze skórę elektryczną szczoteczką i zdarzało mi  się wcześniej, że pozostawały na niej jakieś resztki makijażu. Przy tym płynie nie zauważyłam niczego takiego więc jestem bardzo zadowolona z jego działania. Dodatkowo ma u mnie plusa za opakowanie, które jest nie tylko ładnie  zaprojektowane, ale także wygodne. Duża butla (400 ml) wystarczy na wieki bo produkt jest wydajny i skuteczny. No i ma niewielki dziubek, więc na wacik można zaaplikować tyle produktu, ile potrzeba. Niestety nie jestem w stanie ocenić czy nawilża skórę, ale na pewno jej nie wysusza i nie podrażnia.




Puder sypki Cashmere Mat jest dla mnie ciężkim produktem. Mam do niego mieszane uczucia, bo zwyczajnie nie przepadam za używaniem pudrów sypkich.  Postanowiłam jednak dać mu szansę i muszę przyznać, że spełnił moje oczekiwania. Dał ładny mat bez płaskiego, papierowego makijażu i przyzwoicie utrzymał makijaż podczas długiego i ciężkiego dnia. Przyjemnie się go aplikuje gąbeczką dołączoną do opakowania, która jest miękka i przyjemna. Nie zauważyłam wysuszania skóry nawet gdy nałożyłam większą ilość, nie zmienia też koloru podkładu. Opakowaie jest solidne i nic się z niego nie wysypuje, dodatkowo ma sporą pojemność (20g) i jest wydajny. Jeśli ktoś lubi takie pudry to myślę, że warto się nim zainteresować. Ja nie pokochałam go tylko dlatego, że nie umiem używać sypkich produktów i robię nimi wokół siebie straszny bałagan.



Poczwórna paletka cieni trafiła do mnie w odcieniu 11. Z tego co widzę na stronie dostępnych jest 13 wariantów kolorystycznych naprawdę ładnie i spójnie skomponowanych. Paletka jest mała i poręczna. Wykonana z dość grubego plastiku, więc spokojnie powinna znieść podróże. Zawiera cztery dopasowane do siebie odcienie, w moim przypadku są to chłodne achromatyczne odcienie. Do paletki dołączony jest podwójny, gąbeczkowy aplikator. Większość palet go ma, a większość użytkowniczek zwyczajnie je wyrzuca. Zanim jednak pozbędziecie się tego aplikatorka zwróćcie uwagę na jego ściętą końcówkę. Osobiście lubię tego typu aplikatory do robienia rozdymionej kreski na powiece!


Odcień numer 1 jest połyskującym cieniem na białej bazie. Daje mocny, zmrożony efekt i efektowny blask.
nr 2 to zdecydowanie największy atut tej paletki. Ma odcień srebra z delikatną stalową nutką i jest niesamowity! Nałożony na bazę daje mocny, metaliczny efekt. Myślę, że na mokro będzie prawdziwą petardą!
Trójka to ciemniejsza szarość. Błyszczczący, ale nie metaliczny jak jego poprzednik. Ma srebrny połysk i dość ciemną, stalową bazę.
Nr 4 trochę mnie zawiódł bo w opakowaniu wygląda jak rozgwieżdżona noc - matowa czarna baza wypełniona lśniącymi drobinkami. Po nałożeniu na powiekę efekt trochę ginie, co nie zmienia faktu, że nadal jest piękny!


Ostatni produkt, który Wam dzisiaj pokażę, to baza pod cienie. Zamknięta w opakowaniu przypominającym błyszczyk, ma w środku mały, gąbeczkowy aplikator. Według producenta ma przedłużać makijaż do 24 godzin. Oprócz zwykłych zadań, jakie wykonuje baza pod cienie czyli przedłużenia trwałości i podbicia intensywności cieni, ma ona także odżywiać i nawilżać dzięki zastosowaniu składników aktywnych, takich jak kwas hialuronowy, wyciągi ze świetlika i jedwabiu oraz witaminy.


Baza ma beżowy kolor przez co już na jej etapie ukrywany ewentualne zaczerwienienia i żyłki na powiekach. Nie wiem czy przedłuża makijaż do 24 godzin, gdyż nigdy nie zdarzyło mi się nosić cieni tyle czasu, ale nie da się ukryć, że wyraźnie podbija kolor cieni, co widać na zdjęciu wyżej! Wygodnie się ją aplikuje na powiekę i wystarczy niewielka ilość by spełniła swoją rolę! Pamiętajcie by nie nakładać bazy za dużo, bo może obciążyć delikatne powieki i dać efekt odwrotny od oczekiwanego!

To jeszcze nie wszystkie nowości! Największe smaczki zostawiłam na kolejny wpis, także czekajcie na niego cierpliwie i nie zapomnijcie o zostawieniu komentarza!

Dzięki i do następnego! :*
Czytaj dalej »

Lovely Nobody's Perfect but Me | Recenzja

piątek, 17 marca 2017
Trend na rozświetloną, promienną skórę trzyma się całkiem nieźle i podejrzewam, że jak co roku przybierze na sile w okresie letnim. Za pasem mamy już wiosnę i co raz bliżej do lata, a ponad to zbliżają się coroczne promocje na kosmetyki do makijażu w drogerii Rossmann. Jakby ktoś nie wiedział kiedy się one odbywają to zapraszam TUTAJ. Czas więc najwyższy, żeby pokazać Wam jeden z kosmetyków, który skradł moje serducho pod koniec roku i rozgościł się w mojej kosmetyczce na tyle, że został uwzględniony w ulubieńcach roku, czyli paletce rozświetlaczy z Lovely!


Paletka składa się z trzech okrągłych wkładów zamkniętych w niedużej kartonowej paletce. Moim zdaniem rozwiązanie bardzo dobre, bo paletka jest nieduża, płaska i lekka. Zajmuje niewiele miejsca w kosmetyczce i praktycznie nic nie waży także spokojnie można ją nosić w torebce, wpakować do bagażu czy nawet do kieszeni. W paletce znajdziemy też nieduże lusterko. Moim zdaniem to zawsze dodatkowy plus. Kolejnym plusem jest zamknięcie na magnes, który trzyma dość mocno więc nie ma obaw, że paletka otworzy się w kosmetyczce. Średnio zapatruję się graficzne rozwiązania zastosowane na tej paletce. Niby nie rażą w oczy, ale można to było zrobić o wiele lepiej. Z tyłu opakowania znajdziemy trzy rysunki, na których zaznaczono do jakich partii twarzy producent poleca używać poszczególnych produktów z paletki. Z jednej strony takie wskazówki mogą być przydatne dla początkujących, z drugiej od razu mówię, że niekoniecznie należy się tymi wskazówkami kierować.


Przejdźmy jednak do zawartości. W środku znajdują się trzy okrągłe wkłady o łącznej masie 10g. To całkiem sporo. Rozświetlacze mają pudrową konsystencję. Nie jakąś bardzo pylącą, ale też nie tak aksamitnie kremową jak niektóre produkty tego typu. Na pędzel nabierają się w dość słusznej ilości i ładnie chwytają skóry. Dobrze się też rozcierają nie tworząc plam.


Pierwszy wkład nazwany przez producenta Gold Highlighter jest najbardziej uniwersalny i myślę, że spodoba się większości użytkowników. To ładny, jasny odcień szampana. Nie jest typowym żółtym złotem. Po nałożeniu na skórę daje ładny neutralny odcień. Jest na tyle jasny, że nawet na bladych karnacjach nie będzie go widać,pozostawi jedynie delikatny szampański blask. Rozświetlacz daje ładną taflę, Nie ma w nim absolutnie brokatu, dopiero po bardzo dokładnym przyjrzeniu się w mocnym świetle widzę w nim niedużą ilość mikroskopijnych drobinek. Świetnie sprawdzi się nie tylko jako rozświetlacz na policzki, ale także jako cień do powiek.


Kolejny to Rose Highlighter. Ten wkład jest powodem, dla którego paletka ta znalazła się wśród moich ulubieńców roku. Nie zgodzę się, że jest to rozświetlacz. Daje zbyt widoczny kolor, a za mało blasku by sprawdził się w tej roli. Polubiłam go jako róż do policzków. Jego matowa baza o neutralnym, przygaszonym odcieniu sprawdzi się w tym celu rewelacyjnie i będzie pasowała do większości makijaży oraz pięknie podkreśli policzki nawet na co dzień. Co do rozświetlania to ma w sobie minimalną ilość lekkiego rozświetlającego pyłku w chłodnym, srebrzystym odcieniu, ale nie daje on blasku. Raczej sprawia, że produkt na skórze nie wygląda płasko i zbyt matowo, ale ma naturalnie wyglądające satynowe wykończenie. Właśnie z tego powodu nie polecam kierować się ściągawką z tyłu opakowania, bo nakładając go jak zaleca producent można sobie zrobić niemałą krzywdę. Jest trochę bardziej pudrowy od pozostałych dwóch wkładów przez co najbardziej się pyli podczas nabierania na pędzel.



Chocolate Highlighter to odcień głębokiego, brązowego złota. Naprawdę piękny, ale w roli rozświetlacza się raczej nie sprawdzi, chyba, że dla naprawdę ciemnych karnacji. Daje naprawdę mocny kolor i piękny złoty blask. Z tego powodu polecałabym go raczej jako cień do powiek lub do delikatnego muśnięcia skóry latem by podkreślić opaleniznę. Należy mieć jednak naprawdę lekką rękę, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. Jest równie, a może nawet bardziej kremowy w konsystencji niż pierwszy odcień. Ładnie się rozciera, ale pamiętajmy, że jego ciemna baza zawsze będzie trochę widoczna, gdyż jest niesamowicie napigmentowany.


Jak już wspomniałam wszystkie trzy produkty są dobrej jakości, łatwo się aplikują i nie robią plam. Dobrze się z nimi pracuje o ile robimy to z głową. Bezmyślne podążanie za wskazówkami producenta może się źle skończyć. Uważam, że nie jest to może kosmetyk niezbędny w kazdej kosmetyczce, bo w tej cenie dostaniemy naprawdę niezłe rozświetlacze w drogerii. Dla osób poszukujących różnorodnych rozświetlaczy raczej nie, ale jeśli komuś spodoba się środkowy wkład jako róż, a do ostatniego ma wystarczająco opaloną cerę lub zamierza go zużyć jako cień do powiek to zdecydowanie warto bo cena jest niewielka.


Dajcie znać, czy macie tą paletkę i jak sprawdzają wam się poszczególne wkłady, a jeśli jeszcze nie próbowałyście to chętnie się dowiem, czy moja recenzja zachęciła, czy też zniechęciła do zakupu!
Dzięki i do następnego :*
Czytaj dalej »



SZABLON BY: PANNA VEJJS.