Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hean. Pokaż wszystkie posty
Podsumowanie lutego!
Luty- najkrótszy miesiąc roku dobiegł końca. Chociaż moim zdaniem wcale nie minął tak szybko. Ostatnio czas mi się strasznie ciągnie, mam wrażenie, że ten miesiąc zaczął się milion lat temu. Może dlatego, że przez choroby miałam w końcu trochę czasu na odpoczynek. No ale choroby nie wykluczają zakupów :P Skoro miesiąc był dla mnie taki długi to i lakierów musiało być odpowiednio dużo :D
Lakierowe podsumowanie lutego, oto chwila prawdy!
Vipera Polka #64 #66 #69 - wygrana u Chilli
Jakiś czas temu pokazywałam wam zdobienie na konkurs "Zmaluj Chilli dla Chilli", w którym zdobyłam wyróżnienie. Paczuszka, którą otrzymałam bardzo mnie ucieszyła. Znalazłam w niej między innymi te urocze maluszki.
-Aisha B8 - Chińczyk, 2,50 zł
-Golden Rose Carnival #08 - wygrana u Chilli
-Bell Air Flow - Biedronka, 5,99zł
Ta fotka trochę nie po kolei, ale dobrana kolorystycznie. Fioletowy brokat kupiłam w Chińczyku do którego zawitałam w sumie z nudów. I z nudów kupiłam ten lakier, nie ma w nim nic wyjątkowego.
Carnival był kolejną niespodzianką z paczki od Chilli. Idealnie trafiła w mój gust, matowe fioletowe drobinki to jest to co tygrysy lubią najbardziej :D
Bella zgarnęłam w Biedronce jako pocieszenie po wyjątkowo parszywym dniu. Już go nawet użyłam i jestem mile zaskoczona, jest świetny, a takiego koloru mi brakowało.
MIYO mini drops #74 Orange Soda - osiedlowa drogeria, 3,00zł
Kolejny kupiony z nudów. Kolor w buteleczce jest w sumie całkiem fajny, leciutko opalizujący pomarańcz przypomina kolorem Fantę. Niestety efekt na pazurkach mnie rozczarował, wyszedł z niego brudny rudy. Szkoda, pierwszy raz zawiodłam się na lakierze MIYO.
-Hean limited edition #212 i #216 - 4,79zł/szt.
Kolor 216 kupiła kiedyś moja kumpela i strasznie mi się u niej spodobał. Jest fenomenalny zarówno solo, jak i jako błyszczący top. 212 jeszcze nie wypróbowałam, ale wygląda ciekawie w buteleczce.
-Hean keratin repair - 4,79 zł
-Hean vitamin booster - 4,79zł
Przecena -40% w sklepie internetowym Hean zachęciła mnie nie tylko do zakupu lakierów, ale też odżywek. Moja poprzednia już się skończyła, a używanie codziennie 8w1 nie jest chyba dobrym pomysłem. Jak widać używam ich na zmianę i jestem zadowolona. Niestety różowa nie nadaje się pod lakier bo schodzi płatami.
Hean 401
W gratisie do zakupów dostałam taką pół transparentną biel w maleńkiej buteleczce. Jeszcze nie używałam, ale myślę, że będzie niezły.
Colour Alike #502, holo top, #496 - 10,99zł, 11,99zł, 10,49zł
Pokochałam wszystkie. Krycie, trwałość, urok osobisty <3
W holo topie zakochałam się najbardziej. Długo marzyło mi się czarne holo z mega błyszczącym efektem. Dzięki niemu mogę każdy lakier zmienić w holograficzne cudo.
W holo topie zakochałam się najbardziej. Długo marzyło mi się czarne holo z mega błyszczącym efektem. Dzięki niemu mogę każdy lakier zmienić w holograficzne cudo.
China Glaze Cha Cha Cha - oddawajka u Puszki
Niedawno puszka zorganizowała u siebie oddawajkę. Do mnie trafił między innymi opalizujący, zielony China Glaze. Moim zdaniem jest piękny, a wy co sądzicie?
My Secret #168 oraz Flormar Black Dots 003 - 4 i 8 zł / wyprzedaż u lacquer-maniac
Przez blogosferę gwałtownie przewija się fala blogowych wyprzedaży. Czyżby wiosenne porządki? :P Ja skorzystałam z jednej z nich i przygarnęłam elektryzujący kobalt i obłędny Flormar Black Dots. Marzy mi się co prawda niebieski, ale różem nie wzgardzę. Wczoraj do mnie przybyły, więc to było całkiem miłe zakończenie miesiąca.
W tym miesiącu na lakiery wydałam: 76,12 zł
No, nie jest tak źle. Bywały miesiące większej rozpusty, ale też takie, kiedy prawie nic nowego nie przybyło.
Pochwalcie się ile wy wydałyście w tym miesiącu :)
Etykiety:
Bell,
China glaze,
Colour Alike,
Flormar,
golden rose,
Hean,
Lakier holograficzny,
lakierowe zakupy,
MIYO,
My Secret,
podsumowanie lutego,
podsumowanie miesiąca,
Vipera
Chyba ostatnie w blogosferze - Ulubieńcy roku 2013
Dobra, wiem, jestem chyba ostatnią osobą w blogosferze która publikuje taki post :P W połowie drugiego miesiąca roku... Spóźnialska byłam zawsze, ale chyba przegięłam tym razem.
No ale zabierałam się za ten post jak pies za jeża, no po prostu nie mogłam jakoś się za niego wziąć, nie wiedziałam jak to ugryźć, jak się za to zabrać, ale w końcu się biorę za siebie i za niego. Co ma być to będzie.
Twarz:
Bell Long Lasting 01 Beige
Długo miałam problem z dobraniem idealnie jasnego podkładu do swojej mlecznej cery. Wszystkie są dla mnie za ciemne. Ten kupiłam latem i do opalonej cery był idealny, teraz niestety ten też jest za ciemny. Ma bardzo fajną, lekką konsystencję. Przyjemnie się go aplikuje, nie robi smug i ładne wtapia się w skórę. Nie ma jakiegoś powalającego krycia, ale ja też takiego nie potrzebuję. Jedyna wada to trwałość, dość szybko ściera się z twarzy, jednak to mu wybaczam, bo kosztował mnie całe 7 zł. No i opakowanie szybko się brudzi, ale chyba nie ma podkładu, z którym nie byłoby takiego problemu.
Puder Rimmel Stay Matte 03
Puder matujący o bardzo fajnym wykończeniu. Nie daje takiego płaskiego, papierowego matu, a delikatne i trwałe zmatowienie twarzy, utrwala makijaż, niewiele kosztuje i ogólnie zachwycona jestem nim od dawna. Raz zdradziłam go z inglotem i szybko wróciłam do mojego ulubieńca. Nie zawiera żadnych drażniących skórę substancji więc nadaje się dla cery wrażliwej. Kosztuje około 20 złotych za całkiem spore opakowanie i przy codziennym stosowaniu wystarcza na naprawdę długo, a nieco większa ilość wklepana w skórę pozwala ukryć drobne niedoskonałości. Przyczepiłabym się jednak do opakowania, bo może się otworzyć w torebce, a przeźroczyste wieczko w kosmetykach prasowanych moim zdaniem wygląda nieestetycznie gdy już sięgniemy dna.
Usta
Szminka Rimmel Lasting Finish by Kate 16
Śliczny koralowy róż, moim zdaniem bardzo kobiecy. Ma satynowe wykończenie i przyjemną konsystencję. Świetnie nakłada się na wargi równomiernie pokrywając je kolorem. Ktoś pisał, że podkreśla suche skórki i niedoskonałości ust, ja osobiście tego nie zauważyłam, chociaż moje usta zdecydowanie nie są idealne. Duży plus za opakowanie, trwałe, estetyczne, bez zbędnych udziwnień, jedynie napis na zatyczce ma kolor zbliżony do koloru pomadki. No i nie otwiera się w torebce. Mi osobiście bardzo to odpowiada, lubię takie eleganckie minimalistyczne opakowania.
Masełko do ust Nivea lip butter raspberry rose
Masełko to pielęgnuje moje usta już od pół roku. Chwyciłam za nie na jakiejś promocji w rossmannie i to był strzał w dziesiątkę! Moje usta mają tendencję do bardzo bolesnych, krwawiących pęknięć. Te masełko chroniło moje usta przed wiatrem, mrozem, palącym słońcem i wszystkimi czynnikami zewnętrznymi, które mogłyby im zaszkodzić. Bardzo ładnie pachnie, malinowo bez chemicznych nut. Po raz kolejny będę się czepiać opakowania. Po pierwsze masełko trzeba nakładać palcami co jest bardzo niehigieniczne. Po drugie opakowanie wyrabia się po jakimś czasie i strasznie ciężko je otworzyć, zdarzyło mi się szarpać z nim tak długo, że pękł mi paznokieć :(
Pomadka ochronna Nivea Friuty Shine
Kolejne ochronne mazidełko dla moich spierzchniętych ust. Tym razem o wiele lżejsze. Nie nawilża może tak mocno jak powyższe masełko i nie utrzymuje się tak długo, ale też bardzo je lubię. Nadaje lekki kolor ustom i delikatnie pielęgnuje wargi. Pięknie owocowo pachnie, ma słodki smak, chociaż producent wcale tego nie zapewnia. Pozostawia usta miękkie, gładkie i zmysłowe. Moim zdaniem idealny na randkę ;)
Oczy
Tusz Sephora Atomic Volume
Mam go aż dwa opakowania. Tak naprawdę nie wiem czym się różnią poza faktem że jedno opakowanie jest błyszczące, a drugie matowe. Tusz z pierwszego opakowania ma chyba bardziej intensywną, głęboką czerń, ale nie jestem pewna czy to fakt, czy tylko siła autosugestii. Ten tusz jest moim ideałem ze względu na szczoteczkę, a raczej gumowy grzebyczek o wypustkach różnej długości. Fantastycznie rozczesuje rzęsy, nie pozwala im się sklejać i nie daje brzydkiego efektu pajęczych nóżek. Rzęsy są idealnie rozdzielone i pogrubione. Moje są z natury długie, ale cienkie a Już jedna warstwa daje na nich efekt sztucznych rzęs! Według producenta działa również jak odżywka i pielęgnuje rzęsy.
Ten liner występuje w dwóch wersjach; precyzyjnej z cienkim pędzelkiem oraz o przedłużonej trwałości z gąbeczkowym aplikatorem. Mam obie wersje, ale jak widać jeden jest z tej starej wersji. Dużej różnicy między nimi nie widzę, poza oczywiście aplikatorem. Zdecydowanie wygodniejszy do malowania jest pędzelek z wersji precyzyjnej. Jest mięciutki i elastyczny, zupełnie inny niż np. w linerach wibo. Kosmetyk jest w płynnej formie, bardzo łatwo go precyzyjnie nałożyć i zmalować nawet najbardziej wymyślną kreskę. Szybko zasycha na powiekach, ma intensywny głęboki kolor i matowe wykończenie. Gdy zaschnie na powiece nic go z niej nie ruszy. Przyznam się, że kiedyś po powrocie z imprezy w nocy położyłam się spać w pełnym makijażu i gdy wstałam po dobrych kilku godzinach snu kreska wciąż była idealna, jakbym dopiero co ją namalowała. Ten precyzyjny raczej nie ustępuje mu trwałością, jednak nie testowałam go w aż tak ekstremalnych warunkach.Nie kosztuje mało, bo 30-40 zł, ale jest mega trwały i mega wydajny.
Jeden z tych linerów wygrałam w wakacje w konkursie na fanpage firmy. Pomimo moich niezbyt dobrych wspomnień z tą marką liner zasługuje na miejsce w Ulubieńcach. Gdybym pisała jego recenzję raczej nie byłaby ona zbyt pochlebna bo liner ma niezbyt intensywny kolor i przy używaniu go do takich makijaży jakimi go reklamowano byłby kompletnym niewypałem. Bardzo nierównomiernie się nakłada, robią się "smugi" na kresce (jeśli wiecie o co mi chodzi) i na pewno przy takim użytkowaniu wystarczyłby na najwyżej kilka użyć. Ja jednak używałam go na co dzień, do cienkiej, delikatnej kreseczki. Wtedy jego niezbyt intensywny kolor stawał się atutem, wydajność znacznie się zwiększyła, bo służył mi około 3 miesięcy, a smugi nie były widoczne. Duży plus za trwałość bo chociaż nie dorównywał Sephorze trzymał się nieźle nawet gdy zdarzyło się mi potrzeć oko. No i znów przyczepię się opakowania. Na zdjęciu widzicie zupełnie nowy egzemplarz oraz ten po kilku miesiącach używania. Widzicie jak paskudnie wygląda? Napisy ścierają się już po dwóch tygodniach i wygląda to bardzo nieestetycznie. Za tą cenę wymagałabym żeby produkt nie wyglądał jak chińska tanizna z bazaru.
Sephora Cień do powiek
Pojedynczy cień do powiek w solidnym okrągłym opakowaniu. Piękna, matowa, głęboka czerń. Cień jest bardzo miękki i dobrze napigmentowany. Gładko i równomiernie się rozprowadza, nie osypuje i jest wyjątkowo trwały. Dobrze się rozciera i łączy z innymi kolorami. Można go nałożyć zarówno na mokro jak i na sucho, co daje całkiem fajne możliwości wykorzystania cieni. Naprawdę jestem z niego bardzo zadowolona. Mam z tej serii także zielony opalizujący cień, który jest równie dobry jakościowo i równie wydajny, jednak bardzo rzadko go używam.
Jeden z niewielu cieni, które sama sobie kupiłam. Trafił do mnie latem, kiedy chętnie podkreślałam dolną powiekę intensywnymi kolorami. Cień ma doskonałą pigmentację. Głęboki opalizujący kobalt uzyskujemy na oku już po pierwszym pociągnięciu pędzelka. Jest trwały, nie osypuje się, nie roluje i jest odporny na ścieranie. Spokojnie utrzymywał się na oku cały dzień, nawet przy dużym upale.
Inglot Soft Precision Eyeliner 34
Ze względu na konieczność temperowania kredek mam obecnie tylko tę jedną, służącą mi do podkreślania linii wodnej. To śliczna perłowa biel. Bardzo miękka kredka, nie drapie oka ani nie podrażnia. Nie zauważyłam by po jej użyciu oczy szczypały bądź łzawiły. Jest dosyć wydajna, mam ją już pół roku a zużyłam może 1/3. Bardzo ładnie rozjaśnia kąciki oczu oraz linię wodną. Dosyć długo się utrzymuje, bo jeśli pomaluję się rano to o godzinie 16 wciąż ją widzę, więc to moim zdaniem zadowalający wynik. Duży plus za zatyczkę z trwałego, grubego plastiku, która nie zsuwa się z kredki ani nie popękała, dzięki temu kredka nie wala się po kosmetyczce luzem i nie brudzi opakowań innych kosmetyków, jak to często zdarzało mi się z innymi kredkami.
Zapachy
Lacoste Touch of Pink
Perfumy, którym jestem wierna od zawsze. Seksowny, magnetyczny, z charakterem, a jednak przekornie grzeczny. Tak bym opisała ten zapach! Połączenie kwiatu pomarańczy, jaśminu i wanilii daje naprawdę niezwykłe połączenie i zwraca uwagę, zwłaszcza męską ;) Do tego bardzo intensywnie pachnie, więc nie trzeba wylewać na siebie zbyt dużych ilości i naprawdę długo się utrzymuje. Nie pryskam nim na ubrania tylko odrobinę na włosy i na gołe ciało, a mimo to ubrania przesiąkają zapachem tak, ze można go wyczuć nawet po praniu.
Jak się zapewne domyślacie Lacosta odrobinę za droga by używać jej na co dzień, do szkoły czy wyjście do sklepu. Rolę jego zastępcy pełni więc o wiele delikatniejszy (i tańszy) zapach z Avonu. I nie odkryłabym go gdyby nie moja mama. Osobiście Avonu nie cierpię i nic od nich nie chcę i nie kupuję, więc gdy pokazała mi ten zapach za nic nie chciałam uwierzyć skąd pochodzi. A jednak, nawet w Avonie coś dobrego może się trafić. Ma podobny skład zapachowy do Touch of Pink (porównajcie sobie w internecie, różnią się naprawdę odrobinę) jednak jest dużo subtelniejszy.
MIYO mini drops
Z tego miejsca chciałabym wyróżnić nie jeden produkt, a całą markę. Lakiery MIYO mini drops to zdecydowanie moje ulubione lakiery. Kosztują grosze, mają świetne kolory, szybko schną, czego chcieć więcej? No dobra, trwałością nie dorównują lakierom z wyższych półek, ale też nie są z wyższej półki. Moja kolekcja tych lakierów liczy 18 sztuk (na zdjęciu jest mniej bo robiłam je już trochę czasu temu) i ciągle się powiększa, bo gama kolorystyczna jest naprawdę bogata, a cena 3.49zł za 7 ml to po prostu marzenie. To moje ulubione lakiery nie tylko tego, ale i poprzednich lat.
Teraz chciałabym wyróżnić nie markę, ale kolekcję lakierów. Hean wypuścił pod koniec roku świetną kolekcję karnawałową. Na zdjęciu znajdują się tylko trzy, ja posiadam pięć z sześciu brokatów i bardzo je sobie chwalę. Fantastycznie ożywiają manicure i gościły na moich paznokciach od października bardzo często :)
Mam jeszcze pytanie do was, macie, znacie, polecacie jakiś niedrogi, jasny podkład? Nie musi być bardzo kryjący, ani wybitnie trwały. Wystarczy, że utrzyma się przez 3-4 godziny i nie będzie robił ciemniejących smug.
Macie jakieś z tych produktów? Podzielcie się swoimi opiniami na ich temat :)
Podsumowanie Listopada
Skończył się listopad, zaczyna się grudzień, jest co raz zimniej i teraz nawet na zakupy nie chce się chodzić. Na szczęście listopadowa pogoda była wyjątkowo łaskawa pod względem temperatur, a miesiąc ten obfitował w wizyty w dużych miastach :D
Oto moje lakierowe nowości z listopada :D
Wibo Express Growth 169 - 5,19 Rossmann
Cudowny fioletowo-różowo-złoty lakier. Oglądając go na swatchach od razu wiedziałam, że muszę go mieć
Wibo Glamour sand 04 - 7,69 Rossmann
Tego cudaka musiałam kupić. Był na mojej liście odkąd pojawiły się w sklepach :D Sama osobiście wygrzebałam go z szuflady, bo oczywiście na półce próżno było szukać piasków.
Life 23, 24, 33 - Superpharm 4,99
Tę trójeczkę zgarnęłam w Warszawie. Załapałam się jeszcze na promocję, w której za dwa płaciło się 7.99. Razem z koleżanką wzięłyśmy po 3 :D
Smart Girls Get More 194, 191, 115 - wygrana w konkursie
Tą trójeczkę dostałam jako nagrodę w halloweenowym konkursie na fanpage'u marki. Są to dwa lakiery z jesiennej kolekcji + błyszcząca niespodzianka :P Ta błyszcząca buteleczka to był strzał w dziesiątkę :D Czerwieni niestety nie lubię, ale zawsze je dostaję więc nie zdziwił mnie widok tego koloru :p
Hean edycja limitowana 214, 215 - 5.99 Hean.pl
Cudowne brokatowe toppery. Bardzo je lubię za te nietypowe połączenia :D Identyczny jak 215 można dostać z firmy Sensique. Swoją drogą nie dziwi was, że dwie firmy w podobnym czasie wypuszczają identyczne toppery?
Hean City Fashion kolekcja jesienna 185 Saphirre Night - 5.99 Hean.pl
Kolejny Hean, tym razem cudowna czerń z shimmerem. Tak jak toppery upolowana na tygodniu lakierowym kiedy wszystkie lakiery kosztowały tylko 5.99
Hean Colour Obsession Red - prezent od hean.pl
A oto kolejny dowód na to, że mam pecha i zawsze trafia mi znienawidzona czerwień :P To jest gratis do zamówienia, druga czerwień w tym miesiącu :P
L'oreal 303 lush tangerine i 821 copper cuff - prezent
Jeszcze w wakacje wygrałam w konkursie L'oreal na makijaż w stylu Wings. Nagroda nie przychodziła, e-maile pozostawały bez echa, w końcu się wkurzyłam i w kilku słowach napisałam do firmy co myślę o takim traktowaniu klienta. Te dwa lakiery były dodatkiem w ramach "rewanżu" za to, że musiałam czekać 3 miesiące na swoją nagrodę! Niezbyt mnie ugłaskali, nagrodą miały być 2 linery, tusz do rzęs i czwórka cieni. Tusz dostałam inny niż ten o który walczyłam w konkursie, linner był tylko jeden i ogólnie to jestem bardzo rozczarowana podejściem firmy.
Essence colour &go 157 my fortune cookie - 6.99 Superpharm
Essence colour &go 165 here's my number - 5.99 Hebe
Pierwszy z nich to idealne złoto! Naprawdę prawdziwie złoty lakier. Strasznie mi się podoba co chyba widać po zużyciu :D
Drugi to cudowny piasek z holograficznymi drobinkami. Piękny, ale kapryśny :)
MIYO mini drops 144 viola passion i 152 magic in the evening - Netto 3.99
Kolejne dwa dropsiki z jesiennej kolekcji. O ile ze 152 jestem zadowolona tak 144 strasznie mnie rozczarował. Na paznokciu nie wygląda już tak uroczo jak w buteleczce, ze ślicznego fioletu zmienia się w brudny fioleto-brąz.
Essence nail art special effect! topper 10 - Natura 6.35
Cudowny niebieski topper z milionami lśniących drobinek. Pstrokaty ale ładny :D
W tym miesiącu na lakiery wydałam: 64,19 zł
A co wy kupiłyście w listopadzie? :D Chciałybyście coś z tych rzeczy zobaczyć w najbliższym czasie? :)
Etykiety:
Hean,
lakier piaskowy,
lakierowe zakupy,
limited edition,
mini drops,
MIYO,
podsumowanie listopada,
podsumowanie miesiąca,
topper,
z drobinkami,
zakupy
Cyrk na paznokciach czyli Hean 214
Skojarzenie z cyrkiem uczepiło się mnie przez Zu :P To ona pokazując ten lakier napisała o cyrku i jakoś skojarzenie przeszło na mnie :P Teraz patrząc na kolodowe drobiny pływające w buteleczce nie umiem nazwać go inaczej jak "cyrkowy" :)
Firma/Seria: Hean limited edition
Odcień: 214
Pojemność: 7 ml
Krycie: -
Cena: 7.99 zł
Kolor: Tak jak w pokazywanym wcześniej 215, w bezbarwnej bazie zatopione są różnorodne drobinki. W tym przypadku są to białe i czarne kwadraty, czerwone paseczki, niebieskie, żółte oraz blade żółto-zielone hexy. Całkiem oryginalne połączenie kolorów, raczej w żadnym innym topperze nie spotkamy się z taka różnorodnością :)
Wysychanie: W poprzednim poście napisałam, że toppery dość długo pozostają plastyczne. Teraz zwracam im honor, nie wiedzieć czemu na różnych bazach różnie wysychają. Mam wrażenie, że nieco rozpuszczają niektóre lakiery. Same z siebie (czyli na gołym paznokciu) wysychają w standardowym tempie.
Aplikacja: Brokatu nie
trzeba go łowić, jednak tak samo jak u jego poprzednika, brokat uparcie trzyma się pędzelka. Sam pędzelek jest wygodny, elastyczny i dość gęsty.
Krycie: -
Zmywanie: Jak każdy brokat- zmywa się koszmarnie. Ale kto zna brokat który da się zmyć bez poszarpania wacika i nerwów? :P
Inne: Drobinki gładko przylegają do płytki, a po wyschnięciu szkliście błyszczy. Ja jednak pokryłam go topem matującym, gdyż stwierdziłam, ze tak lepiej widać drobiny na zdjęciach.
Podsumowanie: Jestem nim oczarowana! Do samego konca nie byłam do niego przekonana, ale postanowiłam go kupić i nie żałuję. Jest naprawdę uroczy :D
Wybaczcie mi połamane paznokcie, naprawdę nie wiem co się ostatnio z nimi stało :( Ścięłam je na krótko (chlip, chlip) i czekam aż odrosną. Na szczęscie mam jeszcze kilka obfotografowanych lakierów więc na razie porzerwy na blogu nie będzie.
Jak podoba wam się kolejny Hean? :) Jeśli jeszcze nie macie go w swoich zbiorach to gorąco polecam :D
Kolorowe confetti czyli hean 215!
Brokaty z limitowanej edycji Hean trafiły do mnie już jakiś czas temu. Jak tylko zobaczyłam zdjęcia na stronie wiedziałam, że 214 i 215 muszą wpaść w moje łapki!
Na pierwszy ogień idzie nr 215.
Firma/Seria: Hean limited edition
Odcień: 215
Pojemność: 7 ml
Krycie: -
Cena: 7.99 zł
Kolor: W bezbarwnej bazie pływają różne rodzaje
brokatu. Srebrne i różowe piórka, fioletowe, żółte i blade zielono-żółte hexy
oraz czarne kwadraciki. Bardzo oryginalne połączenie, nie spotkamy takiego
lakieru nigdzie indziej!
Wysychanie: Dość szybko robi się suchy na tyle, że można
zrobić sobie herbatę nie martwiąc się zbytnio o paznokcie, jednak długo
pozostaje plastyczny, nawet godzinę po aplikacji trzeba uważać, żeby czymś nie zahaczyć.
Aplikacja: Brokatu nabiera się na pędzelek sporo, nie
trzeba go łowić, jednak bardzo uparcie trzyma się pędzelka, niezbyt „chętnie”
pozostaje na płytce. Pędzelek jest wygodny, elastyczny, nakrętka mogłaby być
węższa, ale nie jest to aż taki straszny mankament.
Krycie: -
Zmywanie: Jak się
zapewne domyślacie zmywa się koszmarnie, jak każdy brokat, ale wystarczy nałożyć
pod spód bazę peel off lub użyć folii :)
Inne: Lakier po wyschnięciu daje ładny połysk.
Drobinki w większości gładko przylegają do płytki, jednak piórka mogą trochę odstawać,
zwłaszcza jeśli nałożymy je blisko brzegu paznokcia.
Podsumowanie: Jestem nim totalnie zauroczona! 214 i 215 to
najpiękniejsze brokaty jakie mam, niemal bezproblemowe, nietypowe i oryginalne.
Myślę, że często będą gościć na moich pazurkach :) W edycji limitowanej oprócz brokatów pojawiły się dwie bazy- biała i czarna i to na nich właśnie widzicie glitterek :)
Na Facebooku zadawałam pytanie na jakich kolorach chcielibyście zobaczyć ten topper. Odzew był malutki, więc sama wybrałam kolorowe lakiery :)
Jeśli macie pomysł na jakich bazach mogłabym pokazać nr 214 napiszcie w komentarzach lub tutaj :)
Moim zdaniem ten glitter jest fantastyczny, absolutnie nie żałuję zakupu, zwłaszcza, ze zamawiałam go podczas tygodnia lakierowego kiedy kosztował "aż" 5.99 zł :)
Wie ktoś z was czemu zdjęcia po dodaniu robią się takie szare i nieostre? :( Da się coś z tym zrobić?









































